Iliada. Europejska literatura zaczyna się od kłótni o brankę. Grecki oryginał otwiera słowo mēnin, gniew, i trudno o uczciwszą zapowiedź. Tematem całości będzie furia Achillesa i łańcuch nieszczęść, który uruchomiła jedna obraza w achajskim obozie. Kto sięga po epos w nadziei na konia trojańskiego albo scenę upadku miasta, ten szuka w złym miejscu. Tych epizodów w Iliadzie po prostu nie ma.

Akcja obejmuje około pięćdziesięciu dni dziesiątego, ostatniego roku oblężenia Troi, a otwarta bitwa toczy się w tym czasie przez zaledwie kilka dni. Resztę wypełniają zaraza, kłótnie wodzów, poselstwa, pogrzeby i rozejmy. Z tak wąskiego wycinka wojny powstała opowieść, przy której od blisko trzech tysięcy lat mają robotę filolodzy, archeolodzy, tłumacze i scenarzyści. Sam tytuł pochodzi od Ilionu, drugiej nazwy Troi, i znaczy tyle co opowieść o tym mieście.

W standardowych wydaniach Iliada liczy 15 693 wersy heksametru daktylicznego, podzielone na dwadzieścia cztery księgi, po jednej na każdą literę greckiego alfabetu. Językiem eposu jest sztuczny dialekt literacki oparty na jońskim, z domieszkami eolskimi, jakim nikt nigdy nie mówił na co dzień. Tok akcji spowalniają rozbudowane porównania, w których bitewny zgiełk zderza się z obrazami z życia pasterzy i żniwiarzy; w samej Iliadzie naliczono ich blisko dwieście.

Gniew Achillesa, czyli od czego wszystko się zaczyna

Punkt zapalny stanowi kobieta, a właściwie dwie. Do achajskiego obozu przybywa Chryzes, kapłan Apollona, z okupem za wziętą do niewoli córkę Chryzeidę. Agamemnon, naczelny wódz wyprawy, odprawia starca z pogróżkami. Obrażony bóg zsyła więc na obóz zarazę, która przez dziewięć dni dziesiątkuje najpierw muły i psy, potem ludzi. Wieszczek Kalchas wskazuje przyczynę dopiero wtedy, gdy ochronę obiecuje mu Achilles, najgroźniejszy wojownik Achajów.

Agamemnon zgadza się oddać Chryzeidę, ale żąda rekompensaty i zabiera Achillesowi jego brankę Bryzeidę. Z dzisiejszej perspektywy wygląda to na spór o łup. Dla homeryckiego herosa branka, trójnóg czy rączy koń były jednak widomym znakiem należnej czci, po grecku timē. Publiczne odebranie nagrody równało się odarciu z honoru. Achilles sięga po miecz. Powstrzymuje go Atena. Znieważony wybiera więc inną broń i ogłasza, że wycofuje się z walki razem ze swoimi Myrmidonami, i prosi matkę, morską boginię Tetydę, o interwencję u Zeusa. Władca bogów skinieniem głowy obiecuje, że Achajowie będą przegrywać dotąd, aż zrozumieją, ile wart był zlekceważony wojownik.

Cena tej prywatnej rozgrywki idzie w tysiące istnień. Homer mówi o tym wprost już w pierwszych wersach: gniew Achillesa strącił do Hadesu dusze wielu dzielnych mężów, a ich ciała wydał na żer psom i ptakom. Zapowiedź katastrofy pada, zanim na scenie pojawi się pierwszy bohater.

Achilles sięgający po miecz podczas sporu z Agamemnonem, powstrzymywany przez boginię Atenę
Epos rozpoczyna się od publicznego upokorzenia Achillesa. Gdy Agamemnon odbiera mu Bryzeidę, wojownik niemal sięga po miecz, lecz powstrzymuje go Atena. Achilles odpowiada wycofaniem się z walki.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.

Wojna toczy się bez najlepszego wojownika

Kolejne księgi sprawdzają, ile achajska armia jest warta bez swojego mistrza. Słynny katalog okrętów w księdze drugiej wylicza siły najeźdźców, w sumie ponad tysiąc sto jednostek z całego greckiego świata, od Krety i Rodos po Itakę i Mykeny, przez co spis służył późniejszym Grekom za poetycką mapę ich własnych początków. Naprzeciw stają Trojanie i ich sojusznicy z Azji Mniejszej. W księdze trzeciej wojna omal się nie kończy. Parys, sprawca całego zamieszania, staje do pojedynku z Menelaosem, mężem uprowadzonej Heleny, i przegrywa, lecz Afrodyta wynosi ulubieńca z pola w obłoku, prosto do sypialni. Kruchy rozejm pęka, gdy trojański łucznik Pandaros, podjudzony przez Atenę, rani Menelaosa strzałą. Bogini chciała wojny i wojnę dostała.

Zaczyna się wielka bitwa. Diomedes szaleje tak, że ostrze jego włóczni dosięga dwojga bogów, Afrodyty i Aresa. Hektor, najstarszy syn króla Priama i filar trojańskiej obrony, wraca na krótko do miasta. Przy Bramie Skajskiej żegna się z żoną Andromachą i małym synkiem, który wybucha płaczem na widok ojcowskiego hełmu z powiewającą kitą. Wojownik zdejmuje hełm, całuje dziecko i odchodzi na pole, choć oboje małżonkowie przeczuwają finał. Czytelnicy zatrzymują się przy tym pożegnaniu z księgi szóstej dłużej niż przy niejednej bitwie.

Kolejny pojedynek, tym razem Hektora z Ajasem, kończy się o zmroku bez rozstrzygnięcia, a przeciwnicy wymieniają się darami. Potem szala przechyla się na stronę Trojan. Zeus, wierny obietnicy danej Tetydzie, zakazuje bogom mieszać się do walki, a Achajowie zostają zepchnięci do obozu nad brzegiem, naprędce otoczonego wałem i palisadą. Nocą Agamemnon wysyła do Achillesa poselstwo: Odyseusza, Ajasa i Fojniksa, dawnego wychowawcę herosa. Oferta jest oszałamiająca: siedem trójnogów, dziesięć talentów złota, dwadzieścia kotłów, dwanaście koni, siedem branek, zwrot Bryzeidy, ręka królewskiej córki i siedem miast w posagu. Achilles odmawia. W jego odpowiedzi pada jedno z kluczowych wyznań eposu: matka przepowiedziała mu dwa losy, długie życie w domu bez sławy albo śmierć pod Troją okupioną wieczną chwałą. Tej nocy heros deklaruje, że wybiera powrót. Słuchacze pieśni dobrze wiedzieli, że deklaracja nie ma pokrycia.

Hektor żegnający Andromachę i małego Astyanaksa przy bramie Troi
Pożegnanie Hektora z Andromachą i synem należy do najbardziej przejmujących scen poematu. Wojownik wie, że jego obowiązek prowadzi go z powrotem na pole bitwy, choć przeczuwa klęskę miasta i los własnej rodziny.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.

Patroklos w cudzej zbroi

Trojanie docierają wreszcie do okrętów i podpalają pierwszy z nich. Wtedy do namiotu Achillesa przychodzi zapłakany Patroklos, jego najbliższy przyjaciel. Prosi o pozwolenie na wyjście do walki w zbroi Achillesa, by samym widokiem słynnego pancerza odepchnąć wroga od statków. Achilles się zgadza, zastrzega jednak wyraźnie: odeprzeć ogień i wracać, żadnej pogoni pod mury.

Plan działa aż za dobrze. Trojanie na widok znajomego rynsztunku rzucają się do ucieczki, a Patroklos zabija między innymi Sarpedona, syna samego Zeusa, i w bojowym uniesieniu zapomina o instrukcji. Pod murami dosięga go Apollon, który ogłusza herosa i strąca mu hełm w pył. Włócznią trafia go Euforbos. Śmiertelny cios zadaje Hektor. Umierający Patroklos zdąży jeszcze zapowiedzieć zwycięzcy rychłą śmierć z ręki Achillesa. Hektor zdziera z ciała zbroję i zakłada ją na siebie. Zeus, patrząc na to z góry, kręci głową nad człowiekiem, który stroi się w łup po zabitym, i tylko odracza jego wyrok.

Patroklos w zbroi Achillesa prowadzący Myrmidonów do walki pod Troją
Patroklos wkłada zbroję Achillesa, aby samym jej widokiem odepchnąć Trojan od płonących okrętów. Sukces prowadzi go jednak zbyt daleko — aż pod mury miasta i ku śmierci, która sprowadzi Achillesa z powrotem na pole walki.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.

Wieść o stracie łamie Achillesa w pół. Heros tarza się w pyle, a jego krzyk słychać w morskich głębinach, skąd wynurza się Tetyda. Matka zamawia u boskiego kowala Hefajstosa nowy rynsztunek. Opis tarczy, na której bóg wykuwa cały świat, wesele w mieście, sąd na rynku, żniwa i korowód taneczny, uchodzi za podręcznikowy przykład ekfrazy, czyli literackiego opisu dzieła sztuki. Uzbrojenie homeryckich wojowników do dziś zresztą rozpala wyobraźnię badaczy; o jednym z późniejszych greckich wynalazków, lnianym pancerzu zwanym linothoraksem, pisaliśmy osobno.

Hefajstos wykuwający dla Achillesa tarczę przedstawiającą miasta, pola, morze i niebo
Na nowej tarczy Achillesa Hefajstos wykuwa nie tylko wojnę, lecz cały świat: miasta, sąd, wesele, żniwa, pasterzy, taniec, gwiazdy i ocean. Ten rozbudowany opis stanowi jeden z najsłynniejszych przykładów ekfrazy w literaturze.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.

Śmierć Hektora i noc króla Priama

Achilles godzi się z Agamemnonem, odzyskuje Bryzeidę i wraca na pole z jedną myślą. Dalszy ciąg przypomina raczej kataklizm niż walkę. Rzeka Skamander, zapchana ciałami, występuje z brzegów i próbuje utopić herosa, którego ratuje dopiero ogień zesłany przez Hefajstosa. Trojanie kryją się za murami. Na zewnątrz zostaje sam Hektor, głuchy na błagania rodziców patrzących z wież.

Pojedynek poprzedza scena, o której rzadko pamiętają ci, co znają mit wyłącznie z opowieści. Hektor na widok nadbiegającego Achillesa rzuca się do ucieczki i trzykrotnie okrąża miasto. Zeus kładzie wtedy na złotej wadze losy obu wojowników. Szala Hektora opada ku Hadesowi. Atena przybiera postać jego brata Deifoba i podstępem nakłania Trojanina do zatrzymania się. Hektor ginie od ciosu w szyję. Umierając, prosi jeszcze o wydanie ciała rodzinie. Achilles odmawia z furią, przewleka rzemienie przez pięty zabitego i wlecze zwłoki za rydwanem na oczach Priama i Andromachy.

Achilles i Hektor stający do ostatecznego pojedynku przed murami Troi
Hektor pozostaje sam przed murami Troi. Po trzykrotnym okrążeniu miasta zatrzymuje się i staje do walki z Achillesem, choć boska waga losu przesądziła już o wyniku pojedynku.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.

Gniew nie wygasa nawet po pogrzebie Patroklosa, uświetnionym igrzyskami z wyścigiem rydwanów, walką na pięści, zapasami i biegiem; zawody te bywają wskazywane jako literacka zapowiedź greckiej kultury igrzysk. Przez kolejne dni Achilles włóczy ciało Hektora wokół mogiły przyjaciela, a bogowie chronią zwłoki przed rozkładem. W końcu Zeus mówi: dość. Nocą do achajskiego obozu przybywa stary Priam, prowadzony przez Hermesa. Król całuje dłonie zabójcy swoich synów i prosi o ciało. Obaj płaczą, każdy nad kimś innym: Priam nad Hektorem, Achilles nad starym ojcem, którego już nie zobaczy, i nad Patroklosem. Płacz cichnie. Achilles mówi wtedy o dwóch beczkach stojących u progu Zeusa: z jednej bóg czerpie dla ludzi zło, z drugiej dobro, przy czym nikt nie dostaje wyłącznie z tej drugiej. Potem namawia gościa do jedzenia i sięga po przykład Niobe, której Apollon i Artemida wybili sześciu synów i sześć córek, a która po dziewięciu dniach nad niepogrzebanymi ciałami w końcu przypomniała sobie o chlebie. Dwaj wrogowie zasiadają do wspólnego posiłku i patrzą na siebie z podziwem. Achilles wydaje ciało i obiecuje rozejm na czas uroczystości. Poemat zamyka pogrzeb Hektora; ostatni wers żegna bohatera epitetem poskramiacza koni. O zdobyciu Troi nie pada ani słowo.

Stary król Priam błagający Achillesa o wydanie ciała Hektora w nocnym obozie Achajów
Nocą Priam przychodzi do namiotu Achillesa i prosi o ciało syna. Dwaj wrogowie płaczą razem nad własnymi zmarłymi, a gniew ustępuje na chwilę współczuciu. „Iliada” kończy się pogrzebem Hektora, nie zdobyciem Troi.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.

Czego w Iliadzie nie ma

Lista nieobecności zaskakuje każdego, kto zna mit trojański z popularnych streszczeń. W poemacie nie występuje koń trojański. O drewnianej machinie opowiada dopiero Odyseja w pieśni ósmej, gdzie o podstępie śpiewa na dworze Feaków aojda Demodok, a najsłynniejszy opis nocy zagłady dał Wergiliusz w drugiej księdze Eneidy. Brakuje także śmierci Achillesa. Epos wielokrotnie ją zapowiada, ale kurtyna zapada wcześniej. Historia o pięcie jako jedynym wrażliwym punkcie herosa pochodzi z jeszcze późniejszej tradycji, którą w rozwiniętej formie zapisał rzymski poeta Stacjusz dopiero w pierwszym wieku naszej ery. Homerowy Achilles jest po prostu śmiertelny i doskonale o tym wie.

Podobnie z sądem Parysa. Do konkursu piękności, od którego zaczęła się cała wojna, poemat nawiązuje jednym zdawkowym wspomnieniem w ostatniej księdze. Porwanie Heleny, pierwsze dziewięć lat oblężenia, upadek miasta i powroty bohaterów rozgrywają się poza kadrem. Starożytni wypełniali te luki poematami tak zwanego cyklu epickiego, między innymi Kypriami i Zburzeniem Ilionu, które znamy dziś wyłącznie ze streszczeń i drobnych fragmentów. Grecka publiczność świetnie znała całą historię, więc pieśniarz mógł sobie pozwolić na wąski kadr. Wybrał kilkadziesiąt dni i jedną emocję, a resztę mitu potraktował jako tło.

Nie były to zagubione księgi Iliady, bo ta dotrwała do nas w komplecie, ani opowieści równoległe. Osobne eposy innych poetów, przypisywane Arktinosowi z Miletu, Leschesowi z Lesbos czy Stasinosowi, ułożono kilkaset lat po Homerze tak, by nie zachodziły na jego tekst. Kypria kończą się tam, gdzie Iliada się zaczyna. Etiopida podejmuje akcję od pogrzebu Hektora i opisuje śmierć Achillesa od strzały Parysa kierowanej przez Apollona. Mała Iliada relacjonuje między innymi budowę drewnianego konia, Zburzenie Ilionu rzeź miasta, a Powroty i Telegonia domykają losy ocalałych. Całość tworzyła ciągły łańcuch od jajka Ledy po śmierć Odyseusza, z dwoma poematami homeryckimi wpasowanymi w środek niczym gotowe ogniwa. Z tej konstrukcji ocalały pojedyncze cytaty i streszczenie sporządzone przez Proklosa, więc o wielu szczegółach mitu wiemy dziś mniej, niż sugerowałaby jego popularność.

Bogowie schodzą na pole bitwy

Olimp przypomina w eposie podzieloną rodzinę, która kibicuje dwóm drużynom naraz. Hera, Atena i Posejdon wspierają Achajów, po stronie Troi stoją Apollon, Ares, Afrodyta i Artemida, a Zeus lawiruje pomiędzy obozami, pilnując ogółu. Bogowie nie poprzestają na kibicowaniu. Odbijają włócznie i podszeptują decyzje. Potrafią wynieść ulubieńca z pola walki w obłoku, a czasem sami obrywają, jak Afrodyta, która po draśnięciu ręki ucieka z płaczem na Olimp i słyszy od Zeusa, że wojna nie jest zajęciem dla niej. Chwilę później ranny Ares skarży się ojcu i słyszy, że ze wszystkich mieszkańców Olimpu jest mu najbardziej obmierzły.

Najzabawniejszy epizod boskiej intrygi rozgrywa się w księdze czternastej. Hera, chcąc pomóc Achajom za plecami męża, uwodzi Zeusa przy pomocy pożyczonej od Afrodyty czarodziejskiej przepaski i usypia go na szczycie Idy. Komizm sąsiaduje tu z grozą, bo w tym samym czasie na równinie giną ludzie. Na kontraście beztroski nieśmiertelnych z powagą ludzkiego losu poemat gra od pierwszej do ostatniej księgi. Bogom nic naprawdę nie grozi, dlatego ich wojna jest teatrem. Stawką ludzi jest wszystko.

Ponad bogami majaczy jeszcze mojra, bezosobowy przydział losu. Zeus rozważa uratowanie Sarpedona, własnego syna, i ustępuje po ostrej reprymendzie Hery: jeśli raz złamie porządek, każdy bóg zacznie wyciągać swoich ulubieńców spod ciosów. Na znak żałoby władca Olimpu spuszcza więc na ziemię krwawy deszcz. W świecie Iliady nawet on okazuje się bardziej zarządcą konieczności niż jej panem.

Honor, sława i krótkie życie

Świat homeryckich herosów działa według twardej ekonomii honoru. Pozycję wojownika mierzy się udziałem w łupach i miejscem przy uczcie, a naruszenie tej hierarchii wymaga odpowiedzi, inaczej heros przestaje się liczyć. Z tej perspektywy upór Achillesa przestaje być kaprysem. Agamemnon publicznie podważył całą jego wartość, a przeprosiny bez osobistego uniżenia niczego nie naprawiały. Obok czci filarem kodeksu jest kleos, sława utrwalona w pieśni. Skoro po śmierci czeka człowieka wyblakła egzystencja cienia w Hadesie, jedyną dostępną nieśmiertelnością pozostaje pamięć o czynach. Achilles świadomie kupuje ją za cenę życia.

Jak dosłownie działa ta ekonomia, pokazuje epizod z księgi szóstej. Walczący po stronie Troi Licyjczyk Glaukos i Diomedes rozpoznają w sobie na polu bitwy potomków rodów związanych dawną gościną, rezygnują z pojedynku i na znak przyjaźni wymieniają zbroje. Homer odnotowuje przy tym oschle, że Zeus odebrał Glaukosowi rozum, skoro oddał złoty rynsztunek wart sto wołów za brązowy wart dziewięć.

Hektor reprezentuje inny wariant tego samego systemu. Walczy, bo wstydziłby się spojrzeć w oczy Trojanom i Trojankom, gdyby uchylił się od boju, a na jego barkach spoczywa los miasta, starych rodziców, żony i dziecka. Homer poświęca obrońcy Troi tyle samo uwagi i czułości co Achillesowi. Scenę pożegnania z Andromachą skomponował tak, że od wieków większe współczucie czytelników budzą oblężeni. W poemacie o wojnie Greków z mieszkańcami Azji nie ma narodowej propagandy. Obie strony mówią u Homera tym samym językiem i czczą tych samych bogów. Umiera się po obu stronach identycznie.

Ta bezstronność uderzała już starożytnych komentatorów. Wróg nie został tu odczłowieczony ani ośmieszony, a za najszlachetniejszą postać eposu wielu interpretatorów uznaje pokonanego Hektora.

Kim był Homer

O autorze najsłynniejszego poematu Europy nie wiemy nic pewnego. Starożytni wyobrażali go sobie jako niewidomego śpiewaka z wybrzeży Azji Mniejszej, a według znanego epigramatu o miano jego ojczyzny spierało się siedem miast, w tym Smyrna i Chios. Zachowane antyczne żywoty poety, pełne cudownych anegdot, mówią więcej o potrzebach późniejszych czytelników niż o samym twórcy, bo powstawały setki lat po jego śmierci i przeczą sobie nawzajem w niemal każdym szczególe. Już aleksandryjscy uczeni wątpili, czy Iliada i Odyseja wyszły spod jednej ręki. Nowożytny spór otworzył w 1795 roku niemiecki filolog Friedrich August Wolf, dowodząc, że poematy sklejono z krótszych pieśni. Tak zwana kwestia homerycka podzieliła badaczy na zwolenników wielu autorów i obrońców jednego geniuszu, a dyskusja ciągnęła się przez cały dziewiętnasty wiek.

Spór rozstrzygnęła dopiero metoda, o jakiej dziewiętnastowieczni filolodzy nawet nie pomyśleli. Amerykański filolog Milman Parry wykazał w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku, że stałe epitety w rodzaju szybkonogiego Achillesa albo Hektora o połyskliwym hełmie tworzą precyzyjny system dopasowany do miar heksametru. Poeta z piórem w ręku nie potrzebuje takich ułatwień. Potrzebuje ich ktoś, kto układa wiersz w tempie własnego śpiewu, przed publicznością.

Z samego tekstu więcej wyciągnąć się nie dało, a sceptycy mieli gotową odpowiedź: żaden analfabeta nie utrzyma spójnej fabuły przez piętnaście tysięcy wersów. Parry postanowił więc takiego poetę znaleźć. Żywego. W latach trzydziestych razem ze swoim uczniem Albertem Lordem woził po Bałkanach aparaturę nagrywającą i rejestrował guslarów, ludowych pieśniarzy z gęślami. Zdjęcia płytowe pokazały coś, czego nie da się wyczytać z żadnego rękopisu: pieśniarz nie recytuje z pamięci ustalonego tekstu. Składa ją na żywo z gotowych formuł i scen, za każdym razem nieco inaczej, a długość dopasowuje do cierpliwości słuchaczy. Ta sama pieśń nigdy nie brzmi tak samo dwa razy. Niepiśmienny rzeźnik Avdo Međedović podyktować potrafił pieśń liczącą ponad dwanaście tysięcy wersów, prawie tyle co Odyseja, rozwijając wątek znany mu z drukowanej wersji krótszej pięciokrotnie.

Spór Wolfa okazał się przez to źle postawiony. Alternatywa między jednym geniuszem a zlepkiem cudzych pieśni rozpływa się, gdy tradycja jest zbiorowa, a wykonanie zawsze jednostkowe. Homer mógł być jednym i drugim naraz.

Tekst w znanej nam postaci został najpewniej skomponowany w drugiej połowie ósmego wieku przed naszą erą, choć część filologów przesuwa tę datę na początek wieku siódmego. Grecy dysponowali wtedy świeżo przejętym od Fenicjan alfabetem, pierwszym pismem w ich świecie od upadku mykeńskich pałaców i zapomnienia sylabariusza zwanego pismem linearnym B. Czy za ostateczną wersją stał jeden genialny śpiewak, czy redaktor scalający cudze pieśni, pozostaje kwestią otwartą. Późniejsza tradycja utrzymywała, że recytacje obu eposów uporządkowano w Atenach doby Pizystratydów, gdy rapsodowie występowali kolejno podczas Wielkich Panatenajów. Imię Homer funkcjonuje dziś raczej jako etykieta całej tradycji niż metryka konkretnej osoby.

Jak tekst przetrwał trzy tysiące lat

Do naszych czasów tekst dotarł dzięki długiej sztafecie bibliotekarzy i kopistów. W trzecim i drugim wieku przed naszą erą filolodzy z Biblioteki Aleksandryjskiej, z Zenodotem i Arystarchem na czele, porównywali krążące odpisy i oznaczali wersy podejrzane o późniejsze wstawki. Najpewniej im zawdzięczamy podział na księgi. Z epoki hellenistycznej i rzymskiej zachowały się setki papirusowych strzępów z fragmentami poematu, znajdowanych głównie w Egipcie, dzięki czemu Homer pozostaje najlepiej poświadczonym autorem antyku.

Najstarszy kompletny rękopis, słynny Wenetus A, powstał w Bizancjum w dziesiątym wieku i przechowuje na marginesach bezcenne notatki antycznych komentatorów. Do Wenecji trafił z księgozbiorem kardynała Bessariona, greckiego uchodźcy, który podarował swoją bibliotekę miastu. W Bizancjum epos pozostawał zresztą podstawą szkolnego wykształcenia aż do upadku Konstantynopola. Pierwsze drukowane wydanie greckiego tekstu, przygotowane przez Demetriosa Chalkokondylesa, ukazało się we Florencji z datą 1488 roku, nieco ponad trzy dekady po tym, jak Gutenberg uruchomił swoją prasę. Wenecka oficyna Aldusa Manucjusza wypuściła w 1504 roku poręczną edycję w małym formacie, opartą na tekście florenckim. Od tamtej pory epos nie zszedł z maszyn drukarskich ani na chwilę.

Czy wojna trojańska zdarzyła się naprawdę

Dla starożytnych Greków wojna trojańska była po prostu historią. Eratostenes wyliczył nawet datę upadku miasta na rok 1184 przed naszą erą. Nowożytna nauka długo traktowała Troję jako czystą fikcję, aż do wykopalisk Heinricha Schliemanna. Ten niemiecki kupiec i samouk rozpoczął w 1871 roku prace na wzgórzu Hisarlik w dzisiejszej Turcji, kierując się wskazówkami geograficznymi z poematu oraz sugestiami brytyjskiego badacza Franka Calverta. Znalazł potężne fortyfikacje i skarb złotych ozdób, ochrzczony natychmiast skarbem Priama. Kopał jednak metodami, od których dzisiejszym archeologom cierpnie skóra, i przebił się na wylot przez warstwy, których szukał. Miał rację co do miejsca. Mylił się co do warstwy. Jego złoto pochodziło z osady starszej od hipotetycznej wojny o przeszło tysiąc lat.

Porządek wprowadzili następcy: Wilhelm Dörpfeld, później Carl Blegen, a od 1988 roku ekipa Manfreda Korfmanna. Wzgórze kryje co najmniej dziewięć nawarstwionych osad z okresu od wczesnej epoki brązu po czasy rzymskie. Do roli homeryckiej Troi najlepiej pasują dwie z nich; młodsza zginęła w pożarze około 1180 roku przed naszą erą, a w jej gruzach znaleziono groty strzał i niepogrzebane ludzkie szczątki. Badania Korfmanna ujawniły ponadto rozległe dolne miasto, znacznie większe od samej cytadeli.

Osobny trop przyszedł z archiwów imperium Hetytów. W tabliczkach z Hattusy pojawia się kraj Wilusa, w którym większość badaczy rozpoznaje grecki Ilios, oraz mocarstwo Ahhijawa, utożsamiane z Achajami. Około 1280 roku przed naszą erą hetycki władca zawarł traktat z królem Wilusy imieniem Alaksandu, co kusząco przypomina Aleksandra, drugie imię Parysa. Jeden z listów wspomina nawet dawny zbrojny zatarg o Wilusę. Dowodu na wojnę z poematu wciąż z tego nie ma. Jest za to obraz regionu, w którym mykeńscy Grecy rzeczywiście rywalizowali o miasto nad Dardanelami. Pamięć o tamtym świecie przetrwała w formułach pieśni; Homer opisuje na przykład hełm z kłów dzika, autentyczny mykeński rynsztunek, który wyszedł z użycia setki lat przed narodzinami poety. Podobnym reliktem jest ogromna tarcza Ajasa, zasłaniająca wojownika niczym mur, znana z mykeńskich malowideł i dawno zapomniana w epoce archaicznej.

Iliada po polsku i dziś

Polszczyzna mierzy się z Homerem od ponad czterech stuleci. Pierwszą próbą był fragment księgi trzeciej w tłumaczeniu Jana Kochanowskiego, ogłoszony w pośmiertnym wydaniu dzieł poety z 1585 roku jako Monomachija Parysowa z Menelausem. Pełny przekład dał dopiero pijar Franciszek Ksawery Dmochowski. Jego rymowana, pisana trzynastozgłoskowcem Iliada, ogłaszana częściami od 1791 i ukończona w 1801 roku, zaczyna się od słów „Achilla śpieway, Muzo, gniew obfity w szkody” i przez cały dziewiętnasty wiek kształtowała wyobraźnię polskich czytelników, choć tłumacz wspierał się francuską wersją Anne Dacier i angielską Alexandra Pope’a. Powszechnie cytowany dziś incipit „Gniew Achilla, bogini, głoś, obfity w szkody” pochodzi z późniejszej redakcji tego przekładu. Zmiana sięga głębiej niż jeden wers, bo u Dmochowskiego rządzi Jowisz, a pod Troją walczy Ulisses; współczesne wydania przywracają im greckie imiona, których oświeceniowy pijar świadomie nie używał. Przekład ugruntował przy okazji trzynastozgłoskowiec jako rodzime metrum epickie, to samo, po które pół wieku później sięgnie Mickiewicz w Panu Tadeuszu. Fragmenty przekładali u nas również Słowacki i Norwid, ale pełnych wersji powstało w sumie dziesięć, od Dmochowskiego po Nikosa Chadzinikolau (2001). W drugiej połowie dwudziestego wieku ogłosili swoje tłumaczenia Ignacy Wieniewski i Kazimiera Jeżewska; wersja Jeżewskiej, wydawana w serii Biblioteka Narodowa, pozostaje dziś szkolnym standardem.

Kultura masowa też nie zostawiła poematu w spokoju. Madeline Miller opowiedziała historię Achillesa i Patroklosa jako romans w Pieśni o Achillesie z 2011 roku, a Pat Barker oddała głos brankom w Milczeniu dziewcząt z 2018 roku. Hollywood w filmie Troja z 2004 roku usunęło bogów i skleiło dziesięć lat wojny w kilka tygodni. Premiera nowego przekładu Emily Wilson urosła w 2023 roku na anglojęzycznym rynku do rangi wydarzenia sezonu, z recenzjami w największych dziennikach.

Najmocniejszą współczesną lekturę eposu zaproponowała jednak Simone Weil. W eseju pisanym u progu drugiej wojny światowej, a ogłoszonym już po klęsce Francji, nazwała Iliadę poematem o sile, która każdego, kto się z nią zetknie, zamienia w rzecz: zabitego w zwłoki, a zwycięzcę w narzędzie. Homer, dowodziła, pokazał ten mechanizm bez znieczulenia i bez taryfy ulgowej dla którejkolwiek ze stron. Ówcześni czytelnicy nie potrzebowali do tej diagnozy żadnych przypisów.

Literatura i źródła