W grudniu 1972 roku Eugene Cernan zamknął za sobą właz lądownika Apollo 17 i wrócił na orbitę. Od tamtego momentu żaden człowiek nie oddalił się od Ziemi na więcej niż kilkaset kilometrów. Ponad pół wieku — dłużej, niż trwała cała dotychczasowa historia załogowych lotów kosmicznych przed programem Apollo — ludzkość nie wracała w okolice Księżyca.

Teraz, na początku kwietnia 2026 roku, czworo astronautów ma wsiąść do kapsuły Orion na szczycie stumetrowej rakiety Space Launch System i polecieć dalej niż ktokolwiek od ponad pięćdziesięciu lat. Artemis II to nie lądowanie — to lot testowy, oblot Księżyca po trajektorii w kształcie ósemki. Ale od jego wyniku zależy, czy program powrotu na Księżyc przetrwa.

Załoga historycznych „pierwszych razów"

Na pokładzie Oriona zasiądzie czwórka o biografiach, które same w sobie opowiadają historię współczesnej astronautyki. Dowódcą jest Reid Wiseman — pilot myśliwski, weteran ISS, samotny ojciec, który zrezygnował ze stanowiska szefa Biura Astronautów, żeby wrócić do latania. Victor Glover, pilot misji, zostanie pierwszą osobą o ciemnym kolorze skóry lecącą w kierunku Księżyca. Christina Koch — fizyczka, inżynierka, która spędziła 328 dni na ISS i zimowała na Biegunie Południowym — będzie pierwszą kobietą opuszczającą niską orbitę okołoziemską. Jeremy Hansen, Kanadyjczyk i pilot myśliwski, nigdy nie był w kosmosie. Jego pierwszym lotem będzie od razu podróż w okolice Księżyca.

Razem spędzą około dziesięciu dni w kapsule o przestrzeni mieszkalnej porównywalnej z dużą łazienką, w odległości, przy której łączność z Ziemią bywa przerywana na minuty, a opóźnienie sygnału sięga kilku sekund. Koch przyznała, że musiała uprzedzić męża: to nie będzie jak pobyt na ISS, gdzie mógł do niej zadzwonić.

Problem, którego nie da się zignorować

Artemis II dziedziczy po swoim poprzedniku nie tylko rakietę i kapsułę, ale też nierozwiązany do końca problem. Podczas bezzałogowej misji Artemis I w 2022 roku kapsuła Orion wróciła z orbity Księżyca pozornie w idealnym stanie. Dopiero inspekcja na ziemi ujawniła, że osłona termiczna — warstwa materiału ablacyjnego chroniąca astronautów przed temperaturą bliską 2760°C podczas wejścia w atmosferę — zachowała się nieprzewidywalnie. W ponad stu miejscach materiał, zamiast stopniowo odparowywać, pękał i odlatywał kawałkami. Gazy uwięzione wewnątrz warstwy ochronnej rozsadzały ją od środka.

NASA badała problem przez blisko dwa lata. Ostateczna decyzja: osłony nie wymieniono. Zmieniono za to trajektorię powrotu — zamiast techniki „podskoku", przy której kapsuła dwukrotnie zanurza się w atmosferę, Orion wejdzie pod bardziej stromym kątem, jednorazowo. Symulacje potwierdzają bezpieczeństwo tego rozwiązania. Krytycy — w tym byli inżynierowie i astronauci NASA — zarzucają agencji pośpiech. Raport niezależnego zespołu przeglądowego opublikowano w wersji mocno ocenzurowanej.

Wiseman publicznie wyraził zaufanie do decyzji. Ale w lotach kosmicznych ostateczną odpowiedź daje tylko sam lot.

Dekada opóźnień i program w przebudowie

Historia Artemis II to historia ciągłego przesuwania terminów. Rakieta SLS, którą Kongres zamówił w 2011 roku, miała być gotowa pięć lat później. Pierwszy bezzałogowy lot odbył się dopiero w 2022 roku. Artemis II początkowo planowano na wrzesień 2025, potem na luty 2026. Wycieki wodoru, problemy z helem w stopniu górnym, pogoda na Florydzie — każde opóźnienie z osobna niegroźne, razem tworzące obraz programu, który wciąż się potyka.

Do tego dochodzą koszty. Wydatki na SLS, Oriona i systemy naziemne przekroczyły 55 miliardów dolarów. Pojedynczy start kosztuje ponad 4 miliardy. Administrator NASA Jared Isaacman, sam przedsiębiorca i były astronauta komercyjny, w lutym 2026 roku ogłosił gruntowną reorganizację programu. Artemis III nie poleci na Księżyc — zamiast tego przetestuje dokowanie z komercyjnymi lądownikami na niskiej orbicie. Pierwsze lądowanie przesunięto na Artemis IV, najwcześniej w 2028 roku. Anulowano planowane modernizacje rakiety. Przyszłość stacji orbitalnej Gateway pozostaje niejasna.

Isaacman nie ukrywa presji. W tle rośnie chiński program księżycowy — Pekin deklaruje gotowość do wysłania ludzi na Księżyc przed końcem dekady. Widmo konkurencji działa na Kongres skuteczniej niż raporty budżetowe.

Ósemka wokół Księżyca

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, rakieta SLS wystartuje z wyrzutni 39B w Kennedy Space Center — tej samej, z której startowały misje Apollo. Po kilku godzinach testów na niskiej orbicie stopień górny odpali silnik i wyśle Oriona w stronę Księżyca. Podróż potrwa cztery dni. Kapsuła przeleci za niewidoczną stroną Księżyca na wysokości około 7600 kilometrów, na krótko tracąc łączność z Ziemią. Potem grawitacja Księżyca zawróci ją na trajektorię powrotną — mechanizm bezpieczeństwa znany z Apollo 13, gwarantujący powrót nawet w razie awarii napędu.

W najdalszym punkcie astronauci znajdą się ponad 400 tysięcy kilometrów od Ziemi. Po dziesięciu dniach Orion wejdzie w atmosferę z prędkością bliską 40 tysięcy kilometrów na godzinę i woduje na Pacyfiku.

Nie tylko test techniczny

Łatwo sprowadzić Artemis II do listy parametrów inżynieryjnych: osłona termiczna, systemy podtrzymywania życia, nawigacja na dużych dystansach. Ale ta misja jest też próbą odpowiedzi na pytanie, czy program wart dziesiątek miliardów dolarów i dekady opóźnień zdoła wreszcie dostarczyć to, co obiecuje — trwały powrót człowieka poza niską orbitę.

Apollo 8, pierwszy załogowy lot w okolice Księżyca w 1968 roku, też był misją bez lądowania. A mimo to zmienił sposób, w jaki ludzkość patrzy na siebie. Artemis II nie musi zmienić świata. Wystarczy, że dowiedzie, iż pięćdziesięcioletnia przerwa nie oznacza, że zapomnieliśmy, jak tam dotrzeć.