Czarnobyl. Czterdzieści lat ze skażeniem, które nie chce zniknąć
Kilka tygodni po eksplozji reaktora nr 4 trzeba było oczyścić dach sąsiedniego bloku z kawałków grafitu i szczątków rdzenia. Sprowadzono zaawansowane roboty sterowane zdalnie. Elektronika psuła się po kilkudziesięciu minutach — promieniowanie niszczyło obwody szybciej, niż operatorzy zdążyli wydać polecenia. Wysłano więc ludzi. Nazywano ich biorobotami. Każdy dostawał ołowianą osłonę, łopatę i odliczony czas: czterdzieści do dziewięćdziesięciu sekund. Wbiegał na dach, rzucał łopatą tyle radioaktywnego gruzu, ile zdążył, i biegł z powrotem. Za te sekundy na dachu wchłaniał dawkę promieniowania, jaką przeciętny człowiek pochłania w ciągu całego życia. ...