Sztokholm nie prowadził wojny od czasów napoleońskich. Dwa stulecia neutralności wrosłej w tożsamość kraju głębiej niż jakikolwiek sojusz. Finlandia strzegła swojej z podobnym uporem — raz już okupiła ją krwią w wojnie ze Związkiem Radzieckim. Obie stolice przez dekady traktowały trzymanie się z dala od bloków wojskowych jako fundament własnego bezpieczeństwa.
Zburzyła to jedna decyzja podjęta w Moskwie. Rosja ruszyła na Ukrainę wiosną 2022 roku między innymi po to, by odepchnąć NATO od swoich granic. Skutek okazał się dokładnie odwrotny. W ciągu kilku tygodni nastroje w Helsinkach i Sztokholmie odwróciły się o sto osiemdziesiąt stopni. Finlandia weszła do sojuszu w kwietniu 2023 roku, Szwecja rok później.
Samo przystąpienie Finlandii ponad dwukrotnie wydłużyło lądową granicę NATO z Rosją, dokładając do niej ponad tysiąc trzysta kilometrów. Kraj, który miał zostać odsunięty od zachodniego wojska, obudził się z nim tuż za miedzą.
Jest w tym coś, co wymyka się prostym rachunkom siły. Odstraszanie ma powstrzymać przeciwnika przed ruchem. Co jednak znaczy, gdy to sam przeciwnik przyśpiesza dokładnie to, czego chciał uniknąć?