W centrum Chorzowa, między ulicą Strzelców Bytomskich a ulicą Sienkiewicza, biegnie niewielka, równoległa do Wolności arteria. Przy niej stoją kamienice czynszowe z przełomu XIX i XX wieku, a gdzieniegdzie zachowały się jeszcze niskie, jednokondygnacyjne domy z dwuspadowymi dachami, pamiętające czasy, gdy ta okolica żyła rytmem pobliskich pieców hutniczych. Ulica nosi nazwisko człowieka, którego dziś mało kto pamięta, a który w swoim krótkim życiu zdążył pracować w młynie, cegielni i na torach kolejowych, wyemigrować do Francji, wrócić do kraju zrujnowanego wojną, a potem stać się jednym z najgłośniejszych hutników powojennego Śląska. Władysław Truchan zmarł mając czterdzieści sześć lat. Jego imieniem nazwano ulicę, szpital dziecięcy - pozostało też wspomnienie kogoś, kto traktował pracę przy piecach martenowskich z niezwykłą powagą. ...