Bankrut, który wydrukował wieczność
6 listopada 1455 roku. Refektarz klasztoru Bosych Braci w Moguncji, późna jesień, zimne mury. Ulrich Helmasperger, notariusz apostolski, starannie zanotował każde słowo przesłuchania. To, co zapisał, przetrwało do dziś jako jedyny współczesny dokument opisujący relację między Johannesem Gutenbergiem a jego głównym wierzycielem — Johannem Fustem.
Gutenberg stał przed sądem. Właśnie ukończył druk Biblii. Sto osiemdziesiąt egzemplarzy, wszystkie wyprzedane z góry, nabywcy czekali. Pieniądze lada chwila miały spłynąć do kasy. I właśnie wtedy Fust zażądał spłaty pożyczek — łącznie ponad dwóch tysięcy dwudziestu sześciu guldenów z odsetkami. Termin: natychmiast.
Gutenberg gotówki nie miał. Sąd orzekł na korzyść Fusta. Ten przejął warsztat, czcionki, sprzęt i gotowe egzemplarze Biblii. Sprzedał je z niemałym zyskiem — wspólnie z Peterem Schöfferem, dawnym pomocnikiem Gutenberga, który zdążył już zostać zięciem Fusta. Gutenberg wyszedł z własnej drukarni z pustymi rękami.
Cała historia ma w sobie coś z dobrego kryminału. Nie wiadomo do końca, kto tu kogo przechytrzył. Część historyków sugeruje, że Fust zaplanował ten ruch z zimną krwią: poczekał, aż Biblie będą gotowe, a potem uderzył w idealnym momencie — gdy Gutenberg nie miał gotówki, ale miał gotowy towar. Inni bronią Fusta i wskazują na realne straty finansowe, jakie poniósł, finansując wieloletni projekt bez żadnych gwarancji powodzenia. Prawdy nie poznamy nigdy. Helmasperger zapisał fakty, nie motywacje.
Kim był Johannes Gutenberg?
Tego nie wiemy nawet na pewno. Ani roku urodzenia, ani dokładnej daty śmierci. Zachowały się fragmenty dokumentów sądowych, kilka zapisów notarialnych i pośrednie wzmianki w cudzych relacjach. Na tej podstawie historycy zrekonstruowali biografię, która jest bardziej hipotezą niż biografią w ścisłym tego słowa znaczeniu.
Ustalono z dużym prawdopodobieństwem, że Johannes Gensfleisch zur Laden zum Gutenberg przyszedł na świat około 1400 roku w Moguncji — zamożnym mieście nad Renem, stołecznym mieście arcybiskupim. Rodzina należała do patrycjatu: ojciec, Friele Gensfleisch, był kupcem i piastował funkcję nadzorcy w mennicy biskupiej. To ważny szczegół, bo metalurgia i precyzyjna obróbka kruszców były w tym domu chlebem powszednim — dosłownie.
Kiedy Gutenberg miał około dwudziestu lat, rodzina została wygnana z Moguncji. Stały konflikt między patrycjuszami a rzemieślniczymi cechami rozpalił się z nową siłą i Gensfleischowie znaleźli się po złej stronie barykady. Gutenberg trafił do Strasburga. Tam pracował jako złotnik i jubiler, tam też — wedle dokumentów procesowych z 1439 roku — prowadził jakieś tajemnicze przedsięwzięcia określane mgliście jako kunst und abenture, „sztuki i przygody". Co konkretnie robił, nie wiadomo. Na jaw wyszło tylko tyle, że posiadał prasę i zatrudniał pomocników. Jeden z nich, Andreas Dritzehn, umarł, a jego bracia próbowali drogą sądową przejąć udział w spółce. Gutenberg wygrał proces, ale o naturze eksperymentów mówił niechętnie — jak ktoś, kto pracuje nad czymś, co jeszcze nie jest gotowe na oglądanie.
Jest jeszcze jedna historia ze Strasburga, rzadziej przywoływana, bo nieco nieelegancka. Rok 1438 lub 1439: Gutenberg wyprodukował trzydzieści dwa tysiące lusterek na odpust do Akwizgranu — wielkie przedsięwzięcie handlowe. Tyle że odpust przesunięto o rok z powodu epidemii i cały towar leżał bezużytecznie przez dwanaście miesięcy. Gutenberg nie zawinił, ale strata była realna.
Do Moguncji wrócił gdzieś między 1444 a 1448 rokiem — kiedy dokładnie, nie wiadomo. Z gotową ideą drukarni. Bez pieniędzy.
Europa przed Gutenbergiem — świat rękopiśmienny
Zanim ocenimy wynalazek Gutenberga, warto zatrzymać się przy pytaniu, które rzadko się zadaje: jak właściwie funkcjonował świat bez druku?
Przez większą część średniowiecza monopol na reprodukcję tekstów miały klasztory. Skryptorium — długa, zazwyczaj nieogrzewana sala z rzędami pulpitów — było sercem każdego dużego opactwa. Skrybowie, przede wszystkim mnisi, choć od XII wieku coraz częściej też świeccy profesjonaliści, kopiowali słowo po słowie, litera po literze. Przepisanie kompletnej Biblii zajmowało od roku do dwóch lat ciągłej pracy. Biblioteka Uniwersytetu Cambridge miała jeszcze w 1424 roku zaledwie sto dwadzieścia dwa woluminy. Sto dwadzieścia dwa. Cały zasób wiedzy dostępny studentom jednej z czołowych ówczesnych uczelni mieściłby się na jednej półce w dzisiejszym hipermarkecie.
Cena gotowego rękopisu odpowiadała mniej więcej cenie działki budowlanej. Biblia — najchętniej kopiowany tekst — kosztowała tyle, ile wykwalifikowany rzemieślnik zarabiał przez kilka lat. Nie było książek prywatnych, nie było codziennej lektury, nie było kultury czytelniczej w dzisiejszym sensie. Było coś w rodzaju dostępu do wiedzy z karty bibliotecznej, z tym że kart było mało, wypożyczalnie — wyłącznie przy klasztorach, a czytać umiał co dziesiąty, może dwudziesty mieszkaniec Europy.
Papier dotarł do Europy z Chin przez arabskie pośrednictwo i zrewolucjonizował koszty materiałowe — pergamin z cielęcej skóry był drogi, papier wyraźnie tańszy. Świeckie skryptoria zaczęły się mnożyć od XII wieku. Ale sam problem pozostał: każda kopia była odręczna, każda inna, każda potencjalnie błędna. Błędy kumulowały się z pokolenia na pokolenie jak w głuszy zniekształcony szept.
Techniki druku z ruchomą czcionką istniały już w Korei — co najmniej od połowy XIV wieku, być może wcześniej. W Chinach drukowano z rzeźbionych drewnianych bloków od stuleci. Do Europy ta wiedza jednak nie dotarła w żadnej użytecznej formie. Gutenberg wymyślił swoje rozwiązanie sam — i nie był to geniusz na miarę olśnienia. To był wynik wielu lat eksperymentowania, zadłużania się i prób.
Jak działała prasa Gutenberga?
Tutaj trzeba rozwiać pewne nieporozumienie: Gutenberg nie wynalazł jednej rzeczy. Wynalazł system. Cztery elementy, które działały razem — i wartość tkwiła właśnie w tym „razem", bo każdy z osobna był albo znany, albo możliwy do odkrycia.
Zacznijmy od czcionki. Każda litera to oddzielny metalowy klocek: z jednej strony wypukła, lustrzana litera, z drugiej płaski odlew pozwalający ustawić klocki równo w rzędzie. Klocki układa się w specjalnej ramce, tworząc pełną stronę tekstu, po czym całość pokrywa się atramentem i dociska do papieru. Brzmi prosto — ale do jednej Biblii potrzeba kilku tysięcy takich klocków, identycznych co do milimetra, bo inaczej linie krzywieją, a interlinie falują. Gutenberg opracował ręczną formę odlewniczą, która pozwalała produkować czcionki masowo i z powtarzalną precyzją. Stop: ołów, cyna i antymon. Twardy na tyle, żeby wytrzymać tysiące odbitek; miękki na tyle, żeby odlewanie było w ogóle możliwe. Niemal ta sama receptura przetrwała w drukarstwie do początku XX wieku. Po wydruku klocki wracają do kasy i można złożyć z nich zupełnie nową stronę — elastyczność, której nie dawały drewniane bloki z wyrzeźbionym pełnym tekstem, używane w Chinach i w europejskim druku graficznym.
Ale sama czcionka była bezużyteczna bez odpowiedniego atramentu. Zwykły atrament pisarski, na bazie wodnej, rozmazywał się na metalu i nie trzymał. Gutenberg sięgnął po rozwiązania znane z malarstwa olejnego: gęsty werniks jako spoiwo, pigment sadzowy. Atrament przylegał do metalu i po wyschnięciu dawał ostry, trwały ślad. Pierwsze strony Biblii Gutenberga mają tekst czarny jak smoła — i po pięciuset siedemdziesięciu latach wciąż niewyblakły.
Wizualizacja poglądowa AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
No i sama prasa. Tu Gutenberg nie wymyślił koła od nowa — mechanizm śrubowy znano od wieków, używano go do tłoczenia winogron, oleju, papieru. Dostosował go do druku: platforma ze złożoną formą czcionkową, arkusz papieru, mocne i równomierne dociśnięcie. Nic odkrywczego. Ale właśnie to “równomierne” było najtrudniejsze — tak wyregulować siłę nacisku, żeby każda litera odcisnęła się jednakowo mocno na całej powierzchni strony, bez przebić i niedobitek. Tego nie da się wyliczyć. Tego się uczy przez próby.
Całością procesu zarządzał zecer — rzemieślnik przy kasie czcionkowej. Układał klocki w odwróconej kolejności, lustrzanym pismem, setki dziennie, pilnując równości wiersza i właściwych odstępów między literami. Raz złożona forma szła pod prasę, odciskała kilkaset kopii, po czym była rozkładana i składana od nowa pod inną stronę. Praca monotonna, wymagająca skupienia — ale wysoce powtarzalna. I właśnie w tej powtarzalności leżał cały ekonomiczny sens systemu: nie w tym, że druk był tani, bo nie był. W tym, że koszt pierwszej kopii był ogromny, a każda następna kosztowała ułamek tego.
Biblia Gutenberga — arcydzieło pierwszego druku
Dlaczego akurat Biblia? Nie z pobożności. Gutenberg wybrał ją z czysto komercyjnych powodów: Biblia była najlepiej rozpoznawalnym tytułem w całej Europie, kupowanym przez klasztory, katedry, bogatych świeckich i uniwersytety. Każda instytucja kościelna potrzebowała przynajmniej jednego egzemplarza. Rynek był gotowy.
Biblia drukowana — dziś zwana Gutenberga, Czterdziestodwuwierszową (B-42) lub Mazarynową, od egzemplarza odkrytego w XVIII wieku w bibliotece kardynała Mazarina — powstawała prawdopodobnie od około 1452 do 1455 roku. Nakład: sto sześćdziesiąt do stu osiemdziesięciu egzemplarzy, z czego mniej więcej sto trzydzieści pięć na papierze, reszta na welinie — cielęcej skórze. Jeden egzemplarz welinowy pochłaniał skórę z około stu siedemdziesięciu cieląt. Zanim wydrukowano którąkolwiek stronę, trzeba było zaplanować wiele rzeczy naraz: format, liczbę wierszy na stronie, szerokość kolumn, krój czcionki.
W marcu 1455 roku — kiedy druk był niemal gotowy — przyszły papież Pius II, wówczas Enea Silvio Piccolomini, obejrzał w Frankfurcie kilka złożonych pięciokartowych składek. Zachwyt zapisał w liście do kardynała Carvajala. Tekst, pisał, jest „niezwykle czysty i poprawny, bez jednego błędu — taki, który Wasza Eminencja czytałaby bez trudu i bez okularów". I dodał z żalem: wszystkie egzemplarze wyprzedane, nie ma już czego kupić.
Gutenberg zaprojektował krój naśladujący gotyckie pismo skrybów — nie chciał, żeby jego produkt wyglądał jak coś gorszego od rękopisu. Każdy nabywca mógł zatrudnić rubrycystę, który doda ręcznie ozdobne inicjały i czerwone tytuły rozdziałów. Dlatego niemal każdy z zachowanych egzemplarzy wygląda trochę inaczej — nie ma dwóch identycznych Biblii Gutenberga.
Do dziś przetrwały czterdzieści dziewięć egzemplarzy w różnym stopniu kompletności. Ostatni kompletny dwutomowy egzemplarz sprzedany na aukcji — 1978 rok, Christie’s, 2,2 miliona dolarów. W 1987 roku jeden wolumin z kolekcji archidiecezji Los Angeles osiągnął 4,9 miliona dolarów (5,39 z prowizją), bijąc ówczesny rekord ceny dla drukowanej książki. Szacuje się, że kompletny egzemplarz mógłby dziś osiągnąć trzydzieści pięć milionów lub więcej — gdyby ktokolwiek zdecydował się go sprzedać, co jest mało prawdopodobne.
Wizualizacja poglądowa AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Fust kontra Gutenberg — pełny obraz sprawy
Wróćmy do refektarza klasztoru Bosych Braci i do pytania, które zadają sobie historycy od pięciuset lat: czy Fust był drapieżcą, czy tylko trzeźwym wierzycielem?
Fakty są takie. Fust pożyczył Gutenbergowi łącznie tysiąc sześćset guldenów w dwóch transzach po osiemset — sumę, za którą można było kupić trzy solidne kamienice w Moguncji. Pierwsza pożyczka: 1449 rok, na rozbudowę warsztatu. Druga: 1452, na „wspólne dzieło Ksiąg". Gutenberg przez lata nie spłacał odsetek. Kiedy Biblie były gotowe, ale jeszcze nie sprzedane — bo nabywcy płacili przy odbiorze — Fust ruszył do sądu. Moment wybrany perfekcyjnie: Gutenberg bogaty w produkt, ale bez gotówki.
Wyrok: Fust przejmuje oba warsztaty, wszystkie prasy, czcionki i gotowy nakład. Peter Schöffer — pomocnik Gutenberga, który w trakcie procesu zeznawał przeciw swojemu pracodawcy i tego samego roku poślubił córkę Fusta — zostaje głównym drukarzem nowej spółki. W pierwszej książce sygnowanej przez Fusta i Schöffera, Psałterzu z 1457 roku, nie ma nigdzie imienia Gutenberg. Nie ma go też w żadnej późniejszej publikacji firmy.
Gutenberg nie zniknął jednak bez śladu. Zachowały się dokumenty wskazujące, że po 1455 roku prowadził dalszą działalność drukarską — prawdopodobnie z pomocą nowych mecenasów. Przypisuje mu się Catholicon z 1460 roku, wielki słownik łaciński. W 1465 roku arcybiskup Adolf II von Nassau nadał mu tytuł dworskiego szlachcica i rentę w naturze: zboże, wino, odzież. Skromne zadośćuczynienie za to, co stracił.
Gutenberg umarł 3 lutego 1468 roku. Pochowano go w kościele franciszkanów w Moguncji — budowla ta nie przetrwała do naszych czasów, więc grób pozostaje nieznany. Przez kilka dziesięcioleci po śmierci był właściwie zapomniany. Fust i Schöffer byli w świadomości ówczesnych Europejczyków „wynalazcami druku". Dopiero pod koniec XV wieku zaczęto prostować tę historię.
Co właściwie zmienił druk?
Wiele rzeczy. Ale nie z dnia na dzień i nie w równomiernym tempie. Historię wpływu drukarstwa na Europę zbyt często opowiada się jak triumfalny pochód — tymczasem rzeczywistość była bardziej chaotyczna.
Reformacja
To chyba najlepszy przykład. Marcin Luter przybił swoje tezy do drzwi kościoła w Wittenberdze w październiku 1517 roku. Bez prasy drukarskiej byłby po kilku miesiącach lokalnym heretykiem spacyfikowanym przez kurię. Stało się inaczej: w ciągu trzech lat sprzedano ponad trzysta tysięcy egzemplarzy jego pism. Szybkość, z jaką Reformacja objęła Niemcy, a potem całą Europę, była bezpośrednim skutkiem możliwości druku — nie siły argumentów teologicznych, nie charyzmy kaznodziei. Druk był nośnikiem. Gdyby Luter żył sto lat wcześniej, zostałby spalony i zapomniany jak Jan Hus.
Standaryzacja języka
Mniej oczywisty efekt, ale długofalowo równie ważny. Każdy skryba wnosił do kopiowanego tekstu własny dialekt, własne przyzwyczajenia ortograficzne. Kopie się rozchodziły, różniły, błędy się nakładały. Druk wymagał jednej, zatwierdzonej formy — bo nakład tysiąca egzemplarzy musi być spójny. To właśnie ta ekonomiczna konieczność — nie dekret żadnego władcy — ujednoliciła języki narodowe. Drukowana niemczyzna Lutrowego przekładu Biblii stała się podstawą literackiego języka niemieckiego. Podobnie angielski w wydaniach londyńskich drukarzy, a polski w krakowskich oficynach.
Nauka
Odkrycia naukowe krążyły wcześniej w odpisach — rzadkich, często przekłamanych, trudno dostępnych. Kopernik opublikował swój heliocentryzm w 1543 roku. Tycho Brahe mógł przeczytać jego pracę w Danii. Kepler w Niemczech. Galileusz we Włoszech. Bez druku ta sieć wymiany nie istniałaby. Rewolucja naukowa XVI i XVII wieku była możliwa dlatego, że naukowcy czytali nawzajem swoje wyniki — nie słyszeli o nich z drugiej ręki, w zniekształconej wersji, po dziesięciu latach.
Piśmienność
Tu musimy być ostrożni — ten efekt był najwolniejszy. Samo istnienie drukowanych książek nie nauczyło nikogo czytać. Piśmienność rosła przez kolejne stulecia, napędzana przez reformację (protestanci czytali Biblię samodzielnie, co wymagało umiejętności czytania), urbanizację i edukację. Gutenberg uruchomił łańcuch przyczynowy, ale jego ostatni ogniwa domknęły się dopiero w XIX wieku.
Spuścizna — powolna rehabilitacja
Przez pół wieku po śmierci Gutenberga to Fust i Schöffer byli w zbiorowej pamięci „wynalazcami druku". Zrozumiałe: firmowali swoim nazwiskiem dziesiątki publikacji, Gutenberg — żadnej. Dopiero pod koniec XV i na początku XVI wieku pojawia się w źródłach jego nazwisko — jako właściwego twórcy systemu. W 1502 roku jeden z kronikarzy nazwał go wprost wynalazcą typografii.
Rehabilitacja była powolna, ale ostateczna. W 1837 roku duński rzeźbiarz Bertel Thorvaldsen odsłonił w Moguncji jego pomnik — Gutenberg z dumnie podniesioną pierwszą stroną Biblii. W 1900 roku, z okazji pięćsetlecia urodzin, mieszkańcy Moguncji ufundowali Muzeum Gutenberga, które działa do dziś i przechowuje jeden z kompletnych egzemplarzy Biblii.
W 1997 roku magazyn „Time-Life" uznał wynalazek druku ruchomą czcionką za najważniejszy wynalazek drugiego tysiąclecia. W 1999 roku sieć telewizyjna A&E umieściła Gutenberga na pierwszym miejscu rankingu „Biographies of the Millennium" — najbardziej wpływowy człowiek lat 1000–1999. „Time" przyznał mu tytuł Człowieka Tysiąclecia. Wszystkie trzy niezależne rankingi wskazały tego samego człowieka.
W 1971 roku Michael Hart, student informatyki na Uniwersytecie Illinois, uzyskał dostęp do dużego komputera uczelnianego i wpadł na pomysł, żeby umieścić w nim Deklarację Niepodległości jako zwykły plik tekstowy. Tak powstał Project Gutenberg — dziś największa bezpłatna cyfrowa biblioteka świata, z ponad siedemdziesięcioma tysiącami tytułów. Hart nazwał go na cześć Gutenberga. Trudno o trafniejszy wybór: pięćset lat po tym, jak Gutenberg zrewolucjonizował dostęp do pisanego słowa, ktoś zrobił to samo w przestrzeni cyfrowej.
Zamiast zakończenia
Gutenberg był kiepskim biznesmenem. Spóźnił się z lusterkami na rok. Nie spłacał odsetek przez lata. Stracił drukarnię w momencie, gdy stał na progu fortuny. Umarł bez grosza na rachunku, z szlacheckim tytułem zamiast wynagrodzenia.
A jednak to on, nie Fust ani Schöffer, jest w podręcznikach. Nie dlatego, że historia kocha sprawiedliwość — bo nie kocha. Raczej dlatego, że pomysł był jego, ryzyko było jego, lata eksperymentów były jego. Fust dał pieniądze. Gutenberg dał system.
Każda drukowana strona — gazeta, powieść, bilet do kina, instrukcja obsługi pralki — sięga korzeniami do mokrego jesiennego wieczoru w refektarzu mogunckich braci bosych, gdzie notariusz Helmasperger zanotował, że Gutenberg przegrał sprawę. Przegrał proces. Wygrał historię.
Literatura i źródła
Monografie i opracowania naukowe
- Eisenstein, Elizabeth L., The Printing Press as an Agent of Change: Communications and Cultural Transformations in Early Modern Europe. Cambridge: Cambridge University Press, 1980. — Klasyczna, dwutomowa praca badająca wpływ druku na kulturę, naukę i religię nowożytnej Europy; pozycja fundamentalna w historiografii komunikacji.
- Kapr, Albert, Johann Gutenberg: The Man and His Invention. Przeł. Douglas Martin. Aldershot: Scolar Press, 1996. — Wysoce udokumentowana biografia Gutenberga, oparta na analizie źródeł archiwalnych; autor przez dekady kierował badaniami nad życiem wynalazcy.
- Man, John, Gutenberg: How One Man Remade the World with Words. Nowy Jork: Wiley, 2002. — Narracyjna biografia łącząca rzetelność historyczną z przystępnym stylem popularnonaukowym.
- Füssel, Stephan, Gutenberg and the Impact of Printing. Przeł. Douglas Martin. Aldershot: Ashgate, 2005. — Syntetyczne opracowanie koncentrujące się na długofalowych skutkach cywilizacyjnych wynalazku druku, ze szczególnym uwzględnieniem Reformacji i nauki renesansowej.
- Ing, Janet, Johann Gutenberg and His Bible: A Historical Study. Nowy Jork: Typophiles, 1988. — Specjalistyczne studium poświęcone Biblii czterdziestodwuwierszowej; analiza aspektów typograficznych oraz historii poszczególnych egzemplarzy.
- Lienhard, John H., The Engines of Our Ingenuity: An Engineer Looks at Technology and Culture. Oxford: Oxford University Press, 2000. — Ujęcie wynalazku prasy drukarskiej z perspektywy historii inżynierii i rozwoju technologii.
- McLuhan, Marshall, Galaktyka Gutenberga: Tworzenie człowieka druku. Przeł. Andrzej Wojtasik. Warszawa: Narodowe Centrum Kultury, 2017 (wyd. oryg. 1962). — Interdyscyplinarna analiza wpływu druku na percepcję i strukturę myślenia człowieka; praca, która wprowadziła pojęcie „galaktyki Gutenberga”.
- Ong, Walter J., Oralność i piśmienność: Słowo poddane technologii. Przeł. Józef Japola. Lublin: Redakcja Wydawnictw KUL, 1992 (wyd. oryg. 1982). — Studium z pogranicza lingwistyki i medioznawstwa, opisujące przejście od kultury oralnej do kultury druku.
- Twyman, Michael, The British Library Guide to Printing: History and Techniques. Londyn: British Library, 1998. — Ilustrowany przewodnik po historii technik drukarskich od XV wieku po współczesność.
Artykuły i źródła specjalistyczne
- Davies, Martin, „Juan de Carvajal and Early Printing: The 42-line Bible and the Sweynheym and Pannartz Aquinas”, The Library, seria 6, t. XVIII, nr 3, 1996, s. 193–215. — Analiza wczesnych świadectw istnienia egzemplarzy Biblii Gutenberga w kontekście pierwszych drukarni włoskich.
- Needham, Paul, „Johann Gutenberg and the Catholicon Press”, Papers of the Bibliographical Society of America, t. 76, 1982, s. 395–456. — Badanie dotyczące związku Gutenberga z drukiem Catholicon (1460) i funkcjonowania jego warsztatu.
- Schwab, Richard N. i in., „Cyclotron Analysis of the Ink in the 42-Line Bible”, Papers of the Bibliographical Society of America, t. 77, 1983, s. 285–315. — Analiza fizykochemiczna tuszu użytego w Biblii Gutenberga metodą aktywacji cyklotronowej; ustalenia dotyczące kolejności drukowania składek.
Źródła internetowe
- Gutenberg-Museum Mainz — oficjalna strona muzeum (instytucja publiczna / muzeum; dokumentacja zbiorów, reprodukcje Biblii Gutenberga; dostęp: 19.02.2025)
- Project Gutenberg — Cyfrowa Biblioteka Publiczna (projekt cyfrowy / domena publiczna; archiwum tekstów literackich; dostęp: 19.02.2025)
- British Library — Digitised Manuscripts & Early Printed Books (instytucja publiczna / biblioteka narodowa; cyfrowe reprodukcje egzemplarza Biblii Gutenberga; dostęp: 19.02.2025)
- Bayerische Staatsbibliothek — Digitale Sammlungen (instytucja publiczna / biblioteka państwowa; zbiory cyfrowe inkunabułów i dokumentów z epoki; dostęp: 19.02.2025)
- Encyclopaedia Britannica — hasło „Johannes Gutenberg” (encyklopedia internetowa / opracowanie redakcyjne; dostęp: 19.02.2025)
Literatura polska
- Drukarstwo polskie — zarys historyczny. Red. Aleksander Birkenmajer, Bronisław Kocowski, Jan Trzynadlowski. Wrocław: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1957. — Synteza dziejów polskiego drukarstwa w kontekście europejskiej historii druku.
- Ptaszycki, Stanisław, Encyklopedia nauk pomocniczych historii i literatury polskiej. Lublin, 1921. — Opracowanie zawierające rozdziały poświęcone historii druku i pierwszym drukarniom na ziemiach polskich.
- Kawecka-Gryczowa, Alodia, Zarys dziejów piśmiennictwa polskiego. Warszawa: Wiedza Powszechna, 1969. — Omówienie recepcji druku w Polsce oraz działalności pierwszych warsztatów drukarskich w drugiej połowie XV wieku.