W maju każdego roku setki tysięcy ludzi na pięciu kontynentach wychodzą na ulice miast, polne drogi i leśne ścieżki — i zaczynają biec. Nie wiedzą, ile kilometrów pokonają. Nie ma wyznaczonej mety, do której trzeba dotrzeć. Jest za to coś zupełnie innego: samochód, który po trzydziestu minutach wyrusza w pościg, a wyścig kończy się dokładnie wtedy, gdy dogoni ostatniego uczestnika. Bieg, w którym meta sama goni uczestników — tak można by w skrócie opisać Wings for Life World Run. Ale to określenie oddaje tylko formułę. Za nią stoi coś znacznie ważniejszego: nadzieja milionów ludzi na całym świecie, którzy nie mogą biegać — a być może kiedyś będą mogli.

Skąd wziął się pomysł? Historia fundacji Wings for Life

Żeby zrozumieć, czym jest Wings for Life World Run, trzeba cofnąć się do roku 2003. Heinz Kinigadner — dwukrotny mistrz świata w motocrossie — przeżył wtedy coś, co odmieniło całe jego dalsze życie. Jego syn uległ ciężkiemu wypadkowi i doznał urazu rdzenia kręgowego. Diagnoza była jednoznaczna: paraliż. Kinigadner, człowiek sportu przyzwyczajony do walki, odkrył nagle, że w tej dziedzinie medycyny walka toczy się opornie — z braku finansowania. Badania nad regeneracją rdzenia kręgowego znajdowały się wówczas na marginesie zainteresowań farmaceutycznego świata; terapie były nieopłacalne komercyjnie, a funduszów publicznych brakowało.

Kinigadner postanowił to zmienić. Razem z Dietrichem Mateschitzem — austriackim przedsiębiorcą i współzałożycielem marki Red Bull — w 2004 roku powołali do życia fundację Wings for Life (z ang. Skrzydła dla Życia). Od początku jej misja była sformułowana precyzyjnie: znaleźć metodę leczenia urazów rdzenia kręgowego i paraplegii. Nie szeroko pojęta rehabilitacja, nie łagodzenie skutków — lecz realne wyleczenie. Mateschitz kierował fundacją aż do swojej śmierci w październiku 2022 roku; dziś fundacja kontynuuje jego dzieło pod obecnym kierownictwem.

Od 2007 roku Wings for Life jest członkiem International Campaign for Cures of Spinal Cord Injury Paralysis (ICCP) — organizacji skupiającej najbardziej prestiżowe fundacje zajmujące się tą dziedziną, w tym Christopher & Dana Reeve Foundation i Miami Project to Cure Paralysis. To umieszcza ją w samym centrum globalnych wysiłków badawczych.

Paraliż — co tak naprawdę oznacza uraz rdzenia?

Kiedy mówi się o urazie rdzenia kręgowego, pierwszym skojarzeniem jest wózek inwalidzki. To skojarzenie, choć zrozumiałe, jest niepełne. Skutki uszkodzenia rdzenia są wielowymiarowe i dotykają praktycznie każdego układu w organizmie.

Wyróżniamy dwa główne typy uszkodzeń: paraplegię — utratę czucia i kontroli ruchowej kończyn dolnych i częściowo tułowia, wynikającą zazwyczaj z urazu poniżej poziomu szyjnego — oraz tetraplegię (quadriplegię), czyli paraliż wszystkich czterech kończyn i tułowia w następstwie uszkodzenia rdzenia w odcinku szyjnym. Ten drugi typ bywa połączony z utratą kontroli nad oddychaniem, wymagającą wspomagania respiratorem.

Poza niemożnością chodzenia, osoby z uszkodzeniem rdzenia zmagają się z bólem neuropatycznym, zaburzeniami termoregulacji, problemami ze zwieraczami, podatnością na zakażenia dróg moczowych, odleżynami oraz skomplikowanymi zaburzeniami autonomicznego układu nerwowego, takimi jak dysrefleksja autonomiczna — gwałtowny i potencjalnie śmiertelny wzrost ciśnienia krwi wywołany bodźcem poniżej poziomu uszkodzenia.

Do klasyfikowania stopnia uszkodzenia rdzenia używa się między innymi skali ASIA (dawniej skali Frankela). Na jej szczycie (stopień A) jest całkowite uszkodzenie rdzenia — brak jakiegokolwiek czucia i ruchu poniżej miejsca urazu. Na stopniu E — pełna sprawność neurologiczna. Większość pacjentów mieści się gdzieś pomiędzy tymi biegunami, zmagając się z niedowładem, zaburzeniami czucia, problemami z kontrolą funkcji fizjologicznych czy przewlekłym bólem.

Wszystko to sprawia, że rehabilitacja i codzienna opieka nad osobą po urazie rdzenia jest niezwykle kosztowna. Szacunki dla rynku amerykańskiego mówią o rocznych kosztach bezpośredniej opieki medycznej rzędu 150–200 tysięcy dolarów — i to nie licząc kosztów pośrednich: utraconych zarobków, adaptacji mieszkania, specjalistycznego sprzętu. W Polsce dostęp do nowoczesnej rehabilitacji i wyposażenia dla osób po urazie rdzenia jest nierówny i często zależy od systemu orzecznictwa oraz środków Narodowego Funduszu Zdrowia, które nie zawsze nadążają za standardami medycznymi w krajach zachodnich.

Kontekst ten wyjaśnia, dlaczego fundacja Wings for Life kładzie taki nacisk na leczenie — nie jedynie na poprawę jakości życia pacjentów. Skuteczna terapia regeneracyjna byłaby nie tylko humanitarnym triumfem, ale też ogromnym odciążeniem dla systemów opieki zdrowotnej na całym świecie.

Problem, którego nie widać na co dzień

Urazy rdzenia kręgowego są jednym z tych medycznych dramatów, o których rzadko się mówi — dopóki nie dotkną kogoś bliskiego. Tymczasem skala zjawiska jest porażająca. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia co roku na świecie dochodzi do co najmniej 250 000 nowych przypadków poważnych urazów rdzenia kręgowego, skutkujących paraliżem. Łącznie na świecie żyją z tym schorzeniem miliony ludzi, z czego szacunki mówią o 5,4 miliona tylko w Stanach Zjednoczonych.

Przyczyny są różnorodne: wypadki samochodowe stanowią około 50% przypadków, upadki — blisko 25%, wypadki podczas skoków do wody — następny powód, a kolejne kilkanaście procent przypada na urazy sportowe i inne zdarzenia. Urazy rdzenia dotykają nieproporcjonalnie często ludzi młodych, aktywnych — i zmieniają ich życie w jednej chwili.

Przez dekady panowało przekonanie, że rdzeń kręgowy to struktura, która raz uszkodzona, nie jest zdolna do regeneracji. Przełom nastąpił w latach 90. XX wieku, gdy profesor Sam David oraz profesor Martin Schwab — niezależnie od siebie — wykazali, że komórki nerwowe rdzenia mają potencjał regeneracyjny, który jest jednak blokowany przez określone białka. Odkrycie otwierało nowe perspektywy, ale potrzebowało finansowania i lat badań klinicznych. I tu właśnie pojawił się Wings for Life.

Bieg bez mety — jak działa unikalna formuła

Przez długi czas fani biegów masowych mogli przebierać między dziesiątkami zawodów, ale schemat był zawsze ten sam: wiesz, ile masz do przebiegnięcia, wiesz, gdzie jest meta, starasz się do niej dotrzeć możliwie szybko. Wings for Life World Run odwrócił tę logikę.

Wszyscy uczestnicy startują jednocześnie — niezależnie od tego, czy stoją w Poznaniu, Salzburgu, Tokio czy Sydney. Globalny czas startu to godzina 11:00 UTC, co oznacza, że podczas gdy Europejczycy biegną w samo południe, uczestnicy z Australii wyruszają w środku nocy z czołówkami na głowie. Ten synchroniczny wymiar biegu jest jednym z jego najbardziej rozpoznawalnych symboli.

Po trzydziestu minutach od strzału startowego za zawodnikami rusza Samochód Pościgowy (Catcher Car) — ruchoma linia mety. Na początku jedzie wolno, ale systematycznie przyspiesza. Bieg kończy się w momencie, gdy samochód dogania danego uczestnika — i w tym miejscu zostaje zmierzony przebyty dystans. Ostatni mężczyzna i ostatnia kobieta, których samochód dogonił jako ostatnich spośród wszystkich uczestników na całym świecie, zostają ogłoszeni globalnymi zwycięzcami danej edycji.

Konsekwencją takiej formuły jest coś rzadkiego w świecie sportu wyczynowego: każdy uczestnik zawsze dociera do mety. Nieważne, czy pokonasz kilometr czy pięćdziesiąt — samochód pościgowy w końcu Cię dogoni, a Ty osiągasz swój osobisty wynik. Nie ma wykluczenia, nie ma wstydu z powodu małego dystansu. Dlatego obok profesjonalnych zawodników w biegu uczestniczą osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich, seniorzy, dzieci biegące z rodzicami i ludzie, którzy dopiero zaczęli przygodę z bieganiem.

W pierwszych edycjach najlepsi zawodnicy potrafili przebiegać dystanse przekraczające 80 kilometrów — rekord w Polsce przez długi czas należał do Bartosza Olszewskiego, który w 2017 roku pokonał 88,24 km. Z czasem zdecydowano się na modyfikację tempa rozpędzania samochodu pościgowego, by bieg kończył się szybciej i rywalizacja była bardziej dynamiczna. Dziś wyniki rzędu 60–70 km plasują zawodnika w czołówce globalnego rankingu.

Aplikacja, która przenosi bieg wszędzie

Od kilku lat Wings for Life World Run oferuje też App Run — uczestnictwo przez dedykowaną aplikację mobilną. Dzięki niej każdy, kto nie może dotrzeć do biegu flagowego, może wystartować dosłownie w dowolnym miejscu na Ziemi — w parku za domem, na plaży, w górach. Wirtualny samochód pościgowy działa dokładnie na tych samych zasadach, a wyniki trafiają do globalnego rankingu.

To rozwiązanie otwiera bieg na grupy, które wcześniej były geograficznie lub logistycznie wykluczone. Bieg z aplikacją jest też tańszy — w Polsce opłata startowa wynosi 80 złotych (wobec 150 złotych za bieg flagowy). W obu przypadkach całość wpisowego trafia na konto fundacji.

Polska scena — Poznań i Adam Małysz

W Polsce Wings for Life World Run od pierwszej edycji w 2014 roku nieprzerwanie gości w Poznaniu. Początkowo bieg odbywał się nad Jeziorem Maltańskim — w pierwszej edycji wzięło udział około 900 osób. W miarę jak popularność imprezy rosła, wiadome stało się, że Malta jest za ciasna. W 2018 roku bieg przeniósł się do centrum miasta, a miasteczko startowe ulokowano na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. W pierwszej edycji w nowej lokalizacji pojawiło się ponad 7,5 tysiąca uczestników — i liczba ta z roku na rok rośnie.

Twarzą biegu w Polsce jest od lat Adam Małysz — legendarny skoczek narciarski, czterokrotny zwycięzca klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. To właśnie on zasiada za kierownicą Samochodu Pościgowego w polskiej edycji, a jego głos rozlega się w słuchawkach uczestników korzystających z aplikacji. Małysz, który sam musiał mierzyć się z kontuzjami i rehabilitacją po zakończeniu kariery sportowej, doskonale rozumie tematykę biegu — choć wielokrotnie żartował, że rola kierowcy, który musi dogonić wszystkich uczestników, jest wyjątkowo wymagająca. W 2022 roku przyznał wprost: „Po kilku godzinach w aucie chce się siku."

Dwunasta edycja biegu, rozegrana 4 maja 2025 roku, przyniosła kolejne rekordy frekwencji. W Polsce do biegu przystąpiło blisko 20 tysięcy uczestników. W globalnym zestawieniu na linii startu stanęło ponad 310 tysięcy osób ze wszystkich kontynentów. Wśród polskich zawodników triumfował Dariusz Nożyński, który pokonał 67,34 km i zajął piąte miejsce w globalnym rankingu — po raz piąty z rzędu wygrywając polską edycję. Wśród kobiet zwyciężyła Martyna Młynarczyk z wynikiem 57,80 km, co dało jej drugie miejsce na całym świecie.

Na starcie biegu pojawiają się regularnie znane postacie ze świata sportu. W edycji 2025 uczestniczyli między innymi Jürgen Klopp, Primož Roglič czy Mondo Duplantis — co świadczy o rosnącym prestiżu imprezy i jej rozpoznawalności daleko poza środowiskiem biegaczy.

Co dzieje się z pieniędzmi? Finansowanie i nauka

W świecie organizacji non-profit opłaty administracyjne są chronicznym problemem — a dla darczyńców często też źródłem uzasadnionych wątpliwości. Wings for Life rozwiązał tę kwestię radykalnie: Red Bull pokrywa w całości wszystkie koszty operacyjne fundacji — wynagrodzenia pracowników biura w Salzburgu i w oddziałach w Wielkiej Brytanii oraz USA, koszty organizacyjne biegu, technologię, logistykę, marketing. To oznacza, że wpisowe uczestnika — czy to 80, czy 150 złotych — trafia w całości na badania naukowe. Bez potrąceń, bez prowizji.

Od początku swojej działalności fundacja zebrała ponad 60 milionów euro przeznaczonych w całości na badania naukowe. Do chwili obecnej sfinansowała ponad 324 projekty naukowe i badania kliniczne w 19 krajach na czterech kontynentach — przy udziale 737 ekspertów biorących udział w ocenie i selekcji projektów. Sama edycja 2025 przyniosła 8,6 miliona euro.

Model finansowania przez jedną korporację wywołuje niekiedy pytania o niezależność badań. Fundacja odpowiada na to transparentnością: wszystkie projekty są oceniane przez niezależny Komitet Naukowy, a wyniki badań publikowane są w recenzowanych pismach naukowych dostępnych dla całej społeczności badaczy. Wśród partnerów merytorycznych fundacji znajdują się takie ośrodki jak ETH Zürich, Politechnika Federalna w Lozannie (EPFL), Uniwersytet Yale oraz liczne instytuty neurologii z Niemiec, Japonii, Australii i Kanady.

Kluczowym mechanizmem przyspieszającym prace jest ATP (Accelerated Translational Program), który pomaga skracać czas między odkryciem przedklinicznym a badaniami z udziałem pacjentów — etapem, który w tradycyjnym modelu akademickim może trwać dekadę lub dłużej.

Kierunki badań

Największy przełom w ostatnich latach dotyczy elektrostymulacji rdzenia kręgowego. Grégoire Courtine z EPFL w Lozannie osiągnął spektakularne wyniki w badaniach klinicznych STIMO (Stimulation Movement Overground), które od początku współfinansowała fundacja Wings for Life. Dzięki precyzyjnym implantom stymulującym rdzeń kręgowy, dwaj całkowicie sparaliżowani mężczyźni — Szwajcar David Mzee i Włoch Michel Roccati — odzyskali zdolność do chodzenia. Jeden z nich pokonał trasę Wings for Life World Run o własnych siłach. To dosłowna historia: człowiek, który miał nie chodzić nigdy więcej, wziął udział w biegu dla tych, którzy nie mogą.

Równolegle trwają badania nad blokowaniem białek hamujących regenerację. Odkrycia profesora Martina Schwaba z ETH Zürich doprowadziły do identyfikacji białka Nogo-A, które aktywnie hamuje odrastanie uszkodzonych aksonów. Opracowane na tej podstawie przeciwciała anty-Nogo-A przeszły już do etapu badań klinicznych. Profesor Stephen Strittmatter z Uniwersytetu Yale pracuje z kolei nad substancją nazwaną „Nogo Trap" — pułapką chemiczną, która ma neutralizować działanie tego inhibitora i umożliwić odbudowę sieci neuronowych. Na Uniwersytecie Teksańskim profesor Michael Kilgard bada z kolei, w jaki sposób stymulacja nerwu błędnego może pobudzać plastyczność układu nerwowego i przywracać funkcje ruchowe rąk u osób z uszkodzeniem rdzenia szyjnego.

Finansowane w USA badania kliniczne RESET (Rewiring Spinal Cord Injury), na które przeznaczono 7 milionów dolarów, adresują inny, często pomijany problem: dotyczą pacjentów z uszkodzeniami przewlekłymi — tych, których urazy miały miejsce lata temu, nie tylko bezpośrednio po wypadku. Ma prowokować uszkodzone tkanki nerwowe do odbudowy połączeń. Fundacja inwestuje też w badania nad komórkami macierzystymi, neuromodulatorami oraz mechanizmami ochronnymi, które mogłyby ograniczyć pierwotne uszkodzenie rdzenia bezpośrednio po urazie — zanim procesy zapalne pogłębią nieodwracalne zniszczenia.

Wizualizacja artystyczna połączeń nerwowych – abstrakcyjna sieć świetlistych włókien symbolizująca regenerację i komunikację neuronów
Wizualizacja artystyczna połączeń nerwowych – symboliczny obraz regeneracji i komunikacji w układzie nerwowym.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.

Wspólnota, która biegnie razem

Wings for Life World Run byłby tylko charytatywną imprezą sportową, gdyby nie pewien wymiar, który trudno zmierzyć w liczbach. To jeden z nielicznych biegów masowych, w którym osoby z niepełnosprawnościami startują na równych zasadach z pełnosprawnymi zawodnikami — w jednym, globalnym rankingu. Osoba na wózku inwalidzkim, która pokonuje trasę siłą ramion, mierzy się z tym samym samochodem pościgowym i wpisuje swój wynik do tych samych tabel co zawodowy maratończyk.

W środowisku biegaczy masowych istnieje tendencja do przesadnego skupiania się na własnych wynikach i dystansach. Wings for Life odwraca tę perspektywę. Bieg nie ma określonego dystansu, więc nie da się „nie zdążyć". Nie ma wstydu z powodu słabego wyniku. Jedyną miarą sukcesu jest udział — i to, że część wpisowego trafia na badania.

Jan Folga, ambasador biegu poruszający się na wózku, mówi o tym wprost: „To jest bieg, gdzie przebywanie razem z innymi ludźmi jest na pierwszym planie, jest ważniejsze niż własne cele i ambicje." Tę filozofię uosabia też Aron Anderson — szwedzki sportowiec na wózku, który w 1996 roku usłyszał diagnozę raka kręgosłupa lędźwiowego. Rok później, po operacji usunięcia guza, pozostał z trwałym paraliżem. Był paraolimpijczykiem i podróżnikiem zanim stał się jedną z ikon biegu. W 2017 roku osiągnął legendarny wynik w Wings for Life World Run — rekord wśród zawodników na wózkach, który przez wiele lat pozostawał niepobity.

Równie symboliczne są opowieści uczestników, którzy swój start potraktowali jako osobisty manifest. Biegną bliscy osób po wypadkach — bo same te osoby nie mogą. Biegną lekarze i rehabilitanci. Biegną też ludzie, którzy o urazach rdzenia kręgowego nie wiedzieli nic — a po biegu zaczynają zbierać się w grupy wolontariuszy, organizować lokalne zbiórki, angażować się w działalność fundacji.

Bieg ma też silny wymiar wizualny. Zdjęcia uczestników startujących w środku nocy w Sydney, z czołówkami oświetlającymi ciemne ulice, obiegły internet i stały się rozpoznawalnym symbolem imprezy. Transmisja na żywo, prowadzona równocześnie ze wszystkich biegów flagowych na świecie, tworzy poczucie globalnej wspólnoty rzadko osiągane przez jakiekolwiek wydarzenie sportowe.

Uczestnicy biegu Wings for Life World Run – każdy biegnie tyle, ile może, niezależnie od poziomu zaawansowania
Wings for Life World Run – każdy biegnie tyle, ile może, niezależnie od tempa i dystansu.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.

Jak wziąć udział?

Zapisy na trzynaste wydanie Wings for Life World Run, które odbędzie się 10 maja 2026 roku, są już otwarte. W Polsce głównym miejscem Biegu Flagowego jest Poznań z limitem 7500 miejsc — pakiety wyprzedają się zwykle w ciągu minut od otwarcia zapisów. Alternatywą są Biegi z Aplikacją (App Run) organizowane w wielu polskich miastach oraz bieg indywidualny z aplikacją, dostępny dla każdego niezależnie od lokalizacji.

Opłata startowa wynosi 150 złotych za Bieg Flagowy z realnym Samochodem Pościgowym oraz 80 złotych za bieg z jego wirtualnym odpowiednikiem w aplikacji. Całość środków — bez potrąceń — trafia na badania finansowane przez fundację.

Rejestracja dostępna jest na stronie wingsforlifeworldrun.com.

Do startu, gotowi…

Od tragedii jednej rodziny do globalnego ruchu zbierającego dziesiątki milionów euro na badania naukowe — historia Wings for Life jest historią wyjątkowo skutecznego pomysłu. Fundacja, która postanowiła połączyć sport masowy z nauką, stworzyła mechanizm, który rok po roku dostarcza laboratoriom na pięciu kontynentach środki niemożliwe do pozyskania tradycyjnymi drogami.

Pytanie, które przez lata brzmiało czy uda się wynaleźć metodę leczenia urazów rdzenia, stopniowo przekształciło się w pytanie kiedy. To nie tylko słowna zmiana — to miara tego, jak daleko posunęły się badania od 2004 roku. David Mzee stawia samodzielne kroki. Michel Roccati przeszedł trasę biegu o własnych siłach. Naukowcy z Lozanny, Yale i Teksasu co roku spotykają się w Salzburgu, by wymieniać odkrycia. I ponad 310 tysięcy uczestników wyrusza co roku w pościg przed Samochodem Pościgowym — dla tych, którzy jeszcze czekają.


Literatura i źródła