Marcin Matczak. Między literą prawa a prawem do buntu
W starej prawniczej przypowieści weneckie prawo surowo zakazywało rozlewania krwi na ulicy. Pewnego dnia lekarz uratował chorego, który leżał na drodze, upuszczając mu krwi. Formalistyczny sędzia uznał, że przepis został złamany, i lekarza skazał. Wyrok brzmi absurdalnie. Sędziego trudno jednak po prostu wyśmiać. Nie wiedział na pewno, po co ustanowiono zakaz. Może chodziło o bójki i uliczne awantury, a może o ochronę miasta przed zarazą. Skoro celu nie znał, wolał nie poprawiać prawodawcy i schronił się w starej formule dura lex, sed lex, czyli twarde prawo, ale prawo. ...