Na przełomie stycznia i lutego 2023 roku relacje między dwoma największymi mocarstwami świata wkroczyły w fazę głębokiego kryzysu za sprawą obiektu, który pojawił się na niebie nad Ameryką Północną. Incydent z chińskim balonem — określanym przez Waszyngton mianem „szpiegowskiego", a przez Pekin jako „zbłąkany statek meteorologiczny" — doprowadził do gwałtownego ochłodzenia stosunków dwustronnych i odwołania pierwszej od lat planowanej wizyty amerykańskiego sekretarza stanu w Chinach. Wydarzenie to, choć z perspektywy czasu oceniane jako mniej groźne niż początkowo sądzono, stało się katalizatorem zmian o dalekosiężnych konsekwencjach dla architektury bezpieczeństwa w całym regionie Azji i Pacyfiku.

Kontekst: stosunki USA–Chiny przed incydentem

Aby zrozumieć, dlaczego balon wywołał tak gwałtowną reakcję, trzeba spojrzeć na stan stosunków amerykańsko-chińskich w momencie, gdy pojawił się on na radarach Pentagonu. Rok 2022 był jednym z najtrudniejszych w historii relacji bilateralnych od czasu normalizacji z lat 70. ubiegłego stulecia. Wizyta przewodniczącej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi na Tajwanie w sierpniu 2022 roku wywołała chińskie ćwiczenia wojskowe na bezprecedensową skalę wokół wyspy. Nałożone przez Waszyngton restrykcje eksportowe na zaawansowane układy półprzewodnikowe uderzyły w chińskie ambicje technologiczne. National Security Strategy opublikowana przez administrację Bidena w październiku 2022 roku wprost wskazywała Chińską Republikę Ludową jako „jedynego konkurenta posiadającego zarówno zamiar przekształcenia porządku międzynarodowego, jak i rosnącą potęgę gospodarczą, dyplomatyczną, wojskową i technologiczną, by to uczynić".

Jednocześnie podczas szczytu G20 na Bali w listopadzie 2022 roku Biden i Xi spotkali się osobiście po raz pierwszy od lat, dając sygnał, że obie strony dostrzegają ryzyko niekontrolowanej eskalacji. W kuluarach dyplomatycznych nabrzmiewały ostrożne nadzieje na odwilż. Symbolem tych nadziei miała być właśnie planowana wizyta sekretarza stanu Antony’ego Blinkena w Pekinie — pierwsza od 2018 roku podróż do Chin na tym szczeblu. W tej napiętej, lecz nie pozbawionej możliwości deeskalacji atmosferze nad Alaską pojawił się chiński obiekt stratosferyczny.

Chronologia wydarzeń

Odkrycie i przelot nad Ameryką Północną

28 stycznia 2023 roku systemy obserwacji przestrzeni powietrznej wykryły nad Alaską obiekt latający na wysokości ok. 18 300 metrów (60 000 stóp) — znacznie powyżej tras przelotów komercyjnych samolotów, ale w zasięgu wojskowych systemów radarowych. Balon miał ok. 61 metrów wysokości i ok. 27 metrów średnicy, co czyniło go mniej więcej czterokrotnie większym od typowego balonu meteorologicznego. Podwieszony pod nim ładunek — „zatoka technologiczna", jak określiło ją wojsko — miał rozmiary regionalnego samolotu pasażerskiego i ważył ponad 900 kilogramów. Zasilanie zapewniało szesnaście ogniw słonecznych.

Obiekt przemieszczał się na wschód, przelatując kolejno nad kanadyjskim terytorium Jukon, a następnie wkraczając nad stany środkowego zachodu USA. 1 lutego cywile w Billings w stanie Montana zaczęli fotografować biały punkt zawiesiony wysoko na niebie i zamieszczać zdjęcia w mediach społecznościowych — zanim Pentagon zdążył oficjalnie potwierdzić istnienie incydentu. Było to szczególnie kłopotliwe, ponieważ nad Montaną rozmieszczone są m.in. silosy z międzykontynentalnymi pociskami balistycznymi w bazie Malmstrom Air Force Base.

Przez kilka dni obiekt pozostawał pod stałą obserwacją wojska. Prezydent Joe Biden, zgodnie z późniejszymi relacjami Pentagonu, już 1 lutego wydał zgodę na zestrzelenie balonu — jednak z zastrzeżeniem, że powinno to nastąpić dopiero wtedy, gdy nie będzie stwarzało zagrożenia dla ludności cywilnej. Wojskowi argumentowali, że zestrzelenie nad gęsto zaludnionymi obszarami lądu groziłoby ofiarami wśród cywilów w wyniku spadających szczątków. Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) tymczasowo zamknęła przestrzeń powietrzną nad rejonem Billings, a myśliwce F-22 Raptor były w pełnej gotowości bojowej.

Zestrzelenie nad Atlantykiem

4 lutego 2023 roku, gdy balon znajdował się nad Oceanem Atlantyckim, jeden z myśliwców F-22 Raptor ze skrzydła myśliwskiego w bazie Langley w Wirginii — lecący pod kryptonimem „Frank", w hołdzie dla asa z I wojny światowej Franka Luke’a Jr., słynnego z niszczenia balonów obserwacyjnych — wystrzelił rakietę AIM-9X Sidewinder. Myśliwiec znajdował się na pułapie ok. 17 700 metrów (58 000 stóp), gdy o godzinie 14:39 czasu wschodnioamerykańskiego trafił balonem dryfującym ok. 2 000–3 000 metrów wyżej. Obiekt runął do wód Atlantyku ok. 11 km od wybrzeża Karoliny Południowej, w pobliżu kurortu Myrtle Beach. Było to pierwsze zarejestrowane zestrzelenie dokonane przez F-22, a zarazem — według analityków — prawdopodobnie najwyżej w historii przeprowadzone starcie powietrzne.

Myśliwiec zestrzeliwujący balon obserwacyjny nad oceanem
Zestrzelenie balonu nad wodami Atlantyku – moment przechwycenia obiektu przez myśliwiec sił powietrznych USA.
Poglądowa wizualizacja AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0

Marynarka wojenna i Straż Przybrzeżna USA natychmiast przystąpiły do akcji wydobycia wraku. Woda w miejscu upadku miała zaledwie ok. 14 metrów głębokości, co ułatwiło operację. Z czasem odzyskano i przekazano do laboratorium FBI w Quantico znaczną część szczątków, w tym kluczowe elementy elektroniki i sensorów.

Gorączka zestrzelań

Incydent balonowy zapoczątkował swoistą „gorączkę" w Ameryce Północnej. W kolejnych dniach myśliwce USA i Kanady zestrzeliły trzy kolejne niezidentyfikowane obiekty latające — nad Alaską (10 lutego), nad kanadyjskim Jukonem (11 lutego) i nad jeziorem Huron (12 lutego). Żaden z nich nie miał potwierdzonych powiązań z Chinami; 14 lutego rząd USA ogłosił, że obiekty te najprawdopodobniej należały do podmiotów prywatnych — firm lub organizacji badawczych. Biały Dom przyznawał, że decyzje o zestrzeleniu podyktowane były nadmiarem ostrożności i potencjalnym zagrożeniem dla cywilnego ruchu lotniczego, a nie rozpoznaną działalnością szpiegowską.

Operacja wydobycia szczątków balonu z oceanu
Wydobycie szczątków balonu z powierzchni oceanu podczas operacji morskiej.
Poglądowa wizualizacja AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0

Balony stratosferyczne jako narzędzie wywiadu: krótka historia

Balon szpiegowski nie jest wynalazkiem XXI wieku. Pierwsze znane wojskowe użycie balonu do obserwacji odnotowano podczas amerykańskiej wojny secesyjnej: w 1861 roku aeronauta Thaddeus Lowe — działający na zlecenie armii Unii jako naczelny aeronauta Korpusu Balonowego — uniósł się nad polem bitwy w balonie wypełnionym wodorem, by z góry obserwować pozycje Konfederatów. W obu wojnach światowych balony obserwacyjne były standardowym elementem arsenału artylerii. Ich rola pozornie zmalała z pojawieniem się samolotów zwiadowczych, a następnie satelitów szpiegowskich — jednak nigdy nie zniknęły całkowicie.

Balony stratosferyczne mają kilka istotnych przewag nad satelitami i dronami. Są znacznie tańsze w produkcji i wystrzeleniu niż wielomiliardowe satelity szpiegowskie. Latają znacznie niżej niż satelity, co pozwala na wyższą rozdzielczość fotograficzną i lepsze zbieranie sygnałów elektromagnetycznych. Przy odpowiednio niskiej prędkości i dużej wysokości są trudne do wykrycia przez standardowe radary nastawione na szybkie i zwrotne obiekty. Mogą też „wisieć" nad danym obszarem znacznie dłużej niż satelita na orbicie okołoziemskiej.

Chiny dostrzegły ten potencjał co najmniej dekadę przed kryzysem 2023 roku. Chińskie publikacje wojskowe od lat opisują balony stratosferyczne jako narzędzie oceny systemów wczesnego ostrzegania i testowania reakcji obronnej przeciwnika. Program chińskich balonów wywiadowczych miał — według szacunków amerykańskiego wywiadu — działać przez co najmniej 12–15 lat. W tym czasie obiekty te pojawiły się nad ponad 40 państwami na pięciu kontynentach. Stany Zjednoczone nie były jedynym celem; podobne incydenty odnotowały m.in. Indie, Japonia, Tajwan i kilka krajów europejskich.

Paradoksalnie, Stany Zjednoczone same rozwijają podobne technologie. Ujawniony w 2023 roku program COLD STAR (Covert Long Dwell Stratospheric Architecture), finansowany przez Pentagon, zakładał budowę własnych stealth-balonów stratosferycznych — pierwotnie testowanych przy zwalczaniu przemytu narkotyków w rejonie Morza Karaibskiego, a następnie przestawianych na zastosowania wojskowe. Kryzys balonowy zmienił więc z dnia na dzień charakter debaty: z „Chiny szpiegują USA" na „supermocarstwa ścigają się w rozwijaniu narzędzi wywiadowczych na pułapach, o których opinia publiczna prawie nic nie wie".

Dwie narracje: szpieg czy zagubiony meteorolog?

Stanowisko USA: zaawansowana platforma wywiadowcza

Administracja Bidena od początku utrzymywała, że balon stanowił element szeroko zakrojonej kampanii wywiadowczej ChRL. Sekretarz obrony Lloyd Austin oświadczył, że przelot był „niedopuszczalnym naruszeniem suwerenności" Stanów Zjednoczonych. Pentagon wskazywał, że obiekt był wyposażony w anteny zdolne do geolokalizowania sygnałów radiowych i telefonii komórkowej, że jego ładunek zasilany ogniwami słonecznymi miał moc przekraczającą potrzeby zwykłej stacji meteorologicznej, a zdolność do manewrowania za pomocą małych silniczków i śmigieł dowodziła, iż nie był to swobodnie dryfujący balon.

Co więcej, władze USA ujawniły, że śledzą podobne obiekty co najmniej od czasów pierwszej prezydentury Donalda Trumpa — kiedy to chińskie balony stratosferyczne pojawiały się nad Guamem, Hawajami i Florydą — a chiński program balonów szpiegowskich miał, według szacunków amerykańskiego wywiadu, sięgać wstecz co najmniej 12–15 lat. Ameryka nie była jedyną ofiarą: według oficerów Pentagonu podobne balony operowały nad ponad 40 krajami na pięciu kontynentach.

Aby wzmocnić własną narrację, Stany Zjednoczone przeprowadziły zakrojoną na szeroką skalę kampanię dyplomatyczną. Zastępczyni sekretarza stanu Wendy Sherman przeprowadziła odprawy dla blisko 150 dyplomatów z 40 krajów, a ambasada USA w Pekinie zorganizowała specjalne spotkania dla lokalnego korpusu dyplomatycznego.

Stanowisko Chin: siła wyższa nad Pacyfikiem

Pekin, po krótkim okresie weryfikacji faktów, przyznał, że obiekt pochodzi z Chin, ale konsekwentnie obstawał przy wersji, że jest to cywilny statek powietrzny przeznaczony do badań meteorologicznych. Chiński MSZ użył pojęcia force majeure — siły wyższej — tłumacząc, że balon z powodu silnych wiatrów i ograniczonej zdolności manewrowania zboczył daleko ze swojego planowanego kursu. Warto przypomnieć, że gen. Mark Milley potwierdził później tę hipotezę jako prawdopodobną: balon, który najprawdopodobniej miał przelecieć nad Hawajami i Guamem, trafił na prądy powietrzne na wysokości 18 km, których nie był w stanie pokonać swoimi silnikami, i w konsekwencji znalazł się nad kontynentalną częścią USA.

Rzecznik MSZ Wang Wenbin oskarżył Kongres USA o „czystą manipulację polityczną o złośliwym charakterze" i wezwał do zaprzestania „błędnej praktyki oczerniania Chin". Pekin odpierał zarzuty, twierdząc, że polityczno-medialna burza w USA to pretekst do atakowania ChRL, a zestrzelenie balonu to „wyraźna nadreakcja i poważne naruszenie praktyk międzynarodowych".

Rewelacje po zestrzeleniu: balon, który nic nie zebrał

Kluczowego zwrotu w postrzeganiu całego incydentu dostarczyły wyniki analizy odzyskanych szczątków. W czerwcu 2023 roku nieznani z nazwisk urzędnicy Pentagonu przyznali, że wstępna ocena wywiadu sugeruje, iż balon nie przesyłał do Chin żadnych zebranych danych podczas ośmiodniowego przelotu nad Ameryką Północną. We wrześniu 2023 roku ustępujący przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów gen. Mark Milley potwierdził to publicznie, stwierdzając w wywiadzie dla CBS News, że balon „z dużą pewnością nie zebrał żadnych danych wywiadowczych i nie przesłał ich do Chin".

Równolegle ujawniono, że urządzenia sensoryczne na balonie korzystały częściowo z komercyjnej technologii dostępnej na wolnym rynku, w tym z usług komercyjnego dostawcy internetu. Co więcej, Biden sam określił incydent jako „niepoważne naruszenie" i przyznał, że chiński przywódca Xi Jinping prawdopodobnie nie wiedział o locie balonu nad USA. To odkrycie komplikowało obraz: Pentagon i administracja Bidena przez kilka gorących dni budowały narrację o celowej, zaawansowanej operacji wywiadowczej, podczas gdy wojskowe fakty w tej sprawie okazały się o wiele bardziej prozaiczne.

Bezpośrednie konsekwencje polityczne

Odwołanie wizyty Blinkena

Najbardziej dotkliwą i natychmiastową konsekwencją kryzysu było odwołanie przez sekretarza stanu USA Antony’ego Blinkena planowanej wizyty w Pekinie. Miała się ona rozpocząć 5 lutego 2023 roku i trwać dwa dni — byłaby pierwszą wizytą amerykańskiego sekretarza stanu w Chinach od 2018 roku i miała stanowić namacalny dowód, że dialog dyplomatyczny po szczycie na Bali jest możliwy. Decyzję o odwołaniu podjęto 3 lutego, zaledwie kilka godzin przed planowanym odlotem. Blinken powiedział Wangowi Yi wprost, że decyzja Chin o wysłaniu balonu nad kontynentalne terytorium USA „podważyła cel wizyty".

Administracja komunikowała, że sekretarz stanu uda się do Chin „w najwcześniejszym możliwym terminie, kiedy warunki będą odpowiednie". Pekin, ratując twarz, podtrzymywał, że żadna wizyta nie była oficjalnie potwierdzona. W praktyce dyplomatyczny zamek lodowy uformował się na kolejne miesiące.

Kampania dyplomatyczna USA

Stany Zjednoczone nie poprzestały na bilateralnych sporach. W ciągu kilku dni od zestrzelenia przeprowadziły zakrojoną na szeroką skalę kampanię, informując sojuszników i partnerów na specjalnych odprawach o swoich ustaleniach. Celem było nie tylko uzasadnienie własnych działań, ale też ostrzeżenie innych rządów, że ich przestrzeń powietrzna może być celem podobnych operacji.

Burza polityczna w Waszyngtonie

Incydent natychmiast stał się amunicją dla Partii Republikańskiej. Senator Tom Cotton wzywał do natychmiastowego zestrzelenia i przejęcia technologii jako „łupu wywiadowczego"; były prezydent Donald Trump domagał się strącenia obiektu już nad Alaską. Kongres przyjął rezolucje potępiające Chiny za „inwazję" w przestrzeni powietrznej USA. Demokraci co do zasady popierali sposób postępowania administracji, ale część z nich żądała szerszych wyjaśnień.

Epizod obnażył też lukę w zdolnościach NORAD: gen. VanHerck przyznał publicznie, że poprzednie chińskie balony — w tym te, które przelatywały nad USA za rządów Trumpa — nie zostały wykryte w czasie rzeczywistym i że to luka w obserwacji przestrzeni powietrznej, którą NORAD musi naprawić.

Długofalowe skutki geopolityczne

Paraliż w relacjach dwustronnych

Kryzys balonowy zamroził stosunki amerykańsko-chińskie na wiele miesięcy. Dopiero w czerwcu 2023 roku Blinken mógł ostatecznie udać się z wizytą do Pekinu, gdzie spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Qin Gangiem, a następnie z samym prezydentem Xi Jinpingiem — wizyta, która miała charakter pierwszego kroku do odbudowywania zerwanych mostów, a nie przełamywania nowych szlaków. W jej ślady podążyli sekretarz skarbu Janet Yellen (lipiec 2023) i sekretarz handlu Gina Raimondo (sierpień 2023).

Przyspieszenie konsolidacji sojuszy USA w Azji

Paradoksalnie, napięcie wokół kryzysu balonowego przyspieszyło proces konsolidacji sojuszy Stanów Zjednoczonych w regionie. W marcu 2023 roku przywódcy USA, Wielkiej Brytanii i Australii spotkali się w San Diego, by zapowiedzieć szczegóły partnerstwa AUKUS, obejmującego dostawy okrętów podwodnych o napędzie atomowym dla Australii. W kwietniu prezydent Korei Południowej Yoon Suk-yeol złożył wizytę państwową w Waszyngtonie, podczas której świętowano 70-lecie sojuszu. Rozszerzono też wojskową obecność USA na Filipinach, gdzie Waszyngton uzyskał dostęp do czterech nowych baz.

Kulminacją tych wysiłków był historyczny szczyt trójstronny w Camp David 18 sierpnia 2023 roku — pierwsze w historii spotkanie poświęcone wyłącznie współpracy USA, Japonii i Korei Południowej. Biden, premier Fumio Kishida i prezydent Yoon Suk-yeol ogłosili sformalizowanie mechanizmów konsultacyjnych i uzgodnili zwiększenie interoperacyjności sił zbrojnych. Szczyt miał zachęcić Tokio i Seul do przezwyciężenia wieloletnich sporów historycznych wywodzących się z okresu japońskiej kolonizacji.

Wzmocnienie obecności USA w Azji Południowo-Wschodniej

We wrześniu 2023 roku prezydent Biden złożył wizytę w Wietnamie, podczas której oba kraje podniosły swoje relacje do rangi „kompleksowego partnerstwa strategicznego" — najwyższego poziomu w wietnamskiej hierarchii dyplomatycznej. Był to wyraźny sygnał, że Stany Zjednoczone konsekwentnie umacniają swoją pozycję w Azji Południowo-Wschodniej, a regionalni gracze — mimo że ostrożnie balansujący między Waszyngtonem a Pekinem — dostrzegają wartość w zacieśnianiu relacji z USA w obliczu rosnącej asertywności Chin.

Zmiana w postrzeganiu Chin przez Amerykanów

Incydent balonowy, szeroko komentowany w mediach, dodatkowo pogłębił negatywne postrzeganie Chin wśród Amerykanów. Badania Pew Research Center z 2023 roku pokazały, że 83% respondentów oceniało ChRL nieprzychylnie — był to jeden z najwyższych wyników w historii tych badań. Tło stanowiły nie tylko chiński balon i spory o technologię, ale też spostrzeżona przez wiele osób zbieżność między agresywną polityką Pekinu a rosyjską inwazją na Ukrainę.

Próby stabilizacji pod koniec roku

Mimo głębokiego kryzysu, obie strony zdawały sobie sprawę z konieczności zarządzania rywalizacją bez doprowadzania do otwartego konfliktu. Przełom nastąpił podczas szczytu APEC w San Francisco 15 listopada 2023 roku, kiedy Biden i Xi spotkali się bezpośrednio po raz drugi. Przywódcy ogłosili wznowienie komunikacji wojskowo-wojskowej na wysokim szczeblu — kontaktów, które Chiny zawiesiły po wizycie Pelosi na Tajwanie w 2022 roku — oraz porozumienie w sprawie współpracy przy zwalczaniu fentanylu. Choć spotkanie nie rozwiązało żadnego z fundamentalnych sporów, przywróciło elementarne kanały dialogu.

Balon jako soczewka rywalizacji mocarstw

Kryzys balonowy z początku 2023 roku stanowi doskonałą ilustrację kruchości stosunków międzynarodowych w epoce rywalizacji wielkich mocarstw.

Po pierwsze, ujawnił, jak głęboka nieufność nagromadzona przez lata może sprawić, że stosunkowo błahy incydent techniczny urasta do rangi kryzysu dyplomatycznego. Obiekt, który — jak później ustalono — nie zebrał żadnych danych wywiadowczych i prawdopodobnie znalazł się nad kontynentalną częścią USA wskutek błędu nawigacyjnego, doprowadził do odwołania kluczowej wizyty dyplomatycznej, uruchomił serię zestrzelań nad Ameryką Północną i na wiele miesięcy zamroził dialog dwustronny.

Po drugie, incydent pokazał, jak mechanizmy wewnętrznej polityki — presja ze strony opozycji, presja medialna, gra publicznych narracji — mogą ograniczać przestrzeń dla dyplomatycznej racjonalności. Biden podjął rozsądną, z wojskowego punktu widzenia, decyzję o poczekaniu z zestrzeleniem do czasu, gdy balon znajdzie się nad oceanem. Mimo to był krytykowany za „miękkość wobec Chin", co — zdaniem części komentatorów — nadało całej sprawie tempo i dramaturgię nieproporcjonalne do jej faktycznej wagi.

Po trzecie, incydent przyspieszył procesy, które i tak były w toku. Konsolidacja sojuszy USA w Indo-Pacyfiku, militaryzacja regionu, definitywne pożegnanie z iluzją globalnej współpracy handlowej jako stabilizatorem stosunków — to wszystko było widoczne już wcześniej. Chiński balon nie zmienił trajektorii; skrócił czas dojazdu do nieuchronnej stacji.

Dla Chin incydent był bolesnym przypomnieniem, że ich program wojskowy i wywiadowczy — choćby technicznie zawiódł — jest przez Zachód postrzegany przez pryzmat zagrożenia, a każdy błąd staje się argumentem dla jastrzębi. Dla Stanów Zjednoczonych kryzys balonowy okazał się testem spójności sojuszy i zdolności do mobilizacji międzynarodowej opinii przeciwko chińskim działaniom — testem, który Waszyngton zdał, choć nie bez kosztów wiarygodności.

Jak trafnie podsumował Glen S. Fukushima z Center for American Progress, rok 2023 rozpoczął się dla stosunków USA–Azja Wschodnia „niepomyślnie", a incydent z balonem stał się symbolem napięć wbudowanych w samą strukturę rywalizacji dwóch mocarstw. Jednocześnie, jak pokazały spotkania w drugiej połowie roku, zarówno Waszyngton, jak i Pekin są w stanie — gdy ryzyko eskalacji wydaje się zbyt wysokie — powrócić do stołu negocjacyjnego. Droga do prawdziwego porozumienia pozostaje jednak niezwykle daleka.

Literatura i źródła