Zwój papirusu, który uchodzi dziś za najstarszy znany, leżał w grobowcu egipskiego dostojnika Hemaki, mniej więcej czterdzieści dziewięć wieków temu. Nie zapisano na nim ani jednego znaku.
Czysty arkusz, zwinięty i złożony wśród przedmiotów, które miały zmarłemu służyć dalej. Najstarsze zachowane teksty spisane na tym materiale są o kilka stuleci młodsze i pochodzą z portu nad Morzem Czerwonym, z czasów czwartej dynastii.
Zaczynamy więc od rzeczy, która nie chce nam nic powiedzieć.
Bardzo chcielibyśmy, żeby powiedziała. Żeby ktoś obok tego zwoju zanotował, że nowy nośnik jest lekki i kruchy, że znak położony trzciną nie ma powagi znaku wykutego w ścianie grobowca, że skryba zwolniony z pracy w kamieniu przestanie się starać. Takich zdań nie mamy. Nie zachowała się żadna egipska skarga na papirus.
Cisza jest niewygodna, bo psuje opowieść, którą lubimy powtarzać przy każdym kolejnym narzędziu do pisania: dawniej też się bali, a potem wszystko jakoś się ułożyło. Opowieść jest kojąca i dlatego chętnie uzupełniamy jej luki. Dopisujemy ludziom sprzed pięciu tysięcy lat kwestie, których nigdy nie wypowiedzieli, żeby nasze własne kłótnie wyglądały na kolejną odsłonę czegoś dawno rozstrzygniętego.
Sęk w tym, że pusty zwój niczego nie potwierdza. Nie mówi też, że tamci ludzie niczego się nie obawiali. Mówi tylko tyle, że nie wiemy, a to jest zupełnie inne zdanie.