W środku Katanii, kilka przecznic od morza, stoi zamek, który kiedyś wznosił się wprost nad wodą. Castello Ursino zbudowano w XIII wieku na skalistym cyplu, oblewanym falami niemal z każdej strony. Dziś od najbliższej plaży dzieli go blisko kilometr miejskiej zabudowy. Zamek nie drgnął. To morze się cofnęło.
Sprawiła to lawa. Latem 1669 roku potok z Etny wdarł się do miasta, zasypał port i wypchnął linię brzegu daleko w głąb dawnej zatoki. Skalny cypel z zamkiem znalazł się nagle pośrodku lądu, a grunt, po którym dziś spacerują katańczycy, to w sporej części zastygła skała sprzed trzech i pół wieku.
Lawa płynie wolno, więc ludzie zdążyli uciec — wbrew późniejszej legendzie erupcja z 1669 roku prawdopodobnie nie zabiła nikogo. Zmieniła za to kształt miasta trwalej, niż zrobiłby to jakikolwiek architekt. Nowe ulice poprowadzono po tym, co wcześniej było dnem zatoki.
Chodząc dzisiaj Katanią, stąpa się więc częściowo po terenie, którego trzy i pół wieku temu jeszcze nie było. Ile razy jeszcze góra przesunie brzeg, nad którym postawiono to miasto?