Dlaczego polecamy

Martyna Leszczyńska — nauczycielka w poznańskiej szkole i dziennikarka — pisze ten esej z sali lekcyjnej, w ostatnich dniach roku szkolnego. Pyta uczniów o plany na wakacje i z ich odpowiedzi wyprowadza diagnozę szerszą, niż zapowiada lekki tytuł. Jeden z ósmoklasistów, laureat konkursów, mówi, że w lipcu będzie „robił do przodu" materiał z liceum, żeby później mieć więcej czasu. Kult nieprzerwanej produktywności wkroczył już w dzieciństwo — a dorośli, którzy go dzieciom przekazują, sami dawno przestali umieć odpoczywać.

Teza tekstu jest prosta i niewygodna: wakacje rozumiane jako bezwarunkowe zatrzymanie to mit. Praca i nauka z jednej strony, a odpoczynek z drugiej, nie są rozłącznymi „porami roku", zbiorami, które się nie nakładają. Traktujemy je tak — i dlatego przez jedenaście miesięcy pędzimy, a w dwunastym mamy „zasłużenie" nic nie robić, choć nikt nas właściwie nie nauczył, czym jest odpoczynek jakościowy i czemu on służy.

Polecamy ten tekst, bo pod pozornie sezonową ramą kryje się pytanie całoroczne i ponadczasowe: co robimy z wolnym czasem, gdy już go mamy — i dlaczego coraz częściej się go boimy. To lektura, która celnie trafia w nerw kultury, w której napięty grafik bywa powodem do dumy, a nuda podejrzanym luksusem.

Z czym polemizujemy

Diagnoza jest trafna, ale z receptą można podyskutować. Leszczyńska proponuje, by czas na „fajne rzeczy" stale „wyszarpywać codzienności" — pracować i odpoczywać na przekór wszystkiemu, każdego dnia. To sensowne, lecz brzmi też trochę jak kolejne zadanie do odhaczenia: zorganizuj sobie odpoczynek, wpasuj go w grafik, bądź w tym skuteczny.

Można zapytać, czy odpowiedzią na kult produktywności nie jest przypadkiem jeszcze jedna jej odmiana — „produktywny" odpoczynek, z którego coś ma wynikać. Być może częścią rozwiązania jest zgoda na to, że czasem nic nie musi z wolnego czasu wynikać, że nuda nie jest zadaniem do rozwiązania. To nie zarzut wobec autorki, lecz wątek, który jej tekst otwiera.

Co zostaje

Zostaje niepokojące pytanie o to, czego uczymy dzieci, wmawiając im, że wolny czas jest albo „zasłużonym" leżeniem odłogiem, albo zagrożeniem — nudą, konfrontacją z własnymi myślami. Jeśli odpoczynek pojawia się w naszym życiu wyłącznie jako nagroda za wysiłek albo jako pusty przestój, to trudno się dziwić, że nie umiemy go zaznać, choć tak go pragniemy.

Zostaje też prosty wniosek ukryty w tytule tej rekomendacji: skoro odpoczynek nie jest porą roku, to nie przyjdzie sam wraz z kalendarzem ani z ostatnim dzwonkiem. Trzeba go rozumieć i wybierać — przez cały rok. To dlatego ten tekst nie zestarzeje się we wrześniu: pytanie, czym właściwie jest odpoczynek, wraca co roku i nie ma sezonowej odpowiedzi.

„Posiadanie czasu jest zresztą niebezpieczne, grozi nieuchronną konfrontacją z własnymi myślami, przez które możemy zboczyć na niepożądany tor, prawda?"

Martyna Leszczyńska, Więź