Na monitorze statku Polar Prince, w niedzielne przedpołudnie 18 czerwca 2023 roku, pojawiła się wiadomość, która na sekundę przyniosła ulgę. Titan informował, że zrzucił dwa balasty. Skoro komunikat przyszedł, łódź zdawała się działać — tak to wtedy odczytano.

Sekundę wcześniej Wendy Rush, koordynatorka łączności i żona pilota, usłyszała stłumiony huk. Spytała na głos, co to było. Nikt nie wiedział. Pokładowa kamera zarejestrowała dźwięk, a czas zdarzenia ustalono później co do sekundy: 10:47:32.

Kolejność ułożyli dopiero śledczy. Wiadomość o balastach była ostatnim komunikatem Titana, wysłanym sekundy przed implozją. Huk, który Wendy właśnie usłyszała, niczego nie zapowiadał. Był echem, docierającym z głębokości trzech i pół kilometra na powierzchnię. W chwili, gdy na ekranie wyświetlał się sygnał normalnej pracy, pojazdu już nie było.

Przez następne cztery dni świat liczył godziny tlenu pozostałego pięciu osobom. Stacje informacyjne pokazywały tykające zegary, do studiów zapraszano oceanografów i lekarzy medycyny hiperbarycznej. Wszyscy mierzyli czas, którego już nie było.

Zostaje pytanie, którego nie mierzył żaden z tych zegarów: ile sygnałów ostrzegawczych musi nadejść, zanim ktoś przestanie czytać je jako dowód, że wszystko działa?