Po pięciu latach od formalnego opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię Brexit stanowi jedno z najważniejszych geopolitycznych wydarzeń XXI wieku. Analiza dostępnych danych dowodzi definitywnie, że główne obietnice kampanii probrexitowej nie zostały zrealizowane. Gospodarka Wielkiej Brytanii straciła około 140 miliardów funtów, imigracja nie zmniejszyła się, lecz wzrosła do rekordowych poziomów, a opinia publiczna wyrażnie zmienia się w stronę krytyki. Dwie trzecie Brytyjczyków uważa obecnie Brexit za błąd i chciałoby powrotu do Unii.


Historia członkostwa: od opóźnionego przystąpienia do stałych napięć

Wielka Brytania wpadła w geopolityczną pułapkę już w momencie tworzenia europejskich struktur integracyjnych. Gdy w 1957 roku powstawała Europejska Wspólnota Gospodarcza, Londyn pozostał poza jej obrębem, upatrując szansy w słabszej, czysto handlowej Europejskiej Wspólnocie Wolnego Handlu. Była to błędna kalkulacja. W ciągu lat było widać, że jednolity rynek europejski przynosi znaczne korzyści gospodarcze. Anglia dążyła do przystąpienia, ale Charles de Gaulle — prezydent Francji — zawetował brytyjskie starania dwukrotnie, najpierw w 1963, a następnie w 1967 roku. Obawę generała de Gaulle’a stanowił wzrost wpływu anglosaskich mocarstw, przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, na terenie europejskiego kontynentu.

Dopiero po śmierci de Gaulle’a i zmianach w stanowisku francuskim negocjacje przyspieszały. Wielka Brytania przystąpiła do Wspólnot Europejskich 1 stycznia 1973 roku, wraz z Irlandią i Danią. Jednak już dwa i pół roku później, w czerwcu 1975 roku, odbyło się pierwsze referendum, w którym Brytyjczycy mogli wypowiedzieć się na temat członkostwa. Wynik był jednoznaczny: siedemnaście milionów osiemset tysięcy głosów za pozostaniem wobec ośmiu milionów czterystu siedemdziesięciu tysięcy przeciwko. Członkostwo zostało potwierdzone zdecydowaną większością.

Przez kolejne dekady Wielka Brytania pozostawała członkiem, lecz zawsze z pewnym dystansem. Nigdy nie przyjęła euro, nie przystąpiła do strefy Schengen, a Margaret Thatcher wynegocjowała znany jako „rabat brytyjski" — mechanizm zwrotu części wpłat do budżetu unijnego. Ta stała postawa kraju wyrażająca roszczenia do specjalnego statusu w strukturach europejskich stanowiła podłoże dla rosnących nastrojów eurosceptycznych, które nasilały się z każdą nową decyzją Brukseli.


Przyczyny Brexit: imigracja, populizm i polityczna gra

Kompleks przyczyn prowadzących do referendum w 2016 roku można podzielić na czynniki strukturalne i bezpośrednie katalizatory. Wszystkie razem tworzyły wybuchową mieszaninę.

Kluczową rolę odegrała imigracja z Europy Środkowo-Wschodniej. W 2004 roku, gdy dziesięć krajów regionu przystąpiło do Unii, Wielka Brytania (wraz ze Szwecją i Irlandią) zdecydowała się na brak okresów przejściowych i otwarcie rynku pracy dla nowych członków. Była to decyzja, która wbrew przewidywaniom spowodowała masowy napływ pracowników. Na początku 2004 roku w Wielkiej Brytanii przebywało około sto trzydzieści tysięcy osób urodzonych w krajach Europy Środkowej; do 2016 roku liczba ta wzrosła do ponad miliona trzystu tysięcy, z czego osiemset osiemdziesiąt tysięcy to Polacy. Polska społeczność stała się największą grupą imigrantów z UE, co budziło wiele kontrowersji w mediach brytyjskich i społeczności lokalnych.

Napływ pracowników z Europy Wschodniej politycznie zmobilizował eurosceptyczne elektoraty. Nie chodziło jedynie o konkurencję na rynku pracy czy obawy o wymiar sprawiedliwości — media brytyjskie i politycy systematycznie wiązali imigrację z szerszym poczuciem utraty tożsamości i kontroli. Poczucie to wykorzystywała Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) pod przywództwem Nigela Farage’a, której populistyczne ostrze skierowane było zarówno przeciwko elitom londyńskim, jak i imigracji. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku UKIP uzyskał najlepszy wynik spośród wszystkich brytyjskich partii. Ta rosnąca siła eurosceptycznych opcji zastraszyła tradycyjnych polityków — szczególnie Partię Konserwatywną.


Kampania referendalna: obietnice i iluzje

Premier David Cameron, chcąc zachować władzę w swojej partii i zdobyć głosy eurosceptyków w wyborach z 2015 roku, zaproponował referendum. Po wyborczym zwycięstwie Konserwatystów stanął przed własnymi obietnicami. Cameron wierzył, że zdoła wynegocjować „lepsze warunki" członkostwa, które zmienią stanowisko euroskceptyków, jednak plan okazał się naiwny. Referendum zostało rozprawione na 23 czerwca 2016 roku.

Kampania referendalna przebiegała pod znakiem gorszących kłamstw. Zwolennicy wyjścia obiecywali przysłowiowe 350 milionów funtów tygodniowo, które miały popłynąć do Narodowej Służby Zdrowia zamiast do brukselskiego budżetu. Boris Johnson i Michael Gove systematycznie powtarzali tę liczbę, mimo że była ona znacznie zawyżona — rzeczywisty wkład netto Wielkiej Brytanii wynosił znacznie mniej. Miesiąc po referendum Nigel Farage przyznał, że ta liczba była błędem, jednak wówczas kampania już zakończyła się zwycięstwem Brexitu.

Drugą kluczową obietnicą było „odzyskanie kontroli nad granicami" i znaczące ograniczenie imigracji. Trzecią była perspektywa boomu gospodarczego — „Singapuru nad Tamizą" — poprzez wolny handel ze światem. Rzadko kto wspominał o stratach dla eksportu do Unii czy komplikacjach handlowych. Frekwencja wyniosła siedemdziesiąt dwa i dwie dziesiąte procenta, a głosy podzieliły się prawie po równo: pięćdziesiąt jeden przecinek dziewięć procent zagłosowało za opuszczeniem UE, a czterdzieści osiem przecinek jeden procent za pozostaniem.

Regionalna polaryzacja była wyraźna. Anglia, szczególnie mniejsze miasta i obszary depresyjne ekonomicznie, głosowała za wyjściem. Szkocja, Irlandia Północna, Londyn i Londyńska aglomeracja głosowały za pozostaniem. To regionalne rozdarcie ukazało głębokie podziały w tkaninie społecznej Wielkiej Brytanii.


Przebieg negocjacji: od Camerona do Johnsona

Wynik referendum zszokował brytyjski establishment. David Cameron ustąpił ze stanowiska. Jego następczynią została Theresa May, konserwatywna polityk twarda w sprawach porządku i imigracji. Dwudziestego dziewiątego marca 2017 roku May oficjalnie poinformowała Radę Europejską o uruchomieniu artykułu 50 Traktatu o Unii Europejskiej — mechanizmu formalnego opuszczenia struktury wspólnoty. Po raz pierwszy w dziejach Unii kraj wychodził ze struktur integracyjnych.

Negocjacje okazały się niezwykle skomplikowane. Kluczowe kwestie — granica irlandzka, prawa obywateli UE, przyszłe relacje handlowe — stanowiły niezwykle trudne wyzwania dla gospodarek obu stron. May preferowała tzw. miękki brexit i wynegocjowaną przez siebie umowę. Jednak konserwatyści eurosceptyczni, w tym Boris Johnson (minister spraw zagranicznych) i David Davis (minister brexitu), domagali się twardszego podejścia. May musiała pracować nad wypracowaniem kompromisu, który byłby akceptowalny dla parlamentu. Negocjacje toczyły się przez wiele miesięcy; umowę wynegocjowaną dwudziestego piątego listopada 2018 roku parlament odrzucił zarówno w stycznia, jak i w marcu 2019 roku.

Presja wewnątrz Partii Konserwatywnej stała się nie do wytrzymania. W czerwcu 2019 roku Theresa May ustąpiła, a stanowisko premiera przejął Boris Johnson — zwolennik twardego brexitu i charyzmatyczny polityk, który wcześniej jako burmistrz Londynu cieszył się dużą popularnością. Johnson obiecywał doprowadzić Brexit do końca do 31 października 2019 roku, „z umową czy bez niej". Wynegocjował zrewidowaną umowę, która eliminowała najbardziej kontrowersyjny „backstop" (mechanizm ubezpieczający nierozdzielność Irlandii), lecz zastępowała go czymś prawie równie skomplikowanym dla Irlandii Północnej. Po kolejnych przedłużeniach, Wielka Brytania ostatecznie opuściła Unię 31 stycznia 2020 roku o godz. 23:00 lokalnego czasu, a następnie weszła w okres przejściowy.

Okres przejściowy trwał przez cały 2020 rok. Negocjacje dotyczące przyszłych relacji handlowych zaowocowały podpisaniem ostatecznie 24 grudnia 2020 roku pakietu umów — dosłownie w ostatniej możliwej chwili. Pakiet obejmował Umowę o handlu i współpracy. Wielka Brytania formalnie wróciła do roli kraju trzeciego z zamiarem 1 stycznia 2021 roku.


Główne obietnice: weryfikacja rzeczywistością

350 milionów funtów dla NHS

Pierwsza i najsłynniejsza obietnica — dodatkowe 350 milionów funtów tygodniowo dla Narodowej Służby Zdrowia — szybko okazała się fikcją. Nawet gdyby Wielka Brytania odzyskała pełną kwotę wpłat do budżetu unijnego, sektor zdrowia nie otrzymałby ani jednego funta więcej, ponieważ rząd miał pełną dyskrecję co do alokacji środków. Co gorsza, Brexit spowodował odpływ personelu medycznego z krajów UE. Około dziesięć procent lekarzy i siedem procent pielęgniarek pracujących w NHS to byli obywatele unijni. Ich wyjazdów nie rekompensowały żadne dodatkowe fundusze z budżetu.

Według badań przeprowadzonych przez Partię Pracy budżet NHS stracił w efekcie Brexitu około dziesięciu i pół miliarda funtów, co jest równoważne rocznemu zatrudnieniu tysiąca pielęgniarek oraz sto pięćdziesięciu pięciu dodatkowych lekarzy. System zdrowotny wszedł w kryzys logistyki i personelu, którego skutki widać do dzisiaj.

Kontrola granic i imigracja: paradoks Brexitu

Druga obietnica brzmiała prosto: „Odzyskanie kontroli nad granicami" i znaczące ograniczenie imigracji. Rzeczywistość okazała się diametralnie odwrotna, stanowiąc jedno z największych politycznych rozczarowań pobrexitowych. Zamiast spadku migracji netto, Wielka Brytania doświadczyła rekordowych przyjazdów. W roku referencyjnym 2016 migracja netto wyniosła około czterystu tysięcy osób. Po Brexicie liczby te wzrosły dramatycznie: w roku od kwietnia 2022 do marca 2023 migracja netto wyniosła dziewięćset czterdzieści cztery tysiące. Choć liczby spadły nieco w ostatnich dwóch latach, pozostają znacznie wyższe niż w okresie sprzed referendum.

Rzeczywisty problem nie polegał wyłącznie na wielkości liczb. Chodziło o zmianę struktury imigrantów. Przed Brexitem Wielka Brytania otrzymywała pracowników z krajów UE, szczególnie Europy Wschodniej, którzy szybko się integrują i wnoszą wkład do gospodarki. Po Brexicie, gdy dostęp dla obywateli UE znacznie utrudniono, rząd otworzył furtkę dla imigrantów z całego świata — przede wszystkim z Indii, Pakistanu, Nigerii, Filipin i Ukrainy. To zmiana paradoksalna dla zwolenników twardego brexitu, którzy właśnie chcieli „Wielkiej Brytanii dla Brytyjczyków".

Odpychającym efektem był chaos na granicy. Wiele firm z trudnościami radziło sobie z nowymi barierami biurokratycznymi. Brytyjscy rybacy licząc na zyski z połowów w norweskich wodach zamiast tego stracili dostęp do europejskich rynków. Sektor rolniczy zmuszony był szybko rekrutować pracowników zagranicznych, ponieważ nie było wystarczającej liczby Brytyjczyków chętnych do pracy w polach.

Gospodarka: boom, który nigdy nie nastąpił

Zwolennicy Brexitu obiecywali boom gospodarczy. Uwalniając się od „brukselskiej biurokracji" i mogąc negocjować umowy handlowe z całym światem, Wielka Brytania miała stać się potęgą handlową. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Zgodnie z rządowymi analizami Brexit zmniejszył już do 2024 roku PKB o sześć do ośmiu procent. Kanclerz skarbu Rachel Reeves ostrzegała, że największe znaczenie strat ekonomicznych jest jeszcze przed Brytanią — rząd szacuje, że w najbliższych latach wpływ będzie jeszcze bardziej dotkliwy.

Cambridge Econometrics obliczył, że do 2024 roku Brexit kosztował Wielką Brytanię sto czterdzieści miliardów funtów utraconego wzrostu PKB. Do 2035 roku, jeśli trendy się utrzymają, koszt wzrośnie do trzystu jedenastu miliardów funtów — prawie jedną trzecią obecnego rocznego PKB. Inwestycje przedsiębiorstw spadły o dwanaście do osiemnastu procent w porównaniu z poziomami sprzed Brexitu; na rynku pracy brakuje milionów miejsc pracy, które mogłyby powstać bez opuszczenia UE.

Nie chodziło tu jedynie o straty handlowe. Londyńskie City, które jest jednym z największych światowych centrów finansowych, straciło znaczną część swojej działalności. Zgodnie z raportem New Financial, co najmniej czterdzieści jeden tysięcy firm sektora finansowego przeniosło operacje z Londynu do ośrodków na kontynencie europejskim — Dublin zyskał sto dwadzieścia osiem firm, Paryż osiemdziesiąt osiem, Frankfurt pięćdziesiąt sześć, Amsterdam czterdzieści siedem. Udziały Londynu w obrocie akcjami spółek unijnych spadł z czterdziestu trzech procent zaledwie do czterech procent w ciągu kilku tygodni po wejściu w życie pobrexitowych regulacji.

Handel międzynarodowy znacznie się skomplikował. Procedury celne, kontrole fitosanitarne i wymogi administracyjne ograniczyły opłacalność eksportu dla wielu małych i średnich przedsiębiorstw. W pierwszych dwóch latach po Brexicie handel z UE spadł o dwadzieścia siedem miliardów funtów. Eksport do krajów unijnych spadł o osiemnaście procent do 2024 roku, licząc w ujęciu realnym.

Ilustracja poglądowa przedstawiająca Londyn
Ilustracja poglądowa przedstawiająca Londyn.
AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0

Wpływ społeczny i polityczny

Zmiana opinii publicznej

Może najważniejszym pomiarem fiaska Brexitu jest zmiana opinii publicznej. Sondaż YouGov z września 2025 roku wykazał, że sześćdziesiąt dwa procent Brytyjczyków uważa Brexit za więcej porażki niż sukcesu. Zaledwie jedenaście procent sądzi, że było to dobrą decyzją. Pięćdziesiąt siedem procent wskazuje gospodarkę jako główne źródło rozczarowania.

Ostatnie badania z grudnia 2025 roku są jeszcze bardziej pesymistyczne. Sześćdziesiąt sześć procent chciałoby, aby Wielka Brytania powróciła do Unii Europejskiej, podczas gdy jedynie szesnaście procent uważa, że wyjście było słuszne. Co znamienne, słowo „bregret" (Brexit + regret) weszło do powszechnego użytku w mediach brytyjskich jako synonim żalu z powodu decyzji z 2016 roku.

Zagrożenie dla jedności państwa

Brexit zagrażał nie tylko gospodarce, lecz także samemu istnieniu Zjednoczonego Królestwa w obecnym kształcie. Szkocja i Irlandia Północna wyraźnie głosowały za pozostaniem — w Szkocji za wyjściem z UE głosowało zaledwie trzydzieści osiem procent, w Irlandii Północnej czterdzieści cztery procent. Zostały wyprowadzone z Unii wbrew woli ich mieszkańców, co podsycyło dążenia niepodległościowe.

W Szkocji Szkocka Partia Narodowa, tradycyjnie opowiadająca się za większą autonomią, upatrzyła w Brexicie pretekstu do żądania drugiego referendum w sprawie niepodległości. Argument był prosty: w 2014 roku Szkoci głosowali za pozostaniem w Unii Europejskiej jako część Zjednoczonego Królestwa; teraz, gdy Wielka Brytania opuściła UE, poprzednia umowa społeczna utraciła ważność. Z sondaży wynika, że zainteresowanie niepodległością utrzymuje się na poziomie około sześćdziesięciu pięciu procent.

Sytuacja w Irlandii Północnej była nawet bardziej skomplikowana. Protokół północnoirlandzki — część porozumienia Brexitowego — pozostawia Irlandię Północną w pewnym sensie w unijnym jednolitym rynku towarów, tworząc de facto „miękką granicę" między Irlandią a Irlandią Północną, a „twardą granicę" między Irlandią Północną a resztą Wielkiej Brytanii. To rozwiązanie budzi niezadowolenie unionistów (tych, którzy chcą pozostać w Zjednoczonym Królestwie) i może potencjalnie destabilizować porozumienie wielkopiątkowe z 1998 roku, które zakończyło konflikt w Irlandii Północnej.

Polska społeczność i migracja

Dla polskich emigrantów w Wielkiej Brytanii Brexit stanowił osobisty kryzys. Dla Polaków mieszkających na Wyspach Brytyjskich zmiana była gwałtowna. Do 2016 roku polski rynek pracy w Wielkiej Brytanii prosperował, a polska społeczność była dobrze zintegrowana. Po referendum atmosfera się zmieniła. Media brytyjskie intensywnie dyskutowały o imigracji, co zwiększyło niepokój wśród obcokrajowców. Prawo do pracy wymagało pozwoleń wizowych dla obywateli UE, procedury biurokratyczne się skomplikowały, dostęp do pewnych świadczeń zmienił się.

Zmiana ta przyspieszyła powrót wielu Polaków do ojczyzny. Choć początkowo liczono na pracowników z Europy Wschodniej, Wielka Brytania po Brexicie zaczęła przyciągać imigrantów z całego świata, szczególnie o wyższych kwalifikacjach. Polska migracja, która była drugą falą po 2004 roku, zaczęła się cofać.


Próby resetu: Keir Starmer i nowy początek

Rząd Partii Pracy, który przejął władzę w lipcu 2024 roku pod przywództwem Keira Starmera, odziedziczył katastrofę ekonomiczną i społeczną. Starmer szybko zdał sobie sprawę, że całkowite wycofanie Brexitu jest politycznie niemożliwe, ale że pewne polepszenia relacji z Unią może przywrócić gospodarcze wsparcie. Zaproponował „reset" relacji — nie powrót do członkostwa, lecz ścieśniejszą współpracę w handlu, obronie i mobilności młodzieży.

Dziewiętnaście maja 2025 roku odbył się historyczny szczyt UE-Wielka Brytania w Londynie, pierwszy taki od czasu Brexitu. Przewodniczył mu Premier Starmer, przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i przewodniczący Rady Europejskiej António Costa. Wynikiem było kilka porozumień dotyczących współpracy obronnej, ułatwień w handlu produktami spożywczymi i rybołówstwa. Rząd prognozuje, że nowe porozumienia mogą przynieść gospodarcze korzyści rzędu dziewięciu miliardów funtów do 2040 roku.

Jednak Starmer utrzymuje tzw. „czerwone linie" — kategorie niezmiennych założeń. Odrzuca ponowne przystąpienie do unii celnej czy jednolitego rynku, twierdząc, że będzie to politycznie nie do zaakceptowania dla pozostałych zwolenników Brexitu. To oznacza, że nawet polepszenie relacji z Unią będzie miało ograniczony wpływ na gospodarkę. Ekonomiści wskazują, że powrót do unii celnej mógłby zwiększyć PKB o dwa procent, lecz politycy nie są gotowi ponieść takiej politycznej ceny.


Bilans pięciu lat

Po pięciu latach od formalnego opuszczenia Wielkiej Brytanii struktury integracyjne wydaje się jasne, że Brexit był największym gospodarczym i politycznym błędem współczesnej Wielkiej Brytanii. Żadna z głównych obietnic nie została zrealizowana. Hasło „350 milionów funtów tygodniowo dla NHS" okazało się całkowicie fałszywe. Kontrola nad granicami i imigracja nie przebiegły zgodnie z obietnicami, a imigracja jest teraz na poziomach rekordowych. Obiecywany boom gospodarczy nigdy nie nastąpił, a zamiast tego gospodarka poniosła ogromne straty.

Opinia publiczna uległa dramatycznej transformacji. Zamiast pierwszego społecznego konsensusu wokół Brexitu (w referendum głosowało dla niego pięćdziesiąt jeden procent), teraz sześćdziesiąt dwa procent go krytykuje i dwie trzecie chciałoby powrotu do Unii. Wśród pokolenia młodego, szczególnie w miastach, opór do Brexitu jest nawet silniejszy.

Zagrożenie dla jedności Zjednoczonego Królestwa to długoterminowa konsekwencja. Szkocja i Irlandia Północna, które głosowały za pozostaniem, doświadczają braku autonomii w stosunku do własnych interesów. To może w końcu doprowadzić do rozpadu państwa, które istnieje przez cztery wieki.

Brexit pokazuje, że w złożonym, współzależnym świecie XXI wieku decyzje izolacyjne prowadzą do strat. Pokazuje też, jak ważna jest rola prawdy w polityce i jak niebezpieczne mogą być populistyczne kampanie oparte na kłamstwie. Przyszłość Wielkiej Brytanii będzie zależy od tego, czy uda się zaradzić zranieniom zadanym przez Brexit, czy też kraj dalej będzie się cofać zarówno gospodarczo, jak i politycznie.


Literatura i źródła

Publikacje naukowe i raporty:

Raporty z badań opinii publicznej:

Media i artykuły analityczne:

Źródła rządowe i instytucjonalne:

Monografie i książki akademickie:

Bazy danych i statystyki: