Słowo „antybiotyk” liczy sobie niewiele ponad osiemdziesiąt lat. Upowszechnił je na początku lat 40. XX wieku Selman Waksman, amerykański mikrobiolog badający przez całe zawodowe życie bakterie żyjące w glebie, i nazywał tak substancje wytwarzane przez jedne drobnoustroje, które zabijają inne albo hamują ich wzrost. Leki przeciwbakteryjne wymyślone i wytworzone w całości przez chemików, bez wzorca w przyrodzie, nazywa się chemioterapeutykami. Obie grupy różnią się pochodzeniem cząsteczki, a działają na tej samej zasadzie. Penicylina, którą wytwarza pleśń, jest antybiotykiem naturalnym. Amoksycylina czy azytromycyna to antybiotyki półsyntetyczne, czyli związki naturalne przerobione w laboratorium tak, by lepiej się wchłaniały albo działały na więcej bakterii. Chemioterapeutykami są natomiast sulfonamidy, fluorochinolony, takie jak cyprofloksacyna, oraz stosowana w zakażeniach dróg moczowych furazydyna. W codziennej praktyce lekarzy i w statystykach zużycia leków granica się zatarła i antybiotykiem nazywa się każdy lek przeciwbakteryjny podawany do wnętrza organizmu. W tym szerszym znaczeniu słowo pojawia się też w dalszej części tekstu, a rozróżnienie wraca tam, gdzie pochodzenie leku ma znaczenie. ...