Sześć cyfr na ekranie telefonu, dwie minuty ważności, jedno potwierdzenie w aplikacji. Dla milionów Polaków to czynność równie odruchowa jak sięgnięcie po klucze. Kod BLIK pojawia się przy kasie w osiedlowym sklepie, w koszyku zakupów online, w wiadomości do znajomego, któremu trzeba oddać dwadzieścia złotych za wspólną pizzę. System, który dekadę temu z trudem przebijał się do świadomości klientów, obsługuje dziś blisko trzy miliardy transakcji rocznie i mało kto pamięta, że kiedyś go nie było.

Jego początek był zaskakujący jak na realia bankowości. BLIK narodził się ze zgody konkurentów.

Zgoda konkurentów. Jak powstał BLIK

W 2013 roku sześć największych wówczas polskich banków, czyli Alior Bank, Bank Millennium, Bank Zachodni WBK, ING Bank Śląski, mBank i PKO Bank Polski, zawarło porozumienie. Cel brzmiał prosto, choć w praktyce był trudny do przełknięcia: zbudować wspólny system płatności mobilnych zamiast sześciu osobnych, walczących ze sobą rozwiązań. Pomysłodawcą był Zbigniew Jagiełło, ówczesny prezes PKO Banku Polskiego. To on przekonał rywali, że w tej jednej sprawie więcej zyskają razem niż osobno.

Grunt był już przygotowany. W marcu 2013 roku PKO BP uruchomił własną aplikację IKO, pierwsze w Polsce narzędzie pozwalające płacić smartfonem. Zbudowano ją na technologii szwedzkiej firmy Accumulate, a za integrację z bankowym zapleczem odpowiadał koncern HP. Impuls dała wcześniejsza prezentacja Szwedów. Według relacji uczestników tamtych rozmów nie przyjechali oni ze slajdami, lecz z działającym prototypem, którym podczas połączenia przez Skype kupili napój z automatu.

Działało to inaczej, niż podpowiada intuicja. Telefon i automat wcale się ze sobą nie kontaktowały, łączył je jednorazowy kod. Aplikacja w telefonie była spięta z serwerem, automat również, a system rozpoznawał ten sam kod po obu stronach i autoryzował płatność centralnie, w ułamku sekundy. Nie trzeba było karty, modułu zbliżeniowego ani żadnego dodatkowego sprzętu. Wystarczyło zwykłe połączenie z internetem. Ten sam pomysł, czyli kod w roli pośrednika między płacącym a punktem sprzedaży, stał się później sercem BLIKA. Technologia istniała, brakowało jej skali. Banki postanowiły ją dać.

Spółkę Polski Standard Płatności zarejestrowano w styczniu 2014 roku. Narodowy Bank Polski wydał zgodę na prowadzenie systemu, operatorem jego infrastruktury rozliczeniowej została Krajowa Izba Rozliczeniowa, a sama usługa ruszyła 9 lutego 2015 roku. Pierwszą oficjalną transakcję przeprowadzono krótko po północy, w jednym z bankomatów w Nowym Sączu, jeszcze przed poranną konferencją prasową. Korzystać mogli klienci sześciu banków założycielskich.

Początki były skromne. W pierwszym roku sięgnięto po BLIK niewiele ponad milion razy, najczęściej do wypłaty z bankomatu, a wstępne statystyki nie napawały optymizmem. Na horyzoncie majaczyły już Apple Pay i Android Pay. Garstka ludzi z PSP musiała pogodzić się z myślą, że przyjdzie jej rywalizować z technologicznymi gigantami zza oceanu. Czuwanie banku centralnego nad systemem dało projektowi wiarygodność, jakiej nie miałby żaden startup. Krytycy wróżyli, że klienci nie zechcą przepisywać cyfr, skoro mają w portfelu kartę zbliżeniową. Co do internetu się pomylili. W sklepach stacjonarnych ich obawy sprawdzały się jednak przez długie lata.

Współpraca konkurentów okazała się przewagą, której globalni gracze nie potrafili łatwo skopiować. W większości krajów rynek płatności rozdrabniał się między portfele poszczególnych banków albo czekał, aż wejdą na niego rozwiązania z Doliny Krzemowej. W Polsce powstał jeden standard, dostępny w aplikacjach niemal wszystkich banków naraz. To właśnie ta powszechność, a nie sama technologia, zdecydowała o reszcie historii.

Przedstawiciele konkurujących banków podczas rozmów o wspólnym systemie płatności mobilnych
BLIK powstał dzięki porozumieniu konkurujących banków, które uznały, że wspólny standard płatności ma większą szansę niż kilka osobnych aplikacji.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.

Co naprawdę dzieje się po wpisaniu kodu

Mechanika BLIKA wygląda banalnie, choć kryje kilka decyzji projektowych, które przesądziły o jego bezpieczeństwie. Kod pojawia się w aplikacji banku, a użytkownik wpisuje go w terminalu, na stronie sklepu albo w bankomacie. Potem zatwierdza operację w telefonie, sprawdzając kwotę i odbiorcę, i potwierdza ją PIN-em lub odciskiem palca. Kod żyje około dwóch minut, więc nawet przechwycony szybko traci wartość.

Pod spodem dzieje się więcej, niż widać. Gdy wpiszemy sześć cyfr, punkt akceptujący przesyła je przez agenta rozliczeniowego do operatora, czyli Polskiego Standardu Płatności. To on rozpoznaje, który bank wydał kod, i kieruje do niego zapytanie. Bank autoryzuje płatność, a tą samą drogą wraca potwierdzenie. Cała pętla zamyka się w sekundy. Użytkownik nie widzi z tego nic poza komunikatem, że płatność przeszła.

Sklep ani bankomat nie dostają przy tym żadnych danych karty. Nie ma numeru, daty ważności, kodu CVV. Zamiast tego krąży jednorazowy ciąg cyfr, powiązany z konkretną transakcją i wygasający niemal natychmiast. Dla kupującego oznacza to mniej rzeczy do podania, dla sklepu mniej danych do przechowywania i ochrony.

Ciekawostką techniczną są płatności zbliżeniowe na telefonach z Androidem, które potrafią działać w trybie offline. Urządzenie przechowuje gotowe do użycia tokeny i nie musi w chwili zakupu łączyć się z bankiem, więc kod zadziała nawet wtedy, gdy przy kasie zabraknie zasięgu. Ceną za tę wygodę jest osobny, zwykle niewysoki limit takich transakcji.

Z czasem ten sam mechanizm obrósł funkcjami. Już jesienią 2015 roku pojawiły się przelewy na numer telefonu, dzięki którym oddanie komuś pieniędzy nie wymaga znajomości numeru rachunku. W grudniu tego samego roku ruszyła usługa mPOS, pozwalająca przyjmować płatności bez klasycznego terminala. Cztery lata później doszła prośba o przelew, czyli możliwość wysłania komuś przypomnienia o długu wprost w aplikacji. Osoby bez BLIKA mogą dostać czek z cyfrowym kodem, który zrealizują nawet bez konta w banku. Sklepy internetowe zyskały płatność „jednym kliknięciem", zapamiętującą zaufanego sprzedawcę. W kwietniu 2020 roku siódmym udziałowcem Polskiego Standardu Płatności został Mastercard, co otworzyło drogę do płatności zbliżeniowych telefonem, działających na infrastrukturze tej organizacji na urządzeniach z Androidem. Do tego doszły płatności odroczone pod nazwą BLIK Płacę Później oraz płatności powtarzalne, na przykład za abonament telekomunikacyjny czy polisę ubezpieczeniową.

Jedna rzecz długo pozostawała poza zasięgiem. Płatności zbliżeniowe nie były dostępne na iPhone’ach, bo Apple latami blokował dostęp do układu odpowiedzialnego za komunikację bliskiego zasięgu. Pełne wsparcie dla ekosystemu Apple znalazło się dopiero wśród zapowiedzi na 2026 rok.

Smartfon i terminal płatniczy połączone przez bezpieczny cyfrowy system autoryzacji
Kod BLIK działa jako krótkotrwały pośrednik między aplikacją bankową, sklepem lub bankomatem a centralnym systemem autoryzacji płatności.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.

Dlaczego BLIK podbił internet, a długo przegrywał kasy

Sukces nie przyszedł równomiernie. Najpierw BLIK zdobył handel internetowy, gdzie okazał się prostszy od kart i szybszy od zwykłych przelewów. Kupujący nie musiał przepisywać szesnastu cyfr z karty ani logować się do bankowości, a sprzedawca dostawał potwierdzenie płatności w kilkanaście sekund i mógł od razu kompletować zamówienie. W 2019 roku liczba transakcji BLIK w polskim internecie przekroczyła liczbę płatności kartami. W trzecim kwartale tamtego roku wykonano nim czterdzieści milionów operacji wobec dwudziestu ośmiu milionów kartowych.

W sklepach stacjonarnych szło zupełnie inaczej. Przy kasie łatwiej było wyjąć kartę i przyłożyć ją do terminala niż przepisywać sześć cyfr i sięgać po telefon, żeby zatwierdzić transakcję. Przez lata BLIK pozostawał tam graczem drugiego planu. Przełom przyniosły płatności zbliżeniowe telefonem, wdrażane od lata 2021 roku. Gdy gest stał się identyczny jak przy karcie, opór znikł. Pod koniec 2025 roku płatności zbliżeniowe odpowiadały już za niemal połowę operacji BLIK w sklepach, a sam handel stacjonarny urósł do blisko jednej czwartej całego systemu.

Tempo wzrostu najlepiej widać po kamieniach milowych. Miliardową transakcję w historii systemu odnotowano 9 maja 2021 roku, a zarejestrowano ją na portalu zbiórkowym, co dobrze pasuje do roli, jaką BLIK odgrywa przy charytatywnych wpłatach. W październiku tego samego roku po raz pierwszy w ciągu jednej doby przekroczono trzy miliony operacji. Cztery lata później rekordowy dzień to niemal trzynaście milionów płatności, czyli ponad czterokrotność tamtego wyniku.

Po drodze system pokazał też zastosowania, których nikt nie planował w arkuszu założeń. Podczas fali uchodźczej wywołanej rosyjską inwazją na Ukrainę w 2022 roku czeki BLIK posłużyły do dystrybucji pomocy finansowej dla uchodźców w ramach działań agendy ONZ do spraw uchodźców. W tym samym roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgodził się na płatności odroczone, a Polski Standard Płatności przejął słowacką spółkę Viamo, operatora płatności peer-to-peer. To przejęcie miało znaczenie, do którego jeszcze wrócimy, bo otworzyło systemowi drzwi za granicę.

Skala, która wymknęła się prognozom

Liczby z 2025 roku najlepiej oddają, czym BLIK się stał. Użytkownicy wykonali w ciągu roku 2,9 miliarda transakcji o łącznej wartości 441,5 miliarda złotych. To wzrost o jedną piątą pod względem liczby operacji i o ponad jedną czwartą pod względem ich wartości w porównaniu z rokiem wcześniejszym. W przeliczeniu daje to średnio około dziewięćdziesięciu dwóch płatności na sekundę, a w najbardziej ruchliwym dniu roku Polacy sięgnęli po BLIK niemal trzynaście milionów razy.

Bazę użytkowników podsumowano na poziomie 20,7 miliona aktywnych kont, o ponad dwa miliony więcej niż rok wcześniej. Liczba aktywnych aplikacji mobilnych zintegrowanych z systemem sięgnęła trzydziestu trzech milionów, bo wielu Polaków ma BLIK w aplikacjach kilku banków naraz. Od debiutu w 2015 roku przez system przepłynęło dziesięć miliardów transakcji o wartości około 1,4 biliona złotych. Ponad czterdzieści procent z nich przypadło na sam 2025 rok, co pokazuje, jak stromy jest wciąż wykres wzrostu. Marka zdążyła się przez tę dekadę wryć w świadomość, bo zna ją dziś ponad dziewięćdziesiąt procent Polaków.

Najmocniejszym kanałem pozostaje e-commerce, odpowiadający za blisko połowę wszystkich operacji. W sieci zapłacono BLIKIEM 1,4 miliarda razy, na łączną kwotę 219 miliardów złotych, przy średnim koszyku rzędu stu pięćdziesięciu ośmiu złotych. Przelewy na telefon urosły do 735 milionów operacji rocznie, czyli mniej więcej dwóch milionów dziennie, i stanowią już co czwartą transakcję w systemie. W terminalach sklepowych wykonano ponad siedemset milionów płatności, a w bankomatach blisko osiemdziesiąt milionów operacji wypłat i wpłat, przy średniej kwocie sięgającej siedmiuset trzydziestu złotych. Najszybciej rosły płatności odroczone, których liczba zwiększyła się rok do roku o około czterysta czterdzieści procent, choć ich udział w całości wciąż jest niewielki.

Za suchymi liczbami kryje się zwyczajna codzienność. Statystyczny użytkownik sięga po BLIK kilkanaście razy w miesiącu, najczęściej przy drobnych sprawach. Kawa na mieście, bilet komunikacji, zrzutka na wspólny prezent, rachunek podzielony po równo w restauracji. Telefon zastępuje tu i portfel, i wizytę w bankomacie, i logowanie do bankowości, a sama czynność trwa kilka sekund. To właśnie te ułamki minuty, powtarzane miliony razy dziennie, składają się na skalę, która jeszcze dekadę temu wydawała się nierealna.

Bywają też dni, które same w sobie są rekordami. Podczas listopadowo-grudniowego Black Weekendu 2025 użytkownicy wykonali blisko trzydzieści milionów transakcji i wydali niemal pięć miliardów złotych. Operator nazwał swoją strategię „BLIK x2", zapowiadając podwojenie skali, i jak na razie ten cel realizuje. Za rozwojem idą wyniki finansowe. Polski Standard Płatności zamknął 2024 rok przychodami rzędu 421 milionów złotych i zyskiem netto przekraczającym dwieście milionów złotych, co czyni go jednym z najbardziej rentownych fintechów na polskim rynku.

Ludzie korzystający ze smartfonów podczas płatności, zakupów internetowych i rozliczania wspólnego rachunku
BLIK wyrósł na narzędzie codziennych drobnych transakcji: zakupów online, płatności przy kasie, przelewów na telefon i rozliczania wspólnych wydatków.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.

Na czym właściwie zarabia BLIK

Dla użytkownika BLIK jest darmowy. Zapłata w sklepie, w internecie czy przelew na telefon nic nie kosztują, a jedyne opłaty pojawiają się czasem przy wypłatach z bankomatu i zależą od konta w konkretnym banku. Skoro klient nie płaci, zysk operatora musi brać się skądinąd. Jego źródłem jest model hurtowy. Polski Standard Płatności zarabia na opłatach, które za każdą obsłużoną transakcję wnoszą banki i agenci rozliczeniowi, czyli firmy pośredniczące między sklepami a systemem. To klasyczny biznes typu B2B, w którym koszt rozkłada się po stronie instytucji, a nie konsumenta. Banki chcące dać swoim klientom BLIK płacą dodatkowo za przyłączenie do systemu, a część tych opłat trafia do banków, które go stworzyły.

Logika całości jest prosta. Im więcej transakcji, tym wyższe przychody, więc operatorowi opłaca się, żeby płacenie kodem było jak najwygodniejsze i jak najpowszechniejsze. Przez pierwsze pięć lat banki do tego interesu dokładały. BLIK zaczął zarabiać na siebie dopiero około 2020 roku, a potem wszedł na ścieżkę, na której przychody niemal co rok idą w górę. Model bywa źródłem napięć. Kiedy operator podnosi stawki dla agentów rozliczeniowych, płacenie kodem robi się dla sklepów droższe niż zwykły przelew, co od czasu do czasu wraca w branżowej dyskusji.

Druga strona kodu. Oszustwa „na BLIK-a"

Powszechność ma swoją cenę. Im więcej osób ufa BLIKOWI, tym atrakcyjniejszym celem staje się on dla oszustów. Sam mechanizm jest mocny, słabym ogniwem pozostaje człowiek po drugiej stronie ekranu.

Najczęstszy scenariusz zaczyna się od przejętego konta na Facebooku albo w komunikatorze. Przestępca wysyła wiadomość w imieniu znajomego z prośbą o pilną pożyczkę i podanie kodu BLIK. Ofiara, przekonana, że pomaga bliskiej osobie, przepisuje cyfry, a oszust wypłaca gotówkę z bankomatu po drugiej stronie kraju. Wariantów jest więcej. Fałszywe sklepy na portalach ogłoszeniowych proszą o kod „do weryfikacji", rzekomi pracownicy banku namawiają przez telefon do potwierdzenia podejrzanej transakcji, a coraz częściej w grę wchodzi sztuczna inteligencja. Klonowanie głosu pozwala dziś zadzwonić do ofiary głosem jej własnego wnuka. To ta sama logika manipulacji, którą opisywaliśmy przy okazji anatomii dezinformacji, tyle że nastawiona wprost na portfel.

Skala zjawiska niepokoi służby. W pierwszej połowie 2025 roku policja odnotowała blisko pięćdziesiąt dwa tysiące oszustw internetowych, z których wiele wiązało się właśnie z kodami BLIK. Raport antyfraudowy Biura Informacji Kredytowej wskazał, że z próbą wyłudzenia kodu albo przejęciem konta w mediach społecznościowych zetknęło się czterdzieści procent badanych klientów instytucji finansowych, o dziesięć punktów procentowych więcej niż rok wcześniej. Poznańscy policjanci rozbili grupę, która wyłudziła ponad trzy miliony złotych od około tysiąca trzystu osób, a śląskie śledztwo objęło ponad sto dwadzieścia takich spraw. Skalę problemu dostrzegli też posłowie, kierując pod koniec 2025 roku interpelację do ministrów finansów oraz spraw wewnętrznych.

Sam system broni się kilkoma warstwami. Kod jest jednorazowy i ważny tylko przez krótki czas, każdą operację trzeba potwierdzić w aplikacji po sprawdzeniu kwoty i odbiorcy, banki pozwalają ustawiać limity dzienne i jednorazowe oraz wskazywać zaufane urządzenia. Reszta zależy od ostrożności użytkownika. Zasada jest jedna i powtarzają ją zgodnie banki, policja i operator: kodu BLIK nie podaje się nikomu, a każdą nagłą prośbę o pieniądze lepiej zweryfikować, dzwoniąc do osoby, która rzekomo ją wysłała.

W tle toczy się przy tym spór o odpowiedzialność. Skoro ofiara sama podała kod, banki długo traktowały takie operacje jako autoryzowane przez klienta, a więc obciążające jego konto. Organizacje konsumenckie argumentują, że przy oszustwie z użyciem socjotechniki granica między błędem użytkownika, a luką w zabezpieczeniach jest cieńsza, niż się wydaje. Część narzędzi obrony przeniosła się też poza sam system płatności. Zastrzeżenie numeru PESEL w aplikacji mObywatel utrudnia oszustom zaciąganie zobowiązań na cudze dane, a regularne aktualizowanie telefonu i aplikacji zamyka furtki wykorzystywane przez złośliwe oprogramowanie.

Osoba sprawdzająca podejrzaną prośbę o kod płatniczy na smartfonie
Bezpieczeństwo systemu zależy nie tylko od technologii, lecz także od użytkownika: kodu BLIK nie należy nikomu przekazywać, a nagłe prośby o pieniądze warto zawsze potwierdzić innym kanałem.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.

Nie tylko Polska. Trzy drogi do płatności telefonem

Model, w którym konkurujące banki budują wspólny standard, nie jest wyłącznie polskim pomysłem. Najbliższym krewnym BLIKA jest szwedzki Swish, uruchomiony w grudniu 2012 roku przez sześć największych banków w kraju i prowadzony przez wspólną spółkę. Korzysta z niego dziś około czterech piątych Szwedów, a samo słowo „swisha", czyli zapłacić przez aplikację, weszło do języka potocznego. Podobną drogą poszły hiszpański Bizum i portugalski MB WAY, oparte na porozumieniu lokalnych instytucji finansowych. To rodzina rozwiązań, w której inicjatywa wychodzi od banków, a państwo pełni rolę regulatora i dostawcy infrastruktury rozliczeniowej.

Zupełnie inną ścieżkę wybrały dwie wielkie gospodarki rozwijające się. Brazylijski Pix powstał z inicjatywy banku centralnego i ruszył w listopadzie 2020 roku. W ciągu kilku lat objął ponad dziewięćdziesiąt procent dorosłych Brazylijczyków i bije rekordy, w których pojedynczy dzień to setki milionów przelewów. Indyjski UPI, uruchomiony w 2016 roku przez wyspecjalizowaną organizację nadzorowaną przez tamtejszy bank centralny, przetwarza miesięcznie ponad dwadzieścia miliardów transakcji i stał się fundamentem cyfrowej gospodarki kraju. W obu przypadkach to instytucja publiczna zbudowała szyny, po których jeżdżą prywatne aplikacje.

Każdy z tych modeli ma swoją cenę. Konsorcja bankowe w rodzaju BLIKA czy Swisha łatwiej domykają rachunek ekonomiczny, bo właściciele mają w nich bezpośredni interes. Płacą za to trudniejszym wyjściem za granicę, gdzie z obcymi instytucjami trzeba dogadywać się od zera. Rozwiązania budowane przez banki centralne błyskawicznie stają się powszechne i sięgają nawet po osoby bez konta, lecz sporo kontroli zostaje wtedy w rękach państwa. BLIK wyrósł z tej pierwszej tradycji i to ona wyznacza tempo jego podróży po Europie.

Pieniądz, który chce przekroczyć granicę

Na rodzimym rynku BLIK osiągnął niemal wszystko, co mógł. Dalszy wzrost musi przyjść skądinąd, a to oznacza wyjście za granicę, gdzie polska recepta na sukces napotyka większy opór.

Część obecności BLIKA poza Polską dokonała się zresztą bez zakładania zagranicznych spółek. Dzięki współpracy z globalnymi integratorami płatności, takimi jak Stripe, Adyen, PayU czy Worldline, kod BLIK pojawia się jako metoda płatności w zagranicznych sklepach internetowych, z których korzystają polscy klienci. Płatności zbliżeniowe telefonem działają z kolei wszędzie tam, gdzie akceptowane są karty Mastercard, więc Polak płaci BLIKIEM także na wakacjach. Operator chwali się, że od uruchomienia tej funkcji skorzystano z niej w stu sześćdziesięciu kilku krajach, od Włoch i Niemiec po miejsca tak egzotyczne jak Wyspy Cooka.

Pierwszym rynkiem zagranicznym stała się Słowacja. Po przejęciu spółki Viamo do systemu dołączyła tam w 2024 roku słowacka Tatra banka, której klienci płacą kodem w sklepach internetowych. BLIK działa w tamtejszym e-commerce także dzięki bramce PayU, a kolejnym partnerem zostaje słowacki mBank. Drugim kierunkiem jest Rumunia, gdzie powołano osobną spółkę BLIK Romania. Tam droga okazała się dłuższa, bo najpierw trzeba było uzyskać zgodę regulatora, a w międzyczasie tamtejsze władze stworzyły własny, konkurencyjny system RoPAY i nakłoniły banki do przystąpienia do niego. Polityka „suwerenności płatniczej", czyli uniezależniania się od zewnętrznych rozwiązań, stała się dla ekspansji realną przeszkodą.

Klucz do regionu trzymają cztery grupy bankowe, kontrolujące łącznie dwadzieścia sześć banków w Europie Środkowo-Wschodniej: austriackie Erste i Raiffeisen oraz włoskie UniCredit i Intesa Sanpaolo. Bez porozumienia z nimi trudno o szybki przeskok. Tu pojawia się ciekawy zwrot. Na początku 2026 roku Grupa Erste przejęła Santander Bank Polska, który zmienił nazwę na Erste Bank Polska. Ponieważ to właśnie ten bank jest jednym z udziałowców Polskiego Standardu Płatności, Austriacy stali się pośrednio współwłaścicielem BLIKA. Erste kontroluje również największy bank na Słowacji, więc integracja systemu z jego cyfrową platformą mogłaby ułatwić dalsze wejścia.

Równolegle BLIK wpina się w szerszą europejską układankę. Pod szyldami EuroPA i Europejskiej Inicjatywy Płatniczej kilka krajowych systemów buduje wspólną sieć przelewów ponad granicami. Należą do niej między innymi hiszpański Bizum, portugalski MB WAY, włoski Bancomat, skandynawski Vipps MobilePay oraz portfel Wero, dostępny we Francji, Niemczech i Belgii. BLIK jako pierwszy rozpoczął rozmowy o dołączeniu. Pierwsze testy już się odbyły: przelew z portugalskiego MB WAY trafił na numer telefonu zarejestrowany w polskim systemie, a w euro przeszła pilotażowa transakcja z hiszpańskiego Bizum do PKO Banku Polskiego. Całość ma się opierać na infrastrukturze przelewów natychmiastowych SEPA. Szacuje się, że taka interoperacyjność obejmie z czasem ponad jedną czwartą mieszkańców Europy, a polski operator liczy, że w perspektywie dwóch lat około stu trzydziestu milionów ludzi będzie mogło wymieniać się przelewami na telefon ponad granicami.

Gra idzie tu o coś więcej niż wygodę użytkownika. Europejskie systemy chcą uniezależnić się od amerykańskich gigantów, czyli Apple Pay i Google Pay, oraz od globalnych sieci kartowych. Stawką jest kontrola nad infrastrukturą, którą codziennie płacą miliony ludzi, podobna do tej, o jaką w swoim modelu walczy państwowy cyfrowy juan. Bywa to niełatwe nawet dla BLIKA, bo jego własne płatności zbliżeniowe wciąż przechodzą przez infrastrukturę Mastercard. Inną drogą poszły systemy azjatyckie oparte na kodach QR, o których pisaliśmy przy okazji płatniczej rewolucji nad Pacyfikiem. Każdy region szuka swojej odpowiedzi na to samo pytanie o to, kto ma trzymać rękę na cyfrowym pieniądzu.

Czy polski fintech trafi na giełdę

Sukces rodzi pytanie o pieniądze na dalszy rozwój. Ekspansja zagraniczna kosztuje, a kapitał można pozyskać na giełdzie. W lutym 2026 roku agencja Bloomberga ujawniła, że właściciele BLIKA prowadzili wstępne rozmowy o pierwszej ofercie publicznej na warszawskim parkiecie. Nieoficjalne wyceny sięgały dwóch miliardów dolarów, co uplasowałoby debiut wśród największych na rynku od lat.

Z tą liczbą jest jednak pewien kłopot. Jeszcze we wrześniu 2025 roku Santander Bank Polska wycenił swój pakiet udziałów w Polskim Standardzie Płatności w sposób, z którego wynikała wartość całej spółki na poziomie około 1,86 miliarda złotych, czyli czterokrotnie niżej niż oczekiwane dwa miliardy dolarów. Rozbieżność dobrze pokazuje, jak trudno wycenić firmę, której wartość zależy od tego, czy uda się jej powtórzyć krajowy sukces poza Polską.

Decyzja nie zapadła. Wśród banków będących udziałowcami nie ma jednomyślności, a część głosów sugeruje, że najpierw należałoby udowodnić efekty zagranicznej ekspansji, a dopiero potem wchodzić na parkiet. Prezes PKO Banku Polskiego przyznał, że dyskusja o ewentualnym debiucie się toczy i będzie kontynuowana, bo wymaga porozumienia wszystkich akcjonariuszy. Niejasna pozostaje nawet sama konstrukcja transakcji, czyli to, czy giełda miałaby dostarczyć spółce kapitał na rozwój, czy raczej posłużyć części inwestorów do wyjścia z inwestycji.

Dla warszawskiej giełdy, która od czasu wielkich ofert Allegro w 2020 roku i Żabki dwa lata później czeka na kolejny duży debiut, wejście BLIKA byłoby wydarzeniem. Polski Standard Płatności jest spółką rzadkiego typu, czyli rentownym fintechem o rozpoznawalnej marce i milionach lojalnych klientów. Inwestorzy ustawiliby się w kolejce. Na razie wszystko to pozostaje jednak w sferze rozważań, a operator skupia się na tym, co potrafi najlepiej, czyli na zwiększaniu skali.

Co BLIK mówi o polskim rynku

Historia BLIKA to nie tyle opowieść o technologii, ile o niezwykłym porozumieniu. Sześć banków, które na co dzień odbierają sobie klientów, zbudowało wspólny standard i dało mu skalę, jakiej żaden z nich nie osiągnąłby w pojedynkę. Efekt jest taki, że na własnym podwórku polski system pobił globalnych gigantów płatniczych, a Polska zajmuje dziś czołowe miejsce w Unii Europejskiej pod względem liczby płatności mobilnych i internetowych.

Otwarte pozostaje pytanie, czy ten model da się przenieść. W kraju zadziałała koalicja banków i powszechność dostępu, wsparta przez nadzór banku centralnego i zaufanie, którego nie da się kupić reklamą. Za granicą trzeba to odtwarzać rynek po rynku, walcząc z lokalnymi systemami, regulatorami i przyzwyczajeniami klientów, którzy mają już swoje ulubione aplikacje. Sukces nad Wisłą nie przekłada się automatycznie na sukces gdzie indziej, bo zaufanie do nowego sposobu transferu pieniądza buduje się lokalnie i powoli. BLIK nauczył Polaków płacić telefonem szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Czy nauczy tego również sąsiadów, rozstrzygnie się nie w Warszawie, lecz w Bratysławie, Bukareszcie i kilku europejskich stolicach, w których ta sama logika współpracy musi narodzić się od nowa.

Literatura i źródła