Konflikt brytyjsko-amerykański lat 1812–1815 nie doczekał się na Jeziorze Ontario żadnej rozstrzygającej bitwy flot. Doczekał się za to wyścigu, który obie strony prowadziły siekierą i piłą.

Brytyjczycy budowali w Kingston, Amerykanie w Sackets Harbor, na przeciwległym brzegu wschodniej części akwenu. Każda nowa jednostka u jednych wymuszała większą u drugich. Przewaga trwała dokładnie tyle, ile przeciwnikowi zajmowało zwodowanie odpowiedzi, więc kolejne kadłuby zamawiano, zanim poprzednie zdążyły sprawdzić się w rejsie.

W amerykańskiej historiografii marynarki epizod ten funkcjonuje jako bitwa stolarzy.

Zamknął go okręt, który nie oddał w boju ani jednego strzału. Kingstońska pochylnia wypuściła we wrześniu 1814 roku HMS St. Lawrence, jednostkę liniową uzbrojoną w przeszło sto dział. Nic większego nie powstało nigdy na wodzie słodkiej. Amerykańska eskadra przestała odtąd wychodzić na otwartą taflę.

Rachunek tej rywalizacji nigdy się nie domknął. Obie floty wydały na nią więcej, niż wynikało z wojskowego sensu przedsięwzięcia, a całą korzyścią okazało się to, że przeciwnik uznał dalszą grę za nieopłacalną.

Setki kilometrów od najbliższego morza, na śródlądowym jeziorze, stał na kotwicy okręt liniowy i pełnił służbę samą swoją obecnością. Ile warta jest broń, której nikt nigdy nie sprawdził?