W pierwszej części cyklu opisaliśmy narodziny systemu — brutalną konsolidację władzy komunistycznej, mrok stalinizmu i codzienność w kraju rządzonym terrorem i propagandą. Teraz przenosimy się do lat 1955–1965. Dekada zaczęła się od śmierci dyktatora i nadziei na zmianę, a skończyła przytłaczającą rutyną reżimu, który nauczył się kontrolować społeczeństwo bez masowych aresztowań — za to przy pomocy cenzury, biurokracji i pustych półek sklepowych. Poznański Czerwiec i Polski Październik, wielkie nadzieje wiązane z Gomułką i gorzkie rozczarowania, gdy okazało się, że nowy przywódca nie zamierza demokratyzować systemu — jedynie go łatać. Ale też dekada kulturalnego rozkwitu: polska szkoła filmowa zdobywała międzynarodowe nagrody, a w piwnicach i klubach studenckich grany był jazz, którego władza nie potrafiła do końca ujarzmić.
Rok 1956 — od śmierci Bieruta do przełomu
„Pojechał w futerku, wrócił w kuferku"
Rozpad stalinowskiego porządku w Polsce przyspieszył ciąg wydarzeń, z których każde kolejne zaskakiwało zarówno społeczeństwo, jak i samą partię. Pierwszym z nich była śmierć Bolesława Bieruta. W lutym 1956 roku I sekretarz KC PZPR pojechał do Moskwy na XX Zjazd Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego — ten sam zjazd, na którym Nikita Chruszczow wygłosił tajny referat potępiający zbrodnie Stalina i kult jednostki. Bierut, człowiek, który przez lata budował w Polsce wierną kopię stalinowskiego systemu, trafił na zjazd już ciężko chory — z nawracającym zapaleniem płuc, miażdżycą i problemami z sercem. Lekarze zalecali mu sanatoryjne leczenie w ciepłym klimacie, ale zamiast do uzdrowiska, wsiadł w pociąg do Moskwy. Podczas podróży przeziębił się dodatkowo i na zjazd dotarł z gorączką.
Treść referatu Chruszczowa miała na Bieruta wstrząsający wpływ. Demaskowanie mechanizmów terroru, który sam współtworzył, oznaczało, że jego polityczna przydatność się skończyła. 12 marca 1956 roku, o godzinie 21:30 czasu polskiego, Bierut zmarł w moskiewskiej klinice rządowej. Oficjalne komunikaty podawały sprzeczne przyczyny zgonu — grypę, zapalenie płuc, zawał serca. Ulica zareagowała z mieszaniną obojętności i złośliwej satysfakcji. Krążyły powiedzonka: „pojechał w futerku, wrócił w kuferku", „zjadł ciastko z Kremlem", „ta grypa to lipa, to zapalenie płuc to puc, a ten zawał to kawał". Przypomniano sobie, że Moskwa okazywała się regularnie „śmiertelnie niebezpieczna" dla przywódców satelickich państw — w 1949 roku zmarł tam bułgarski Georgi Dymitrow, a w 1953 prezydent Czechosłowacji Klement Gottwald. Pisarka Maria Dąbrowska zanotowała w dzienniku z właściwą sobie ironią: „Trzeba rzadkiej wierności sługi, aby umrzeć w tym samym miejscu i miesiącu, co jego pan".
Na stanowisku I sekretarza KC PZPR Bieruta zastąpił Edward Ochab — postać kompromisowa, niemająca ani charyzmy, ani ambicji, by utrzymać władzę na dłużej. Referat Chruszczowa tymczasem rozchodził się po Polsce w tysiącach kopii — odczytywano go na zebraniach partyjnych, powielano i przekazywano z rąk do rąk. Treść, choć formalnie tajną, znało niebawem pół kraju. Atmosfera w partii i społeczeństwie stawała się elektryczna.
Poznański Czerwiec — robotnicy kontra czołgi
Ranne godziny 28 czerwca 1956 roku. W Zakładach im. Józefa Stalina w Poznaniu — dawnych Zakładach Hipolita Cegielskiego, zatrudniających około trzynastu tysięcy osób — rozlega się fabryczna syrena. Nie jest to sygnał do pracy. Robotnicy ogłaszają strajk i w milczącym pochodzie ruszają w kierunku centrum miasta, ku siedzibie Miejskiej Rady Narodowej na placu Stalina (dziś placu Mickiewicza). Na czele pochodu idą kobiety — pracownice szlifierni ręcznej, wykonujące jedną z najcięższych prac w zakładzie.
Bezpośrednią przyczyną strajku było chroniczne ignorowanie postulatów pracowniczych. Od lipca 1953 roku w fabryce systematycznie podnoszono normy produkcyjne, nieprawidłowo naliczano podatek od wynagrodzeń, fatalnie organizowano pracę. Załoga zgłosiła ponad 4700 wniosków dotyczących poprawy warunków — władze nie uwzględniły praktycznie żadnego. Dwa dni wcześniej do Warszawy wyjechała delegacja robotnicza na rozmowy w Ministerstwie Przemysłu Metalowego. Minister Roman Figielski w gabinecie zgodził się z wieloma postulatami, ale następnego dnia, wizytując zakłady osobiście, nie potwierdził swoich obietnic wobec zgromadzonej załogi. Robotnicy poczuli się oszukani.
Pochód narastał jak lawina — po drodze przyłączali się pracownicy innych poznańskich fabryk. Hasła na transparentach ewoluowały błyskawicznie. „Żądamy chleba" i „Chcemy obniżki cen" ustąpiły miejsca okrzykom „Precz z Ruskami!", „Chcemy wolnej Polski!" i pieśniom religijnym. To, co zaczęło się jako protest ekonomiczny, w ciągu kilku godzin przekształciło się w bunt polityczny i niepodległościowy. Grupa demonstrantów ruszyła w kierunku więzienia przy ulicy Młyńskiej, sforsowała mury i uwolniła ponad 250 więźniów. Inni wtargnęli do budynku sądu i prokuratury — dokumentację wyrzucano przez okna i palono na ulicy.
Kulminacja nastąpiła pod gmachem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego przy ulicy Kochanowskiego. Tam padły pierwsze strzały — według świadków z budynku UBP strzelano do tłumu, w tym do kobiet i dzieci. To właśnie w tych godzinach, wedle relacji naocznych świadków, pojawił się trzynastoletni Romek Strzałkowski, który przejął chorągiew od rannych tramwajarek. Okoliczności jego śmierci nie zostały do dziś jednoznacznie wyjaśnione — według jednej z wersji znaleziono go martwego w pobliżu garaży Urzędu Bezpieczeństwa. Romek stał się jednym z symboli Poznańskiego Czerwca.
Władze rzuciły do stłumienia protestu regularne wojsko — łącznie około dziesięciu tysięcy żołnierzy z czołgami i transporterami opancerzonymi. Walki trwały do 29 czerwca. Zginęło — według różnych szacunków — od 57 do 79 osób (współczesne badania IPN potwierdziły 58 ofiar śmiertelnych), ponad 600 zostało rannych. Wieczorem 29 czerwca premier Józef Cyrankiewicz wygłosił przemówienie radiowe, w którym ostrzegł, że „każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie". Represje spadły natychmiast — do 8 sierpnia aresztowano 746 osób. Na procesach sądowych ponad dwudziestu adwokatów, w tym wybitny mecenas Stanisław Hejmowski, broniło oskarżonych, opisywanych przez propagandę jako „elementy chuligańskie" inspirowane przez „imperialistyczne ośrodki dywersji".
Na szczęście dla pamięci historycznej protesty zbiegły się w czasie z XXV Międzynarodowymi Targami Poznańskimi — zagraniczni goście stali się naocznymi świadkami wydarzeń, a zdjęcia i relacje obiegły cały świat. Władza nie mogła już zamieść Czerwca pod dywan.
Polski Październik — nadzieja trwa trzy miesiące
Poznański Czerwiec był zapalnikiem, ale eksplozja nastąpiła dopiero jesienią. Przez lato 1956 roku napięcie w Polsce rosło — w partii wykrystalizowały się dwie zwalczające się frakcje. „Puławianie" — skupieni wokół redakcji „Nowych Dróg" i środowisk intelektualnych — domagali się reform i rozliczenia ze stalinizmem. „Natolińczycy" — bardziej konserwatywni, często o robotniczym rodowodzie — popierali zmiany personalne, ale nie systemowe. Obie frakcje miały jednak wspólnego kandydata na nowego przywódcę: Władysława Gomułkę, który od 1948 roku odsunięty od władzy, a od 1951 — siedział w więzieniu, za tak zwane „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne". Wypuszczony na wolność w 1954 roku, Gomułka uosabiał dla milionów Polaków nadzieję na inną Polskę — komunistyczną, ale nie stalinowską; zależną od Moskwy, ale nie poniżaną.
19 października 1956 roku rozpoczęło się VIII Plenum KC PZPR — jedno z najdramatyczniejszych posiedzeń w dziejach polskiego komunizmu. Tego samego ranka na warszawskim lotnisku Okęciu wylądował niespodziewanie samolot z delegacją sowiecką, na czele której stał sam Nikita Chruszczow. W tym samym czasie oddziały Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej opuściły swoje garnizony na Dolnym Śląsku i Pomorzu, ruszając w kierunku Warszawy. Groźba interwencji zbrojnej — na wzór tej, która za kilka dni miała zalać krwią ulice Budapesztu — była jak najbardziej realna.
Rozmowy między polskim Biurem Politycznym a Chruszczowem trwały cały dzień. Według relacji Gomułki, sowiecki przywódca otworzył negocjacje groźbą: „Ten numer wam się nie uda, jesteśmy gotowi do aktywnej interwencji". Chodziło o planowane usunięcie z Biura Politycznego kilku osób kojarzonych z prorosyjskim skrzydłem, w tym marszałka Konstantego Rokossowskiego. Gomułka bronił się spokojnie, ale stanowczo — argumentował, że zmiany są konieczne dla stabilności, a robotnicy warszawscy są zmobilizowani i gotowi do protestu. Ostatecznie Chruszczow ustąpił. 21 października plenum wybrało Gomułkę na I sekretarza KC PZPR.
Reakcja społeczeństwa była euforyczna. 24 października na Placu Defilad w Warszawie odbył się gigantyczny wiec, na który przybyło, wedle szacunków, około 400 tysięcy osób. Gomułka przemawiał z trybuny, potępiał stalinizm, obiecywał reformy i demokratyzację — ale zaraz potem apelował o „dyscyplinę" i ostrzegał przed „reakcyjnymi podżegaczami". Tłum słuchał z entuzjazmem, choć zdania o konieczności pozostawienia wojsk sowieckich w Polsce przyjął z wyraźnym rozczarowaniem.
W następnych tygodniach zmiany następowały szybko. Rokossowski i kilkudziesięciu sowieckich oficerów opuściło Polskę. Prymas Stefan Wyszyński, internowany od września 1953 roku, został uwolniony 28 października. Ponad 80% spółdzielni produkcyjnych na wsi rozpadło się, bo chłopi porzucili wymuszoną kolektywizację z dnia na dzień. Zlikwidowano sklepy „za żółtymi firankami" — tajne placówki handlowe, w których zaopatrywali się uprzywilejowani urzędnicy partyjni. Złagodzono cenzurę. Do kraju wróciło około 250 tysięcy repatriantów ze Związku Radzieckiego. Stalinogród — tak od 1953 roku przemianowano Katowice — odzyskał swoją historyczną nazwę.
Żaden komunistyczny przywódca w Polsce nie dysponował nigdy takim kredytem zaufania. Ale Gomułka nie zamierzał go wykorzystać do dalszych reform. Już w styczniu 1957 roku, przy okazji wyborów do Sejmu, zaapelował o głosowanie „bez skreśleń" na kandydatów z jedynej dopuszczonej listy. Wybory nie były wolne — były jedynie mniej sfałszowane niż poprzednie. W maju 1957 roku zaatakował „rewizjonistów" — tych samych reformatorów, którzy pomogli mu wrócić do władzy. W październiku 1957 roku zamknięto tygodnik „Po prostu" — pismo, które było głosem pokolenia Października. Studenci protestujący przeciwko zamknięciu redakcji zostali rozpędzeni przez milicję pałkami. Gomułka komentował sucho: „Nie będzie drugiego etapu Października".
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
„Mała stabilizacja" — życie w szarości
Gomułka: asceta u sterów władzy
Termin „mała stabilizacja" — zapożyczony z tytułu sztuki Tadeusza Różewicza — trafnie oddawał atmosferę Polski przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Masowy terror w stylu stalinowskim się skończył. Wolność nigdy nie nadeszła. System się ustabilizował: partia rządziła, milicja pilnowała, cenzura obcinała, a ludzie jakoś żyli — kupując to, co akurat „rzucili" do sklepów, stojąc w kolejkach i snując dowcipy o władzy.
Sam Gomułka był postacią osobliwą na tle komunistycznych dygnitarzy. Żył skromnie i oczekiwał tego samego od obywateli. Demonstracyjnie prezentował prosty, „robotniczy" styl życia. Import artykułów spożywczych z Zachodu uważał za zbędny luksus. Słynne stało się jego stwierdzenie, że kapusta kiszona zawiera tyle samo witamin co cytryny. Koneserzy cytrusów odpowiadali, że trudno ją jednak wcisnąć do herbaty. Gomułka nierzadko powtarzał, że przeciętny Polak korzysta z dóbr, o jakich jego dziadkom się nie śniło.
Chleb, węgiel i telewizor — codzienność za Gomułki
W latach 1959–1964 nastąpił realny, choć powolny, wzrost poziomu życia. Powstawały osiedla bloków z prefabrykatów — szare i ciasne, ale dla wielu Polaków oznaczające pierwsze w życiu mieszkanie z bieżącą wodą i kanalizacją. W sklepach pojawiło się więcej towarów — pralki, lodówki, radia, a wreszcie telewizory, które zaczęły zmieniać krajobraz polskich domów. Telewizja Polska rozpoczęła regularne nadawanie w 1953 roku, ale prawdziwy boom telewizyjny nastąpił po 1956 roku, a do połowy lat sześćdziesiątych telewizor — początkowo oglądany zbiorowo u sąsiadów, w świetlicach i klubach — stawał się powoli stałym elementem domowego wyposażenia.
Tyle że gospodarka centralnie planowana nie potrafiła rozwiązać podstawowych problemów zaopatrzeniowych. Kolejki pozostawały stałym elementem codzienności — kto nie stał od szóstej rano po masło, wracał z pustymi rękami. Brakowało mięsa, węgla, artykułów, które w krajach Europy Zachodniej były dostępne bez żadnych ograniczeń. Na wsi sytuacja wyglądała jeszcze gorzej — niedoinwestowane rolnictwo prywatne, pozbawione nowoczesnych maszyn i nawozów, nie było w stanie wyżywić kraju. Polska, kraj o długich tradycjach rolniczych, musiała importować zboże. Trudno o lepszy komentarz do „sukcesów" centralnego planowania.
Motoryzacja pozostawała przywilejem nielicznych. Na polskich drogach królowały archaiczne samochody Warszawa — produkowane na licencji radzieckiej Pobiedy — oraz Syreny, których prototyp zaprezentowano na Targach Poznańskich jeszcze w 1955 roku. Na „normalny" samochód trzeba było czekać latami, a jego cena odpowiadała wieloletnim zarobkom. Przełom nastąpił dopiero pod koniec dekady: w grudniu 1965 roku podpisano umowę licencyjną z włoskim Fiatem, a 28 listopada 1967 roku z taśmy montażowej FSO na Żeraniu zjechał pierwszy egzemplarz Polskiego Fiata 125p. „Duży fiat" stał się od razu obiektem marzeń milionów Polaków i symbolem prestiżu — ale na jego realizację większość z nich musiała czekać kolejne lata.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Wieś — zapomniana przez władzę
Mimo że w drugiej połowie lat pięćdziesiątych większość Polaków wciąż mieszkała na wsi, polityka Gomułki skupiała się na miastach i przemyśle ciężkim. Co prawda po Październiku 1956 roku władze porzuciły forsowną kolektywizację i pozwoliły chłopom gospodarować indywidualnie, ale nie zapewniły im ani kredytów, ani maszyn, ani stabilnych cen skupu. Rolnictwo prywatne, choć wolne od spółdzielczego kagańca, wegetowało — niedokapitalizowane i pozbawione perspektyw.
Efektem tej polityki była masowa migracja ze wsi do miast. Młodzi ludzie uciekali za pracą w fabrykach, za mieszkaniem w bloku i za szansą na edukację. W ciągu dekady proporcje demograficzne zaczęły się nieodwracalnie przesuwać — Polska powoli stawała się krajem miejsko-przemysłowym, choć wiele z nowych osiedli robotniczych niewiele różniło się od wsi pod względem infrastruktury.
Kultura w cieniu — i mimo — władzy
Polska szkoła filmowa — kino, które podbiło świat
Odwilż polityczna trwała krótko, ale impuls kulturalny, jaki dała, przetrwał o wiele dłużej. Najspektakularniejszym tego przejawem była polska szkoła filmowa — zjawisko artystyczne, które w drugiej połowie lat pięćdziesiątych i na początku sześćdziesiątych wyniosło polską kinematografię do rangi światowej.
Kluczową zmianą organizacyjną było wyodrębnienie w 1955 roku tak zwanych zespołów filmowych — unikalnej w skali międzynarodowej formy samorządu artystycznego, dającej reżyserom znacznie większą swobodę twórczą niż w innych krajach bloku. Szczególną rolę odegrał Zespół Realizatorów Filmowych „Kadr" pod kierownictwem Jerzego Kawalerowicza, w którym powstały najważniejsze dzieła nurtu.
Andrzej Wajda — absolwent łódzkiej Szkoły Filmowej, malarz z wykształcenia — zrealizował trylogię wojenną, która na trwałe wpisała się do kanonu światowego kina. Kanał (1957), opowieść o powstańcach warszawskich umierających w podziemnych kanałach, zdobył nagrodę na festiwalu w Cannes. Popiół i diament (1958), z niezapomnianą kreacją Zbigniewa Cybulskiego jako żołnierza AK w ostatnich godzinach wojny, uznawany jest za arcydzieło polskiej kinematografii. Cybulski — w ciemnych okularach i amerykańskiej kurtce wojskowej — stał się ikoną pokolenia, polskim odpowiednikiem Jamesa Deana.
Równolegle Andrzej Munk tworzył filmy o zupełnie innym temperamencie — ironiczne, demitologizujące, kwestionujące heroiczny mit polskiej historii. Jego Eroica (1957) i Zezowate szczęście (1960) stanowiły przenikliwe komentarze do polskiej mentalności i mechanizmów systemu. Munk zginął tragicznie w wypadku samochodowym w 1961 roku, nie ukończywszy Pasażerki — filmu o Auschwitz, który i tak w zmontowanej wersji roboczej zyskał uznanie międzynarodowej krytyki.
Do grona twórców szkoły polskiej należeli również Jerzy Kawalerowicz (Pociąg, Matka Joanna od Aniołów), Kazimierz Kutz (Krzyż Walecznych), Wojciech Jerzy Has i Tadeusz Konwicki. Debiutował też Roman Polański — jego Nóż w wodzie (1962) otrzymał nominację do Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny. Niedługo potem Polański wyjechał na Zachód, rozpoczynając jedną z najbardziej burzliwych karier w dziejach kina.
Polska szkoła filmowa zakończyła się na początku lat sześćdziesiątych, gdy władze partyjne zaczęły ponownie zaciskać kontrolę nad produkcją filmową. Martin Scorsese wspominał później, że polskie filmy z lat pięćdziesiątych wywarły na niego „ogromny wpływ" i wielokrotnie pokazywał je swoim aktorom i operatorom.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Jazz, kabaret i pismo „Po prostu"
Kultura Października nie ograniczała się do kina. Jazz — dotąd traktowany przez władzę jako „imperialistyczna zaraza" — po 1956 roku wyszedł z podziemia i stał się jednym z symboli polskiej odwilży. W piwnicach i klubach studenckich grali muzycy, którzy zyskają międzynarodową renomę — Krzysztof Komeda, Andrzej Trzaskowski, Jerzy „Duduś" Matuszkiewicz. Festiwal jazzowy Jazz Jamboree, zainicjowany w 1958 roku, szybko stał się jednym z najważniejszych wydarzeń muzycznych w Europie Wschodniej.
Rozkwitał kabaret studencki — Studencki Teatr Satyryków (STS) w Warszawie, krakowska Piwnica pod Baranami Piotra Skrzyneckiego — sceny, na których pod płaszczykiem żartu mówiono rzeczy, których nie dało się powiedzieć w prasie. Literatura odzyskała na chwilę oddech: Marek Hłasko publikował bezwzględnie szczere opowiadania o szarości PRL-owskiej codzienności, a Stanisław Lem — już wówczas jeden z najważniejszych pisarzy science fiction na świecie — tworzył powieści, które czytelników zdobywały daleko poza granicami bloku wschodniego.
Tygodnik „Po prostu", pismo młodej inteligencji, stał się w 1956 roku najważniejszym głosem pokolenia Października — odważnym, krytycznym, domagającym się prawdy. Jego nakład sięgał 150 tysięcy egzemplarzy, a każdy numer czytany był przez wielu. Gomułka zamknął redakcję w październiku 1957 roku. Gdy studenci wyszli na ulice w proteście, milicja rozpędziła ich pałkami. Był to jeden z pierwszych wyraźnych sygnałów, że odwilż się kończy.
Ale jeśli ktoś naprawdę potrafił stawiać opór Gomułce, to nie studenci z „Po prostu" — lecz Kościół katolicki.
Kościół i władza — kruchy rozejm
Od porozumienia do konfrontacji
Uwolnienie prymasa Wyszyńskiego w październiku 1956 roku otworzyło nowy rozdział w relacjach między Kościołem a państwem. 8 grudnia 1956 roku podpisano porozumienie między episkopatem a rządem: do szkół powróciła nauka religii, biskupi nominowani przez papieża objęli diecezje na Ziemiach Odzyskanych. W zamian Kościół wsparł Gomułkę — prymas wezwał do udziału w styczniowych wyborach 1957 roku i do głosowania „bez skreśleń". Był to jedyny przypadek w dziejach PRL, gdy społeczeństwo faktycznie zalegitymizowało władzę komunistyczną — nie ze strachu, lecz z nadziei. Frekwencja sięgnęła 94% uprawnionych.
Rozejm nie trwał długo. Już na początku lat sześćdziesiątych władze przeszły do ofensywy. Usunięto naukę religii ze szkół i zdejmowano krzyże z sal lekcyjnych. Zniesiono dni wolne od pracy w Święto Trzech Króli (6 stycznia) i Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia). Oficerom wojska i milicji zabroniono udziału w nabożeństwach, zawierania ślubów kościelnych, a nawet chrzczenia dzieci. W 1961 roku państwo wycofało religię ze szkół ostatecznie, zastępując ją — w ramach działalności propagandowej — świeckim „wychowaniem obywatelskim".
Tysiąclecie kontra Milenium
Najbardziej spektakularnym polem bitwy między Kościołem a władzą stały się obchody Tysiąclecia Państwa Polskiego i Milenium Chrztu Polski, przypadające na rok 1966 — choć faktycznie toczące się od 1957 roku, gdy prymas Wyszyński ogłosił dziewięcioletnią Wielką Nowennę, duchowe przygotowanie narodu do jubileuszu. Kościół organizował uroczyste nabożeństwa, procesje i peregrynację kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej po parafiach całego kraju. Władze odpowiedziały własnym programem: budową „tysiąca szkół na tysiąclecie" oraz organizowaniem imprez sportowych, wieców i festynów w tych samych miejscach i terminach, w których odbywały się uroczystości kościelne. Nie zezwolono papieżowi Pawłowi VI na przyjazd do Polski, mimo oficjalnego zaproszenia episkopatu — co stało się jedną z dotkliwszych porażek wizerunkowych władzy.
Rywalizacja „Tysiąclecia kontra Milenium" trwała przez cały 1966 rok i zakończyła się jednoznaczną porażką propagandową aparatu partyjnego. Miliony Polaków uczestniczyły w uroczystościach kościelnych, demonstrując przywiązanie do wiary i niezależność od państwowej ideologii. Gomułka, zamiast wyciągnąć z tego wnioski, pogłębił konfrontację — co miało się zemścić na jego następcach.
Ciekawostki z drugiej dekady PRL
Lechosław Goździk — robotnik, który omal nie zmienił historii
Jedną z najbardziej fascynujących postaci Polskiego Października był Lechosław Goździk, przewodniczący rady robotniczej w Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu. W październiku 1956 roku to właśnie Goździk mobilizował robotników warszawskich do poparcia Gomułki — organizował wiece, przemawiał, tworzył oddolne struktury samorządu pracowniczego. Rady robotnicze, które w gorączkowej atmosferze jesieni 1956 powstały w setkach zakładów, miały być nową formą demokratyzacji — rzeczywistym wpływem załóg na zarządzanie fabrykami. Gomułka początkowo tolerował rady, a nawet je wspierał. Szybko jednak zrozumiał, że niezależne samorządy robotnicze mogą stać się alternatywnym ośrodkiem władzy. W ciągu dwóch lat rady zostały spacyfikowane, podporządkowane partii lub zlikwidowane. Goździk, pozbawiony wpływów, został przeniesiony na margines — pracował w niewielkich zakładach, z dala od wielkoprzemysłowej klasy robotniczej, której był bohaterem.
List 34 — intelektualiści mówią „dość"
Trzydziestu czterech sygnatariuszy, jeden list, dwie strony maszynopisu. 14 marca 1964 roku wybitni polscy intelektualiści — pisarze, naukowcy, artyści — podpisali pismo do premiera Józefa Cyrankiewicza, protestując przeciwko ograniczeniom wolności słowa i zaostrzeniu cenzury. Wśród sygnatariuszy byli między innymi poeta Antoni Słonimski, pisarz Jan Parandowski, filozof Tadeusz Kotarbiński, historyk Witold Kula i literaturoznawca Jan Józef Lipski. List nie zawierał żadnych rewolucyjnych postulatów — domagał się jedynie respektowania zapisów konstytucji PRL dotyczących wolności słowa i druku. Władze zareagowały furią. Gomułka potraktował list jako atak na system. Wobec sygnatariuszy zastosowano represje — zakazy publikacji, rozwiązywanie umów wydawniczych, przesłuchania przez Służbę Bezpieczeństwa. To, co szczególnie zirytowało władze, nie była sama treść listu, lecz fakt, że po raz pierwszy zorganizowana grupa intelektualistów wystąpiła publicznie — a organizować się bez zgody partii nie było wolno. List 34 uznaje się za jeden z pierwszych przejawów zorganizowanej opozycji intelektualnej w PRL.
Cybulski — gwiazda, która zgasła w biegu
Zbigniew Cybulski, aktor, którego rola w Popiele i diamencie uczyniła ikoną polskiego kina, prowadził życie równie intensywne jak jego ekranowe postaci. Grał w filmach i w teatrze, pisał, reżyserował, prowadził nocne życie towarzyskie. Jego śmierć 8 stycznia 1967 roku — tragiczna i absurdalna zarazem — stała się jednym z najczęściej przywoływanych wydarzeń w historii polskiej kultury. Cybulski spóźnił się na pociąg na dworcu we Wrocławiu i próbował wskoczyć do ruszającego składu. Poślizgnął się na oblodzonej krawędzi peronu i wpadł pod koła. Przewieziony do Szpitala im. Rydygiera, zmarł niecałą godzinę później. Miał trzydzieści dziewięć lat. Wajda poświęcił mu film Wszystko na sprzedaż (1969) — bolesne, osobiste pożegnanie z przyjacielem i z epoką.
Telewizja zmienia Polskę
Dwadzieścia cztery odbiorniki marki „Leningrad" w warszawskich świetlicach — od tego zaczęła się era telewizji w Polsce. Regularna emisja programu ruszyła 23 stycznia 1953 roku, ale prawdziwy boom telewizyjny nastąpił dopiero po 1956 roku. Na początku lat sześćdziesiątych telewizor był wciąż rzadkością — w 1960 roku zarejestrowanych było około 860 tysięcy odbiorników na ponad 29 milionów mieszkańców. Do 1965 roku liczba ta wzrosła do ponad 3 milionów. Telewizja zmieniała nawyki kulturalne Polaków — Teatr Telewizji, Dziennik Telewizyjny i programy rozrywkowe stawały się wspólnym doświadczeniem milionów widzów. Program nadawano początkowo tylko wieczorami, a przed rozpoczęciem emisji wyświetlano planszę testową — jej obraz, choć nudny, elektryzował właścicieli nowych odbiorników samym faktem istnienia.
Cyrankiewicz — wieczny premier
Józef Cyrankiewicz pełnił funkcję premiera PRL od 1947 do 1970 roku, z przerwą w latach 1952–1954 — łącznie ponad dwadzieścia lat. W pierwszej dekadzie był stalinowskim premierem, w drugiej i trzeciej — gomułkowskim, a po Grudniu ‘70 zdołał jeszcze wspiąć się na fotel przewodniczącego Rady Państwa pod Gierkiem. Przetrwał wszystkie przełomy, kryzysy i zmiany warty, dostosowując się do kolejnych przywódców z elastycznością godną akrobaty. To on wygłosił groźbę o „odrąbaniu ręki" po Czerwcu 1956, a kilka miesięcy później stał na trybunie obok Gomułki, popierając „demokratyzację". Polacy żartowali, że jedyną stałą rzeczą w PRL są dwie pewności: podatki i Cyrankiewicz.
Druga dekada PRL — podsumowanie
Druga dekada PRL to opowieść o wielkich nadziejach i szybkich rozczarowaniach. Rok 1956 przyniósł Polsce krwawy Czerwiec w Poznaniu i euforyczny Październik w Warszawie — dwa wydarzenia, które na chwilę otworzyły szczelinę wolności w monolicie systemu. Gomułka, witany jak zbawca, okazał się strażnikiem tego samego porządku — tyle że bez stalinowskiego terroru. „Mała stabilizacja" oznaczała życie znośne, ale pozbawione perspektyw: w sklepach pojawiło się więcej towarów, strachu przed bezpieką ubyło — ale szarość, kolejki i beznadziejność systemu pozostały nietknięte. Gomułka nie potrafił ani nakarmić, ani zelektryzować społeczeństwa.
A przecież pod powierzchnią partyjnej nudy tliła się kultura — filmy Wajdy i Munka, jazz Komedy, kabaret, literatura. Polska szkoła filmowa zyskała światową renomę. Kościół, zamiast ulec presji, umacniał swoją pozycję jedynej niezależnej instytucji w kraju. A pod koniec dekady już było jasne, że polityka Gomułki prowadzi do kolejnego kryzysu — tym razem takiego, z którego nie będzie łatwego wyjścia.
W kolejnej części cyklu przenosimy się do trzeciej dekady PRL — lat 1965–1975. To czas Marca ‘68, krwawego Grudnia ‘70, upadku Gomułki i nadejścia Edwarda Gierka z jego obietnicą, że „Polak będzie żył jak człowiek". Ale o tym — w następnym odcinku.
Literatura i źródła
- Paczkowski A., Pół wieku dziejów Polski 1939–1989, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2005. Monografia historyczna.
- Machcewicz P., Polski rok 1956, Oficyna Wydawnicza Mówią Wieki, Warszawa 1993. Monografia historyczna.
- Eisler J., Siedmiu wspaniałych. Poczet pierwszych sekretarzy KC PZPR, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2014. Opracowanie historyczne.
- Dudek A., Zblewski Z., Utopia nad Wisłą. Historia Peerelu, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008. Opracowanie historyczne.
- Codogni P., Rok 1956, Prószyński i S-ka, Warszawa 2006. Monografia historyczna.
- Poznański Czerwiec 1956 – IPN, Instytut Pamięci Narodowej. Artykuł historyczny instytucji publicznej.
- Poznański Czerwiec '56 – dzieje.pl, dzieje.pl. Artykuł historyczny portalu popularnonaukowego.
- Polski październik 1956 – Wikipedia, Wikipedia. Hasło encyklopedyczne.
- Od nadziei do buntu – dzieje.pl, dzieje.pl. Artykuł historyczny portalu popularnonaukowego.
- Polska szkoła filmowa – Akademia Polskiego Filmu, Akademia Polskiego Filmu. Artykuł edukacyjny o historii kina.
- Mała stabilizacja – Przystanek Historia, Przystanek Historia. Artykuł popularnonaukowy.
- Rok 1956 – poznański Czerwiec i polski Październik – ZPE, Zintegrowana Platforma Edukacyjna. Materiał edukacyjny platformy państwowej.
- Polska odwilż. Oczekiwane zmiany i powrót na stare tory – ZPE, Zintegrowana Platforma Edukacyjna. Materiał edukacyjny platformy państwowej.
- Fiat 125p – dzieje.pl, dzieje.pl. Artykuł historyczny portalu popularnonaukowego.
- PRL – pierwsza dekada – Fale Inspiracji, Artykuł popularnonaukowy.