Gdyby architektura mogła mieć pecha, Muzeum Śląskie w Katowicach byłoby jego uosobieniem. Zanim jeszcze otworzyło drzwi dla pierwszego zwiedzającego, skończyło jako gruz i złom. Budowali je przez trzy lata, wyposażali w cuda techniczne, których nie powstydziłoby się miasto na drugim brzegu Atlantyku — a potem przyszła wojna i nie zostało z tego prawie nic. Drugi rozdział historii muzeum jest w gruncie rzeczy historią instytucji, która przez kilka dekad istniała bez własnej tożsamości, tułając się po hotelowych salach z pożyczoną przestrzenią zamiast prawdziwego domu. Trzeci — historią architektury schowanej pod ziemią, która w 2015 roku zaskoczyła Europę.

Żeby zrozumieć, dlaczego Muzeum Śląskie jest czymś więcej niż tylko miejscem przechowywania zbiorów, trzeba zacząć od regionu, który je powołał. Górny Śląsk nie był i nie jest przestrzenią o oczywistej tożsamości. Przez stulecia przechodził z rąk do rąk — pruskich, austriackich, polskich, znowu niemieckich. Plebiscyt z 1921 roku, trzy powstania śląskie, niejednoznaczna linia podziału — wszystko to sprawiło, że polska obecność w tym regionie była od samego początku kwestią nie tylko administracyjną, lecz głęboko symboliczną. W tym kontekście muzeum, które Sejm Śląski powołał do życia 23 stycznia 1929 roku, nie było tylko placówką kulturalną. Było gestem.

Gmach, który miał być pomnikiem

Muzeum zaczęło działalność skromnie — na piątym piętrze gmachu Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach. Otwarto je dla publiczności 29 maja 1930 roku, zajmowało czterdzieści sal, przyciągało rocznie od trzydziestu pięciu do pięćdziesięciu tysięcy zwiedzających. Zbiory rosły szybko: pod koniec lat trzydziestych liczyły blisko sto tysięcy eksponatów przyrodniczych, dziewięć tysięcy etnograficznych, ponad dwa tysiące artystycznych i pięć tysięcy klisz fotograficznych. W galerii malarstwa polskiego znajdowały się już wtedy dzieła Olgi Boznańskiej, Józefa Chełmońskiego, Juliana Fałata, braci Gierymskich, Artura Grottgera, Jacka Malczewskiego i Jana Matejki.

Ale sale w Urzędzie Wojewódzkim rychło przestały wystarczać. Władze województwa już od początku lat trzydziestych zabiegały o odrębny gmach muzealny — konkurs architektoniczny nie przyniósł spodziewanego rezultatu, więc w 1934 roku ówczesny wojewoda śląski Michał Grażyński zlecił projekt bezpośrednio urzędowemu architektowi, Karolowi Schayerowi. Wybór mógł wydawać się zaskakujący. Schayer był wprawdzie cenionym projektantem kamienic i budynków szkolnych w Katowicach, ale budowa muzeum o ambicjach ogólnopolskich to było zupełnie inne wyzwanie. Grażyński wiedział jednak, co robi. Zależało mu na wymowie ideowej — budynek miał być „symbolem siły i nowoczesności odrodzonego w 1918 roku państwa polskiego", miał podkreślać polskość Śląska. Przy otwartym konkursie taka intencja mogłaby ulec rozmyciu.

Schayer urodził się we Lwowie w 1900 roku. Był absolwentem Wydziału Architektonicznego Politechniki Lwowskiej, weteranem plebiscytu na Górnym Śląsku i uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku, zanim w 1926 roku uzyskał dyplom i rok później trafił do Katowic. Miał trzydzieści cztery lata, gdy dostał zlecenie życia. Projekt opracował w ciągu 1935 roku, budowę rozpoczęto wiosną 1936.

To, co Schayer zaprojektował, było bezprecedensowe na tle ówczesnego muzealnictwa w Polsce. Odrzucił uświęcony wzorzec muzeum jako świątyni sztuki — monumentalnych schodów, kolumnady, antycznego frontu. Zamiast tego sięgnął po funkcjonalizm i nowoczesne technologie, stawiając na racjonalność bryły i pojemność ekspozycyjną przestrzeni. Siedmiopiętrowy, lewitujący nad wycofanym parterem gmach o długości osiemdziesięciu trzech metrów był naszpikowany rozwiązaniami, które na ówczesne europejskie standardy należały do awangardy: drzwi otwierane na fotokomórkę, schody ruchome, windy osobowe i towarowe, centralne ogrzewanie radiacyjne wbudowane w sufity, klimatyzacja utrzymująca w salach wystawowych ciśnienie wyższe od atmosferycznego — po to, by chronić zbiory przed przenikaniem pyłu przemysłowego miasta. Szyby były potrójne.

Latem 1939 roku budynek był gotowy. Otwarcie zaplanowano na wiosnę 1940 roku. Po 1 września 1939 żaden gość nie wszedł przez drzwi, które działały na fotokomórkę.

Muzeum Śląskie w Katowicach w 1939 roku – modernistyczny budynek i życie miejskie przed II wojną światową (rekonstrukcja artystyczna)
Muzeum Śląskie w Katowicach w 1939 roku – wizualna rekonstrukcja przedwojennej architektury i miejskiej sceny życia codziennego.
Rekonstrukcja artystyczna: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0

Katastrofa z premedytacją

Dyrektor Muzeum Tadeusz Dobrowolski nie czekał na wypadki. Już 20 sierpnia 1939 roku transportem kolejowym wysłał do Lublina skrzynie z malarstwem polskim i sztuką cechową — razem z całą dokumentacją zbiorów. Kolejne transporty miały ruszyć po nim, ale po pierwszym września logistyka stanęła. Znaczna część kolekcji — w tym obrazy Maksymiliana Gierymskiego, Władysława Ślewińskiego, Henryka Siemiradzkiego, Stanisława Ignacego Witkiewicza i Leona Wyczółkowskiego — nie opuściła Katowic na czas.

Niemcy wkroczyli do gotowego, nigdy nieudostępnionego gmachu i zrobili z niego magazyn rekwirowanych mebli. Potem zapadła decyzja o rozbiórce. Prasa niemiecka podała artystyczne uzasadnienie — „Kattowitzer Zeitung" opisała budynek jako pomnik „pychy polsko-żydowskiej". Rozbiórka trwała od 1941 do 1944 roku, prowadzili ją między innymi więźniowie z Oświęcimia. Cegła po cegle, bo inaczej się nie dało. Stalowy szkielet też poszedł na złom. Ocalało tylko jedno boczne skrzydło mieszkalne — Niemcy zachowali je, bo w okupowanych Katowicach brakowało mieszkań. Do dziś stoi przy ulicy Kobylińskiego 5.

Sam Schayer uciekł z rodziną przez Rumunię do Stambułu, potem do Palestyny i na Bliski Wschód. Po wojnie zamieszkał w Bejrucie, gdzie kontynuował pracę architektoniczną i stworzył kolejne arcydzieła — w tym Hotel Carlton w dzielnicy Raouche, który stał się symbolem bejruckiej belle époque. Ten budynek zniszczony został podczas libańskiej wojny domowej. W 1970 roku Schayer wyjechał do USA.

Po wojnie były jeszcze fundamenty i część piwnic dawnego muzeum. Nowe, komunistyczne władze uznały, że żaden sentyment nie jest im potrzebny — budynek kojarzył się z sanacją, z Grażyńskim, z przedwojennym nalotem polskości. Na miejscu zburzonego muzeum stanął socrealistyczny biurowiec Związków Zawodowych z 1950 roku. O tym, że Muzeum Śląskie w ogóle powinno istnieć, władze PRL zaczęły myśleć dopiero pod koniec lat siedemdziesiątych. Restytucja nastąpiła w grudniu 1984 roku — w tymczasowej siedzibie, w budynku dawnego hotelu przy alei Korfantego.

Pół wieku bez adresu

Cztery dekady między zniszczeniem a restytucją to w historii muzeum czas oficjalnej nieobecności, ale nie całkowitego zapomnienia. Część ocalałych zbiorów trafiła do bytomskiego Muzeum Górnośląskiego (pierwotnie Oberschlesisches Landesmuseum). Inne dzieła odnajdywały się latami w przypadkowych miejscach — na bocznicach kolejowych na Lubelszczyźnie, w magazynach warszawskiego muzeum. Ostatni taki przypadek, obraz Teodora Axentowicza Jesień, wrócił do Muzeum Śląskiego dopiero w latach dziewięćdziesiątych.

Restytuowane muzeum dostało pierwszego dyrektora w osobie dr. Lecha Szarańca. Adaptacja czteropiętrowego gmachu hotelowego trwała do 1992 roku, kiedy udostępniono ostatnie sale ekspozycyjne. Działalność kolekcjonerska ruszyła od nowa — z bagażem przedwojennych zbiorów, które się zachowały, i z wolą budowania od początku. W 2006 roku muzeum wpisano do Państwowego Rejestru Muzeów; ten sam rok przyniósł ogłoszenie międzynarodowego konkursu na nową siedzibę.

Architektura, która zeszła pod ziemię

Konkurs wygrało austriackie biuro Riegler Riewe Architekten z Grazu. Projekt z 2007 roku był odpowiedzią na wyjątkowe warunki miejsca — nowa siedziba miała stanąć na terenie dawnej kopalni „Katowice" w dzielnicy Bogucice, tuż obok Spodka, wzdłuż Drogowej Trasy Średnicowej. Teren był poprzemysłowy, obciążony historią wydobycia i usianą zabytkowymi obiektami z XIX wieku. Kopalnia działała od 1823 roku — najpierw pod nazwą „Ferdinand" (od Ignacego Ferdynanda von Beyma, jednego z założycieli), potem jako „Ferdynand", od 1936 roku jako „Katowice". W sumie wydobyła około stu dwudziestu milionów ton węgla, zanim w latach dziewięćdziesiątych XX wieku zakończyła działalność.

Austriaccy architekci rozwiązali fundamentalne napięcie między skalą muzeum a gabarytem istniejących budynków w nieoczekiwany sposób: zeszli pod ziemię. Koncepcja opierała się na założeniu, że przestrzenie wystawiennicze ukryją się pod powierzchnią, a w krajobrazie pozostaną jedynie przeszklone kubatury — wejścia, świetliki, wentylacja. Nie zdominują zabytkowej tkanki kopalnianej, nie przytłoczą jej nową bryłą. Na zewnątrz widoczne są przeszklone pawilony, w środku — sieć podziemnych kondygnacji, połączonych pochylniami i holem centralnym o wysokości dwunastu i pół metra.

Budowa, którą realizowało polsko-hiszpańskie konsorcjum Budimex i Ferrovial Agroman, trwała od 2011 do 2013 roku. Wartość inwestycji wyniosła blisko dwieście siedemdziesiąt trzy miliony złotych, z czego ponad sto osiemdziesiąt jeden milionów pochodziło z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego. Całkowita powierzchnia kompleksu to trzydzieści dziewięć tysięcy trzysta metrów kwadratowych, powierzchnia użytkowa — dwadzieścia pięć tysięcy. Pod ziemią znalazły się: sale wystawiennicze, trzykondygnacyjny garaż na dwieście trzydzieści dwa stanowiska, sala audytoryjna na trzysta dwadzieścia miejsc, biblioteka, sale edukacyjne i konferencyjne.

Muzeum otworzyło nową siedzibę w 2015 roku. Budynek otrzymał Grand Prix w konkursie „Architektura Roku Województwa Śląskiego 2014" organizowanym przez Stowarzyszenie Architektów Polskich, a w 2015 roku znalazł się w gronie nominowanych do nagrody im. Miesa van der Rohe — jednej z najbardziej prestiżowych nagród architektonicznych w Europie.

Szczególną atrakcją jest czterdziestosiedmiometrowa wieża wyciągowa szybu Warszawa II — jeden z ocalałych elementów kopalnianego krajobrazu. Dobudowano do niej panoramiczną windę, która pozwala zwiedzającym dotrzeć na górną platformę na wysokości czterdziestu metrów, skąd rozciąga się widok na park i całe miasto. To nie jest dekoracja ani industrialny ornament. To żywy łącznik między tym, co było pod ziemią przez dwa stulecia, a tym, co teraz dzieje się nad nią.

Muzeum Śląskie w Katowicach nocą – kompleks dawnej kopalni przekształcony w nowoczesną przestrzeń muzealną
Muzeum Śląskie w Katowicach – nocne ujęcie kompleksu łączącego zabytkową architekturę przemysłową z nowoczesnymi przestrzeniami ekspozycyjnymi.
Zdjęcie: helioze.pl / CC BY 4.0

Co kryją podziemia

Muzeum Śląskie dysponuje zbiorem ponad stu osiemnastu tysięcy eksponatów z zakresu malarstwa, grafiki, fotografii, etnografii, archeologii, historii i plastyki nieprofesjonalnej. Na sześciu wystawach stałych prezentowanych jest łącznie około tysiąca czterystu obiektów.

Najcenniejsza i najszerzej znana jest kolekcja malarstwa polskiego przed 1945 rokiem. Jej historia sięga przedwojennych początków muzeum — pierwszy dyrektor, dr Tadeusz Dobrowolski, historyk sztuki, uznał zbieranie malarstwa polskiego za wiodący program instytucji. Trzon kolekcji tworzyły obrazy kupowane głównie w latach trzydziestych na wystawach powszechnych i w galeriach krakowskich, warszawskich i paryskich. Wojenna grabież i rozproszenie mocno uszczupliły pierwotny zbiór, ale restytucja i kolejne lata zakupów pozwoliły ponownie zbudować kolekcję liczącą blisko trzysta dzieł wybitnych artystów. Są wśród nich prace Józefa Chełmońskiego, Artura Grottgera, Tadeusza Makowskiego, Jacka Malczewskiego, Jana Matejki, Józefa Mehoffera, Stanisława Wyspiańskiego, Olgi Boznańskiej, Juliana Fałata i Aleksandra Gierymskiego. Kolekcja ta uchodzi za jedną z najcenniejszych tego rodzaju zbiorów w Polsce.

Obok niej funkcjonuje galeria śląskiej sztuki sakralnej, łącząca zbiory Muzeum Śląskiego z eksponatami Muzeum Archidiecezjalnego w Katowicach przekazanymi w długoterminowy depozyt. Aranżacja ekspozycji nawiązuje do trójnawowej bazyliki — ograniczone oświetlenie i ascetyczny wystrój podkreślają klimat miejsca. Ponad sto dwadzieścia obiektów pochodzi z okresu od końca XIV do końca XVIII wieku i tworzy dwa zespoły stylistyczne: późnogotycki oraz renesansowo-barokowy. Najstarszym eksponatem jest drewniana rzeźba Tronującej Madonny z Dzieciątkiem z 1380 roku, odnaleziona w Miasteczku Śląskim; ikoną wystawy pozostaje Madonna z Dzieciątkiem z Knurowa z 1420 roku, zaliczana do nurtu tzw. Pięknych Madonn.

Zupełnie osobne miejsce w programie muzeum zajmuje galeria plastyki nieprofesjonalnej — i jest to w skali ogólnopolskiej zjawisko unikalne. Muzeum Śląskie przechowuje największą w Polsce kolekcję sztuki tworzonej poza instytucjonalnym obiegiem akademickim, przez ludzi, którzy tworzyli nie z wykształcenia, lecz z potrzeby. To tutaj dokumentowana jest działalność takich grup jak Grupa Janowska, Gwarek 58, Bielszowice, Filar 72 czy 18-Obsydian. W strukturze wystawy zastosowano metaforę kopalni: szyb wyciągowy z wieżą spina trzy sfery symboliczne — podziemną (pracę), powierzchnię (życie społeczne) i niebo (duchowość). Ta triada — Bóg, praca, rodzina — była i pozostaje osią śląskiej tożsamości. Na wystawie nie brakuje rzeźb w węglu, niezwykłego medium o kruchej, błyszczącej strukturze antracytu, którego mistrzem był Franciszek Kurzeja.

Kolekcja plakatu polskiego liczy ponad piętnaście tysięcy egzemplarzy i zalicza się do bogatszych zbiorów tego rodzaju w kraju. Obejmuje wszystkie gatunki: plakaty filmowe, teatralne, muzyczne, cyrkowe, okolicznościowe i reklamowe. Kolekcja wzbogaciła się znacząco dzięki darowi Komitetu Organizacyjnego Biennale Plakatu Polskiego w Katowicach, który przekazał prace ze wszystkich edycji biennale od 1965 roku. Wśród autorów — Henryk Tomaszewski, Wojciech Fangor, Józef Mroszczak, Franciszek Starowieyski, Waldemar Świerzy, Jan Lenica, Roman Cieślewicz.

Kolekcja fotografii artystycznej i dokumentalnej oraz zbiory etnograficzne uzupełniają obraz śląskiej kultury materialnej i wizualnej. W piwnicy muzeum działa biblioteka naukowa licząca ponad pięćdziesiąt pięć tysięcy woluminów, gromadząca wydawnictwa z zakresu historii sztuki, muzealnictwa, archeologii, etnografii i — ze względu na lokalizację — górnictwa, industrializacji i rewitalizacji.

Muzeum Śląskie w Katowicach o zmierzchu – przeszklone bryły doświetlające podziemne galerie oraz wieża szybu kopalnianego
Muzeum Śląskie w Katowicach – widok o zmierzchu, z charakterystycznymi przeszklonymi bryłami doświetlającymi podziemne galerie oraz zachowaną wieżą szybu.
Zdjęcie: helioze.pl / CC BY 4.0

Muzeum jako część miasta

Nowa siedziba nie jest budynkiem odciętym od miasta. Od początku była projektowana jako element szerszej osi kulturalnej Katowic — tej samej, wzdłuż której stanęło Międzynarodowe Centrum Kongresowe i siedziba Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Teren dawnej kopalni stał się parkiem miejskim z siecią ścieżek i placów — przestrzenią, która łączy, a nie odgradza. Muzeum aktywnie uczestniczy w tym miejskim życiu: organizuje warsztaty fotograficzne dla dorosłych i młodzieży, spotkania kuratorskie, koncerty, spektakle, wykłady i warsztaty pszczelarskie w ogrodzie społecznym. Bierze udział w Nocy Muzeów i Metropolitalnej Nocy Teatrów.

Jako jedna z pierwszych instytucji muzealnych w Polsce Muzeum Śląskie udostępniło stałą trasę zwiedzania dla osób niewidomych i niedowidzących — w czasie, gdy dostępność w polskich muzeach była raczej hasłem niż praktyką. Takie decyzje nie biorą się znikąd — to instytucjonalne opowiedzenie się po stronie tych, do których muzeum ma docierać.

Instytucja funkcjonuje jako wspólne przedsięwzięcie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego i Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Mieści się przy ulicy T. Dobrowolskiego 1 — ulicy noszącej imię pierwszego dyrektora, który w sierpniu 1939 roku ratował zbiory przed nadchodzącą katastrofą. To nieprzypadkowy adres.

Zabytkowe budynki dawnej kopalni na terenie Muzeum Śląskiego w Katowicach nocą, podświetlona ceglana architektura
Muzeum Śląskie w Katowicach – odrestaurowane budynki dawnej kopalni w nocnej iluminacji, podkreślającej industrialny charakter kompleksu.
Zdjęcie: helioze.pl / CC BY 4.0

Historia zaklęta w warstwy

Muzeum Śląskie w Katowicach działa jednocześnie na kilku poziomach — dosłownie i w przenośni. Pod ziemią mieszczą się galerie, nad nią przeszklone pawilony i zabytkowa wieża szybu, na dachu hal wystawienniczych park. Architektura jest wielowarstwowa, ale wielowarstwowa jest też historia instytucji. Powołana do walki o symboliczną polskość regionu, pozbawiona gmachu zanim otworzył się dla kogokolwiek, przez kilka dekad funkcjonująca w hotelowych wnętrzach na zasadzie tymczasowości — muzeum zakorzenione w ziemi, która przez dwa stulecia była kopalnią, dotarło tu długą drogą.

Za tymi warstwami kryje się jednak coś jeszcze — kolekcja plastyki nieprofesjonalnej, która nie jest ani dodatkiem, ani ciekawostką, lecz centralnym punktem tożsamości tej instytucji. Tworzyli ją ludzie, dla których sztuka nie wynikała z wykształcenia ani zamówienia, lecz z niemożności nietworzenia. Górnicy rzeźbiący w węglu, pracownicy hut malujący na wolnych chwilach, artyści outsiderzy, których prace przez dekady trafiały do szuflad albo piwnic. Nigdzie w Polsce ta kolekcja nie jest tak duża jak tutaj. I trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce — muzeum zbudowane w podziemiach starej kopalni, w mieście, które wyrosło z węgla i przez węgiel się zdefiniowało.

Karol Schayer zaprojektował w 1935 roku gmach, który miał być pomnikiem. Nie otworzył się ani na jeden dzień. Architekci z Grazu zaprojektowali muzeum, które chowając się pod ziemią, nieoczekiwanie stało się jednym z bardziej rozpoznawalnych kompleksów muzealnych w Europie. Historia, jak to często bywa, potoczyła się inaczej niż zamierzano. Kolekcja przetrwała. Obrazy wywiezione w sierpniu 1939 roku wróciły; inne znajdowały się przez dekady w lubelskich magazynach, warszawskich depozytach, na bocznicach kolejowych — i wracały przez lata. Rzeźby w węglu, plakaty, fotografie zgromadzono na nowo, tym razem bez widma ewakuacji.


Literatura i źródła