Fale Inspiracji zwykle patrzą wstecz. W cyklu „Trzyletnik" wracamy do dawnych decyzji, żeby sprawdzić, jak zniosły próbę czasu. Tym razem robimy coś odwrotnego i z premedytacją ryzykownego: zanim na Estadio Azteca padnie pierwszy gwizdek, spisujemy przewidywany wynik wszystkich siedemdziesięciu dwóch meczów fazy grupowej oraz całe podium. Nie po to, żeby trafić wszystko — to niemożliwe — lecz żeby zobaczyć, gdzie kończy się chłodna metoda, a zaczyna czysty przypadek. Każda prognoza turnieju jest bowiem napięciem między tym, co da się policzyć, a tym, co piłka i tak zrobi po swojemu.

Prognoza zamiast retrospektywy

Turniej, który zaczyna się 11 czerwca, pod kilkoma względami nie ma precedensu. Po raz pierwszy mistrzostwa świata organizują wspólnie trzy państwa, po raz pierwszy w finałach gra czterdzieści osiem reprezentacji, a sama Azteca staje się pierwszym stadionem w historii, który gości mecze trzech różnych męskich mundiali. Sto cztery spotkania potrwają do 19 lipca.

Dla polskiego kibica ma to gorzki posmak. Reprezentacja Jana Urbana dotarła do finału baraży, ale przegrała w Sztokholmie ze Szwecją i marzenie o dziesiątym mundialu prysło; w finałach zabraknie też Włochów. Oglądamy więc te mistrzostwa z perspektywy neutralnej — a akurat typowaniu na zimno taka perspektywa sprzyja. Nie kibicujemy nikomu, więc niczego sobie nie wmawiamy. Łatwiej wtedy zauważyć, że prognoza wcale nie ma być wróżbą: ma być uczciwie uzasadnionym zakładem z samym sobą, postawionym w warunkach, w których nie da się go potem dyskretnie skorygować.

Trzy warstwy chłodnej logiki

Prognoza opiera się tu na trzech warstwach. Pierwszą jest ranking FIFA, w którym prowadzi Francja przed Hiszpanią i Argentyną, a tuż za nimi plasują się Anglia, Portugalia i Brazylia. To punkt wyjścia: surowa hierarchia siły, wyliczona z wcześniejszych wyników.

Druga warstwa to symulacje, w tym model Opta. Warto wyjaśnić, czym właściwie jest, bo wraca w tych typach raz po raz. To nie wyrocznia, lecz model probabilistyczny brytyjskiej firmy analitycznej: ocenia siłę każdej reprezentacji na podstawie dotychczasowych rezultatów i jakości rywali, a następnie rozgrywa cały turniej w symulacji dziesiątki tysięcy razy. Z tych powtórzeń wylicza, jak często dana drużyna awansuje, dociera do finału albo sięga po tytuł. Po dziesięciu tysiącach wirtualnych turniejów Opta wskazała faworytkę: Hiszpanię, z szansą około jednej szóstej, przed Francją, Anglią i Argentyną.

Trzecia warstwa to forma i kontekst, których żadna liczba nie domknie do końca: zdrowie liderów po wyczerpującym sezonie klubowym, atut własnego boiska oraz jakość ławki, która w formacie czterdziestu ośmiu drużyn zyskuje na wadze. Im dłuższy turniej, tym częściej o awansie decyduje nie pierwszy skład, lecz to, kto wchodzi z niej w siedemdziesiątej minucie.

Ściana przypadku

Nad wszystkim wisi czynnik najtrudniejszy do ujęcia w tabelach: przypadek. Pojedynczy rykoszet, czerwona kartka tuż po starcie, seria rzutów karnych — każdy z nich potrafi przekreślić najlepiej uzasadniony typ. Dlatego część prognoz podajemy z zastrzeżeniem, a w kilku grupach z góry wskazujemy mecz, któremu sami ufamy najmniej.

Nowy format dodatkowo zmienia matematykę niespodzianek. Z dwunastu grup awansują nie tylko dwie najlepsze drużyny, lecz także osiem najlepszych zespołów z trzecich miejsc, co premiuje ekipy potrafiące urwać punkty silniejszym. Więcej meczów to po prostu więcej okazji do potknięć faworytów. Atut gospodarza traktujemy poważnie, bo historia turnieju wielokrotnie go potwierdzała — organizator sięgał po tytuł sześciokrotnie — ale żaden z trzech tegorocznych gospodarzy nie należy do ścisłej czołówki rankingu, więc premię za znajome boisko ograniczamy do fazy grupowej i wczesnych rund pucharowych. Sam model szacuje zresztą, że turniej ma blisko jedną trzecią szans na wyłonienie mistrza, który nigdy wcześniej tego trofeum nie zdobył. To liczba, która powinna studzić każdą pewność.

Podium według modeli

W typach na czołówkę trzymamy się chłodnej logiki, a ta zgodnie wskazuje tę samą „wielką czwórkę": Hiszpanię, Francję, Anglię i Argentynę. Nasze podium jest jej wariacją.

Mistrzem typujemy Hiszpanię — aktualnego mistrza Europy z pokoleniem w sile wieku, drużynę bez wyraźnej słabości, którą modele najczęściej widzą na szczycie. Wicemistrzostwo dajemy Argentynie, broniącej tytułu i grającej prawdopodobnie w ostatnim wielkim turnieju Leo Messiego: zbyt silnej, by odpaść wcześnie, lecz naszym zdaniem o krok za słabej, by powtórzyć złoto z Kataru. Trzecie miejsce przyznajemy Francji, czwarte Anglii, która od 1966 roku wciąż ściga drugi tytuł i wciąż przegrywa najważniejsze mecze. To podium nie jest aktem wiary, lecz wypadkową trzech warstw, o których była mowa: rankingu, symulacji i formy. Tam, gdzie wszystkie trzy wskazują w tę samą stronę, czujemy się pewniej; tam, gdzie zaczynają się rozjeżdżać, świadomie zostawiamy sobie margines błędu.

Drabinka dokłada do tego smaczku. FIFA rozpisała turniej tak, by dwie najwyżej rozstawione reprezentacje, Hiszpania i Argentyna, mogły spotkać się dopiero w finale. W naszym scenariuszu Hiszpania ogrywa po drodze Francję, Argentyna eliminuje Anglię, a wszystko kończy się dokładnie tym finałem, o którym marzyli organizatorzy. Jedynym pretendentem spoza europejsko-południowoamerykańskiego kręgu, któremu realnie typujemy awans do najlepszej ósemki, pozostaje Maroko — półfinalista sprzed czterech lat, na tyle szczelny, że w pojedynczym meczu potrafi zatrzymać każdego.

Co naprawdę typujemy

Im wyżej w drabince, tym nasze typy są kruchsze. Wystarczy przypomnieć poprzedni mundial, gdzie kilku faworytów pożegnało się z turniejem już w ćwierćfinałach, często po najcieńszych marginesach, a o awansie nieraz rozstrzygał jeden nietrafiony rzut karny. Granica między półfinałem a wczesnym powrotem do domu bywa cieńsza niż grubość poprzeczki.

Dlatego najuczciwiej powiedzieć, co tak naprawdę typujemy. Nie tyle wyniki, ile samych siebie sprzed turnieju — to, jak dziś, na chłodno, oceniamy świat, o którym jeszcze nic nie wiadomo. Prawdziwym rywalem tej prognozy nie jest żadna z czterdziestu ośmiu reprezentacji, lecz kalendarz. Każde z tych zdań ma termin ważności i ten sam adresat: 19 lipca. Do tego dnia wszystko pozostaje hipotezą, a wyrok i tak nie należy do nas — należy do czasu, który właśnie zaczyna płynąć w stronę pierwszego gwizdka.