Dziewiątego maja 2023 roku Imran Khan przyjechał do gmachu Islamabad High Court na rozprawę w jednej ze swoich licznych spraw sądowych. Z budynku wyprowadzili go funkcjonariusze paramilitarnej formacji Rangers, działającej pod nadzorem resortu spraw wewnętrznych i często dowodzonej przez oddelegowanych oficerów armii. Były premier i wciąż najpopularniejszy polityk kraju trafił do aresztu. Zanim zapadł wieczór, w kilkunastu miastach płonęły samochody, a grupy demonstrantów szły pod budynki wojska.
Trzy lata później ten jeden dzień wygląda na coś więcej niż gwałtowny epizod kolejnego pakistańskiego kryzysu. Odsłonił regułę, według której od dekad działa tamtejsza polityka: wybory potrafią przetasować układ sił, ale nie zawsze rozstrzygają, kto naprawdę ma prawo rządzić.
Kilka godzin, które rozlały się na lata
W maju 2023 roku Imran Khan nie był zwykłym byłym premierem. Po utracie władzy w wyniku wotum nieufności wiosną 2022 roku nie wycofał się z życia publicznego, lecz zbudował wokół siebie ruch sprzeciwu wobec rządu, elit i coraz otwarciej wobec samej armii. Jego wiece gromadziły tłumy, a opowieść o „odebranym mandacie” trafiała zwłaszcza do młodszych, miejskich wyborców. Dlatego zatrzymanie dokonane przez uzbrojonych funkcjonariuszy odebrano w jego obozie nie jako rutynową czynność procesową, lecz jako próbę usunięcia lidera z gry.
Formalnym pretekstem była sprawa funduszu Al-Qadir, badana przez Krajowe Biuro Antykorupcyjne (NAB), instytucję powołaną jeszcze w czasach gen. Perveza Musharrafa, której przeciwnicy od lat zarzucają wykorzystywanie do nękania politycznych rywali władzy. Sam sposób zatrzymania, dokonanego przez paramilitarne oddziały na terenie sądu, niósł jednak czytelny komunikat: rządząca koalicja i establishment bezpieczeństwa działają wspólnie.
Protesty wybuchły niemal natychmiast, od Karaczi i Lahore po Peszawar i Islamabad. Część przerodziła się w zamieszki. Zwolennicy Khana zaatakowali między innymi kwaterę główną armii w Rawalpindi oraz rezydencję dowódcy korpusu w Lahore, którą częściowo podpalili. Padły ofiary śmiertelne; władze mówiły o kilku zabitych, partia założona w 1996 roku przez Khana - Pakistan Tehreek-e-Insaf (PTI) o znacznie większej liczbie, a w ciągu dwóch dni zatrzymano setki ludzi. Na pewien czas zablokowano dostęp do mediów społecznościowych i odcięto internet w kilku miastach. Wojskowa służba prasowa ISPR nazwała tamten dzień „czarnym rozdziałem” w dziejach kraju i zapowiedziała, że nikomu nie pozwoli brać prawa we własne ręce.
Dwa dni po aresztowaniu Sąd Najwyższy uznał je za bezprawne i nakazał wypuszczenie Khana. Formalnie był to cios w działania władz, lecz politycznie zmieniał niewiele. Państwo nie zawróciło z obranej drogi, a wydarzenia 9 maja stały się fundamentem rozłożonej na lata rozprawy z całym zapleczem PTI.
Tempo reakcji aparatu państwa było uderzające. W Pendżabie, najludniejszej prowincji kraju, w pierwszych dniach zatrzymano blisko tysiąc osób, a do utrzymania porządku skierowano wojsko. Władze niemal natychmiast zaczęły też budować wokół tej daty osobną symbolikę: 9 maja zaczęto upamiętniać jako „czarny dzień”, a samo wskazanie tej daty wystarczało, by uzasadnić kolejne zatrzymania i ograniczenia. Z gwałtownego, w dużej mierze żywiołowego wybuchu emocji państwo w ciągu kilku tygodni uczyniło punkt odniesienia dla całej późniejszej polityki wobec opozycji.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Wojsko jako drugie państwo
Żeby zrozumieć wagę tamtego dnia, nie wystarczy śledzić biografii jednego polityka. Trzeba spojrzeć na Pakistan, w którym armia od dziesięcioleci nie jest wyłącznie instytucją obronną, lecz równoległym ośrodkiem władzy, którego wpływ sięga od polityki po gospodarkę. Wojsko kilkakrotnie przejmowało rządy bezpośrednio, od zamachu Ayuba Khana w 1958 roku, przez dyktaturę gen. Zii ul-Haqa, po lata Musharrafa na przełomie wieków. W okresach cywilnych zachowywało wpływ na politykę bezpieczeństwa, relacje z Indiami, Afganistanem i Stanami Zjednoczonymi oraz na to, którzy liderzy zyskują lub tracą przestrzeń do działania. Analitycy określają taki układ mianem reżimu hybrydowego, w którym formalnie rządzą cywile, lecz realnym arbitrem pozostaje generalicja. W kraju, którego losy trzy lata wcześniej opisywaliśmy także przy okazji /2025/06/27/trzy-lata-po-trzesieniu-ziemi-w-afganistanie-i-pakistanie/, polityka i siła zbrojna splatają się znacznie ciaśniej niż w typowej demokracji parlamentarnej.
Ten wpływ ma także wymiar gospodarczy. Wojsko prowadzi rozbudowaną sieć przedsiębiorstw, fundacji i spółek obecnych w przemyśle, rolnictwie, budownictwie i na rynku nieruchomości, co czyni je jednym z największych podmiotów ekonomicznych kraju. Generalicja dysponuje również własnym zapleczem medialnym i organizacjami społecznymi, a oficerowie po zakończeniu służby często obejmują stanowiska w administracji i biznesie. Tak rozległa obecność sprawia, że armia nie musi formalnie rządzić, by realnie współdecydować o kierunku państwa. W przekazie publicznym przedstawia się przy tym jako gwarant jedności i bezpieczeństwa kraju zagrożonego przez przeciwników zewnętrznych i wewnętrznych, co przez dekady czyniło otwartą krytykę wojska tematem niemal zakazanym. Z tego względu ataki na obiekty wojskowe 9 maja 2023 roku uderzyły w sam rdzeń tego wizerunku i zostały odczytane jako symboliczne złamanie tabu.
Khan doszedł do władzy w 2018 roku w warunkach, które jego przeciwnicy uznawali za korzystne dla establishmentu wojskowego, oskarżając wręcz armię o utorowanie mu drogi. Z czasem te relacje się popsuły. Sam upadek jego rządu w 2022 roku polityk tłumaczył spiskiem: twierdził, że tajna depesza dyplomatyczna dowodzi, iż jego odsunięcie zostało zaaranżowane za granicą, z udziałem Stanów Zjednoczonych, a wykonane rękami wojskowych. Rząd i armia te oskarżenia odrzucały, lecz narracja o „operacji zmiany reżimu” stała się jednym z filarów jego popularności.
Punktem zwrotnym był też zamach z jesieni 2022 roku, gdy podczas marszu protestacyjnego Khan został postrzelony w nogę. Polityk publicznie obciążył wówczas odpowiedzialnością między innymi wysokiego oficera wywiadu wojskowego, a armia odrzuciła te zarzuty jako sfabrykowane i niedopuszczalne. Od tej pory konflikt z generałami przestał być zakulisowy i stał się osią krajowej polityki.
Na tym tle 9 maja był wydarzeniem szczególnym. Zwolennicy Khana nie uderzyli wyłącznie w gabinety rządowe ani lokalne urzędy. Część z nich zaatakowała obiekty należące do wojska, instytucji tradycyjnie nietykalnej, łącznie z rezydencją dowódcy korpusu w Lahore, znaną jako Jinnah House. Dla władz było to przekroczenie granicy, którego nie zamierzały puścić płazem. Dla obserwatorów oznaczało, że spór popularnego ruchu z militarnym rdzeniem państwa wszedł w fazę otwartą.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Kraj, który już to przerabiał
Dramaturgia 9 maja była nowa, lecz jej szkielet Pakistan znał aż za dobrze. Od chwili powstania w 1947 roku kraj nie doczekał się ani jednego premiera, który spokojnie dokończyłby pełną kadencję. Zulfikar Ali Bhutto, charyzmatyczny przywódca lat siedemdziesiątych, został obalony w wojskowym zamachu generała Zii ul-Haqa, a następnie skazany i powieszony w 1979 roku po procesie, który wielu prawników do dziś uważa za sądową fikcję. Jego córka Benazir Bhutto dwukrotnie obejmowała urząd i dwukrotnie traciła go w atmosferze oskarżeń o korupcję, by zginąć w zamachu w 2007 roku.
Powtarzalny był również los Nawaza Sharifa. Trzykrotny premier został odsunięty od władzy zamachem Musharrafa w 1999 roku, skazany i zmuszony do emigracji, później wrócił i znów rządził, a w 2017 roku Sąd Najwyższy odebrał mu urząd na tle afery związanej z ujawnieniami Panama Papers. Sharif trafił do więzienia i ponownie wyjechał za granicę, by przed wyborami 2024 wrócić do kraju jako polityk, którego partia objęła stery rządu. Mechanizm korupcyjnych zarzutów, dyskwalifikacji i więziennych wyroków raz uderzał w jednego, raz w drugiego, zależnie od tego, kto akurat tracił przychylność establishmentu.
W tym świetle przypadek Khana jest wariacją na znany temat, lecz z istotną różnicą. Wcześniejsze rozprawy z liderami rozgrywały się przede wszystkim między elitami, w gabinetach, sądach i koszarach. Tym razem konflikt zszedł na ulice, a gniew skierował się wprost przeciwko armii. To właśnie czyniło 9 maja momentem, w którym dotychczasowe, milcząco akceptowane reguły gry zostały wystawione na próbę.
Od ulicznego gniewu do machiny procesów
Władze szybko zinterpretowały 9 maja nie jako spontaniczny wybuch emocji, lecz jako zorganizowaną próbę ataku na państwo. Taka wykładnia pozwoliła uruchomić rozległy aparat represji. Zatrzymano tysiące działaczy i sympatyków PTI, a część cywilów postawiono przed sądami wojskowymi. Sytuacja prawna była niejednoznaczna: w październiku 2023 roku Sąd Najwyższy w pięcioosobowym składzie uznał sądzenie cywilów przez trybunały wojskowe za sprzeczne z konstytucją, lecz kilka miesięcy później inny skład warunkowo zawiesił tamto orzeczenie, a w maju 2025 roku konstytucyjny panel sądu dopuścił takie procesy, nakazując jednocześnie ustawowe zagwarantowanie skazanym prawa do apelacji przed sądem powszechnym.
W tym właśnie trybie, w grudniu 2024 roku, wojskowa służba prasowa ogłosiła w dwóch turach wyroki wobec stu pięciu osób związanych z protestami: najpierw dwudziestu pięciu, kilka dni później sześćdziesięciu kolejnych, z karami od dwóch do dziesięciu lat. Wśród skazanych na dziesięć lat znalazł się m.in. bratanek Khana, Hassan Khan Niazi. Część skazanych zwolniono następnie „ze względów humanitarnych”, lecz organizacje praw człowieka konsekwentnie zwracały uwagę, że tajne procesy wojskowe pozbawiają oskarżonych podstawowych gwarancji rzetelnego postępowania. W maju 2026 roku Amnesty International przypomniała o tych wyrokach przy okazji rocznicy orzeczenia legalizującego procesy cywilów.
Równolegle pracowały sądy antyterrorystyczne. Wiosną 2025 roku jeden z nich w Islamabadzie skazał posła Abdula Latifa i innych na dwadzieścia siedem lat więzienia za atak na komisariat. W lipcu 2025 roku trybunał w Lahore skazał ośmioro wyższych rangą polityków PTI na dziesięć lat za udział w jednym z incydentów, w tym byłą minister zdrowia Pendżabu Yasmin Rashid. Kilka dni później sąd w Faisalabadzie skazał kolejnych: z dwustu kilkudziesięciu oskarżonych wyroki usłyszało stu ośmiu, a wśród nich czołowi przedstawiciele opozycji parlamentarnej, Omar Ayub, lider opozycji w Zgromadzeniu Narodowym, oraz Shibli Faraz, lider opozycji w Senacie, obaj skazani na dziesięć lat. Wkrótce potem Komisja Wyborcza pozbawiła część z nich mandatów.
Skala postępowań była przy tym ogromna i rozproszona. Pojedyncze zdarzenia z 9 maja, takie jak podpalenie mostu, atak na komisariat czy szturm na rezydencję ministra spraw wewnętrznych Rany Sanaullaha, prowadziły do odrębnych procesów w różnych miastach, każdy z własną listą oskarżonych. Obrońcy wskazywali, że w tej samej sprawie jednych skazywano, a innych uniewinniano przy identycznych zarzutach, co podważało wiarę w spójność postępowań. Organizacje prawnicze, w tym Międzynarodowa Komisja Prawników, oceniały zaś, że sądzenie cywilów przez wojsko stanowi odejście od standardów rzetelnego procesu, bo odbywa się za zamkniętymi drzwiami i przed sędziami w mundurach.
„Sprawy 9 maja” zaczęły żyć własnym życiem. Były przywoływane w kolejnych postępowaniach, w kampaniach propagandowych i w uzasadnieniach ograniczania działalności PTI. Z perspektywy trzech lat widać, że państwo wykorzystało ten dzień do czegoś trwalszego niż ukaranie sprawców konkretnych aktów przemocy. Posłużył on do przedefiniowania całego ruchu Khana jako zagrożenia dla porządku państwowego.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Lider za kratami, wyborcy na miejscu
Sam Imran Khan został ponownie aresztowany 5 sierpnia 2023 roku i od tej pory pozostaje w więzieniu, początkowo w Attock, a następnie w Adiali pod Rawalpindi. Liczba wytoczonych mu spraw przekroczyła sto osiemdziesiąt, a wyroki zapadały seriami. W tak zwanej sprawie szyfrogramu, dotyczącej ujawnienia tajnej depeszy dyplomatycznej, w styczniu 2024 roku skazano go na dziesięć lat; orzeczenie uchylono jeszcze tego samego roku. Podobny los spotkał wyrok siedmiu lat w sprawie rzekomo nielegalnego małżeństwa z Bushrą Bibi. Inne kary pozostawały w mocy. W czerwcu 2024 roku Grupa Robocza ONZ do spraw Arbitralnych Zatrzymań uznała pozbawienie go wolności za arbitralne, stwierdziła brak podstaw prawnych i oceniła, że aresztowanie miało odsunąć go od ubiegania się o urząd, wzywając do natychmiastowego uwolnienia.
Najpoważniejsze ciężary nadeszły później. W sprawie funduszu Al-Qadir, dotyczącej rzekomego sprzeniewierzenia repatriowanych środków o równowartości około 190 milionów funtów, Khan usłyszał czternaście lat, a jego żona siedem. W grudniu 2025 roku w odrębnym postępowaniu, dotyczącym zaniżenia wartości państwowych prezentów otrzymanych od strony saudyjskiej, w tym kompletu biżuterii i zegarka, oboje małżonkowie usłyszeli kolejny wyrok, tym razem po siedemnaście lat. Polityk niezmiennie utrzymuje, że sprawy mają charakter polityczny; władze i armia temu zaprzeczają.
Sprawa Khana stała się też przedmiotem zainteresowania za granicą. Jego rodzina zaangażowała międzynarodowy zespół prawników, którzy kierowali skargi do organów ONZ, a uwięzieniem byłego premiera zajmowały się parlamenty państw zachodnich; w brytyjskiej Izbie Gmin i Izbie Lordów składano w tej sprawie zapytania, a rząd w Londynie apelował o humanitarne traktowanie więźnia. Te interwencje nie zmieniły położenia Khana, lecz utrzymywały jego sprawę w obiegu międzynarodowym, co dla obozu PTI miało wartość samą w sobie.
Mimo to uwięzienie lidera nie usunęło jego zaplecza społecznego. Przed wyborami parlamentarnymi z lutego 2024 roku PTI została pozbawiona swojego symbolu wyborczego, kija do krykieta, pod zarzutem nieprzeprowadzenia ważnych wyborów wewnętrznych. Jej kandydaci musieli więc startować jako niezależni, często z różnymi symbolami w poszczególnych okręgach. W kraju, w którym znaczna część dorosłych nie umie czytać, a symbol na karcie pomaga rozpoznać kandydata, był to dotkliwy cios organizacyjny i komunikacyjny. Sam Khan nie mógł prowadzić kampanii, więc jego sztab posługiwał się nawet przemówieniami generowanymi przez sztuczną inteligencję z jego głosem.
A jednak kandydaci popierani przez Khana zdobyli dziewięćdziesiąt trzy mandaty, najwięcej spośród wszystkich ugrupowań. Liga Muzułmańska Nawaza Sharifa uzyskała siedemdziesiąt pięć miejsc, a Pakistańska Partia Ludowa pięćdziesiąt cztery. Do samodzielnego rządu to nie wystarczyło. Koalicję zbudowali rywale Khana, a premierem ponownie został Shehbaz Sharif. Latem 2024 roku Sąd Najwyższy przyznał wprawdzie PTI prawo do części mandatów z puli miejsc zarezerwowanych, odbierając koalicji większość dwóch trzecich, lecz nie zmienił tego, kto sprawuje władzę. Państwu udało się uwięzić lidera, rozbić część struktur i utrudnić start wyborczy, a mimo to nie zdołało unieważnić jego społecznego mandatu. Powstała sytuacja, w której najsilniejszy ruch polityczny kraju nie został formalnie wykluczony z wyborów, ale został skutecznie odsunięty od realnej władzy.
Co zostało z zaufania do państwa
Kryzys wokół Khana rozgrywał się w państwie i tak przeciążonym. Pakistan zmagał się z rekordową inflacją, słabnącą walutą i widmem niewypłacalności, ratując się kolejnymi programami Międzynarodowego Funduszu Walutowego, obwarowanymi bolesnymi reformami i cięciami subsydiów. Latem 2023 roku kraj uzyskał ratujące go awaryjne finansowanie z MFW, a rok później kolejny, wieloletni program pomocowy, za każdym razem płacąc za to podwyżkami cen energii i wyższymi podatkami, które najmocniej uderzały w gospodarstwa domowe. Do tego dochodziło odradzające się zagrożenie terrorystyczne na zachodzie kraju oraz napięcia z sąsiadami. Po 9 maja do tej listy dołączyło jeszcze jedno obciążenie, czyli głębsza utrata zaufania do bezstronności instytucji państwa, bez której trudno przeprowadzać niepopularne decyzje gospodarcze.
Jeszcze przed głosowaniem w 2024 roku Międzynarodowa Grupa Kryzysowa ostrzegała, że komisja wyborcza idzie do wyborów z nadszarpniętą wiarygodnością, a jawnie nierówna rywalizacja podważy legitymację następnego rządu niezależnie od tego, kto wygra. Po wyborach obawy się potwierdziły. W raporcie z listopada 2024 roku ta sama organizacja opisywała kraj pogrążony w sporze o wynik: PTI kwestionowała legalność rządu i domagała się przeliczenia głosów, a zakwestionowane wybory podsycały napięcie w momencie, gdy gospodarka i bezpieczeństwo wymagały stabilności. Jesienią 2024 roku zwolennicy Khana ponownie ruszyli na Islamabad, a marsz na plac D-Chowk zakończył się starciami i ofiarami. Niezależne oceny stanu pakistańskiej demokracji, w tym raport krajowy projektu BTI z 2026 roku, opisywały rząd jako pozbawiony pełnej legitymacji w oczach znacznej części społeczeństwa.
Szczególnego znaczenia nabrała funkcja prawa. Gdy część spraw Khana była uchylana, a równocześnie pojawiały się nowe zarzuty i wyroki, jego zwolennicy utwierdzali się w przekonaniu, że celem nie jest rozstrzygnięcie konkretnej winy, lecz utrzymywanie go poza polityką tak długo, jak okaże się to potrzebne. Pytanie o to, jak właściwie ma działać państwo, w którym władza wypływa z politycznej reprezentacji, przestało być akademickie; bliżej mu do dylematów, które opisywaliśmy, zastanawiając się nad /2026/04/30/20260430-reset-konstytucyjny-jako-proces/. Organizacje praw człowieka pisały o narastającym tłumieniu sprzeciwu, a ONZ powiązała uwięzienie Khana z szerszą kampanią wymierzoną w cały jego obóz. Spór o to, czyja narracja jest prawdziwa, przeniósł się przy tym w dużej mierze do sieci, gdzie kampanie po obu stronach działały na zasadach, które opisywaliśmy w tekście o /2026/04/09/20260409-era-post-prawdy/.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Symbol mocniejszy niż aktor
Imran Khan był i pozostaje postacią niejednoznaczną. Jego wcześniejsze rządy nie były wolne od populizmu, konfliktów z mediami i napięć wokół instytucji, więc trudno czynić z niego prostego bohatera opowieści o liberalnej demokracji. A jednak po 9 maja 2023 stał się dla milionów Pakistańczyków symbolem czegoś szerszego niż własna partia: sprzeciwu wobec systemu, który pozwala głosować, ale nie zawsze pozwala realnie zmienić władzę.
Państwo potrafiło utrzymać Khana w więzieniu przez lata i poważnie zdezorganizować jego partię. Nie potrafiło jednak zbudować alternatywnej legitymizacji, która unieważniłaby jego wpływ. Khan z kilkudziesięcioma milionami obserwujących w mediach społecznościowych pozostał jednym z najpopularniejszych polityków w skali globalnej, a wybory 2024 pokazały, że pozbawiony wolności bywa silniejszy niż wielu działających na wolności rywali. Z drugiej strony ruch oparty niemal wyłącznie na jednym przywódcy jest kruchy, działa pod stałą presją i z osłabionym kierownictwem.
Ta zależność od jednej postaci jest największą słabością obozu. Skazani lub zmuszeni do milczenia liderzy drugiego szeregu nie wykształcili wyrazistego następcy, a partia funkcjonuje raczej jako przedłużenie osoby Khana niż jako samodzielna struktura zdolna przetrwać jego nieobecność. Dopóki pozostaje on punktem odniesienia, ruch zachowuje energię, lecz przyszłość, w której zniknąłby ze sceny, pozostaje wielką niewiadomą. Establishment zdaje się zresztą liczyć na to, że czas, zmęczenie i kolejne wyroki same rozproszą poparcie, którego nie udało się złamać siłą.
Najwyraźniej widać to było na początku 2026 roku, gdy uwaga przeniosła się z sal sądowych do celi. Według doniesień jego prawników i rodziny Khan miał stracić około 85 procent wzroku w prawym oku wskutek zakrzepicy żyły środkowej siatkówki, a wokół jego izolacji narosły niepokojące pogłoski; w sieci pojawiły się masowe kampanie z pytaniem o jego stan, a nawet plotki o śmierci. W lutym 2026 roku Sąd Najwyższy, po raporcie wyznaczonego przez siebie pełnomocnika, nakazał powołanie komisji lekarskiej oraz umożliwienie skazanemu rozmów telefonicznych z synami przebywającymi za granicą, a posłowie PTI protestowali przed gmachami sądów, domagając się pilnych rozpraw i zgody na widzenia z rodziną. Wkrótce potem sąd w Islamabadzie wyznaczył na marzec rozprawę w sprawie zawieszenia wyroku w aferze Al-Qadir, choć i ona była następnie kilkukrotnie odraczana. Nawet zamknięty i odcięty od mediów polityk pozostawał obecny w debacie publicznej, opisywany w prasie jako więzień, którego nazwisko liczy się bardziej niż obecność. Dzień 9 maja uczynił z Khana mocniejszy symbol, lecz zarazem ograniczył możliwość przekształcenia tej symbolicznej siły w stabilną władzę instytucjonalną.
Trzy lata później
Z dzisiejszej perspektywy 9 maja 2023 roku nie był jedynie dniem zatrzymania byłego premiera ani początkiem serii procesów wobec jego otoczenia. Był testem pakistańskiego porządku politycznego, który pokazał, że masowe poparcie wyborcze potrafi być potężne, lecz niekoniecznie wystarcza do przejęcia władzy, gdy napotyka opór struktur silniejszych niż zwykła rywalizacja partyjna.
Pakistan po maju 2023 nie zamienił się w otwartą dyktaturę. Odbyły się wybory, działa parlament, istnieje opozycja, a sądy potrafią wydawać rozstrzygnięcia niewygodne dla władz. Właśnie dlatego ten przypadek jest ciekawszy niż prosta opowieść o zamkniętym systemie autorytarnym. To historia kraju, w którym demokratyczne formy nadal funkcjonują, ale ich rzeczywisty zakres jest nieustannie negocjowany przez siły pozawyborcze. Trzy lata po tamtym dniu wciąż nie wiadomo, czy w tym kraju głos oddany przy urnie wystarcza, by realnie zmienić ekipę rządzącą.
Dzień 9 maja był głośny: płonące budynki, tłumy na ulicach, lider wyprowadzony z sądu przez umundurowanych funkcjonariuszy. To, co przyszło po nim, okazało się jednak ważniejsze od samego wybuchu. Złożyły się na to więzienie, dziesiątki procesów, osłabiona partia i wybory, których wynik wciąż bywa kwestionowany. Po trzech latach Pakistan pozostaje zawieszony między formą demokracji a praktyką, w której ostatnie słowo nieczęsto należy do wyborców.
Literatura i źródła
- May 9 riots — Wikipedia — artykuł encyklopedyczny o przebiegu zamieszek
- Imprisonment of Imran Khan — Wikipedia — artykuł encyklopedyczny o uwięzieniu byłego premiera
- Opinion No. 22/2024 concerning Imran Ahmad Khan Niazi — OHCHR / Grupa Robocza ONZ ds. Arbitralnych Zatrzymań — oficjalna opinia organu ONZ
- Pakistan: 2024 general election — House of Commons Library — analiza brytyjskiej służby badawczej parlamentu
- Imran Khan: rights and welfare during his imprisonment — House of Lords Library — opracowanie instytucji publicznej
- Pakistan's 2024 National Election — Congressional Research Service / Library of Congress — analiza instytucji publicznej
- Understanding Pakistan's Election Results — United States Institute of Peace — analiza instytutu badawczego
- The Arrest of Imran Khan and Its Aftermath — Institute of South Asian Studies, NUS — opracowanie uczelniane
- Pakistan: Inching toward Contested Elections — International Crisis Group — raport organizacji międzynarodowej
- Disputed Polls and Political Furies: Handling Pakistan's Deadlock — International Crisis Group — raport organizacji międzynarodowej
- Pakistan: Military "justice" system reflects a glaring surrender of human rights — International Commission of Jurists — analiza organizacji prawniczej
- Pakistan: Authorities must end ongoing injustice of civilian trials by military courts — Amnesty International — komunikat organizacji praw człowieka
- Ex-Pakistan PM Imran Khan arbitrarily detained, says UN working group — Al Jazeera — artykuł prasowy
- May 9 riots: Omar Ayub, Shibli Faraz among PTI leaders sentenced to 10 years — Dawn — artykuł prasowy
- Imran Khan's PTI scores major win in Pakistan battle for reserved seats — Al Jazeera — artykuł prasowy
- Pakistan's Imran Khan Seeks Release From Jail on Medical Grounds — Bloomberg — artykuł prasowy
- Imran Khan: From cricket legend to Prisoner No. 804 — The Washington Post — artykuł analityczny