W 2004 roku w jednej z gwinejskich jaskiń naukowcy opisali nowy gatunek karaczana. Pięć lat później człowiek zniszczył jego jedyne znane siedlisko i owada uznano za wymarłego w naturze. Cała znana populacja zmieściła się w kilku terrariach rozsianych po europejskich ogrodach zoologicznych.
Teraz jedno z tych terrariów ma stanąć w Łodzi — pod ziemią, w korytarzach stylizowanych na wnętrze kopalni, w ramach pierwszego w Polsce podziemnego zoo. W mieście, które jeszcze niedawno kojarzyło się wyłącznie z cegłą fabryk i ulicą Piotrkowską.
To nie jest odosobniony gest. Łódzki ogród zoologiczny, założony w 1938 roku od jednego jelenia złapanego w centrum miasta, przeszedł w ciągu ostatniej dekady transformację, której skala nie ma odpowiednika w polskiej zoologii. Orientarium za 262 miliony złotych. Podwodny tunel z akrylem z Australii i Chin, trzysta kilometrów od najbliższego morza. Największy słoń indyjski w Europie. Jedyne w Polsce orangutany sumatrzańskie, krokodyle gawialowe, ryby gitarowe.
A teraz — karaczan, który nie ma dokąd wrócić.
Ile gatunków potrzebuje kogoś, kto zbuduje im dom, zanim zniknie ostatnia jaskinia?