Późne popołudnie, końcówka lat osiemdziesiątych. Na podwórkach pustki, boiska wyludnione. Za to w blokowych mieszkaniach — ten sam cotygodniowy rytuał: cała rodzina zasiada przed telewizorem, żeby obejrzeć półgodzinny program, w którym dwóch okularników kłóci się o naukę. Program nazywa się „Sonda".
Jak pudło z taśmami dało początek „Sondzie"
Pod koniec lat siedemdziesiątych polska telewizja miała już za sobą dwie dekady prób popularyzacji nauki na antenie. Program „Eureka", uruchomiony 4 września 1957 roku, przez dwadzieścia lat pełnił rolę telewizyjnego magazynu popularnonaukowego i dał początek kilku pokrewnym audycjom — „Człowiek, ziemia, kosmos" czy „Przyjemne z pożytecznym". W połowie lat siedemdziesiątych kierownictwo redakcji uznało jednak, że formuła się wyczerpała. Brakowało świeżości, czegoś, co współpracownik programu Tomasz Pyć nazwał „hitem ekranowym". Trzeba było szukać od nowa.
W 1977 roku Andrzej Kurek — fizyk po Uniwersytecie Warszawskim, pracujący w Telewizji Polskiej — natknął się wraz z początkującym dziennikarzem Markiem Siudymem na nieopisane pudła w redakcyjnym magazynie. W środku leżały taśmy z nagraniami brytyjskiego programu „Tomorrow’s World", podarowane telewizji przez British Council. Program BBC od 1965 roku prezentował widzom najnowsze wynalazki i odkrycia naukowe w przystępnej formie. Dla Kurka to był impuls. Skoro Brytyjczycy potrafią robić taką telewizję — dlaczego nie spróbować w Polsce?
Akurat wtedy „Eureka" znikała z anteny. Jej dotychczasowa współpracownica, dziennikarka Zofia Żukowska, szukała pomysłu na następcę. Kurek dostał zadanie stworzenia nowego programu popularnonaukowego. Wspierali go Żukowska, Wanda Konarzewska i Siudym. Kurek — oprócz pracy telewizyjnej — był też autorem słuchowisk fantastyczno-naukowych emitowanych w Polskim Radiu, więc umiejętność budowania narracji wokół nauki miał we krwi.
Pierwszy odcinek „Sondy" wyemitowano 8 września 1977 roku. Kurek poprowadził go wspólnie z Wandą Konarzewską. Drugi — z Zofią Żukowską. Ale już wtedy Żukowska miała inny plan. Uznała, że program powinni prowadzić dwaj mężczyźni o różnych temperamentach — jeden zachwyca się każdą nowinką techniczną, drugi natychmiast pyta o koszty, ryzyko i etyczne konsekwencje. Tak trafił przed kamerę Zdzisław Kamiński.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Fizyk i ekonomista — portret duetu
Andrzej Jerzy Kurek urodził się 1 stycznia 1947 roku w Warszawie. Ukończył Technikum Łączności, a potem Wydział Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego (dyplom w 1972 roku). Z natury entuzjasta, w każdym wynalazku szukał szansy, w każdej technologii widział potencjał. Na planie nieraz dosłownie wsadzał głowę tam, gdzie inni by się nie odważyli. Huśtał się na małpiej huśtawce w klatce, zakładał na głowę czepek do pomiaru fal mózgowych, a zasady fizyki tłumaczył przy pomocy rekwizytów kupionych w sklepie z zabawkami.
Zdzisław „Danek" Kamiński przyszedł na świat 5 grudnia 1946 roku w Gliwicach. Studiował na Wydziale Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Planowania i Statystyki (dzisiejsza SGH), dyplom uzyskał w 1969 roku. Zanim trafił do telewizji, pracował jako kierownik produkcji w Wojskowej Wytwórni Filmowej „Czołówka" — jednostce specjalizującej się w filmach dokumentalnych i propagandowych na potrzeby wojska. W TVP zatrudnił się w 1974 roku, trafiając do redakcji historycznej.
Brak wykształcenia ścisłego okazał się jego atutem. Kamiński naturalnie reprezentował punkt widzenia przeciętnego widza, tego, który słyszy o rewolucyjnej technologii i od razu pyta: a ile to kosztuje? A jakie są skutki uboczne?
Różnica temperamentów nie była inscenizacją. Kurek naprawdę był wizjonerem technicznym, a Kamiński naprawdę podchodził do nowinek z dystansem. Role nie były jednak sztywno przypisane — zdarzało się, że Kamiński stawał się gorącym orędownikiem jakiegoś rozwiązania, a Kurek chłodził jego entuzjazm. I właśnie ta nieprzewidywalność trzymała widzów przed ekranami.
Poza kamerą panowie widywali się rzadko. Nie łączyła ich wieloletnia przyjaźń. Łączyła ich wspólna pasja do opowiadania o nauce i chemia ekranowa, której nie dało się zaplanować.
Trzydzieści minut tygodniowo, sześćset tematów
Każdy odcinek „Sondy" trwał trzydzieści minut i poświęcony był konkretnemu zagadnieniu. Tematyka obejmowała genetykę, kosmonautykę, chemię, ekonomię, informatykę, ekologię — dosłownie wszystko, co dało się pokazać i wyjaśnić na ekranie. Pierwszy odcinek, wyemitowany 8 września 1977 roku, dotyczył m.in. wystrzelenia sond kosmicznych Voyager — Voyager 1 startował zaledwie trzy dni wcześniej z przylądka Canaveral. Trudno o lepszy zbieg okoliczności na otwarcie programu o nazwie „Sonda".
W kolejnych latach zakres rósł. W odcinku „S.O.S." z 1981 roku prowadzący wypłynęli na Bałtyk kutrem ratowniczym „Huragan" Polskiego Ratownictwa Okrętowego. W innym testowali noktowizory i kamery termowizyjne. Gdzie indziej rozważali, czy śmigłowce przyszłości powinny stawiać na nowe konstrukcje, czy na nowe materiały. Były odcinki o tomografii komputerowej (z udziałem profesora Piotra Kozłowskiego z WAM), o kole jako podstawie maszyn, o tajemnicach snu i o Towarzystwie Płaskiej Ziemi. Twórcy unikali jedynie tematów niemożliwych do zilustrowania na ekranie — reszta była w grze.
Prowadzący dyskutowali w studiu — a czasem poza nim — i towarzyszyły im felietony filmowe, które ilustrowały omawiane zagadnienia. Oprócz tego Kurek i Kamiński przeprowadzali eksperymenty, nieraz ryzykowne, niemal zawsze z użyciem prostych rekwizytów. Przebierali się w kostiumy, odgrywali krótkie scenki, tworzyli inscenizacje z pomysłową scenografią. Te „przebieranki" i „cyrki" — jak je sami nazywali — nie były zwykłą rozrywką. Stanowiły przemyślany element komunikacji: zamiast abstrakcyjnego wykładu o chorobach zębów, widz dostawał mikrodramat z Kurkiem w roli pacjenta i Kamińskim w roli dentysty.
Materiały filmowe do felietonów pozyskiwano głównie za darmo, dzięki ambasadom Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i ZSRR, a także ośrodkom kultury i przedstawicielstwom handlowym różnych krajów. Telewizja Polska przez wiele lat nie wydała na te materiały złotówki — dopiero w 1986 roku kupiła pierwsze filmy na potrzeby programu. Scenariusze pisali sami redaktorzy, sami organizowali nagrania, montowali materiały, przygotowywali scenografię — unikalną dla każdego odcinka.
Budżet „Sondy" był skrajnie niski. Program powstawał w warunkach permanentnego kryzysu gospodarczego — od schyłku dekady Edwarda Gierka, przez stan wojenny, aż po ostatnie lata PRL-u. Wymuszało to pomysłowość. Kiedyś Kamiński wyniósł z domu żonie kordonek, żeby w studiu zbudować model bakterii. Innym razem prowadzący wykorzystywali przedmioty z kuchni do demonstrowania praw termodynamiki. Ta „domowość" okazała się atutem — widzowie czuli, że nauka nie jest abstrakcyjną domeną niedostępnych laboratoriów, ale czymś, co można zrozumieć przy pomocy rzeczy leżących na półce w mieszkaniu.
U szczytu popularności „Sondę" oglądało sześć milionów widzów, co dawało trzydziestoprocentowy udział w widowni. Trzeba przy tym pamiętać, że istniały wówczas tylko dwa programy telewizyjne, nie było internetu, a filmy na kasetach wideo i gry komputerowe były dostępne dla garstki Polaków. Mimo to nie można powiedzieć, że widzowie wybierali „Sondę" z braku alternatywy — program konkurował z filmami, serialami i innymi audycjami, a mimo to co tydzień wygrywał walkę o uwagę milionów. Marek Siudym wspominał po latach, że w czwartki po osiemnastej pustoszały podwórka i trzepaki. Dzieci wolały „Sondę" od „Teleranka". Program emitowano początkowo w czwartki o godzinie 17:50, a od października 1978 roku — we wtorki o tej samej porze. Dokładna godzina zmieniała się z biegiem lat (w późniejszym okresie program szedł o 18:20), ale efekt pozostawał ten sam: pół godziny ciszy w całym bloku.
Czołówka, która stała się legendą
Niewiele elementów polskiej kultury telewizyjnej jest rozpoznawalnych tak natychmiast jak czołówka „Sondy". Trwała czterdzieści sześć sekund, a zmontowano ją na taśmie filmowej 16 mm z fragmentów materiałów archiwalnych i plansz zamówionych w Studiu Eksperymentalnym TV. Na ekranie migały kadry przedstawiające lot sondy kosmicznej Mariner 5, wybuch supernowej, moment zapłonu silnika rakiety Saturn V, podział jądra komórkowego z widocznymi chromosomami, proces lutowania układu scalonego, mieszanie się oleju z wodą w stanie nieważkości, a na końcu — płytkę Pioneera na tle gwiazd. Główną pracę wykonał Kurek we współpracy z montażystką Bożeną Szostkowską.
Ale to nie obraz decydował o rozpoznawalności czołówki — decydował dźwięk. Elektroniczny, syntezatorowy motyw budził natychmiastowe skojarzenie z „Sondą" u każdego, kto choć raz go usłyszał. Tyle że przez długie lata nikt nie wiedział, kto go skomponował. Na obwolucie taśmy z muzyką do programu Teresa Bancer — odpowiedzialna za oprawę dźwiękową — zapisała kilka nazwisk: Quincy Jones, Karlheinz Stockhausen, inne. Żadne z nich nie miało jednak związku z czołówką — ich kompozycje po prostu figurowały na tej samej taśmie. Po latach żmudnych poszukiwań, angażujących fanów programu i archiwalnych detektywów, ustalono wreszcie, że autorem muzyki jest Mike Vickers — brytyjski kompozytor i muzyk, znany m.in. z gry w zespole Manfreda Manna. Utwór nosił tytuł „Visitation", pochodził z biblioteki Standard Music Library i został skomponowany w 1971 roku na syntezatorze Moog z sekcją rytmiczną. Sam Vickers, zapytany po latach, przyznał, że o polskim programie, w którym jego jednoominutowa kompozycja stała się niemal hymnem pokolenia, nie miał pojęcia.
Logo programu zaprojektował Andrzej Kurek na swoim prywatnym komputerze ZX Spectrum 48K (w alternatywnej obudowie firmy Fuller Micro Systems z profesjonalną klawiaturą). W BASIC-u zaprogramował grafikę opartą na symbolu taijitu — chińskim znaku yin i yang. Wybór nie był przypadkowy: dwa przeciwstawne, ale uzupełniające się pierwiastki dobrze oddawały formułę programu opartego na konfrontacji entuzjasty ze sceptykiem.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Okno na świat za żelazną kurtyną
Polska lat osiemdziesiątych to kraj, w którym magnetofon kasetowy był marzeniem wielu rodzin, komputer domowy — egzotycznym luksusem, a informacje o najnowszych zdobyczach techniki docierały z wielomiesięcznym opóźnieniem. Zagranicznych kanałów telewizyjnych nie było, internetu nie było, swobodnego dostępu do zachodnich publikacji naukowych nie było.
„Sonda" wypełniała tę próżnię. Materiały filmowe prezentowane w programie pochodziły z zachodnich źródeł — widzowie oglądali fabryki w Japonii, laboratoria w Stanach Zjednoczonych, szpitale we Francji. Muzyka ilustracyjna (syntetyczne disco funk, jazz, lounge) budowała wyobrażenie o zachodniej nowoczesności, która za żelazną kurtyną wydawała się odległa jak powierzchnia Marsa.
Pod koniec lat siedemdziesiątych Kurek i Kamiński prezentowali widzom samochody napędzane paliwami alternatywnymi, w tym elektrycznego Polskiego Fiata 125p — prototyp zbudowany przez FSO i Instytut Elektrotechniki. Pojazd miał akumulator ważący ponad sześćset siedemdziesiąt kilogramów i na jednym ładowaniu pokonywał zaledwie siedemdziesiąt kilometrów. Kamiński wjechał nim na plan z wyraźną dumą. Kurek natychmiast ochłodził jego entuzjazm, pytając skąd ma się brać prąd do ładowania — w kraju, który energię pozyskuje głównie ze spalania węgla. Trzydzieści pięć lat później dokładnie ten sam argument pojawia się w debatach o elektromobilności.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
W 1983 roku „Sonda" jako pierwszy program w polskiej telewizji zaprezentowała płytę kompaktową. Widzowie, dla których kaseta magnetofonowa była technologicznym szczytem marzeń, oglądali ten odcinek z niedowierzaniem. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych pokazywano zautomatyzowane fabryki, w których roboty zastępowały ludzi — obrazy bliższe wówczas fantastyce naukowej niż polskiej rzeczywistości przemysłowej.
Niektóre odcinki „Sondy" wyprzedzały swoją epokę o dekady. W jednym z programów z 1987 roku Kurek snuł wizję „zintegrowanego systemu informacyjnego, gdzie drogami biegnie informacja, a nie samochody osobowe" — koncepcję pracy zdalnej i sieci komputerowej przypominającej internet. Dla porównania: amerykańskie uniwersytety przejęły sieć ARPANET dopiero dwa lata później, a zakaz komercyjnego wykorzystywania internetu zniesiono w 1991 roku. Program z 1987 roku mówił też o kolejach przyszłości poruszających się z ogromnymi prędkościami i sterowanych automatycznie — a więc o czymś, co kilkadziesiąt lat później przyjęło formę kolei Shinkansen czy Hyperloopa.
Kurek i Kamiński przemycali też tematy, które w socjalistycznej Polsce były wręcz niewygodne. Mówili o zanieczyszczeniu środowiska, zagrożeniach chemicznych i biologicznych, problemach z zagospodarowaniem odpadów — w kraju, którego oficjalna polityka gospodarcza opierała się na wydobyciu węgla, produkcji stali i industrializacji za wszelką cenę. Poruszali kwestie poszukiwania cywilizacji pozaziemskich w czasach, gdy ideologia państwowa patrzyła na takie tematy podejrzliwie. Dyskutowali o tresurze zwierząt dla osób z niepełnosprawnościami — w epoce, w której niepełnosprawność była w polskim dyskursie publicznym niemal niewidoczna.
Stosunek władzy do „Sondy" był zresztą ambiwalentny. Z jednej strony program przynosił prestiż — pokazywał, że polska telewizja potrafi tworzyć nowoczesne, ambitne audycje popularnonaukowe. Z drugiej — luźna, nonszalancka forma programu odbiegała od oficjalnych standardów telewizji PRL, a tematy czasem ocierały się o obszary, które cenzura wolałaby trzymać pod kontrolą. Ostatecznie jednak „Sonda" przetrwała cały okres lat osiemdziesiątych niemal nietknięta — być może dlatego, że łatwiej było ją tolerować jako pozornie apolityczny program edukacyjny, niż tłumaczyć milionom widzów, dlaczego zdjęto ich ulubioną audycję z anteny.
Nauka bez katedry
O sukcesie „Sondy" nie decydował dobór tematów — decydowała forma. W tradycyjnym modelu popularyzacji nauki wybitny ekspert przemawiał z pozycji autorytetu, używał fachowego żargonu i oczekiwał od widza cierpliwego wysłuchania. „Sonda" zerwała z tym schematem.
Na wizji nie pojawiał się żaden profesor. Byli dwaj dziennikarze, z których żaden nie udawał specjalisty od wszystkiego. Sami to podkreślali — nie operowali szczegółami technicznymi ani parametrami, lecz starali się, by poziom uproszczenia tematu odpowiadał możliwościom zrozumienia przez przeciętnego widza z wykształceniem średnim. Dyskutowali ze sobą, a nie z publicznością. Spierali się, żartowali, robili sobie drobne złośliwości — i w tym wszystkim kontrabandą przemycali rzetelną wiedzę.
Każdy odcinek wymagał starannego przygotowania. Za pozorną spontanicznością stały godziny konsultacji z naukowcami, szczegółowe scenariusze i precyzyjnie zaplanowane eksperymenty. W zespole „Sondy" — w szczytowym okresie liczącym sześć osób plus kierownik produkcji i scenograf — każdy dziennikarz miał obowiązek co miesiąc napisać scenariusz odcinka i zorganizować nagranie. Do zespołu należeli m.in. Tomasz Pyć (w „Sondzie" od 1977 do 1983 roku, potem twórca własnych programów „Spektrum" i „Telekomuter"), a także kierownicy produkcji Waldemar Kreczmański, Jerzy Łańcut i Jerzy Szklarski oraz montażystka Bożena Szostkowska, która w późniejszych latach wprowadziła do TVP techniki obróbki cyfrowej.
Dużą rolę odgrywali też lektorzy — Marek Gajewski, Zdzisław Szczotkowski, Jan Suzin, Lucjan Szołajski — którzy czytali teksty towarzyszące felietonom filmowym. Ich głosy, w połączeniu z muzyką z niemieckiej biblioteki Sonoton (syntetyczny funk, jazz, lounge, elektronika), nadawały programowi ton zarazem nowoczesny i nieco tajemniczy.
Zagubione taśmy i wymazana pamięć
Jednym z najboleśniejszych aspektów historii „Sondy" jest los wielu jej odcinków. Telewizja Polska w tamtych czasach cierpiała na chroniczny deficyt taśm magnetycznych. Gdy brakowało nowych nośników, kasowano stare nagrania i nagrywano na nich nowe materiały. W ten sposób bezpowrotnie utracono dziesiątki odcinków — szczególnie tych najstarszych, z pierwszych lat emisji.
Problem jest o tyle dotkliwy, że w wielu przypadkach zachowały się scenariusze i dokumentacja, ale nie same nagrania. Przez lata fani „Sondy" na forach internetowych prowadzili żmudną pracę identyfikacyjną — porównywali opisy odcinków z zachowanymi fragmentami, katalogowali daty emisji, ustalali numery brakujących taśm. Dzięki tym wysiłkom udało się odtworzyć pełną (lub niemal pełną) listę odcinków, choć wiele z nich pozostaje wyłącznie tytułami na papierze.
Pierwszy odcinek z 8 września 1977 roku nie zachował się w archiwum. Nikt nie wie, jak dokładnie wyglądał. Nie zachował się też drugi, trzeci ani większość pozostałych najwcześniejszych wydań. „Sonda" była jednym z niewielu polskich programów, które dokumentowały stan wiedzy naukowej i technicznej swojej epoki z perspektywy nie ekspertów, lecz zwykłych obywateli.
Według dostępnych źródeł nakręcono łącznie 488 odcinków, w tym 19 specjalnych. Razem z powtórkami i programami zrealizowanymi już po wrześniu 1989 roku wyemitowano ich ponad 560. Część zachowanych nagrań trafiła w 1992 roku na 34 kasety VHS wydane przez firmę BRAWO. Dziś archiwalne odcinki — te, które przetrwały — są emitowane na antenie TVP Nauka i dostępne fragmentarycznie w zasobach cyfrowych telewizji.
29 września 1989
Piątkowy poranek, 29 września 1989 roku. Polska jest w trakcie głębokich przemian politycznych — rząd Tadeusza Mazowieckiego urzęduje od niespełna miesiąca. Andrzej Kurek i Zdzisław Kamiński jadą z Krakowa do Raciborza. W tamtejszej Fabryce Kotłów „Rafako" mają zbierać materiały do kolejnego odcinka. Temat — współczesna technika masowych wierceń otworów dla potrzeb przemysłu energetycznego. W fabryce załoga od rana czekała na ich przyjazd.
Peugeota 405 prowadzi Andrzej Gieysztor — kierowca rajdowy, pracownik francuskiej firmy ELF. Około godziny dziesiątej, na ulicy Rybnickiej w dzielnicy Raciborz-Brzezie, kilka kilometrów od celu podróży, Gieysztor podjął próbę wyprzedzenia wolno jadącej ciężarówki. Na łuku drogi peugeot zderzył się czołowo z nadjeżdżającym z naprzeciwka samochodem ciężarowym Star 200.
Wszyscy trzej pasażerowie giną na miejscu. Andrzej Kurek miał czterdzieści dwa lata. Zdzisław Kamiński — czterdzieści trzy.
Śledztwo ustaliło, że przyczyną wypadku była najprawdopodobniej nadmierna prędkość i podjęcie wyprzedzania w niedozwolonym miejscu. Wersję o poślizgu na plamie oleju ostatecznie wykluczono.
Wiadomość o śmierci twórców „Sondy" podał wieczorem w Dzienniku Telewizyjnym Krzysztof Bartnicki. Na korytarzach siedziby TVP przy ulicy Woronicza zapanowała konsternacja. Widzowie, którzy dorastali z programem, przyjęli informację z niedowierzaniem. Pojawiły się też — nieuniknione w takich okolicznościach — teorie spiskowe. Kurek i Kamiński planowali bowiem nowy program poświęcony reformom gospodarczym, co w oczach niektórych fanów czyniło ich niewygodnymi dla pozostałości starego aparatu władzy. Żadna z tych hipotez nie znalazła potwierdzenia w materiale dowodowym. Przyczyną tragedii była po prostu fatalna decyzja kierowcy na łuku drogi.
Uroczystości pogrzebowe odbyły się 6 października 1989 roku w warszawskim kościele świętych Piotra i Pawła. Kurek i Kamiński zostali pochowani obok siebie na cmentarzu w Pyrach. Kamiński odznaczony został pośmiertnie Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Po „Sondzie"
We wrześniu 1990 roku wyemitowano jeszcze trzy odcinki, do których materiały zdążono nagrać przed wypadkiem — „Sen na jawie", „Nasze kochane zwierzęta" i „Rezerwat". Dokończyła je reszta zespołu redakcyjnego. Później były już tylko powtórki. W październiku 1992 roku TVP2 nadała program wspomnieniowy „Dwaj ludzie z Sondą".
Archiwalne odcinki pojawiały się na antenie sporadycznie: w „Telewizji Edukacyjnej" latem 1994 roku, potem w kanałach tematycznych TVP Historia i TVP Nauka. W grudniu 2009 roku w programie „66 niezapomnianych programów tv" na antenie TVN Style „Sonda" zajęła jedenaste miejsce w rankingu. Od września 2011 roku TVP Historia rozpoczęła regularną reemisję — codziennie o 18:30, z powtórką rano — przyciągając zarówno dawnych widzów, jak i nowe pokolenie, które o „Sondzie" słyszało od rodziców. Od października 2022 roku regularne emisje prowadzi TVP Nauka.
Próbą kontynuacji był program „Sonda 2", emitowany od marca 2016 do końca 2018 roku, prowadzony przez fizyka i popularyzatora nauki Tomasza Rożka. W zamierzeniu twórców miał konfrontować przepowiednie Kurka i Kamińskiego ze współczesnym stanem nauki i techniki. Program spotkał się z dość umiarkowanym odbiorem.
Przez lata o reemisję „Sondy" walczył Tomasz Pyć, współtwórca programu, który po odejściu z zespołu w 1983 roku wciąż utrzymywał kontakty ze środowiskiem fanów i słał pisma do TVP z prośbą o udostępnienie archiwów. Zmarł w 2008 roku, nie doczekawszy się regularnych powtórek. Te zaczęły się dopiero trzy lata później.
„Sonda" nigdy nie była tylko programem o nauce. Była programem o dwóch konkretnych ludziach, których osobowości nie dało się sklonować ani zastąpić nowym prowadzącym w nowym studiu.
Spuścizna
Scenariusze opracowane przez zespół „Sondy" trafiły do archiwum TVP, razem z zachowanymi taśmami. W 2012 roku Marek Siudym opublikował książkę „18.20 Sonda" — tytuł nawiązuje do godziny emisji, która przez lata organizowała tygodniowy rytm milionów rodzin. Rok później wydawnictwo GAD Records wypuściło płytę „Sonda. Muzyka z programu telewizyjnego", zremasterowaną z oryginalnych taśm. Znalazł się na niej utwór „Visitation" Mike’a Vickersa oraz osiemnaście kompozycji z biblioteki Sonoton — od kosmicznej elektroniki Claude’a Larsona po filmowy funk Johna Fiddy’ego.
Płyty i archiwa to jedno. Ale ilu studentów wydziałów fizyki, informatyki czy inżynierii mechanicznej wybrało tę drogę pod wpływem wieczorów z Kurkiem i Kamińskim? Nikt tego nie policzył. Na forach internetowych poświęconych „Sondzie" takie historie piszą ludzie, którzy mają dziś pięćdziesiąt, sześćdziesiąt lat i wciąż pamiętają konkretne odcinki, konkretne eksperymenty, konkretne kłótnie dwóch okularników przy studyjnym stole.
W miejscu wypadku w Raciborzu-Brzeziu stoi dziś krzyż pamiątkowy postawiony przez młodzież — fanów programu, uczniów okolicznych szkół średnich. Bez pompatycznych tablic, bez oficjalnych ceremonii. Zwykły krzyż przy drodze, kilka kilometrów od fabryki, do której Kurek i Kamiński nigdy nie dojechali.
Literatura i źródła
- Sonda (program telewizyjny) – Wikipedia – artykuł encyklopedyczny
- Andrzej Kurek – Wikipedia – biogram
- Zdzisław Kamiński (1946–1989) – Wikipedia – biogram
- „Sonda”. Tragiczny koniec telewizyjnej legendy – Przystanek Historia – artykuł popularnonaukowy
- Twórcy legendarnej „Sondy” leżą obok siebie – Halo Ursynów – artykuł historyczny
- „Sonda” — fenomen nauki w telewizji – Histmag.org – artykuł popularnonaukowy
- W tragicznym wypadku zginęły legendy telewizji – Dziennik Zachodni – artykuł prasowy
- W czwartki czekało się na „Sondę” – CiekawostkiHistoryczne.pl – artykuł historyczny
- Historia jednej fotografii z Bazy Zdjęć PAP: Program „Sonda” był dla Polaków oknem na świat – Nauka w Polsce – artykuł naukowy / popularyzatorski
- Polski program kosmiczny – Dwutygodnik – recenzja
- Pięć technologii i problemów, które 30 lat temu przewidzieli twórcy „Sondy” – Tygodnik TVP – artykuł publicystyczny
- SONDA — Krzyżowcy Nauki – Save the Floppy – artykuł internetowy
- „SONDA” czyli najlepszy program popularnonaukowy TVP – DobreProgramy.pl – wpis blogowy
- Siudym M., 18.20 Sonda, Warszawska Firma Wydawnicza, 2012. – książka
- Sonda. Muzyka z programu telewizyjnego – KultoweNagrania.pl – wydanie muzyczne (CD)
- Rocznica tragicznej śmierci autorów programu „Sonda” – Ślązag.pl – artykuł regionalny