Na pierwszy rzut oka to pytanie brzmi jak prowokacja albo internetowy skrót zbiorowej frustracji. „90% ludzi jest głupich, 9% jakoś ogarnia, a 1% pcha świat do przodu" – takie zdanie można wysnuć z rozmów prywatnych, internetowych komentarzy i półironicznych diagnoz rzeczywistości. Pojawia się w dyskusjach o mediach społecznościowych, polityce, edukacji i kulturze masowej. Ale zamiast je wyśmiać albo przyjąć bezrefleksyjnie, warto potraktować je serio i sprawdzić, czy opisuje ono cokolwiek realnego.

Nie jako ocenę ludzi. Nie jako statystykę inteligencji. Lecz jako model działania społeczeństw.

Bo być może pytanie „czy ludzie są głupi" jest źle postawione. A właściwe brzmi inaczej: jak rozkłada się sprawczość, rozsądek i podatność na manipulację w dużych zbiorowościach? I czy struktura tego rozkładu rzeczywiście przypomina proporcje 90–9–1?


Głupota jako błąd kategorii

Pierwszy problem z tezą 90–9–1 tkwi w samym słowie „głupi". W naukach społecznych i poznawczych nie istnieje ono jako mierzalna cecha. Psychologia i socjologia operują innymi pojęciami, znacznie bardziej precyzyjnymi.

  • heurystyki poznawcze – uproszczone reguły decyzyjne, które człowiek stosuje, gdy pełna analiza jest zbyt kosztowna,
  • racjonalność ograniczona – zdolność do racjonalnych decyzji w warunkach niedostatku informacji i czasu,
  • podatność na dezinformację – tendencja do przyjmowania fałszywych informacji, szczególnie gdy zgodne są z istniejącymi przekonaniami,
  • myślenie reaktywne – reagowanie emocjonalne bez głębszej analizy przyczyn,
  • kompetencje domenowe – umiejętność w konkretnym obszarze (zawód, hobby, nauka),
  • sprawczość systemowa – zdolność do inicjowania zmian na poziomie struktur i reguł.

Człowiek może mieć wysoką inteligencję mierzoną IQ i jednocześnie podejmować irracjonalne decyzje. Może być wykształcony formalnie, a mimo to ulegać manipulacji i schematycznym narracjom. Może też mieć przeciętne zdolności poznawcze, a działać rozsądnie i skutecznie w konkretnym obszarze życia – jako fachowiec, rodzic czy członek wspólnoty lokalnej.

Dlatego mówienie o „głupich ludziach" jako trwałej kategorii prowadzi donikąd. Etykieta nie objaśnia niczego i nie pozwala na analityczną rozbudowę. Ale gdy zastąpimy ocenę rolami i stanami poznawczymi, teza zaczyna działać.


90–9–1 jako model ról, nie ludzi

Najbardziej obronna wersja tej tezy brzmi następująco:

W każdym społeczeństwie większość ludzi funkcjonuje reaktywnie – reaguje na informacje zamiast je projektować. Mniejszość stabilizuje system operacyjnie – wykonuje procedury, zarządza procesami, buduje infrastrukturę. Bardzo wąska grupa realnie wpływa na kierunek zmian – projektuje reguły, tworzy paradygmaty, ustawia ramy, w których inni działają.

To nie są typy osobowości. To nie jest tak, że ktoś „jest" reaktywny na całe życie. To role i stany, w które ludzie wchodzą w zależności od warunków, dostępnych informacji, presji czasu i struktury systemu, w którym działają.


90% – tryb reaktywny

To nie są „idioci". To ludzie, którzy:

  • korzystają z uproszczonych schematów poznawczych – bo jest to energetycznie tańsze niż głęboka analiza każdej informacji,
  • reagują emocjonalnie na informacje masowe – szybsze i naturalniejsze niż analityczna odpowiedź,
  • przejmują narracje zamiast je analizować – skupiają się na tym, co słyszą od grupy, którą uważają za wiarygodną,
  • nie inicjują zmian systemowych – nie pytają „czy te reguły mogłyby być inne", lecz „jak funkcjonować w obecnych regułach".

Ten tryb jest energetycznie najtańszy i ewolucyjnie skuteczny w warunkach masowych. Problem pojawia się wtedy, gdy staje się dominującą formą reagowania na świat informacyjny, szczególnie w warunkach mediów masowych i algorytmów wzmacniających emocjonalne treści.

Przykład: człowiek może pracować jako inżynier – operacyjnie kompetentny – ale wobec informacji politycznej lub dotyczącej zdrowia publicznego wchodzi w tryb reaktywny. I to jest normalne. Reaktywność w dziedzinach, w których nie mamy kompetencji, jest naturalna. Problem zaczyna się, gdy reaktywność staje się dominującą strategią poznawczą nawet w sprawach, które wymagają głębszej analizy.


9% – stabilizatorzy

To grupa kompetentna operacyjnie. To ludzie, którzy:

  • inżynierowie – projektują i budują systemy techniczne,
  • lekarze praktycy – działają w ramach sprawdzonych procedur, ratując życie na podstawie doświadczenia i nauki,
  • urzędnicy techniczni – wdrażają regulacje, prowadzą procedury administracyjne,
  • menedżerowie procesów – optymalizują przepływy pracy i informacji, zarządzają zespołami,
  • administratorzy systemów i specjaliści – utrzymują infrastrukturę w ruchu.

Nie pchają świata do przodu – przynajmniej nie w sensie tworzenia nowych kierunków czy paradygmatów. Ale sprawiają, że świat funkcjonuje. Bez nich każda wielka idea pozostaje tylko teorią, każdy projekt się rozpada, a każda rewolucja kończy się chaosem.

To jest najlepsza warstwa społeczeństwa z punktu widzenia stabilności systemu. 9% to ludzie, którzy mogą być niezadowoleni z reguł, ale rozumieją, jak one funkcjonują i potrafią je wdrażać. Są niezbędni dla każdego nowoczesnego państwa, korporacji czy instytucji.


1% – sprawczy kierunek

Najmniejsza i najbardziej niejednoznaczna grupa. To ludzie i środowiska, które:

  • projektują reguły gry – decydują, jakie są możliwości dla reszty,
  • tworzą nowe paradygmaty – pokazują świat w zupełnie inny sposób,
  • zmieniają struktury zamiast opinii – nie przekonują poprzez słowa, lecz poprzez zmianę bodźców, regulacji, technologii, infrastruktury.

Ten 1% może tworzyć postęp technologiczny, naukowy i społeczny – albo może tworzyć katastrofę, manipulację i zniszczenie. Historia zna oba warianty. Sprawczość jest moralnie neutralna. To narzędzie. Wszystko zależy od tego, kto je trzyma i do czego je stosuje.

Wynalazek druku Gutenberga i jego wpływ na społeczeństwo informacyjne
Ilustracja poglądowa ukazująca przełom, jaki przyniósł druk – zmianę struktury dystrybucji informacji i wiedzy w Europie od XV wieku.
AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0

Przykłady historyczne: kiedy model działał

Historia dostarcza empirycznych potwierdzań tego modelu, choć nigdy nie jest czysty ani jednoznaczny.

Druk i nowoczesna wiedza (XV–XVI wiek)

Wynalazek druku nie zmienił świata dlatego, że większość ludzi raptem zapragnęła czytać książki. Zmienił go, bo zmieniła się struktura dystrybucji informacji. Wąska grupa innowatorów – Gutenberg i pierwsi drukarze – stworzyła technologię. Elity operacyjne – urzędnicy, nauczyciele, księża, kupcy – ją wdrożyły. Większość społeczeństwa – głównie analfabeci – zaczęła żyć w świecie, którego zasad nie projektowała i początkowo nawet nie rozumiała.

Efekt był radykalny: reformacja protestancka (bo tekst Biblii dostał się w ręce mas), nowoczesna nauka (bo wiedza mogła się kumulować), administracja państwowa (bo mogła się scentralizować poprzez instrukcje napisane).

Rewolucja naukowa XVII wieku

Modele świata stworzone przez niewielką grupę uczonych – Newton, Galileusz, Kepler – nie były demokratycznym konsensusem. Była to część społeczeństwa, która rozumiała matematykę i eksperyment, mająca dostęp do teleskopów i mikroskopów. Były lepszym opisem rzeczywistości. Elity techniczne zaczęły je stosować w żegludze (tabelki astronomiczne), wojsku (balistyka), inżynierii (maszyny). Społeczeństwo skorzystało z efektów – lepszych statków, lepszych fortyfikacji – nie rozumiejąc mechanizmów ani nie uczestnicząc w ich tworzeniu.

Totalitaryzmy XX wieku – mroczna strona modelu

To jeden z najmocniejszych dowodów, że sprawczość 1% jest moralnie niejednoznaczna. Nie „dobra" ani „zła" z natury – to zależy od intencji i kontekstu. Adolf Hitler, Józef Stalin – to były osoby należące do tego 1%, czyli do grupy zdolnej do projektowania nowych struktur, tworzenia paradygmatów, zmieniania reguł gry.

Proste narracje (wyścig rasowy, dyktatury proletariatu), wskazanie wewnętrznego i zewnętrznego wroga, obietnica sensu i bezpieczeństwa – wystarczyły, by masy reaktywne zostały uruchomione przeciw własnym interesom, przy aktywnym udziale aparatu operacyjnego (biurokraci, policja, wojsko). Efekt: kilkadziesiąt milionów zabitych, destrukcja gospodarek, zniszczenie kultur.

To pokazuje, że „pchanie świata do przodu" może oznaczać również pchanie ku przepaści.

Kryzys kubański (1962)

W momencie największego napięcia nuklearnego świata – dwa systemy ideologiczne z bronią jądrową na włos od konfrontacji – świat nie został uratowany przez większość. Nie poprzez demokratyczne głosowanie czy zbiorową mądrość mas. Został uratowany przez kilku ludzi zdolnych zatrzymać impuls reaktywny – Kennedy i doradcy, Chruszczow i jego zespół. To przykład, w którym 1% nie przyspieszył zmian, lecz je powstrzymał. Nie zawsze sprawczość oznacza akcję; czasami oznacza wstrzymanie się od akcji w krytycznym momencie.

Transformacja Europy Środkowej (1989–1991)

Zmiana ustrojowa w Polsce, Czechach, Węgrzech nie była spontanicznym dziełem mas. Były masy – społeczne niezadowolenie, Solidarność, protesty – ale bez projektów, bez ram prawnych, bez kompetencji operacyjnych do wdrożenia nowego systemu, transformacja mogłaby się skończyć chaosem. Wymagała technokratów, ekonomistów (Balcerowicz w Polsce, Klaus w Czechach), instytucji przygotowujących zmiany.

Społeczne niezadowolenie było siłą napędową, ale 1% (reformatorzy systemowi) i 9% (biurokracja zdolna do wdrażania) były warunkami koniecznymi, by to niezadowolenie przerodziło się w trwały system, a nie w wojnę domową.

Transformacja Europy Środkowej po 1989 roku jako proces ustrojowy
Ilustracja poglądowa przedstawiająca proces transformacji ustrojowej w Europie Środkowej po 1989 roku, wymagający zaplecza instytucjonalnego, prawnego i eksperckiego.
AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0

Dlaczego liczby 90–9–1 są jednocześnie trafne i mylące

Jako dokładne proporcje – opisane z precyzją „90% ludzi jest głupich, 9% to normalne osoby, 1% to geniusze" – są nie do obrony. Z nauki poznawczej i genetyki wyłania się inny obraz: rozkład inteligencji jest ciągły, nie skokowy. Nie ma granicy, gdzie kończy się „głupi" i zaczyna się „średni".

Ale jako model strukturalny – czyli „w każdym społeczeństwie większość reaguje heurystycznie, mniejszość zarządza procedurami, wąska grupa zmienia reguły" – są zaskakująco trafne i znajdują potwierdzenie w badaniach nad nierównościami udziału w internetowych społecznościach (sama 1% reguła pochodzi z obserwacji Usenetu i Wikipedii).

Po korekcie, którą da się uzasadnić empirycznie, model wygląda raczej tak:

  • 65–80% w trybie reaktywnym – korzystają z heurystyk, podatni na manipulację, nie inicjują zmian,
  • 15–30% w trybie operacyjnym – kompetentni w swojej domenie, zdolni do analizy wąskich problemów,
  • 0,5–5% w trybie sprawczym – projektują systemy, tworzą paradygmaty, mogą zmieniać kierunek społeczeństwa.

Te proporcje nie są sztywne. Im większy chaos informacyjny, presja czasu i polaryzacja, tym więcej ludzi przesuwa się w stronę reaktywności. Im stabilniejsze instytucje i lepsza jakość informacji, tym większa rola stabilizatorów.


Wersja dynamiczna: gdy świat przyspiesza

Ten model nie jest statyczny – to jego największa siła i największa złożoność.

W warunkach stabilności (długa faza spokoju gospodarczego, zaufanie do instytucji): rozkład pozostaje zbliżony do 70/25/5. Ludzie mogą pozwolić sobie na otępienie, bo system funkcjonuje. Sprawczość rozprasza się w drobne zmiany proceduralne i innowacje przyrostowe.

W kryzysach nagłych (pandemia, katastrofa, krach) większość społeczeństwa przechodzi w głęboką reaktywność — strach dominuje nad refleksją, a mózg emocjonalny (amigdała) przejmuje kontrolę nad ośrodkami odpowiedzialnymi za logiczne myślenie (kora przedczołowa). Stabilizatorzy — osoby zdolne do racjonalnego działania w warunkach niepewności — są dramatycznie przeciążeni, bo istniejące procedury nie są w stanie przetworzyć skali kryzysu. Równocześnie zdolność jednostek do autonomicznego działania (sprawczość) zawęża się drastycznie, ponieważ świat traci przewidywalność — przestają działać wcześniejsze doświadczenia i schematy myślowe.

W wojnach informacyjnych (polaryzacja, fake news, algorytmy mediów społecznych) rośnie rola manipulatorów uwagi – zajmujących się nie tworzeniem wartości, lecz operowaniem emocjami. W tym trybie większość ulega fragmentacji na wiele małych plemion, każde przekonane, że wszyscy inni są głupi. Stabilizatorzy są marginalizowani jako „nudziarze" i „erudyci", których nikt nie słucha.

W przełomach technologicznych (wynalazek elektryczności, Internetu, AI) chwilowo rośnie znaczenie bardzo wąskich grup decyzyjnych – ludzie decydujący o tym, jak technologia będzie wdrażana. Ale po ustabilizowaniu się technologii, sprawczość się zawęża do monopoli i regulatorów.

Dlatego pytanie „ilu ludzi jest głupich" nie ma sensu. Sens ma pytanie: w jakim trybie poznawczym działa dziś społeczeństwo i kto ustawia ramy tego działania?


Najtrudniejsza konkluzja

Najbardziej niewygodna prawda tego modelu brzmi: większość ludzi nie chce być w 1%.

Nie dlatego, że nie potrafi. Nie dlatego, że są „genetycznie ograniczeni". Lecz dlatego, że sprawczość na poziomie systemów oznacza:

  • odpowiedzialność – jeśli coś się nie powiedzie, nie możesz powiedzieć „to nie moja decyzja",
  • konflikt – systemy istniejące zawsze będą się bronić przed zmianami,
  • brak natychmiastowej nagrody – zmiany strukturalne trwają lata, a rezultaty mogą się pokazać dopiero po latach,
  • samotność poznawczą – wizja świata, którą nosisz, będzie się różnić od wizji większości.

Systemy masowe nie promują takich cech – i nie jest to ich wada, lecz warunek stabilności. Jeśli zbyt wiele osób będzie chciało zmienić system, system się rozpadnie. Większość musi być zadowolona obecnym stanem – lub przynajmniej wystarczająco przystosowana, by go znosić.

Edukacja uczy reprodukcji wiedzy, nie niezależnego myślenia. Media głównego nurtu nagradzają konformizm, nie herezję. Algorytmy – Facebook, TikTok, YouTube – optymalizują na zaangażowanie, co oznacza emocje, a emocje są najprostsze u osób reaktywnych, nie refleksyjnych.

To nie jest spisek. To po prostu efekt układu bodźców.


Czy więc ludzie są głupi?

Nie. Ale świat działa tak, jakby przez większość czasu nie było potrzeby, by byli refleksyjni. To ogromna różnica.

Człowiek jest zdolny do krytycznego myślenia – badania pokazują, że nawet osoby bez formalnego wykształcenia potrafią analizować problemy, gdy są im bliskie i gdy mają czas. Problem polega na tym, że współczesny świat informacyjny nie daje ani czasu, ani przestrzeni do takiej analizy. Algorytmy wzmacniają emocjonalne skrajności. Media komercyjne zarabiają na polaryzacji. Polityka opiera się na uproszczeniach.

Dlatego „masowa głupota" to nie jest diagnoza natury ludzkiej. To diagnoza projektu społecznego – tego, jak struktury wzmacniają reaktywność kosztem refleksji.


Pytanie, które się liczy

Prawdziwym pytaniem nie jest to, ilu ludzi „jest głupich", lecz:

  • Kto projektuje reguły gry?
  • Kto je wykonuje?
  • A kto tylko na nie reaguje?
  • I w jakim momencie historii akurat jesteśmy – w fazie konstruowania, czy w fazie rozpadu?

Odpowiadając na te pytania, możemy coś zrobić. Możemy zmienić projektujących reguły (jeżeli system się rozpada), albo wzmocnić kompetentnych operacyjnie (jeśli są marginalizowani lub usuwani z systemu), albo – co najważniejsze – zadać sobie pytanie: czy istnieje perspektywa, w której ja, czytając te słowa, mogę przesunąć się z 90% do 9%, a może nawet mieć szansę na 1%?

Odpowiedź brzmi: tak, możesz. Ale będzie to trudne. Bo wymaga rezygnacji z wygody reaktywności.


Literatura i źródła