W grudniu 2015 roku Japonią wstrząsnęła wiadomość o śmierci Matsuri Takahashi. Dwudziestoczteroletnia pracownica giganta reklamowego Dentsu — absolwentka prestiżowego Uniwersytetu Tokijskiego, zatrudniona zaledwie dziewięć miesięcy wcześniej — odebrała sobie życie w Wigilię Bożego Narodzenia, skacząc z firmowego akademika. W tygodniach poprzedzających śmierć Takahashi zamieszczała na Twitterze wpisy, w których wyrażała pragnienie śmierci. Późniejsze dochodzenie wykazało, że w jednym miesiącu wypracowała nawet 130 godzin nadliczbowych, a Dentsu systematycznie zmuszało pracowników do fałszowania raportów czasu pracy, by oficjalne zestawienia nie przekraczały wewnętrznego limitu 70 godzin.
Historia Takahashi to jeden z tysięcy przypadków zjawiska, które od dziesięcioleci nęka Japonię — karoshi, czyli śmierci z przepracowania.
Japonia od lat mierzy się z tym problemem. Mimo wprowadzanych regulacji skala zjawiska pozostaje zatrważająca. Dane za rok fiskalny 2024 (kwiecień 2024 – marzec 2025) ujawniają, że japońskie Ministerstwo Zdrowia, Pracy i Opieki Społecznej uznało łącznie 1304 przypadki zgonów i zaburzeń zdrowotnych związanych z przepracowaniem — o 196 więcej niż rok wcześniej. To rekord. Po raz pierwszy w historii ponad tysiąc z tych przypadków dotyczyło zaburzeń psychicznych wywołanych warunkami pracy.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Słowo, które nie powinno istnieć
Karoshi (過労死) oznacza po japońsku dosłownie „śmierć z przepracowania". To nie termin czysto medyczny — raczej socjomedyczny. Obejmuje przypadki zgonów lub poważnych uszczerbków na zdrowiu spowodowanych schorzeniami sercowo-naczyniowymi: zawałem mięśnia sercowego, udarem mózgu, ostrą niewydolnością serca — których wystąpienie wiąże się z ekstremalnym obciążeniem pracą, nakładającym się na nadciśnienie i miażdżycę.
Pierwszy udokumentowany przypadek karoshi odnotowano w 1969 roku. Jego ofiarą padł 29-letni, żonaty mężczyzna zatrudniony w dziale wysyłki największej japońskiej gazety, który zmarł na udar mózgu po długotrwałym przeciążeniu nadgodzinami i pracą zmianową. Rodzina czekała pięć lat na uznanie śmierci za wypadek przy pracy i przyznanie odszkodowania. Początkowo zjawisko nazywano „nagłą śmiercią zawodową". Sam termin karoshi ukuty został w 1978 roku, a w 1982 roku troje japońskich lekarzy — Tajiri Seiichirō, Hosokawa i Uehata — opublikowało książkę pod tym samym tytułem, wprowadzając pojęcie do publicznego obiegu. W 2002 roku słowo karoshi trafiło do Oxford English Dictionary, stając się międzynarodowo rozpoznawalnym terminem.
Skala problemu jest trudna do precyzyjnego oszacowania. Krajowa Rada Obrony Ofiar Karoshi szacuje, że co roku ginie nawet dziesięć tysięcy osób — trzykrotnie więcej niż w wypadkach drogowych. Oficjalne statystyki rządowe operują znacznie niższymi liczbami, bo procedury uznawania przypadków są żmudne, restrykcyjne i trwają latami. Wiele rodzin nie składa wniosków w ogóle, traktując śmierć bliskiego jako sprawę prywatną.
Ciało, które nie nadąża
Karoshi nie jest mitem ani przenośnią — to udowodniony naukowo proces wyniszczania organizmu. Kluczowym czynnikiem ryzyka pozostają ekstremalne godziny pracy. Analizy przypadków z lat 1974–1990 wykazały, że większość ofiar pracowała ponad 60 godzin tygodniowo, miała ponad 50 godzin nadliczbowych miesięcznie i nie wykorzystywała nawet połowy przysługującego urlopu.
Japońskie Ministerstwo Zdrowia, Pracy i Opieki Społecznej wprowadziło konkretne kryterium diagnostyczne. Za „linię karoshi" uznaje się przekroczenie 80 nadgodzin miesięcznie (przez okres od dwóch do sześciu miesięcy przed zgonem) lub 100 nadgodzin w miesiącu bezpośrednio poprzedzającym śmierć. Kryteria te opierają się na ustaleniu, że ilość snu odgrywa decydującą rolę w regeneracji organizmu — przy 80 nadgodzinach miesięcznie pracownik dysponuje mniej niż sześcioma godzinami snu na dobę.
Co się dzieje w ciele człowieka, który miesiącami pracuje po dwanaście, czternaście godzin dziennie? Organizm w permanentnym stresie produkuje nadmiar adrenaliny, noradrenaliny i kortyzolu. Tętnice sztywnieją, ciśnienie rośnie, w naczyniach wieńcowych odkładają się blaszki miażdżycowe — i pewnego ranka, zwykle po kilku godzinach niespokojnego snu, serce albo mózg po prostu nie wytrzymują. Trzydziestolatek, chronicznie zestresowany i niewyspany, może mieć układ krążenia czterdziestolatka.
Dr Sugumar Mariappanadar, badacz psychologii organizacyjnej specjalizujący się w problematyce zrównoważonej pracy, tłumaczy to wprost: karoshi zabija dlatego, że organizm nie ma możliwości regeneracji. Człowiek może się forsować tylko do pewnego momentu — potem ciało po prostu odmawia posłuszeństwa.
Kardiologia zna zjawisko „efektu poniedziałkowego" — statystycznie podwyższonego ryzyka incydentów sercowo-naczyniowych na początku tygodnia roboczego. Wśród ofiar karoshi ten wzorzec jest szczególnie wyraźny. Organizm, pozbawiony adrenaliny napędzającej go przez tydzień, załamuje się wtedy, gdy próbuje wrócić do normy. Nie sam stres jest tu najgroźniejszy, lecz gwałtowne wahanie między ekstremalnym obciążeniem a kilkoma godzinami weekendowego odprężenia.
Do tego dochodzi to, czym ci ludzie się karmią. A raczej — czym się nie karmią. Japońscy pracownicy dotknięci karoshi nierzadko żywią się głównie z automatów i konbini (sklepów całodobowych), palą papierosy, piją po pracy i przesypiają trzy–cztery godziny na dobę. Każdy z tych elementów sam w sobie stanowi czynnik ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. W połączeniu tworzą mieszankę, przy której pytanie brzmi nie „czy", lecz „kiedy".
Oblicza japońskiej tragedii
Za suchymi statystykami kryją się konkretne ludzkie historie. Cztery z nich, często cytowane w literaturze przedmiotu, pochodzą z raportu Międzynarodowej Organizacji Pracy (ILO) z 2013 roku i stały się modelowymi przykładami karoshi.
Trzydziestoczteroletni pracownik dużej firmy produkującej przekąski (w dokumentach oznaczony jako Pan A) pracował po 110 godzin tygodniowo — odpowiednik ponad czterech i pół doby bez przerwy. Zmarł na zawał serca. Japoński Urząd Standardów Pracy uznał jego zgon za związany z wykonywaną pracą.
Pan B, kierowca autobusu, wypracowywał ponad 3000 godzin rocznie. W ciągu piętnastu dni przed udarem, który go zabił w wieku 37 lat, nie miał ani jednego dnia wolnego.
Pan C, zatrudniony w dużej drukarni w Tokio, pracował 4320 godzin rocznie, w tym na nocnych zmianach — to równowartość prawie sześciomiesięcznej pracy bez żadnej przerwy. Zmarł na udar mózgu w wieku 58 lat. Jego wdowa czekała na odszkodowanie czternaście lat.
Pani D, pielęgniarka, zmarła na atak serca. Pracowała na dyżurach trwających po 34 godziny ciągiem — pięć razy w miesiącu.
Miała dwadzieścia dwa lata.
Jednym z najgłośniejszych przypadków ostatnich dekad była śmierć Kenichiego Uchino, trzydziestoletniego kierownika kontroli jakości w fabryce Toyoty, który w lutym 2006 roku zmarł w miejscu pracy o 4:00 nad ranem — podczas kolejnych nadgodzin. Firma początkowo deklarowała, że Uchino miał jedynie 45 nadgodzin miesięcznie. Dopiero pięcioletnia batalia sądowa, którą wytoczyła jego żona, obaliła tę wersję. Sąd ustalił, że w miesiącu poprzedzającym śmierć mężczyzna przepracował ponad 80 godzin ponadnormatywnych — a według niektórych szacunków nawet 106. W 2008 roku jego zgon uznano za karoshi.
Przepracowanie zabija nie tylko w Japonii. W sierpniu 2013 roku w Londynie zmarł Moritz Erhardt, 21-letni niemiecki student odbywający letni staż w londyńskim oddziale Bank of America Merrill Lynch. Erhardt pracował notorycznie po kilkanaście godzin dziennie; w ostatnim tygodniu miał co najmniej trzy noce z rzędu bez snu. Znaleziono go martwego pod prysznicem w akademiku. Sekcja zwłok wykazała napad padaczkowy — Erhardt od 2010 roku chorował na epilepsję. Koroner stwierdził, że przemęczenie mogło, choć nie musiało, stać się czynnikiem wyzwalającym atak. Niezależnie od bezpośredniej przyczyny zgonu sprawa wywołała falę dyskusji o ekstremalnych warunkach pracy stażystów w sektorze finansowym.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Karojisatsu — samobójstwo z przepracowania
Karoshi ma drugie, jeszcze mroczniejsze oblicze. Od lat 80. XX wieku w Japonii narastało zjawisko karojisatsu (過労自殺) — samobójstw spowodowanych przepracowaniem i stresem zawodowym. Właśnie ta forma karoshi dotknęła Matsuri Takahashi.
Dane za rok fiskalny 2024 potwierdzają skalę problemu. Według japońskiego Ministerstwa Zdrowia, liczba uznanych przypadków zaburzeń psychicznych związanych z pracą sięgnęła 1057 — po raz pierwszy przekraczając tysiąc. Wśród nich 89 zakończyło się samobójstwem lub próbą samobójczą. To wzrost w porównaniu z rokiem fiskalnym 2023, gdy odnotowano 883 przypadki zaburzeń psychicznych (w tym 79 samobójstw i prób). Tendencja jest jednoznacznie rosnąca — jeszcze w 2010 roku przypadków tych było trzykrotnie mniej.
Do karojisatsu prowadzi coś, co psychologowie pracy opisują jako spiralę bezsilności: presja narasta, wymagania rosną, a pracownik — coraz bardziej wyczerpany — traci zdolność do racjonalnej oceny własnej sytuacji. Pojawia się depresja. Mobbing w miejscu pracy, w Japonii określany terminem pawa hara (power harassment), pogłębia poczucie beznadziejności. Szczególnie narażeni są menedżerowie średniego szczebla, zmuszani do zwalniania podwładnych w ramach restrukturyzacji — doświadczają jednocześnie poczucia winy wobec zwolnionych i presji ze strony przełożonych domagających się kolejnych cięć.
Kraj, w którym praca jest religią
Geneza karoshi sięga powojennej odbudowy Japonii.
Po klęsce w drugiej wojnie światowej premier Shigeru Yoshida zaproponował największym korporacjom układ: zagwarantujcie pracownikom dożywotnie zatrudnienie, a oni odwdzięczą się lojalnością. Firmy przystały na to, gospodarka rozkwitła, a Japonia do lat 80. stała się drugą potęgą gospodarczą świata. Ceną był utrwalony kult pracy, w którym godziny spędzone w biurze stały się miernikiem oddania, a nadgodziny — dowodem lojalności.
W japońskiej kulturze praca nie jest jedynie sposobem zarabiania pieniędzy. Stanowi element tożsamości — coś, co definiuje człowieka społecznie i nadaje mu wartość. Już dzieciom wpaja się przekonanie, że bycie bezużytecznym społecznie to największy wstyd. Japończycy odczuwają wdzięczność wobec firmy za samą możliwość zatrudnienia. Rzadko zmienia się pracodawcę — miarą oddania pozostają godziny spędzone w biurze, nie efektywność.
Charakterystycznym elementem japońskiej kultury biznesowej są nieformalne spotkania przy alkoholu z przełożonymi po godzinach pracy, zwane nommunication (od japońskiego nomu — pić, i angielskiego communication). Odmowa jest źle widziana. Czas przeznaczony na drinka z szefem to czas odebrany odpoczynkowi i rodzinie, lecz traktowany jako integralna część obowiązków zawodowych.
Karoshi bywa przy tym w japońskim społeczeństwie postrzegane ambiwalentnie. Jeszcze pokolenie temu posiadanie w rodzinie kogoś, kto „zapracował się na śmierć", bywało traktowane niemal z dumą — analogicznie do samurajów poświęcających życie w służbie panu, współcześni salarymani mieli oddawać się firmie bez reszty. Ta mentalność zmienia się, ale powoli. Jej ślady wciąż widać w organizacji japońskich miejsc pracy.
Jest jeszcze demografia. Japonia mierzy się z gwałtownym starzeniem się społeczeństwa i rekordowo niskim przyrostem naturalnym. W pierwszej połowie 2025 roku odnotowano około 339 tysięcy urodzeń — o 10 tysięcy mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej, kolejny historyczny rekord ujemny. Kurczący się rynek pracy oznacza, że coraz mniejsza liczba pracowników musi udźwignąć ciężar utrzymania trzeciej co do wielkości gospodarki świata.
Reformy, które nie nadążają
Japoński rząd od lat podejmuje próby ograniczenia skali karoshi — z mieszanymi skutkami. W 2014 roku uchwalono ustawę o promocji środków zapobiegających śmierci z przepracowania (Karoshi Prevention Act), zobowiązującą państwo do monitorowania zjawiska i prowadzenia kampanii prewencyjnych. W 2018 roku weszła w życie reforma stylu pracy (Work Style Reform Act), wprowadzająca po raz pierwszy ogólnokrajowe limity nadgodzin: 45 godzin miesięcznie i 360 rocznie w trybie standardowym, z możliwością zwiększenia do 100 godzin miesięcznie (i 720 rocznie) w okresach wzmożonej pracy. Wcześniej promowano inicjatywę „Premium Friday", umożliwiającą wyjście z pracy o 15:00 w ostatni piątek miesiąca — przystąpiło do niej jednak zaledwie około 1300 z ponad dwóch milionów japońskich firm. Trudno się dziwić: to jak leczyć złamaną nogę plastrem.
Od kwietnia 2024 roku ministerstwo zdrowia wdrożyło nowe regulacje — firmy, w których co najmniej dwukrotnie w ciągu trzech lat doszło do przypadków karoshi lub poważnych problemów zdrowotnych związanych z przepracowaniem, otrzymują obowiązek opracowania planów prewencyjnych i poddania się rocznemu nadzorowi. W roku fiskalnym 2024 objęto tymi regulacjami 42 przedsiębiorstwa.
Efekty tych działań pozostają jednak ograniczone. Średni czas pracy w Japonii spadł od lat 90. (z około 1900 godzin rocznie na pracownika) do około 1636 godzin w 2023 roku, ale w przypadku pracowników pełnoetatowych utrzymuje się na poziomie blisko 1962 godzin — i od kilku lat nie wykazuje dalszej tendencji spadkowej.
Pewnym optymizmem napawa zmiana pokoleniowa. Coraz więcej młodych Japończyków odrzuca kult przepracowania. Termin shachiku (dosłownie: „firmowe bydło") — pogardliwe określenie pracowników poświęcających życie korporacji — stał się popularny wśród pokolenia wchodzącego na rynek pracy. Rośnie zainteresowanie elastycznymi formami zatrudnienia, a Tokio zapowiedziało wdrożenie czterodniowego tygodnia pracy dla urzędników metropolitalnych od 2025 roku.
Sygnały z najwyższego szczebla politycznego nie pomagają. Sanae Takaichi, która w październiku 2025 roku została pierwszą kobietą na stanowisku premiera Japonii, w swoim przemówieniu po wyborze na przewodniczącą Partii Liberalno-Demokratycznej oświadczyła wprost: „Wyrzucę samo pojęcie work-life balance. Będę pracować, pracować, pracować, pracować i pracować". Hasło to zdobyło w grudniu 2025 roku tytuł „japońskiego stwierdzenia roku". Takaichi zwołała też naradę sztabu o trzeciej w nocy — nie z powodu kryzysu bezpieczeństwa, lecz dla przygotowania wystąpienia parlamentarnego. Ogłosiła również, że zleciła ministrowi pracy zbadanie możliwości złagodzenia regulacji dotyczących nadgodzin.
Reakcja była natychmiastowa. Prawnicy z Krajowej Rady Obrony Ofiar Karoshi wystosowali oficjalny protest, oskarżając premier o „wskrzeszanie duchowego poświęcenia", które przyczynia się do śmierci z przepracowania. Związek Prawników Pracy uznał jej słowa za sprzeczne z duchem artykułu 3 ustawy o umowach o pracę, zobowiązującego pracodawców i pracowników do dążenia do ograniczenia czasu pracy. Takaichi wycofała się, przepraszając za „sprawienie kłopotu" współpracownikom i ochroniarzom, i zapewniła, że nie miała zamiaru zachęcać do przepracowania. Ale ton został nadany — i japońska federacja pracodawców Keidanren natychmiast zaapelowała o rozluźnienie limitów nadgodzin.
Polskie nadgodziny — inne słowo, ten sam mechanizm
Choć karoshi narodziło się w Japonii, nie jest wyłącznie japońskim problemem.
Polacy pracują statystycznie dłużej niż większość narodów europejskich. Według danych Eurostatu za 2024 rok Polska ma najdłuższy przeciętny tydzień pracy w Unii Europejskiej — 39,8 godziny (wobec 31,6 w Holandii i średniej unijnej wynoszącej 36,0). Dane OECD wskazują, że średni roczny czas pracy pełnoetatowego Polaka oscyluje wokół 1900–1960 godzin, podczas gdy w Niemczech jest to niespełna 1350 godzin — różnica sięga ponad 600 godzin rocznie, czyli niemal cztery miesiące robocze.
Badanie CBOS z 2012 roku — jedno z niewielu polskich badań szczegółowo analizujących wymiar czasu pracy — wykazało, że 25 proc. aktywnych zawodowo Polaków pracuje 41–50 godzin tygodniowo, a 12 proc. przekracza 60 godzin. Od tamtego czasu nie powstało porównywalne badanie, choć zjawisko najprawdopodobniej nie zmalało — pandemia i upowszechnienie pracy zdalnej zatarły granice między życiem zawodowym a prywatnym jeszcze bardziej.
Psycholog Marta Bogucka zwraca uwagę na kulturowy wymiar problemu: w polskich korporacjach często wpaja się młodym pracownikom przekonanie, że „nie jest w dobrym tonie wyjść z pracy punktualnie albo przed szefem". To mechanizm analogiczny do japońskiego kultu obecności w biurze, tyle że w polskich warunkach rzadko kończy się śmiercią na stanowisku — częściej wypaleniem zawodowym, depresją i chorobami sercowo-naczyniowymi, które trudniej powiązać z konkretnym pracodawcą.
Polskie prawo pracy co prawda limituje czas pracy do 8 godzin dziennie i 40 godzin tygodniowo, dopuszczając nadgodziny w ograniczonym zakresie. Problem polega na tym, że w wielu branżach — od IT i finansów, przez gastronomię, po transport — limity te są fikcją. Kierowcy tirów, lekarze na kontraktach, programiści rozliczani za projekt, a nie za czas — wszyscy oni funkcjonują poza ochronnym parasolem kodeksowych norm. Polska nie prowadzi systematycznych statystyk łączących zgony z przepracowaniem, więc skala problemu pozostaje niewidoczna. Nie mamy odpowiednika japońskich kryteriów diagnostycznych karoshi — nikt nie zbada, czy czterdziestoletni informatyk, który zmarł na zawał po miesiącu crunchowania, padł ofiarą warunków pracy.
Globalne dane potwierdzają wagę problemu. W badaniu opublikowanym w 2021 roku przez WHO i Międzynarodową Organizację Pracy, opartym na analizie danych z roku 2016, oszacowano, że około 488 milionów ludzi na świecie pracuje 55 godzin tygodniowo lub więcej. W samym 2016 roku 745 tysięcy osób zmarło z powodu udaru mózgu lub choroby niedokrwiennej serca, których wystąpienie powiązano z nadmiernymi godzinami pracy — to wzrost o 29 proc. w porównaniu z rokiem 2000. Praca powyżej 55 godzin tygodniowo zwiększa ryzyko udaru o 35 proc. i ryzyko zgonu z powodu choroby niedokrwiennej serca o 17 proc. Autorzy badania zastrzegali, że dane nie obejmują pandemii COVID-19, która — przez upowszechnienie pracy zdalnej i zatarcie granicy między domem a biurem — niemal na pewno pogorszyła sytuację.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Sygnały, których nie wolno ignorować
Objawy ostrzegawcze karoshi bywają ignorowane zarówno przez samego pracownika, jak i jego otoczenie. Wyczerpanie emocjonalne i fizyczne, zaburzenia koncentracji, zasłabnięcia, spadek odporności, bezsenność, stany lękowe, bóle żołądka i głowy, dolegliwości kardiologiczne — każdy z tych sygnałów powinien budzić czujność, zwłaszcza gdy towarzyszy im systematyczne przekraczanie norm czasu pracy.
Jednym z najbardziej niepokojących aspektów karoshi jest to, że wielu ofiar po prostu nie ma w swoim kalendarzu miejsca na wizytę u lekarza. Albo — co gorsza — boi się zwolnienia chorobowego, które w japońskiej kulturze korporacyjnej bywa traktowane jak przyznanie się do słabości. W efekcie wielu pracowników umiera bez wcześniejszej diagnozy, a ich zgon zostaje przypisany „nagłej przyczynie sercowej", bez zbadania kontekstu zawodowego.
Ofiarami karoshi padają najczęściej osoby ambitne, wymagające od siebie perfekcji, ale zarazem niepewne własnej wartości — szukające w pracy potwierdzenia, że są potrzebne. Wiele z nich nie dostrzega symptomów przepracowania albo celowo je bagatelizuje. Czują się dobrze, mają plany, podejmują nowe wyzwania. Aż pewnego dnia organizm przestaje nadążać.
Dla osób z otoczenia sygnałem alarmowym powinno być połączenie kilku czynników: regularny czas pracy przekraczający 50 godzin tygodniowo, rezygnacja z urlopów i weekendów, narastające rozdrażnienie lub apatia, sięganie po używki „żeby wytrzymać" i stopniowe wycofywanie się z życia towarzyskiego i rodzinnego. To nie „pracowitość" — to droga, której koniec bywa tragiczny.
Zamiast zakończenia
W grudniu 2025 roku, dokładnie w dziesiątą rocznicę śmierci córki, Yukimi Takahashi — matka Matsuri — wystąpiła na konferencji prasowej w Tokio i opublikowała kolejne coroczne przesłanie. „Mija dziesiąte Boże Narodzenie bez Matsuri" — powiedziała ze łzami. „Im więcej czasu upływa, tym bardziej wyobrażam sobie jej życie, jakie powinno być, i tym bardziej boli." Przed laty ujawniła ostatni e-mail od córki: „Praca jest nie do zniesienia. Życie jest nie do zniesienia. Dziękuję za wszystko".
Prosi o jedną rzecz. Żeby nie było więcej takich jak Matsuri.
W świecie, w którym premier jednego z najbogatszych państw świata publicznie obiecuje „porzucenie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym", a smartfon zamienił dom w dodatkowe biuro — ta prośba brzmi jednocześnie banalnie i niemożliwie do spełnienia. A jednak sześćdziesięciodwuletnia kobieta z Tokio powtarza ją od dekady, na Boże Narodzenie, adresując do nikogo konkretnego i do wszystkich naraz. Wygłosiła już ponad osiemdziesiąt wykładów. Nie zamierza przestać.
Żadna praca nie powinna kosztować życia. To zdanie nie powinno wymagać dowodzenia.
Literatura i źródła
Literatura i źródła
- Takahashi Matsuri: Karōshi and The Woman That Dentsu Worked to Death — Unseen Japan – artykuł publicystyczny opisujący sprawę Matsuri Takahashi i problem karōshi w Japonii.
- Karōshi — Wikipedia – hasło encyklopedyczne wyjaśniające pojęcie „śmierci z przepracowania” w Japonii.
- Case Study: Karoshi: Death from overwork — International Labour Organization – raport organizacji międzynarodowej analizujący przypadki śmierci z przepracowania.
- Japan Recognizes Record Number of Deaths and Health Disorders Related to Overwork in Fiscal 2024 — Nippon.com – artykuł informacyjny przedstawiający statystyki dotyczące karōshi w Japonii.
- White Paper on Overwork in Japan Shows Record Rise in Recognized Work-Related Mental Health Issues — Nippon.com – analiza raportu rządowego o problemie przepracowania i zdrowia psychicznego.
- Japan's Govt Instructs 42 Companies to Draw Up Plans to Prevent Work-Related Deaths — The Japan News – artykuł prasowy dotyczący działań rządu Japonii przeciwko karōshi.
- Death due to overwork: Problems and solutions — Routledge Handbook of Occupational Health and Wellbeing – rozdział naukowy omawiający mechanizmy i skutki śmierci z przepracowania.
- Japan's PM promised to 'work, work, work.' For some, that's a red flag — The Christian Science Monitor – artykuł analityczny o kulturze pracy w Japonii i jej konsekwencjach.
- Japan's workhorse Prime Minister tests labour limits — East Asia Forum – analiza polityczno-społeczna dotycząca japońskiej kultury pracy.
- Right-wing Sanae Takaichi is set to be Japan's first female prime minister — CNBC – artykuł informacyjny o japońskiej scenie politycznej i debacie o kulturze pracy.
- Global, regional, and national burdens of ischemic heart disease and stroke attributable to exposure to long working hours — Environment International – badanie naukowe dotyczące wpływu długich godzin pracy na zdrowie publiczne.
- Death of a City intern: overstressed and overworked? — Channel 4 News – reportaż o przypadku śmierci stażysty w londyńskim sektorze finansowym.
- Did Bank of America Merrill Lynch Intern Moritz Erhardt Die of Stress? — The Daily Beast – artykuł analizujący przyczyny śmierci młodego pracownika sektora finansowego.
- Karoshi, keiretsu enter Oxford English Dictionary — The Free Library – informacja o wprowadzeniu terminu „karoshi” do Oxford English Dictionary.
- Karoshi and Japan's Work Style Reform — Harvard Kennedy School Student Policy Review – analiza reform polityki pracy w Japonii.
- How Japan is healing from its overwork crisis through innovation — World Economic Forum – analiza inicjatyw mających ograniczyć zjawisko karōshi.
- Karoshi: Understanding Japan's Overwork Death Crisis — This Is Japan – popularnonaukowe opracowanie dotyczące przyczyn i skutków karōshi.
- As Tokyo embraces a 4-day workweek, Japan's new PM called a 3 a.m. meeting — Fortune – artykuł o debacie dotyczącej równowagi między pracą a życiem prywatnym.
- Mother of Karoshi Victim Calls on People Not to Forget — Nippon.com / Jiji Press – materiał prasowy o działaniach rodzin ofiar karōshi.
- 10 years later: “A strong wish” from mother of Matsuri Takahashi — Tokyo Reporter – artykuł opisujący konsekwencje głośnej sprawy Matsuri Takahashi.