Park Śląski i Central Park. Dwie biografie miejskiej zieleni
W 1825 roku dwudziestopięcioletni Andrew Williams, czarnoskóry czyścibut z Manhattanu, kupił trzy działki za 125 dolarów. Przez następne trzydzieści lat na tym gruncie wyrosła Seneca Village — pierwsza zorganizowana wspólnota wolnych Afroamerykanów posiadających ziemię w Nowym Jorku. Trzy kościoły, dwie szkoły, trzy cmentarze. Posiadanie gruntu dawało czarnoskórym mężczyznom prawo głosu. To była wolność wpisana w akt notarialny. W 1857 roku miasto zburzyło wszystko, żeby zbudować Central Park. Sto lat później, po drugiej stronie Atlantyku, tysiące ludzi wychodziło w soboty z łopatami na hałdy i bagna między Chorzowem a Katowicami. Ziemia, którą nosili, miała przykryć rany po kopalniach — kwaśną glebę, zapadliska, dzikie wysypiska. Przywieźli miliony metrów sześciennych nowego gruntu, żeby cokolwiek mogło tu zakorzenić się na nowo. Nikt ich nie wywłaszczał. Ale nikt ich też nie pytał, czy wolą odpoczywać, czy kopać. ...