Kwiecień 2023
Wiosną 2023 roku świat wciąż czekał na „punkt zwrotny" w Ukrainie. Zachodni komentatorzy odliczali dni do kontrofensywy, analizowali dostawy czołgów Leopard 2 i Bradley, szacowali liczbę ukraińskich żołnierzy przeszkolonych w krajach NATO. Media prześcigały się w prognozach: kiedy ruszy wielki atak? Czy to będzie maj, czy czerwiec? Czy Ukraina zdoła przeciąć lądowy korytarz do Krymu?
Tymczasem punkt zwrotny już nastąpił. Tylko nie tam, gdzie patrzono, i nie w takiej formie, jakiej oczekiwano. To nie było spektakularne natarcie ani utrata kluczowego miasta. To była zmiana samej natury konfliktu, powolna i strukturalna, trudna do uchwycenia w jednym kadrze telewizyjnym. W kwietniu 2023 roku wojna w Ukrainie przestała być szybka. I ten fakt, niewidoczny na pierwszy rzut oka, zdeterminował wszystko, co wydarzyło się potem.
Trzy lata później, w kwietniu 2026 roku, gdy trwają negocjacje w Genewie i Miami, a europejskie służby wywiadowcze publicznie wyrażają sceptycyzm wobec perspektyw szybkiego pokoju, warto wrócić do tego momentu. Nie po to, żeby wyznaczać daty rocznicowe, ale po to, żeby zrozumieć mechanizm, który sprawił, że wojna stała się stanem, a nie wydarzeniem.
Czekanie na przełom, który miał nadejść
Aby zrozumieć, czym był kwiecień 2023 roku, trzeba przypomnieć, co go poprzedzało. Jesień 2022 roku przyniosła serię ukraińskich sukcesów, które na krótko odmieniły narrację o tej wojnie. We wrześniu ukraińskie siły przeprowadziły błyskawiczną kontrofensywę w obwodzie charkowskim, zaskakując rosyjskie dowództwo i odzyskując tysiące kilometrów kwadratowych w ciągu kilku dni. W listopadzie Rosjanie wycofali się z zachodniego brzegu Dniepru i oddali Chersoń, jedyne zajęte przez nich miasto obwodowe. Ukraina atakuje, Rosja się cofa. Taki był obraz tamtych tygodni.
Te sukcesy ukształtowały oczekiwania na kolejne miesiące. Skoro jesienią 2022 roku udało się odzyskać terytorium za pomocą manewru i zaskoczenia, to z lepszym sprzętem, większą liczbą przeszkolonych żołnierzy i zachodnim wsparciem logistycznym powinno być jeszcze lepiej. Tak przynajmniej brzmiała dominująca narracja w zachodnich stolicach i mediach.
Na przełomie 2022 i 2023 roku polityczny nacisk na dostarczenie Ukrainie ciężkiego zachodniego uzbrojenia przyniósł rezultaty. Wielka Brytania zapowiedziała dostawy czołgów Challenger 2, Niemcy (po długich wahaniach) zgodziły się na przekazanie Leopardów 2, Stany Zjednoczone obiecały transportery Bradley i Stryker. Tysiące ukraińskich żołnierzy szkolono w krajach NATO w ramach zintegrowanych programów, ucząc ich prowadzenia operacji połączonych z użyciem zachodnich systemów uzbrojenia. Kwota amerykańskiej pomocy wojskowej dla Ukrainy przekroczyła w tym czasie 36 miliardów dolarów.
Wszystko wskazywało na to, że wiosna lub lato 2023 roku przyniosą wielki zwrot. Minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow pod koniec kwietnia deklarował, że przygotowania do kontrofensywy są zaawansowane „w bardzo wysokim procencie". Zachodni komentatorzy spekulowali o możliwym przebiciu się w kierunku Melitopola i Morza Azowskiego, co odcięłoby lądowy korytarz łączący Rosję z Krymem. Scenariusze były ambitne, atmosfera wyczekująca.
Ale pod tą warstwą optymizmu coś się już zmieniło. Linia frontu, która jesienią 2022 roku była w ruchu, od zimy zastygła. Front na wschodzie, od Kupiańska przez Łyman po Bachmut, wyglądał zupełnie inaczej niż kilka miesięcy wcześniej. Rosja, ucząc się na błędach z pierwszego roku wojny, budowała wielowarstwowe umocnienia, pola minowe, linie okopów. Zaciągnęła nowych żołnierzy w ramach ogłoszonej jesienią 2022 roku częściowej mobilizacji. Przerzuciła siły z utraconego przyczółka chersońskiego na kierunki wschodnie. I czekała.
Wizualizacja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Bachmut: młyn, symbol, pułapka
W centrum tego nowego porządku stał Bachmut, niewielkie miasto w obwodzie donieckim, przed wojną zamieszkane przez około siedemdziesiąt tysięcy ludzi. Walki o Bachmut trwały od sierpnia 2022 roku i do wiosny 2023 stały się najdłuższą i najkrwawszą bitwą piechoty w Europie od zakończenia drugiej wojny światowej. Porównywano ją do bitwy pod Verdun z 1916 roku, i choć skala strat była oczywiście inna, mechanizm działał podobnie: obie strony wrzucały w ten sam odcinek frontu coraz więcej ludzi i zasobów, uzyskując w zamian coraz mniejsze przesunięcia linii.
Straty były ogromne. Według szacunków amerykańskiego wywiadu Rosja straciła w Bachmucie około dwudziestu tysięcy zabitych, w tym blisko dziesięć tysięcy więźniów zwerbowanych przez Grupę Wagnera. Prezydent Joe Biden mówił na szczycie G7 w Hiroszimie o ponad stu tysiącach strat rosyjskich (wliczając rannych). CNN, powołując się na dane NATO, informowało, że rosyjskie straty w Bachmucie pięciokrotnie przewyższały ukraińskie. Ale strona ukraińska też płaciła wysoką cenę; niektórzy analitycy oceniali ją jako niewiele niższą od rosyjskiej.
Strategiczna wartość samego Bachmutu była dyskusyjna. I to nie jest opinia formułowana z perspektywy czasu, lecz pogląd wyrażany publicznie już wiosną 2023 roku. Sekretarz obrony USA Lloyd Austin mówił wprost, że miasto ma „raczej znaczenie symboliczne niż strategiczne". Zajęcie Bachmutu przez Rosjan nie otworzyłoby im drogi na Kramatorsk i Słowiańsk w sposób decydujący, szczególnie po tym, jak jesienią 2022 roku Ukraina odepchnęła rosyjskie siły spod Iziumu, likwidując groźbę dwustronnego okrążenia tych miast.
A jednak obie strony walczyły o Bachmut z uporem, którego nie dało się wyjaśnić samą logiką operacyjną. Jewgienij Prigożyn, szef Grupy Wagnera, tłumaczył w kwietniu 2023 roku, że walki o miasto pozwalają wiązać ukraińskie siły i dają rosyjskiej armii czas na przygotowanie linii obronnych. Ze strony ukraińskiej logika była lustrzanym odbiciem: Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy generał Walerij Załużny uznawał obronę Bachmutu za kluczową dla stabilności całego frontu, bo wiązała rosyjskie rezerwy, odciągając je od innych odcinków. Prezydent Zełenski dodawał wymiar polityczny: gdyby Ukraina się wycofała, Putin „sprzedałby to zwycięstwo Zachodowi, swojemu społeczeństwu, Chinom, Iranowi".
Bachmut przestał być celem militarnym w tradycyjnym sensie. Stał się maszyną do przetwarzania ludzi i materiału wojennego, w której wyniszczenie przeciwnika było jednocześnie produktem i paliwem. Ukraińcy opisywali go jako „młyn do mięsa", choć sformułowanie to funkcjonowało po obu stronach. Miasto zamieniło się w ruiny porównywane do Warszawy po powstaniu (jak ujął to jeden z polskich ekspertów wojskowych), a walki toczyły się już nie o kwartały, lecz o pojedyncze zrujnowane budynki. Sens operacyjny przestał mieć znaczenie. Liczyła się zdolność trwania, wytrzymywania kolejnego dnia, tygodnia, miesiąca walk, po których na mapie nie zmieniało się nic.
Od manewru do materii
Bitwa o Bachmut nie była przyczyną transformacji wojny. Była jej najwyraźniejszym objawem. Zmiana, która dokonywała się wiosną 2023 roku, miała charakter strukturalny i obejmowała cały front.
W 2022 roku wojna w Ukrainie miała, przynajmniej na kilku odcinkach, cechy konfliktu manewrowego. Rosyjski atak na Kijów, choć zakończony katastrofalną porażką, był próbą klasycznego blitzkriegu: szybkie natarcie, pochwycenie stolicy, sparaliżowanie ośrodka władzy. Ukraińska kontrofensywa pod Charkowem we wrześniu wykorzystała manewr i zaskoczenie, bo rosyjska obrona w tym rejonie była słaba, a przełamanie nastąpiło szybko. Wycofanie z Chersonia, choć przeprowadzone w sposób kontrolowany, też wpisywało się w logikę ruchu: jeden front się zamyka, siły przesuwają się na inny.
Kwiecień 2023 roku wyglądał zupełnie inaczej. Front ciągnący się na przestrzeni ponad tysiąca kilometrów zastygł. Po obu stronach rosły systemy umocnień, pola minowe, zapory przeciwpancerne. „New York Times" opisywał, jak walki o Bachmut zmusiły ukraińskie dowództwo do porzucenia dotychczasowej taktyki, opartej na szybkich operacjach manewrowych z wykorzystaniem zachodniego sprzętu, na rzecz bezpośredniej, wyniszczającej konfrontacji w stylu narzucanym przez przeciwnika.
Ta zmiana nie wynikała z jednej decyzji czy jednego wydarzenia. Złożyło się na nią kilka procesów przebiegających równolegle. Po pierwsze, Rosja wyciągnęła wnioski z klęsk 2022 roku. Częściowa mobilizacja, ogłoszona we wrześniu, pozwoliła uzupełnić straty i zwiększyć liczebność sił w Ukrainie z około dwustu tysięcy do ponad czterystu tysięcy żołnierzy na początku 2023 roku. Budowa wielowarstwowych umocnień na osiach spodziewanej ukraińskiej kontrofensywy, szczególnie na kierunku Orichiw–Tokmak–Melitopol, trwała od miesięcy. Rosyjska armia z lata 2023 roku nie była już tą samą armią co jesienią 2022 roku.
Po drugie, zachodnia pomoc wojskowa, choć znacząca, przyszła z opóźnieniem. Jak później wskazywał raport RUSI (Royal United Services Institute), sprzęt, o który Ukraina prosiła jesienią 2022 roku, gdy rosyjska armia była rozbita i niedostatecznie obsadzona, został dostarczony dopiero na potrzeby kontrofensywy letniej 2023 roku, kiedy okno możliwości już się zamknęło. To, co jesienią 2022 roku mogło być decydujące, latem 2023 roku wystarczyło co najwyżej na „skromne zdobycze terytorialne", jak przewidywały wyciekłe dokumenty Pentagonu z lutego 2023 roku.
Warto zresztą zatrzymać się przy tych wyciekach, bo ich rola w tamtym okresie bywa niedoceniana. W kwietniu 2023 roku internet obiegły tajne dokumenty amerykańskiego wywiadu, ujawniające szczegóły planowanej kontrofensywy: liczebność brygad, ocenę gotowości bojowej, szacunki dotyczące zapasów amunicji przeciwlotniczej (według których mogły się wyczerpać już w maju). Wyciek wymusił na Ukrainie zmianę części planów operacyjnych i pozbawił kontrofensywę elementu zaskoczenia, który miał być jednym z jej atutów. Rosja zyskała czas na dodatkowe przygotowania obronne. Historycy tej wojny mogą kiedyś uznać, że to właśnie wiosna 2023 roku, ze splotem opóźnień w dostawach i kompromitacji planów, zamknęła okno, w którym szybkie rozstrzygnięcie było jeszcze realne.
Po trzecie, i to być może najważniejsze, obie strony wchodziły w fazę, w której kluczowe przestawały być odwaga czy pomysłowość taktyczna. Liczyła się zdolność utrzymania ciągłych dostaw: amunicji artyleryjskiej, pocisków rakietowych, części zamiennych, żołnierzy. Wojna materiałowa, termin kojarzony raczej z pierwszą wojną światową, wracał w nowej odsłonie. Logistyka zaczęła ważyć więcej niż manewr.
Drony: rewolucja, której początki ledwo dostrzegano
Wiosna 2023 roku przyniosła jeszcze jedną zmianę, której pełne konsekwencje ujawniły się dopiero później. Drony, zarówno rozpoznawcze, jak i uderzeniowe, zaczęły w tym okresie odgrywać coraz większą rolę na polu walki, choć ich masowe zastosowanie, znane z późniejszych faz konfliktu, było jeszcze w stadium wczesnym.
W 2022 roku symbolem wojny dronowej były tureckie Bayraktary TB2, które zdobyły sławę w pierwszych tygodniach inwazji. Ale rewolucja, która miała zmienić charakter walk, przyszła oddolnie, z tysięcy małych, tanich bezzałogowców FPV (First Person View), pilotowanych z odległości kilkunastu kilometrów. Te improwizowane drony-kamikadze, często montowane z komercyjnych komponentów, zaczęły w 2023 roku wypełniać lukę powstałą po kurczących się zapasach amunicji artyleryjskiej. Obie armie odczuwały braki pocisków 155 mm i 152 mm, a drony okazały się tańszą i często skuteczniejszą alternatywą.
Proces ten, na przełomie 2022 i 2023 roku jeszcze nieśmiały, w ciągu kolejnych miesięcy przybrał skalę, która zmieniła samą topografię pola walki. Tradycyjne okopy zaczęły tracić na znaczeniu, nie dlatego, że stały się zbędne, lecz dlatego, że dron FPV mógł do nich wlecieć. Kolumny pojazdów pancernych, koncentracja sił przed natarciem, dostawy zaopatrzenia ciężarówkami: wszystkie te elementy klasycznej wojny lądowej stawały się coraz bardziej ryzykowne w warunkach ciągłej obserwacji z powietrza.
Skala tej transformacji ujawniła się w pełni dopiero w 2024 i 2025 roku. Według szacunków cytowanych m.in. przez ukraiński portal Defence Express, do 2025 roku dronom można było przypisać od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu procent strat materialnych zadawanych rosyjskim siłom. Szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Wasyl Maluk podawał liczbę osiemdziesięciu pięciu procent. Klasyczna linia frontu (wąski pas ziemi niczyjej oddzielający walczące strony) zastąpiona została rozległą, kilkunastokilometrową „strefą śmierci", w której pozycje obu stron były przemieszane, a dominacja na „małym niebie" decydowała o sytuacji taktycznej.
Ale to wszystko zaczęło się tam, w tamtym okresie: na przełomie zimy i wiosny 2023 roku, gdy bój tracił dynamikę, a obie armie szukały narzędzi zdolnych przełamać pat, nie angażując mas piechoty w frontalnych szturmach. Jeszcze nikt nie wiedział, jak głęboko drony przeorają logikę pola walki.
Wizualizacja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Zachód: od pomocy doraźnej do integracji systemowej
Równolegle ze zmianą charakteru walk na froncie przeobrażeniu ulegała też natura zachodniego zaangażowania. To kolejna transformacja, która w kwietniu 2023 roku była w toku, choć jej pełna skala stała się widoczna dopiero z perspektywy czasu.
Na początku rosyjskiej inwazji zachodnia pomoc wojskowa miała charakter reaktywny i doraźny: przede wszystkim przenośne zestawy przeciwpancerne Javelin i przeciwlotnicze Stinger, potem systemy artylerii (haubice M777), a wreszcie wyrzutnie HIMARS, które latem 2022 roku odmieniły sytuację na froncie, pozwalając Ukrainie niszczyć rosyjskie składy amunicji i węzły logistyczne. Zachód dostarczał to, co uważał za potrzebne, w tempie dyktowanym bardziej wewnętrznymi kalkulacjami politycznymi niż potrzebami operacyjnymi. Każda kolejna kategoria uzbrojenia przechodziła tę samą drogę: najpierw Kijów prosił, potem Zachód odmawiał, potem zmieniał zdanie, a wreszcie dostarczał sprzęt z wielomiesięcznym opóźnieniem. Wzorzec ten powtórzył się przy czołgach, przy rakietach dalekiego zasięgu, a później przy samolotach F-16.
Wiosna 2023 roku przyniosła zmianę jakościową. Dostawy zaawansowanych czołgów zachodnich, Leopardów 2 i Challengerów 2, nie były tylko uzupełnieniem wyposażenia. Wymagały zbudowania od podstaw systemu szkoleniowego, łańcuchów logistycznych, procedur serwisowych. Ukraińscy żołnierze szkolili się w Wielkiej Brytanii, Niemczech i innych krajach NATO nie tylko w obsłudze konkretnych pojazdów, ale w prowadzeniu operacji połączonych: koordynacji piechoty, broni pancernej, artylerii i wsparcia lotniczego wedle standardów NATO. Niemcy, które na początku inwazji oferowały jedynie pięć tysięcy hełmów, do maja 2023 roku ogłosiły rekordowy pakiet pomocy o wartości blisko trzech miliardów dolarów.
To nie było już wsparcie w sensie jednorazowych dostaw. Ukraina wchodziła, stopniowo, nierównomiernie, z opóźnieniami i komplikacjami, w orbitę zachodniego systemu militarnego. Standaryzacja uzbrojenia, procedury dowodzenia zgodne z doktryną NATO, długoterminowe kontrakty na dostawy amunicji w ramach programu USAI (Ukraine Security Assistance Initiative), który zamawiał sprzęt u producentów zamiast ściągać go z bieżących zapasów Pentagonu: wszystko to wskazywało na przygotowania do wieloletniego zaangażowania, nie do jednorazowej operacji.
Z perspektywy trzech lat widać, że ta zmiana modelu wsparcia była jednocześnie milczącym potwierdzeniem, że wojna nie skończy się szybko. Budowanie wieloletnich łańcuchów dostaw i programów szkoleniowych ma sens tylko wtedy, gdy planuje się wieloletnie zaangażowanie. W kwietniu 2023 roku nikt nie mówił o tym otwarcie, ale logika decyzji była wymowna.
Cisza zamiast nagłówka
Tego momentu nikt nie zauważył. Kwiecień 2023 roku nie stał się przedmiotem takich analiz jak oblężenie Mariupola, kontrofensywa charkowska czy wycofanie z Chersonia. Bo nie było czego relacjonować. Nie było przełamania frontu, nie było spektakularnego ataku, nie było chwili, którą można zamknąć w nagłówku. Linia frontu w kwietniu wyglądała prawie tak samo jak w marcu. I tak samo miała wyglądać w maju. To było zaprzeczenie narracyjnego schematu, na którym opiera się relacjonowanie wojen: oczekiwanie punktu kulminacyjnego, zwrotu akcji, rozstrzygnięcia.
Tymczasem wydarzyło się coś o wiele ważniejszego niż przesunięcie linii o kilka kilometrów. Wojna „zakotwiczyła się" w czasie. Zniknęła realna możliwość szybkiego zakończenia konfliktu, militarnego zwycięstwa jednej ze stron w ciągu miesięcy, a nie lat. Nie był to wniosek, do którego ktoś doszedł publicznie w tamtym momencie. Był to proces, którego konsekwencje stawały się widoczne stopniowo.
Kontrofensywa ukraińska, gdy wreszcie ruszyła w czerwcu 2023 roku, potwierdziła tę diagnozę. Mimo zaangażowania zaawansowanego zachodniego sprzętu, mimo miesięcy przygotowań i szkoleń, ukraińskie siły napotkały rosyjskie umocnienia o skali i głębokości, której nie przewidziano. Pola minowe, wielowarstwowa obrona, rosyjska przewaga powietrzna sprawiły, że postępy były minimalne, a straty duże. Przez całe lato i jesień 2023 roku Ukraina odbiła czternaście wiosek o łącznej przedwojennej populacji około pięciu tysięcy osób. W listopadzie 2023 roku generał Załużny, w obszernym wywiadzie dla „The Economist", publicznie przyznał, że wojna weszła w fazę pozycyjną. Porównał ją do pierwszej wojny światowej. Prezydent Zełenski natychmiast zdystansował się od tego sformułowania, ostrzegając, że „pomaga ono agresorowi", ale diagnoza Załużnego okazała się trafna.
Pat nie zaczął się w czerwcu ani w listopadzie. Zaczął się wcześniej, w tej ciszy wiosny 2023 roku, gdy front zamarł, a Bachmut pochłaniał kolejne tysiące istnień po obu stronach, nie zmieniając niczego na mapie.
Konsekwencje: perspektywa 2026 roku
Trzy lata po tamtym „niewidocznym przełomie" krajobraz konfliktu wygląda tak, jakby ktoś wyciągnął do skrajności tendencje widoczne już w kwietniu 2023 roku.
Front jest stabilny w tym sensie, że żadna ze stron nie dokonała strategicznego przełamania, ale jednocześnie pozostaje nieustannie kosztowny. Rosja, wchodząc w piąty rok pełnoskalowej wojny, operuje na granicy swoich zdolności mobilizacyjnych i przemysłowych. Według ocen europejskich służb wywiadowczych, publikowanych wiosną 2026 roku, rosyjska gospodarka nie stoi „na krawędzi załamania", ale ryzyko finansowe w drugiej połowie roku jest oceniane jako „bardzo wysokie". Deficyt budżetowy Rosji w 2025 roku wyniósł, według ukraińskiego wywiadu wojskowego, ponad sto miliardów dolarów, znacznie więcej niż oficjalnie przyznawano. Analitycy Defence24 piszą wprost o „ostatnim oknie ofensywnym": jeżeli letnia kampania 2026 roku nie przyniesie Rosji strategicznego przełomu, rosyjska machina wojskowa zacznie przechodzić z modelu „wojny na wyniszczenie" w model „wojny na kredyt", coraz trudniejszej do sfinansowania.
Technologicznie, rewolucja dronowa, której zalążki widoczne były wiosną 2023 roku, osiągnęła skalę niewyobrażalną jeszcze trzy lata temu. Drony FPV tworzą kilkunastokilometrową „strefę śmierci" po obu stronach frontu, uniemożliwiając praktycznie jakąkolwiek konwencjonalną koncentrację sił. Tradycyjny podział na „nasze" i „ich" pozycje zastąpiła rozległa strefa chaosu, kontrolowana bardziej przez operatorów bezzałogowców niż przez piechotę. Czołgi, jeszcze trzy lata temu traktowane jako broń przełamania, są dziś niszczone, zanim dotrą do rubieży ataku. Ataki prowadzą kilkuosobowe grupy na motocyklach, pędzące przez „szarą strefę" w nadziei, że nie zostaną wykryte. Ukraina zbudowała dwanaście tysięcy kilometrów fortyfikacji, z czego osiem tysięcy jest aktywnie wykorzystywanych. Ale nawet te umocnienia nie wystarczają, bo natura frontu się zmieniła: nie ma już wyraźnych linii do obrony, są strefy przemieszanych pozycji i ciągłego zagrożenia.
Politycznie, wojna stała się tym, czym groziła się stać w kwietniu 2023 roku: tłem, do którego świat się przyzwyczaił. Negocjacje trwają w Genewie, Abu Zabi, Miami, ale europejskie służby wywiadowcze oceniają je jako „teatr negocjacyjny", w którym Rosja zabiega przede wszystkim o złagodzenie sankcji, a nie o pokój. Jak ujęli to analitycy Fundacji Pułaskiego: „Negocjacje nie polegają na szukaniu nowego kompromisu. Polegają na tym, czy Zachód w końcu potraktuje rosyjskie żądania jako negocjowalne". Sondaże z początku 2026 roku pokazują, że tylko dwadzieścia procent Ukraińców wierzy w zakończenie wojny w pierwszej połowie roku, ale sześćdziesiąt pięć procent deklaruje gotowość do dalszego ponoszenia ofiar. Sześćdziesiąt dziewięć procent nie wierzy, by trwające rozmowy doprowadziły do pokoju. W Polsce ponad połowa respondentów wyrażała analogiczny sceptycyzm.
Zmęczenie wojną, o którym mówiono już w 2023 roku, nie doprowadziło jednak do załamania ukraińskiego frontu ani do wycofania zachodniego wsparcia. Europejskie budżety obronne rosną, Komisja Europejska uruchamia kolejne transze pożyczek, ukraiński przemysł dronowy eksportuje doświadczenia do państw Zatoki Perskiej. Mechanizm „normalizacji wojny", który zaczął się wiosną 2023 roku, paradoksalnie działa na obie strony: przyzwyczaja, ale też konsoliduje.
Na poziomie systemowym dokonała się zmiana, którą w 2023 roku ledwo można było przeczuć: bezpieczeństwo w Europie zostało zdefiniowane na nowo. Rozbudowa przemysłu zbrojeniowego w Europie, plany NATO na osiągnięcie gotowości do bezpośredniej konfrontacji z Rosją na początku lat trzydziestych, polska droga do „suwerenności rakietowej", rosnące wydatki obronne Niemiec i Francji: to wszystko jest konsekwencją tego samego procesu. Wojna, która w lutym 2022 roku była „kryzysem", w 2026 roku jest elementem architektury, w której kontynent funkcjonuje.
Wizualizacja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Co dalej
Kwiecień 2023 roku nie przyniósł odpowiedzi na pytanie „kto wygra". Przyniósł coś innego: zamianę tego pytania na inne, trudniejsze. „Kto wytrzyma?"
To pytanie o zdolności przemysłowe i demograficzne, o tolerancję społeczeństw na wieloletni wysiłek wojenny i o elastyczność gospodarek zmuszonych do funkcjonowania w trybie wojennym. Odpowiedź będzie miała konsekwencje daleko wykraczające poza granice Ukrainy.
Odpowiedź nie jest jeszcze znana, w kwietniu 2026 roku tak samo jak nie była znana w kwietniu 2023. Tyle że teraz przynajmniej wiemy, jakie pytanie zadajemy. Trzy lata temu nawet tego nie rozumieliśmy.
Literatura i źródła
- Bitwa o Bachmut — Wikipedia, wolna encyklopedia — artykuł encyklopedyczny
- 2023 Ukrainian counteroffensive — Wikipedia — artykuł encyklopedyczny o kontrofensywie 2023
- Bitwa o Bachmut spełniła swoją rolę — Tygodnik Powszechny — analiza publicystyczna
- Wojna Rosji z Ukrainą: Trwają walki o Bachmut — Rzeczpospolita — artykuł informacyjny
- Bitwa o Bachmut porównywana przez Amerykanów do bitwy pod Verdun — Wszystko Co Najważniejsze — analiza ekspercka
- Ukraine Quarterly Digest: April–June 2023 — Wilson Center — raport analityczny
- RUSI report exposes flaws in Ukraine's 2023 counteroffensive — Euromaidan Press — omówienie raportu RUSI
- Delays in western aid have put Ukraine in a perilous position — The Conversation — artykuł analityczny
- US announces $1.2 billion aid package to Ukraine — CNN — artykuł informacyjny
- War in Ukraine — Council on Foreign Relations Global Conflict Tracker — bieżąca analiza konfliktu
- Wojna w Ukrainie nie ma już klasycznego frontu — TVN24 — artykuł analityczny
- Czy drony sprawią, że czołgi i piechota będą bezużyteczne? — Rzeczpospolita — artykuł analityczny
- Tercio XXI wieku: jak drony zmieniają logikę wojny — Układ Sił — artykuł ekspercki
- Rewolucja na froncie trwa. Wojna o kontrolowanie „małego nieba" — Rzeczpospolita — artykuł analityczny
- Rosja 2026 roku — ostatnie okno ofensywne czy wojna na kredyt? — Defence24 — analiza strategiczna
- Wielka Wojna. Czy 2026 stanie się rokiem przełomowym? — OKO.press — komentarz analityczny
- Czy w 2026 roku zakończy się wojna na Ukrainie? — Rzeczpospolita — artykuł informacyjny
- Diplomacy Without a Breakthrough — Fundacja Pułaskiego — analiza strategiczna
- NYT o bitwie o Bachmut: Przedłużające się walki wymusiły zmianę strategii — Forsal — omówienie analizy NYT
- Bitwa o Bachmut — Portal Militarny — obszerny artykuł analityczny