Złoto w kielichu. Jak najstarszy alkohol świata wraca na salony
Około 1220 roku książę krakowski Leszek Biały znalazł się w kłopotliwej sytuacji. Papież Honoriusz III upominał się o jego udział w wyprawie krzyżowej do Ziemi Świętej — udział, do którego książę wcześniej się zobowiązał. Leszek jednak nie miał zamiaru nigdzie jechać. W odpowiedzi przesłanej Stolicy Apostolskiej posłużył się argumentacją, która do dziś bawi historyków. Tłumaczył, że jest złożony chorobą, ociężały na ciele, a co gorsza — przyzwyczajenie zmieniwszy w naturę, ani wina, ani zwykłej wody pić nie może, gdyż nawykł wyłącznie do piwa i miodu. Znamy tę historię z listu papieża Honoriusza III do biskupa wrocławskiego Wawrzyńca i prepozyta głogowskiego Piotra, datowanego na kwiecień 1221 roku. Głowa Kościoła, najwyraźniej nie do końca rozbawiona, ostatecznie zgodziła się na kompromis — Leszek zamiast do Palestyny, miał wyruszyć na pogańskich Prusów. Niezależnie od tego, ile w książęcej wymówce było sprytu, a ile prawdy, anegdota ta uświadamia jedną kluczową kwestię: w dawnej Polsce miód pitny nie był zwykłym napojem. Był fundamentem kultury, symbolem statusu i eliksirem tak cennym, że dla niego można było zrezygnować z ratowania Jerozolimy. ...