Kleks spadł na podłogę i zmienił historię polskiej kultury popularnej. Tak przynajmniej lubi opowiadać legenda. Henryk Jerzy Chmielewski, znany całej Polsce jako Papcio Chmiel, twierdził, że narodziny Tytusa de Zoo zaczęły się od przypadkowej plamy tuszu, która swoim kształtem przypominała małpę. Trudno dziś odróżnić, ile w tej anegdocie jest prawdy, a ile późniejszej mitologii autora. Pewne jest jedno: 22 października 1957 roku na łamach tygodnika „Świat Młodych" ukazała się historyjka o dwóch chłopcach i szympansie, która rozrosła się w serię trwającą ponad sześćdziesiąt lat.
Jedenaście milionów sprzedanych egzemplarzy. Trzydzieści jeden ksiąg albumowych. Pokolenia czytelników, którym Tytus towarzyszył od podstawówki do emerytury.
Nie był to zwykły komiks dla dzieci — i wiedziały o tym kolejne pokolenia.
Człowiek, który urodził się w Barbakanie
Henryk Jerzy Chmielewski przyszedł na świat 7 czerwca 1923 roku w Warszawie, przy ulicy Nowomiejskiej 18/20, w kamienicy, na której miejscu po wojnie odbudowano fragment Barbakanu. Lubił podkreślać to z ironicznym zadowoleniem: „urodziłem się w Barbakanie". Kamienicy już nie ma. Zniknęła w 1944 roku, jak większość jego przedwojennego świata.
Dzieciństwo na Starówce, harcerstwo, talent rysunkowy widoczny od najmłodszych lat. Kiedy wybuchła wojna, miał szesnaście lat.
7 września 1939, po radiowym apelu pułkownika Umiastowskiego, opuścił Warszawę z grupą kolegów na rowerach i dotarł do Łukowa. Wrócił po kapitulacji. Kontynuował naukę w tajnym gimnazjum — tak wtedy robiła warszawska młodzież, która nie zamierzała się poddać. W marcu 1943 złożył przysięgę w Armii Krajowej. Przyjął pseudonim „Jupiter", bo jego drużynowy Janusz Mierkowski postanowił, że każdy żołnierz będzie nosił imię ciała niebieskiego.
1 sierpnia 1944, pierwszego dnia Powstania Warszawskiego, wyruszył na swoje zadanie. Zgubił oddział. Reszta potoczyła się tak, że cudem wyszedł z tego żywy: 2 sierpnia został pojmany przez Niemców i przydzielony do prac na Okęciu. Atak na lotnisko, w którym miał uczestniczyć, pochłonął wielu jego kolegów.
Po wojnie pracował jako kreślarz. Zaczął rysować zawodowo w 1947 roku w redakcji „Świata Przygód", przemianowanego wkrótce na „Świat Młodych". Rysował kontynuacje cudzych serii, próbował sił z własnymi pomysłami. Przed Tytusem stworzył m.in. „Półrocze bumelanta" (1951) i „Witka sprytka" (1955–1956). Żaden z tych komiksów nie zaistniał w zbiorowej pamięci.
Przez długi czas przypisywano Chmielewskiemu autorstwo słynnego powstańczego plakatu „Jeden pocisk, jeden Niemiec". Sam Papcio prostował tę legendę: plakat narysował inny Henryk Chmielewski, rysownik i powstaniec, z którym Papcio pracował po wojnie w „Szpilkach". Zbieżność nazwisk robiła swoje. Ta drobna pomyłka sama w sobie mówi wiele o tym, jak autor był zakorzeniony w etosie Powstania.
Żaden z tych komiksów nie przyniósł mu tego, co przyniesie szympans z kleksem.
Sputnik jako przepustka
Pierwszy odcinek komiksu leżał w archiwum redakcji przez mniej więcej rok. Nie było go jak opublikować. Tematyka kosmiczna w 1956 roku była w Polsce Ludowej terytorium ściśle kontrolowanym przez propagandę. Małpa w rakiecie? Niepoważne. Nieodpowiednie.
Potem Związek Radziecki wystrzelił Sputnika. Był 4 października 1957 roku. Nagle kosmos stał się tematem słusznym, a nawet pożądanym. Chmielewski opowiadał to z rozbawieniem: historyjka ukazała się tylko dlatego, że spodobała się synowi jednego z działaczy Wydziału Prasowego KC PZPR.
22 października 1957 roku tygodnik „Świat Młodych" wydrukował pierwszą część pod tytułem Romek i A’Tomek. Tytus pojawił się dopiero w kolejnym odcinku i natychmiast zdominował całą opowieść. Bohaterowie odnaleźli szympansa na pokładzie rakiety, gdzie przebywał jako małpa doświadczalna obcego naukowca. Taka była wersja gazetowa, wpisana w realia polityczne ówczesnego momentu: propaganda radziecka była w apogeum, kosmos stał się areną ideologicznej rywalizacji, a małpa w rakiecie pasowała do tego obrazka jak ulał.
Między 1957 rokiem a wydaniem albumowym w 1966 roku komiks żył wyłącznie na łamach „Świata Młodych", ukazując się w numerach czasopisma jako seria odcinkowa. Wczesne odcinki gazetowe różniły się od późniejszych ksiąg pod wieloma względami: grafika była prostsza, narracja bardziej epizodyczna, bohaterowie schematyczni. Stopniowo jednak Chmielewski wypracowywał własny rytm i własny głos. Czytelnicy chcieli więcej.
W wydaniu albumowym z 1966 roku historia narodzin Tytusa wyglądała zupełnie inaczej. Papcio Chmiel wyjaśniał tę zmianę bezpośrednio: „Wydoroślałem graficznie i chciałem ładniej Tytusa urodzić. W pierwszym numerze był już żywy i gotowy, a tu chciałem pokazać czytelnikom, że to jest fikcja i grafika. Wymyśliłem, że się urodził z plamy tuszu rozlanego na podłogę". W Księdze I szympans wyłania się z przypadkowego kleksa w pracowni Papcia i od razu zaczyna szukać swojego miejsca na świecie.
Różnica między wersjami nie jest tylko kosmetyczna. Wersja gazetowa osadzona była w realiach zimnowojennej propagandy; album miał inną naturę — metatekstową, surrealistyczną, nastawioną na grę z konwencją. To rozróżnienie stanie się ważne, gdy przyjrzymy się, czym tak naprawdę jest ten komiks.
Zdjęcie dzięki uprzejmości MR / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Trójka, która nie bardzo pasuje do siebie
Tytus de Zoo jest szympansem, ale określenie go „małpą" od samego początku było zbyt ciasne. Ma mowę, ma uczucia, ma upór i nieokiełznane poczucie humoru. Niskie, krępe, zamaszyste ciało — zdolne do akrobacji, do ucieczki przez okno, do rozbicia cennego pojazdu. Bywa złośliwy i odważny ponad miarę. Niekiedy wzruszający.
Romek i A’Tomek to dwaj harcerze. Wysoki, blondyn, szczupły: to Romek. Niski, w charakterystycznej czapeczce, pełen energii i pomysłów: to A’Tomek. To jego imię kryje w sobie grę słów: w środku jest „atom", na początku „A’" sugerujące coś osobnego, wyraźnie polskie, niebędące prostą wersją imienia Tomek. Obaj chłopcy stawiają sobie cel — uczłowieczenie Tytusa. Czy im się to udaje? To zależy od tego, jak rozumiemy człowieczeństwo.
Profesor T.Alent jest naukowcem. Konstruuje pojazdy o fantastycznych nazwach: Wannolot, Syfonolot, Trąbolot, Prasolot, Kapustogrocholot. Każda Księga ma swój własny środek transportu; ta tradycja stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych motywów serii. Imię profesora to kolejna gra słów: „talent" ukryty w nazwisku.
Sam Papcio Chmiel, postać rysunkowa i alter ego autora, pojawia się w komiksie regularnie. Jest opiekunem, autorytetem moralnym, a zarazem kimś obdarzonym quasi-boskimi mocami: potrafi wyjść z obrazu, zainterweniować w fabule, naprawić sytuację, gdy bohaterom grozi coś naprawdę niedobrego. Jednocześnie jest bezradny wobec własnej twórczości. Tytus regularnie wymyka się spod kontroli.
Ta wewnętrzna dynamika jest kluczem do komiksu. Chmielewski stworzył świat, w którym granice między autorem a dziełem są przepuszczalne, gdzie czytelnik i narrator są zaproszeni do wspólnej gry, gdzie powaga miesza się z absurdem bez ostrzeżenia.
Tytus jest postacią z prawdziwą głębią psychologiczną — jeśli można tak powiedzieć o narysowanym szympansie. Jego uczłowieczanie jest projektem, który nigdy do końca nie dochodzi do skutku. Tytus zdobywa prawo jazdy, zostaje harcerzem, próbuje być dziennikarzem, aktorem, olimpijczykiem. Zawsze coś jednak nie wychodzi: instynkty biorą górę, impulsywność zwycięża nad rozsądkiem, małpia natura przebija przez ludzki kostium. A jednak jest w nim coś, czego brakuje postaciom bardziej „normalnym": szczerość reakcji, brak hipokryzji, naturalna ciekawość świata.
Romek i A’Tomek ewoluowali przez dekady. W pierwszych tomach są zadziwiająco schematyczni: posłuszni, ideologicznie nieskazitelni, praktycznie bez rys charakteru. Dopiero od lat siedemdziesiątych nabierają wyrazistości. A’Tomek staje się przebiegły, skory do wymyślnych planów; Romek — złośliwszy i skłonny do buntu, choć z właściwym sobie tchórzostwem w trudnych chwilach. Ich relacja z Tytusem przestaje być relacją wychowawców z podopiecznym i staje się czymś przypominającym prawdziwą przyjaźń.
Profesor T.Alent przez całą serię pozostaje z gruntu niezmieniony: ekscentryczny, roztargniony, genialny w kwestiach technicznych i zupełnie bezradny w sprawach ludzkich. Szczury laboratoryjne gnieżdżą się w jego włosach. Buduje maszyny, które wielokrotnie zawodzą w najgorszym możliwym momencie. Jest postacią komediową, ale i figurą humanistyczną: naukowiec, który nigdy nie używa swoich wynalazków do złych celów, choćby rzeczywistość PRL-owska dawała ku temu sporo pokus.
Zdjęcie dzięki uprzejmości MR / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Trzydzieści jeden ksiąg i jeden cel
Seria wydawana w formie albumowej od 1966 roku liczy 31 ksiąg. Każda jest zamkniętą całością, osadzoną w innej tematyce: podróże w czasie i przestrzeni, przygody historyczne, wyprawy naukowe, satyra społeczna. Bohaterowie byli harcerzami, żołnierzami, astronomami, geologami, olimpijczykami, dziennikarzami, kowbojami, piernikarzami w średniowiecznym Toruniu.
Geograficzne i historyczne ramy kolejnych ksiąg zawsze pełniły funkcję dydaktyczną. Księga VII (Tytus poprawia dwójkę z geografii Polski) zabierała czytelnika w objazd po kraju; Księga VIII (Tytus astronomem) rozgrywała się w realiach Fromborka i umożliwiała spotkanie z Kopernikiem. Papcio traktował serię jako narzędzie popularyzacji wiedzy. Jego dewizą było hasło: „bawiąc uczy, ucząc bawi".
Wymowna jest też tematyczna ewolucja serii na przestrzeni lat. Wczesne Księgi mocno wiązały tematykę z ówczesnymi priorytetami wychowawczymi i propagandowymi: wojsko, sport, praca, kolektywne osiągnięcia. Z biegiem lat tematy robiły się swobodniejsze, bardziej osobiste, częściowo autobiograficzne. Księdze XVI poświęconej dziennikarstwu towarzyszyło wyraźne rozgoryczenie autora wobec mediów. Księga XXIX zaprowadziła bohaterów do toruńskiej pracowni piernikarskiej, bo Chmielewski lubił historię lokalną i wiedział, że i czytelnicy ją polubią.
Nie oznacza to, że każda Księga miała jednakową wartość. Krytycy i fani niemal jednomyślnie wskazują, że złoty wiek serii przypadł na lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte. Sam Chmielewski uważał za swoje najlepsze dzieło Księgę XVI (Tytus dziennikarzem, 1981), bo zawarł w niej wiele odniesień do własnych przedwojennych wspomnień o Warszawie, a jednocześnie dał upust złośliwości wobec środowiska prasowego. Czytelnik uważny dostrzeże w tej Księdze elementy wyraźnie odbiegające od naiwnego obrazka PRL-owskiej rzeczywistości.
I tu dochodzimy do rzeczy, o której podręczniki milczą.
Komiks w potrzasku
Seria od początku istniała w ideologicznym korytarzu. Kiedy w 1965 roku Wydawnictwo Harcerskie przejęło serię, bohaterowie musieli zostać harcerzami — to był warunek wydawcy, który posiadał licencję wyłącznie na tematykę harcerską. Zmiana była odgórna i nie wynikała z artystycznej decyzji autora. Pod naciskiem propagandy pierwotni bohaterowie, mający do harcerstwa stosunek raczej lekceważący, zamienili się w wzorcową młodzież PRL.
Badacze analizujący serię, m.in. Krzysztof Grzegorzewski, zwracają uwagę na ewolucję treści w kolejnych dekadach. Pierwsze Księgi rzeczywiście zawierają elementy dydaktyzmu i propagandy wpisanej w kontekst epoki: Księga IV niosła niemal jawną gloryfikację Ludowego Wojska Polskiego, Księga V rozgrywała się jako krytyka kapitalizmu i Stanów Zjednoczonych. Romek i A’Tomek z tamtego okresu są infantylni, niemal papierowi — „noszą wszelkie cechy modelowej młodzieży PRL".
Z biegiem lat coś się zmieniło. Bohaterowie dojrzewali i stawali się bardziej indywidualni. A od mniej więcej Księgi XIII pojawiła się zawoalowana krytyka totalitarnego systemu: dyskretna, ukryta w absurdystycznym humorze, ale czytelna dla dorosłego odbiorcy. Papcio stopniowo przesuwał granice.
Naciski nie skończyły się po 1989 roku. Do pracowni Chmielewskiego przychodziły delegacje z różnych środowisk proszące o zaangażowanie kolejnych tomów w promowanie ich ideologicznych tez. Pewnego razu zjawiła się grupa działaczy katolickich z prośbą o poświęcenie Księgi ochronie życia poczętego. Autor przekonał ich, że w ustach szympansa te hasła brzmiałyby niepoważnie. Argument zadziałał. Szympansa trudno oskarżyć o ideologię.
Kleks, który zmienił kształt
Styl rysunkowy Chmielewskiego jest trudny do pomylenia z czymkolwiek innym. Kreseczka lapidarna, karykatury wyraziste, twarze przesadzone w ruchach i emocjach. Pojazdy rysowane z rozbuchaną fantazją: Wannolot jest dosłownie wanną z silnikami, Trąbolot wygląda jak coś, co Profesor T.Alent złożył z resztek innych urządzeń. W kadrach roi się od szczegółów — ukrytych żartów rysunkowych, odsyłaczy do rzeczywistości, cytatów z polskiej kultury.
Dymki dialogowe i onomatopeje są częścią wizualnego języka komiksu. Gry słowne, często wieloznaczne i niekiedy celowo nieprzetłumaczalne, to stały element narracji.„Trapezfik", ojczyzna Tytusa, to zbitka słów „trapez" i afrykańskiej końcówki geograficznej „-fik" — nawiązanie do akrobatycznej natury bohatera. Czytelnik, który to złapie, śmieje się sam do siebie.
Z dekady na dekadę grafika ewoluowała. Pierwsze Księgi były częściowo czarno-białe; późniejsze stawały się coraz bogatsze kolorystycznie. Format rósł. Kreska dojrzewała. Nie było jednak nigdy momentu, w którym seria stałaby się inna w swojej istocie: to ciągłość stylu rozciągnięta na ponad sześćdziesiąt lat, co samo w sobie jest zjawiskiem rzadkim.
Szczególną cechą serii jest jej stosunek do języka. Chmielewski miał wybitną intuicję językową i bezlitosny zmysł do absurdu słownego. Nazwiska postaci drugoplanowych, hasła na szyldach i banerach, podpisy pod narysowanymi gazetami czy tablicami ogłoszeń — to wszystko jest naładowane wieloznacznościami. „Precz z preczem" jest zdaniem, które pojawiło się w jednej z ksiąg i które zrobiło w pewnych kręgach czytelniczych niemałą karierę jako przykład gramatycznego absurdu podniesionego do rangi mądrości. Tytus obsadzony jako redaktor naczelny, drukujący odezwy do chłopów przeciwko pańszczyźnie — ktoś starszy zapyta, skąd nagle ta tematyka w komiksie dla dzieci. Komuś młodszemu wystarczy, że jest śmiesznie.
Ten podwójny kod komiksu Chmielewskiego jest prawdopodobnie jego najtrwalszym osiągnięciem. Dziecko z lat siedemdziesiątych rozumiało jedno, a rodzic czytający przez ramię rozumiał coś innego. I oboje się śmiali, choć nie zawsze z tych samych żartów.
Sputnik, Powstanie i NASA
Dwa fakty z biografii Chmielewskiego wracają w opowieściach o serii nieodmiennie — jak motywy przewodnie, których nie da się pominąć.
Pierwszy to Powstanie Warszawskie. Przez dekady Papcio nie sięgał do tego tematu w swoich komiksach. Nie wiedział, jak pokazać dramat w formie humorystycznej narracji. W 2009 roku, ponad pięćdziesiąt dwa lata po debiucie Tytusa, ukazał się album specjalny: Tytus, Romek i A’Tomek jako warszawscy powstańcy 1944 z wyobraźni Papcia Chmiela narysowani. Sam autor zaznaczał, że to fantazja, nie dokument historyczny — ale fantazja oparta na prawdziwych wydarzeniach. W tym samym roku namalował mural w Muzeum Powstania Warszawskiego, przedstawiający bohaterów pracujących w harcerskiej poczcie polowej.
Drugi motyw to kosmos. Chmielewski od pierwszej Księgi wysyłał bohaterów w przestrzeń kosmiczną. Jego syn, Artur Bartłomiej Chmielewski, został inżynierem NASA i kierował misjami z udziałem śmigłowców na Marsie. Papcio z rozbawieniem przyjmował sugestię, że jedno ma związek z drugim.
Może i ma. Trudno sprawdzić.
Zdjęcie dzięki uprzejmości MR / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Adaptacje i życie poza stroną
Seria wielokrotnie wykraczała poza format komiksowy. W 1985 roku w warszawskim teatrze Rozmaitości wystawiono spektakl muzyczny oparty na przygodach trójki — Tytusa zagrał Jerzy Kramarczyk. Sztuka trafiła też do Łodzi, Zabrza, a nawet do czechosłowackiego Preszowa. W 1991 roku zabrski Teatr Nowy wystawił kolejną wersję, tym razem pod tytułem „Tytus, Romek i A’Tomek i rock" — choć sam autor uznał, że z oryginalnym komiksem miała ona niewiele wspólnego.
W latach 1989–1990 w poznańskim Studiu Filmów Animowanych Poltel powstały dwa dziesięciominutowe odcinki serialu animowanego. Chmielewski nie był zachwycony — serial powstał bez jego wiedzy. Trudno winić autora, że miał do tego stosunek chłodny. Reżyserem pierwszego odcinka był Witold Giersz, drugiego — Waldemar Szajkowski.
W 2002 roku na ekrany wszedł pełnometrażowy film animowany Tytus, Romek i A’Tomek wśród złodziei marzeń w reżyserii Leszka Gałysza. Tym razem autor był zaangażowany w produkcję. Film zebrał mieszane recenzje — część widzów uznała go za wierne przeniesienie na ekran, inni uważali, że coś w przekładzie się zgubiło. Komiks żyje w rytmie strony i kadru; animacja ma inne tempo i trudno te dwa rytmy ze sobą pogodzić bez strat.
W 2009 roku Poczta Polska wydała znaczki pocztowe z wizerunkami bohaterów, zaprojektowane w konwencji zdjęć z policyjnej kartoteki. Żart w dobrym guście, trafiony na tyle, żeby stać się prawdziwą kolekcjonerską ciekawostką.
W 2005 roku pojawiła się gra komputerowa, w 2015 wydawnictwo Egmont opublikowało grę planszową. W 2022 roku studio EGoFilm zapowiedziało filmową adaptację aktorską. Seria żyje we wszystkich formatach, jakie polska kultura popularna jest w stanie zaoferować. Pytanie, czy każdy z tych formatów jest jej naprawdę potrzebny, pozostaje otwarte.
Ostatnie Księgi i koniec pewnej epoki
Po 1989 roku Chmielewski kontynuował serię. Równocześnie, od 2009 roku, wydawał albumy historyczne: cykl, w którym bohaterowie uczestniczą w konkretnych wydarzeniach z dziejów Polski i świata: Powstaniu Warszawskim, Bitwie Warszawskiej 1920 roku, Bitwie Grunwaldzkiej, odsieczy wiedeńskiej, wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Każdy album łączył edukację z humorem, utrzymując tradycyjną formułę serii.
Ostatnia, trzydziesta pierwsza Księga (Tytus kibicem) ukazała się w 2021 roku.
22 stycznia 2021 roku Henryk Jerzy Chmielewski zmarł w Warszawie. Miał 97 lat. Kawaler Orderu Orła Białego, Orderu Uśmiechu, Złotego Medalu „Zasłużony Kulturze Gloria Artis" i Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski. Powstaniec Warszawski, pseudonim „Jupiter".
W Krakowie, przy zbiegu alei Focha i ulicy Królowej Jadwigi, stoi dziś rzeźba wannolotu z bohaterami komiksu, odsłonięta w 2023 roku, w setną rocznicę urodzin autora. Na sąsiednim skwerze jego imię.
Zdjęcie dzięki uprzejmości MR / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Dlaczego to przetrwało
Pytanie o długowieczność serii nie ma prostej odpowiedzi. Humor Chmielewskiego nie starzeje się tak gwałtownie jak inne formy komiczne; dydaktyczna formuła dawała serii alibi w oczach rodziców i szkół; postać Tytusa — paradoksalnie — jest bardziej ludzka od wielu ludzkich postaci w polskim komiksie tamtych dekad.
Seria była szczelna w swojej wewnętrznej logice, a jednocześnie otwarta na zewnątrz — każda Księga wprowadzała nowy temat, nowe środowisko, nowy kontekst geograficzny czy historyczny. Czytelnik mógł wejść w dowolnym miejscu i otrzymać kompletną historię, bez znajomości poprzednich tomów.
Tytus de Zoo, szympans uczący się być człowiekiem, jest metaforą działającą w wielu kierunkach jednocześnie. Można go czytać jako opowieść o socjalizacji i edukacji, o tym, co odróżnia nas od zwierząt — albo o tym, co mamy z nimi wspólnego. Można w nim widzieć komentarz do PRL-owskiego projektu „kształtowania nowego człowieka", ironicznie przeniesionego na postać niemającą z człowieczeństwem nic wspólnego. Można też po prostu śmiać się z Wannolotu.
Rzadko docenianą stroną tej długowieczności jest lojalność. Chmielewski rysował dla tych samych czytelników przez dziesięciolecia, ale oni dorastali i zmieniał się razem z nimi. Dziecko, które w 1970 roku śmiało się z Tytusa kosmonauty, w 1985 roku czytało Tytusa dziennikarza z zupełnie innymi narzędziami interpretacyjnymi. Seria nie traktowała czytelnika jak niezmienną masę do edukowania — rosła razem z nim.
Jest jeszcze kwestia nakładów i dostępności. W Polsce Ludowej książki dla dzieci i komiksy były towarem deficytowym — na nowe Księgi czekało się i szukało się ich po bibliotekach. To czekanie buduje specyficzną więź z tekstem. Egzemplarze sczytane do cna, pożyczane po kilka razy, o pożółkłych stronach — to fizyczne ślady intensywnej lektury, jakiej późniejsze formaty cyfrowe po prostu nie replikują. Kolektywna pamięć o szukaniu konkretnej Księgi po bibliotekach jest częścią tożsamości pokolenia, które dorastało z Tytusem.
Pierwsza Księga z 1966 roku rozeszła się w nakładzie 660 tysięcy egzemplarzy. W kolejnych latach liczby te powtarzały się i rosły. Cała seria, licząc odcinki gazetowe i albumy, rozeszła się w ponad jedenastu milionach egzemplarzy. Przy czterdziestu milionach Polaków to liczba, która mówi sama za siebie.
Komiks, który zaczął od kleksa i Sputnika, przeżył PRL, transformację, internet i erę cyfrową. Za tą liczbą kryją się konkretne dzieci w konkretnych mieszkaniach, czytające w konkretne wieczory. Tego nie da się policzyć.
Na ścianie Szkoły Podstawowej nr 361 na warszawskiej Białołęce, noszącej imię Papcia Chmiela, w 2023 roku odsłonięto mural. Uczniowie chodzą obok niego codziennie. Zapewne niewielu zna datę 22 października 1957 roku. Ale wiedzą, kto to Tytus. Szympans z kleksem okazał się trwalszy niż systemy, które próbowały go oswoić.
Literatura i źródła
- Tytus, Romek i A'Tomek — Wikipedia, wolna encyklopedia — artykuł encyklopedyczny
- Henryk Jerzy Chmielewski — Wikipedia, wolna encyklopedia — biogram encyklopedyczny
- Tytus, Romek i A'Tomek — Wikipedia (English) — artykuł encyklopedyczny w języku angielskim
- Papcio Chmiel. Legenda polskiego komiksu — Polskie Radio 24 — artykuł biograficzny
- Papcio Chmiel. Jak z plamy tuszu zrodziła się legenda — Polskie Radio 24 — artykuł popularnonaukowy
- Tytus, Romek i A'Tomek — komiks, który uczy poprzez zabawę — Polskie Radio 24 — artykuł popularnonaukowy
- Nie żyje Henryk Jerzy Chmielewski, słynny Papcio Chmiel — dzieje.pl — artykuł informacyjny
- Henryk Chmielewski „Papcio Chmiel" kończy 90 lat — dzieje.pl — artykuł biograficzny
- Artyści w Powstaniu Warszawskim: Henryk Jerzy Chmielewski — Muzeum Powstania Warszawskiego — artykuł historyczny
- Henryk Chmielewski ps. „Jupiter" — Muzeum Powstania Warszawskiego, biogramy powstańcze — biogram historyczny
- 94. urodziny Papcia Chmiela — Muzeum Powstania Warszawskiego — materiał archiwalny z wspomnieniami
- Oficjalna strona Papcia Chmiela — tytusromekiatomek.pl — oficjalna strona serii
- Tytus, Romek i A'Tomek — strona fanklubu (Centrum Astronomiczne PAN) — opracowanie historii serii
- Obraz wartości PRL w komiksie Henryka Jerzego Chmielewskiego — Acta Universitatis Lodziensis. Folia Litteraria Polonica — publikacja naukowa
- Tytus, Romek i A'Tomek z perspektywy komunikatywizmu — CEJSH — publikacja naukowa
- Tytus, Romek i A'Tomek — kolekcja ksiąg — Prószyński i S-ka — oficjalna strona wydawcy