Na początku lat dwutysięcznych pewien inwestor zaczął kopać w centrum Sofii fundamenty pod hotel. Zamiast miejsca na piwnice znalazł amfiteatr — jeden z większych na Bałkanach, arenę, o której istnieniu nikt nie pamiętał. Hotel ostatecznie stanął, ale ruiny wkomponowano w jego bryłę. Dziś goście idący do recepcji przechodzą po fragmencie antycznej areny.
To nie wyjątek, to reguła. Gdy miasto budowało metro, archeolodzy odsłonili pod ulicami całe kwartały rzymskiej Serdiki: brukowane drogi, fundamenty bazylik, mury obronne, łaźnie. Sofia chciała jeździć szybciej, a przy okazji dowiedziała się, jak wielka była siedemnaście wieków temu.
Jest w tym coś przewrotnego. Większość stolic zna swoją przeszłość z archiwów i gablot muzealnych. Sofia poznaje własną biografię przez przypadek — za każdym razem, gdy próbuje zbudować coś nowego. Każdy wykop to możliwe spotkanie z epoką, w której rezydowali tu cesarze, a Konstantyn Wielki miał mawiać o tym mieście: „Serdika to mój Rzym".
Ludzie mieszkają w tym miejscu nieprzerwanie od około siedmiu tysięcy lat. To znaczy, że pod każdą nową inwestycją czeka jakaś poprzednia wersja miasta — starsza, cierpliwa, nietknięta.
Ile jeszcze Sofii leży pod Sofią? I czego miasto dowie się o sobie przy następnym wykopie?