Trzysta kilometrów od najbliższego wybrzeża, w mieście zbudowanym na tkactwie i cegle, ktoś postanowił stworzyć ocean. Nie metaforycznie — dosłownie: siedem zbiorników ze słoną wodą morską, akrylowy tunel produkowany w Australii i Chinach, żarłacze rafowe krążące nad głowami zwiedzających. To zdanie brzmi jak otwarcie powieści fantasy, ale opisuje coś, co od 2022 roku działa w Łodzi. Orientarium, kompleks za 262 miliony złotych, nie tylko odmienił łódzkie zoo — odmienił sposób, w jaki miasto opowiada o sobie.

Zwierzyniec z przypadku

Historia łódzkiego ogrodu zoologicznego zaczyna się jesienią 1938 roku, kiedy na skrawku dawnej Puszczy Łódzkiej, w dzielnicy Zdrowie, stanął drewniany parkan. Za nim zamieszkał jeleń Boruta, według lokalnej legendy złapany na placu Reymonta w samym centrum miasta. Nie zachował się żaden akt założycielski; za datę otwarcia przyjęto moment ukończenia ogrodzenia.

Ogród przetrwał wojnę i — co zaskakujące — rozrósł się w jej trakcie. Wielbłądy, lwy, tygrys i hiena trafiły tu ze spalonego cyrku. Pod koniec 1944 roku spis wykazywał już ponad pięćset osobników. Przez następne dekady łódzkie zoo funkcjonowało solidnie, ale bez rozmachu, który przyciągnąłby turystów spoza regionu. Legendami były słonice Magda i India, nie sam ogród.

Przełom nastąpił w 1996 roku, gdy Łódź jako pierwsza w Polsce sprowadzała lwy azjatyckie — gatunek żyjący na wolności wyłącznie w jednym rezerwacie w indyjskim lesie Gir. To była zapowiedź nowej strategii: zamiast kolekcjonować to, co dostępne, sięgnąć po gatunki unikatowe i włączyć się w międzynarodowe programy ochrony.

Architektura, która buduje ekosystemy

W grudniu 2015 roku dyrekcja ogłosiła plan, który wzbudził w środowisku zoologicznym tyle podziwu, co niedowierzania. Na terenie zoo miał powstać największy w Europie kompleks poświęcony faunie Azji Południowo-Wschodniej, droższy od wrocławskiego Afrykarium. Projekt powierzono Dorocie Szlachcic, tej samej architektce, która zaprojektowała wrocławski obiekt. Szlachcic uprawia to, co nazywa „architekturą biotopów" — projektowanie przestrzeni odtwarzających całe ekosystemy, gdzie architektura łączy się z biologią, scenografią i zaawansowaną inżynierią.

Budowa trwała blisko cztery lata, wydłużona przez pandemię. Skala wykraczała daleko poza dotychczasowe doświadczenia łódzkich firm: 25 tysięcy metrów sześciennych betonu, zbiorniki o łącznej objętości prawie sześciu tysięcy metrów sześciennych, kompletny system produkcji i oczyszczania wody morskiej. Montaż dwudziestosześciometrowego tunelu akrylowego — dłuższego niż ten we Wrocławiu — trwał miesiąc. Australijscy technolodzy wspólnie z projektantami-nurkami poprawiali pod wodą odkształcające się tafle akrylu. Na dnie odtworzono scenografię Pacyfiku, łącznie z wrakiem japońskiego samolotu myśliwskiego.

Europejskie programy hodowlane nadzorowały biotopy na każdym etapie, niekiedy wymuszając poważne zmiany — jak przebudowę wybiegu orangutanów, gdy okazało się, że pierwotna koncepcja nie zapewnia im optymalnych warunków. Orientarium projektowano nie dla efektu wizualnego, lecz dla zwierząt. Efekt wizualny okazał się pochodną.

Cztery strefy, jedno doświadczenie

Orientarium otwarto 29 kwietnia 2022 roku. Zwiedzający mogą obserwować zwierzęta z trzech perspektyw — spod wody, z poziomu gruntu i z góry — w przestrzeni pozbawionej ciężkich krat, zastąpionych pleksiglasem, fosami i roślinnością. Strefa Indii to królestwo Aleksandra, największego słonia indyjskiego w Europie, którego codzienna kąpiel stała się główną atrakcją ogrodu. Wyspy Sundajskie gromadzą orangutany sumatrzańskie, krokodyle gawialowe (łódzki Kraken mierzy ponad pięć metrów) i binturongi o zapachu prażonego popcornu. Strefa Oceaniczna, serce kompleksu, mieści jedyne w Polsce ryby gitarowe — jedne z najbardziej zagrożonych ryb chrzęstnoszkieletowych na świecie.

Każdy z tych gatunków uczestniczy w międzynarodowych programach ochrony koordynowanych przez EAZA. To nie ekspozycja dla efektu — to element strategii budowania puli genetycznej na wypadek, gdyby populacje dzikie spadły poniżej poziomu samodzielnej odbudowy. Łódzkie zoo jest jedynym ogrodem w Polsce, w którym żyją ariranie — wydry olbrzymie z Ameryki Południowej, zagrożone z tych samych powodów co niegdyś europejskie bobry. W ostatnich latach w ogrodzie rodziły się pandy rude, kangury czerwone, lemury katta i dzioborożce srebrnookie. Każde z tych narodzin to wynik koordynacji obejmującej sieć placówek na kilku kontynentach.

Miasto, które się przegląda w zoo

Nagrody potwierdziły, że Łódź trafiła w sedno. Grand Prix SARP 2023 — najważniejsze wyróżnienie architektoniczne w Polsce. Dwie nagrody International Property Awards w Londynie. Leonardo Da Vinci Award we Florencji. Tytuł Najlepszego Produktu Turystycznego 2024. W samym roku otwarcia miasto odwiedziło około 2,5 miliona turystów, a Orientarium było głównym magnesem.

Dla Łodzi — kojarzonej dotąd z Piotrkowską i postindustrialną Manufakturą — zoo stało się nową wizytówką. Obiektem, który sam w sobie stanowi argument podróżniczy i podnosi rangę całego miasta. Porównanie z Wrocławiem, gdzie otwarcie Afrykarium podniosło frekwencję z 440 tysięcy do ponad dwóch milionów rocznie, nie jest przesadą: Łódź liczyła na podobny efekt i go otrzymała.

Co dalej

Orientarium nie zamknęło ambicji. W kwietniu 2026 roku otwarto największą motylarnię w Polsce — przeszklony łącznik zamieniony w tropikalną oranżerię pełną żywych motyli i egzotycznych roślin. Trzyhektarowa sawanna, budowana od lata 2025 roku, połączy dziewięć wybiegów w rozległy kompleks z żyrafami, zebrami i gazelami. Podziemne zoo — bez precedensu w Polsce — poprowadzi zwiedzających korytarzami stylizowanymi na jaskinie, do zwierząt żyjących pod powierzchnią gruntu. Na horyzoncie rysuje się Pawilon Żywiołów za 120 milionów złotych: pierwszy na świecie w pełni narracyjny pawilon w ogrodzie zoologicznym.

Codziennie bramę zoo przekraczają wycieczki szkolne z całej Polski. Dziesięciolatek, który z odległości kilku metrów obserwuje kąpiącego się słonia, a chwilę później przechodzi tunelem pod rekinami, dostaje lekcję biologii, jakiej nie zastąpi najlepszy film przyrodniczy.

Ogród, który zaczął się od jednego jelenia za drewnianym parkanem, planuje teraz inwestycje, o jakich nie śniło większości europejskich zoo. Nie dlatego, że Łódź jest bogatym miastem — ale dlatego, że ktoś postawił na architekturę, która traktuje zoo nie jako kolekcję zwierząt, lecz jako opowieść o świecie, który warto ratować.