W czerwcu 2026 roku przy fasadzie Centrum Kennedy’ego w Waszyngtonie stanęły rusztowania. Sąd federalny rozstrzygnął, że nazwę tej instytucji ustanowił Kongres i nikt poza nim nie może jej ruszyć, więc litery wiszące tam od grudnia miały zniknąć w ciągu dwóch tygodni.
Wcześniej zarząd — powołany przez prezydenta i przez prezydenta prowadzony — zagłosował za dopisaniem jego nazwiska do nazwy gmachu. Kongresmence, która próbowała zgłosić sprzeciw, wyciszono połączenie. Litery zamontowano nazajutrz.
13 sierpnia 2026 roku ten sam zarząd zagłosował raz jeszcze. Za powrotem nazwiska na mur.
Rusztowania stoją nadal. Ta sama konstrukcja, przeciwny kierunek montażu. Instytucja kultury czeka, aż ktoś rozstrzygnie, co ma trzymać jej fasada: nazwę zapisaną w ustawie czy nazwisko przegłosowane w sali obrad.
Przy wojnie, cłach i ułaskawieniach spór o litery na budynku wygląda drobno. Może właśnie dlatego widać w nim mechanizm czyściej niż gdzie indziej. Zarząd nie zagłosował wbrew prawomocnemu wyrokowi przez pomyłkę ani z przebiegłości. Zagłosował, bo uznał, że wie, kto tu naprawdę rozstrzyga.
Co myśli przechodzień mijający te same rusztowania po raz drugi w ciągu roku?