Wyobraź sobie miasto, w którym najważniejszym pomieszczeniem domu nie był salon ani sypialnia, lecz wieżyczka na dachu.

W osiemnastowiecznym Kadyksie kupcy prowadzący handel z koloniami wznosili nad własnymi kamienicami prywatne wieże obserwacyjne. Z ich szczytów armatorzy wypatrywali statków wracających zza oceanu. Zanim okręt zdążył rzucić kotwicę, prosty system flag pozwalał już odczytać, co wiezie i ile to warte. Fortunę albo ruinę dawało się przewidzieć z odległości wielu mil, w ciszy, przez lunetę.

W szczytowym momencie takich wież było ponad sto sześćdziesiąt. Miasto na cyplu wbitym w Atlantyk zamieniło się w las kamiennych peryskopów, wszystkie zwrócone w jedną stronę: ku morzu, z którego płynęło srebro, cukier i niepewność.

Do dziś przetrwało około stu trzydziestu. Na jedną z nich, Torre Tavira, można wejść i zobaczyć działającą camera obscura — system luster rzucających na wklęsły ekran żywy obraz całego miasta.

Co widzi człowiek, który całe życie patrzy w stronę horyzontu, czekając, co przyniesie mu los? I co zostaje z portu, gdy statki w końcu przestają wracać?