Opowieść o Białymstoku prawie zawsze zaczyna się od Pałacu Branickich. Spróbujmy inaczej: od bocznicy kolejowej przy dawnym Dworcu Poleskim.

W latach 1940–1941, a potem jeszcze raz w 1944 roku, Sowieci ładowali tutaj do wagonów mieszkańców Białostocczyzny i wywozili ich na wschód, natomiast w 1943 roku z tego samego miejsca Niemcy wysyłali do Treblinki Żydów zamkniętych w białostockim getcie. Dziś w przedwojennym magazynie wojskowym przylegającym do bocznicy mieści się Muzeum Pamięci Sybiru. Wewnątrz, na torach, stoi oryginalny rosyjski wagon towarowy, który pełni funkcję bramy do wystawy.

Kilkaset metrów szyn i jeden budynek wystarczają, żeby zetknęły się ze sobą dwie okupacje i dwa różne systemy represji, prowadzone przez wrogie sobie państwa i wymierzone w inne grupy mieszkańców, choć przy użyciu tej samej rampy. To niezły skrót dziejów miasta, które przez stulecia leżało na przecięciu granic: państwowych, wyznaniowych, językowych, celnych i społecznych.

Współczesny Białystok jest dużym ośrodkiem. Urząd Statystyczny podaje, że 31 grudnia 2025 roku mieszkało w nim 289 tysięcy osób. Przeszłości tego miasta nie opowie się jako historii osady, która po prostu urosła. Białystok kilkakrotnie zmieniał państwo, administrację, dominujący język ulicy, podstawę gospodarki i skład ludności. Jego przestrzeń przypomina raczej palimpsest, czyli powierzchnię wielokrotnie zapisywaną, na której spod świeżego tekstu prześwituje poprzedni.

Miasto, które zaczynało się kilka razy

Z rokiem założenia jest kłopot. To pytanie, na które lepiej nie odpowiadać jedną liczbą.

Oficjalny portal miasta prowadzi najstarszy ślad do 1426 roku, kiedy w źródłach pojawia się wieś zapisana jako Bielszczany Stok, wzmiankowana przy okazji wielkiego księcia Witolda. Równolegle funkcjonuje legenda o Giedyminie, który miał polować w okolicznych puszczach i zachwycić się białym, czystym stokiem, a opowieść ta, chętnie powtarzana w przewodnikach i mocno zrośnięta z lokalną tożsamością, pozostaje jednak opowieścią i dokumentu nie zastępuje.

Drugą pozornie oczywistą cezurą jest rok 1749. Przywilej Augusta III z 1 lutego nadał Białemustokowi prawo magdeburskie, o które zabiegał Jan Klemens Branicki. Miasto było wtedy prywatną własnością hetmana, a nadanie oznaczało powołanie samorządu miejskiego, herb, określoną jurysdykcję oraz prawo do organizowania targów i jarmarków. Nie oznaczało natomiast, że dzień wcześniej nie istniał tu żaden organizm miejski. Historycy przywoływani przez urząd miasta dopuszczają wcześniejsze nadanie praw przez Jana III Sobieskiego, po którym zachowały się jedynie pośrednie ślady. Rok 1749 jest więc dobrze udokumentowaną cezurą prawną, a nie bezdyskusyjnym dniem narodzin.

Jeszcze starszą warstwę widać bez sięgania do archiwum. Przy dzisiejszym zespole katedralnym stoi niewielki biały kościół, którego budowę rozpoczął w 1617 roku Piotr Wiesiołowski, a dokończył jego syn Krzysztof, doprowadzając rzecz do konsekracji w 1626 roku. Narodowy Instytut Dziedzictwa uznaje go za najstarszy zachowany budynek Białegostoku. Z czasem stał się także mauzoleum fundatorów i kolejnych właścicieli miasta.

Zanim Białystok stał się miastem Branickich, funkcjonował tu zatem ośrodek skupiony wokół rezydencji, kościoła, dróg i placu handlowego. Formalna miejskość pojawiła się na końcu tego procesu, nie na początku.

Pałac nie był dodatkiem do miasta

Gdzie indziej pałac bywa po prostu jednym z zabytków. W Białymstoku był jednym z mechanizmów, które miasto ukształtowały.

Rezydencja Branickich stoi w miejscu obronnego dworu Wiesiołowskich z początku XVII wieku, który pod koniec tego samego stulecia Stefan Mikołaj Branicki, wojewoda podlaski, przebudował według projektu Tylmana z Gameren, wprowadzając francuskie zasady kompozycji przestrzennej. Największą zmianę rozpoczął w 1728 roku Jan Klemens Branicki, hetman wielki koronny. Przy rezydencji pracowali między innymi Jan Zygmunt Deybel, Henryk Klemm, Jakub Fontana i Pierre Ricaud de Tirregaille. Powstało założenie o powierzchni około czternastu hektarów, późnobarokowa rezydencja typu francuskiego, którą do dziś nazywa się polskim Wersalem.

Równolegle przebudowywano miasto. To jest sedno sprawy, bo barokowy Białystok opierał się na sprzęgnięciu rezydencji z przestrzenią publiczną i traktował pałac jako punkt, z którego rozchodzi się cała reszta założenia. Jan Klemens Branicki kontynuował prace ojca, wznosząc nowy ratusz kompozycyjnie powiązany z pobliskim kościołem farnym. Trójkątny rynek z ratuszem pośrodku, reprezentacyjna oś dzisiejszej Lipowej, kościół i pałac układały się w jeden zamysł, a sama oś Lipowej biegnie obok klasycystycznej cerkwi świętego Mikołaja i zamyka się na wzgórzu świętego Rocha.

Ratusz na Rynku Kościuszki w Białymstoku
Ratusz na Rynku Kościuszki – jeden z charakterystycznych elementów barokowego układu centrum Białegostoku ukształtowanego w czasach Jana Klemensa Branickiego.
Fot. AP / FaleInspiracji.pl · CC BY 4.0

Branicki dążył również do ujednolicenia zabudowy przy rynku i głównych ulicach, zasłaniając starsze, drewniane partie osady architekturą bardziej reprezentacyjną. Miasto miało wyglądać tak, jak wypadało wyglądać zapleczu hetmańskiej rezydencji, a drewniana codzienność mieszkańców schodziła o przecznicę w głąb kwartałów.

Dwór był przy tym ośrodkiem kultury. Działał tu teatr dworski, rozwijały się szkoły i rzemiosło, a przywileje dla rzemieślników oraz kupców należały do świadomej polityki właściciela. Ten etap stworzył przestrzenny szkielet dzisiejszego centrum. Nie stworzył jednak miasta, które znamy z fotografii z przełomu XIX i XX wieku. Do tego potrzebne były rozbiory, cło i kolej.

Pawilon pod Orłem w ogrodach Pałacu Branickich w Białymstoku
Pawilon pod Orłem w ogrodach Pałacu Branickich – zrekonstruowany w 2011 roku element barokowego założenia ogrodowego, stojący na granicy Ogrodu Górnego i Dolnego.
Fot. AP / FaleInspiracji.pl · CC BY 4.0

Jedno miasto, kilka państw

Akt trzeciego rozbioru Rzeczypospolitej podpisano 24 października 1795 roku. Obszar województwa podlaskiego przypadł Prusom, które utworzyły nową prowincję o nazwie Prusy Nowowschodnie.

Archiwum Państwowe w Białymstoku zwraca uwagę na paradoksalny awans. Białystok przestał być prywatnym miastem prowincjonalnym i stał się jednocześnie stolicą departamentu oraz całej prowincji, co dla ośrodka należącego jeszcze niedawno do jednej rodziny oznaczało zmianę rangi trudną do przecenienia. Departament białostocki podzielono na dziesięć dystryktów landrackich, a nadzór nad nim sprawowała ulokowana na miejscu Kamera Wojny i Domen. Urzędy, akta i pruscy urzędnicy pojawili się tam, gdzie wcześniej decydowała wola właściciela.

Zmieniły się także stosunki własnościowe. Izabela Branicka, dożywotnia właścicielka miasta, podpisała w marcu 1802 roku kontrakt dzierżawy z pruską Kamerą, a ostatecznie Potoccy sprzedali Białystok królowi pruskiemu za 217 970 talarów. Prywatne miasto magnackie przeszło w ręce państwa.

Epizod pruski trwał krótko. Po traktacie w Tylży, w 1807 roku, Napoleon przekazał departament białostocki Rosji, rozpoczynając ponad stuletni okres rosyjskiego panowania nad Białostocczyzną, a dla zwykłego mieszkańca oznaczało to kolejną zmianę urzędów, przepisów, monety, sieci handlowych i relacji z otoczeniem.

Najbardziej brzemienna w skutki okazała się jednak decyzja podjęta kilkadziesiąt lat później, po powstaniu listopadowym. Władze rosyjskie wprowadziły wysokie cła na towary sprowadzane do imperium z Królestwa Polskiego. Poszczególne akty i etapy tej polityki są w literaturze datowane rozmaicie, dlatego rozsądniej mówić o procesie niż o jednym przełomowym roku. Skutek jest natomiast dobrze udokumentowany. Producent, który chciał dalej sprzedawać na rynku rosyjskim, zyskiwał twardy powód, żeby przenieść zakład na drugą stronę bariery celnej, bliżej odbiorcy i poza zasięg nowych taryf.

Granica pomyślana jako narzędzie nacisku gospodarczego na Królestwo Polskie stała się impulsem uprzemysłowienia miasta leżącego już wewnątrz imperium.

Cło zrobiło z Białegostoku miasto fabryk

Pejzaż miasta w drugiej połowie XIX wieku wyglądał zupełnie inaczej niż sto lat wcześniej. Obok świątyń i rezydencji pojawiły się przędzalnie, tkalnie, farbiarnie, kominy i zabudowania robotnicze. Fabrykanci między innymi ze Zgierza przenieśli zakłady na Białostocczyznę, a miasto stało się ośrodkiem przemysłowym z kilkudziesięcioma fabrykami. Produkowano przede wszystkim tanie tkaniny wełniane na rynek wschodni.

Przyspieszenie przyszło w 1862 roku wraz z otwarciem linii kolei warszawsko-petersburskiej. Białystok przestał być punktem na trakcie lądowym. Surowce, maszyny, ludzie i gotowe towary zaczęły przemieszczać się znacznie szybciej, a rozbudowa węzła kolejowego wzmacniała ten efekt przez kolejne dekady, aż kolej stała się dla miasta czymś równie oczywistym jak rzeka dla portu. Kolej bywa dziś traktowana jak infrastrukturalne tło, choć w XIX wieku decydowała o tym, które miasto rośnie, a które zostaje z boku. Ślady takich rozstrzygnięć bywają zaskakująco trwałe, co widać także w dziejach starej lokomotywowni wachlarzowej w Katowicach.

Po epoce fabrycznej została architektura, którą łatwo przeoczyć, patrząc wyłącznie na pałac i rynek, a poprowadzony przez miasto szlak białostockich fabrykantów wiedzie dziś przez dawne zakłady, magazyny i rezydencje przedsiębiorców. Izrael Trylling osiadł tutaj w latach sześćdziesiątych XIX wieku, Eugeniusz Becker uruchomił produkcję pod koniec stulecia i w 1914 roku zatrudniał już około sześciuset osób. Działali tu również Karol August Moes oraz Izaak Stein, który postawił młyn parowy. Elita gospodarcza miasta miała po kilka narodowości i wyznań naraz.

Przemysłowy Białystok miał przy tym cechę, której nie sposób pominąć. Ogromną rolę odgrywali w nim przedsiębiorcy i robotnicy żydowscy. Opracowanie Wirtualnego Sztetla podaje, że w 1860 roku do właścicieli żydowskich należało 19 z 44 fabryk tekstylnych, a w 1898 roku już 299 spośród 372 działających w mieście zakładów przemysłowych. Proporcje są wyraźne. Nie wynika z nich jednak obraz jednej, zamożnej klasy. Obok zamożnych fabrykantów żyli drobni kupcy, rzemieślnicy, inteligencja i liczny proletariat.

Miasto, w którym większość była żydowska

Przybysz, który próbuje wyobrazić sobie dziewiętnastowieczny Białystok na podstawie dzisiejszego centrum, niemal na pewno zobaczy niewłaściwe miasto. Rozmiar pomyłki widać w tabelach.

Zestawienie demograficzne Wirtualnego Sztetla pokazuje, jak daleko sięgała ta zmiana. Dane za 1765 rok mówią o 3415 mieszkańcach, w tym 765 Żydach, czyli nieco ponad jednej piątej, a już w 1808 roku na około sześć tysięcy mieszkańców przypadało blisko cztery tysiące wyznawców judaizmu. Pół wieku później proporcja sięgnęła 76 procent. Spis z 1897 roku odnotował 66 032 mieszkańców, z czego 41 905 stanowili Żydzi, prawie 64 procent.

Po pierwszej wojnie światowej udział ludności żydowskiej spadał, choć pozostawał wysoki: 51 procent w 1921 roku i około 42 procent w 1939 roku, przy około stu siedmiu tysiącach mieszkańców. Przez kilka pokoleń Białystok był więc miastem, w którym żadna prosta opowieść narodowa nie obejmowała całej społeczności.

Nie chodziło o abstrakcyjną „wielokulturowość” z folderu turystycznego. Różnice było słychać na ulicy i widać w planie miasta, w rozmieszczeniu świątyń, w szyldach sklepów i w tym, kto gdzie mieszkał. Funkcjonowały tu wspólnoty katolickie, prawosławne, żydowskie i ewangelickie, a mieszkańcy posługiwali się polskim, jidysz, rosyjskim, niemieckim i kilkoma innymi językami.

Ślady tego układu przetrwały w architekturze. Budowę cerkwi świętego Mikołaja rozpoczęto w 1843 roku i zakończono trzy lata później, a świątynia stanęła w centrum, przy Lipowej, czyli na najbardziej reprezentacyjnej osi miasta. Projekt powierzono miejscowemu architektowi diecezjalnemu, a gotowa budowla, wzorowana na kopułowych, krzyżowych cerkwiach późnobizantyjskich, wyraźnie nawiązuje do rosyjskiego klasycyzmu i architektury Petersburga. Nieopodal stoi katolicki zespół farny, a przy historycznej osi miasta zachował się dawny kościół ewangelicki, wzniesiony w formach neoromańskich, dziś katolicki kościół świętego Wojciecha.

Budynki są tu jednak mniej ważne od ludzi. W takim środowisku dorastał Ludwik Zamenhof.

Sobór św. Mikołaja Cudotwórcy w Białymstoku
Sobór św. Mikołaja Cudotwórcy przy ulicy Lipowej – prawosławna katedra wzniesiona w latach 1843–1846, jeden z najważniejszych śladów rosyjskiej i prawosławnej warstwy historii Białegostoku.
Fot. AP / FaleInspiracji.pl · CC BY 4.0

Esperanto nie powstało w próżni

Zamenhof urodził się 15 grudnia 1859 roku przy ulicy Zielonej 6, noszącej dziś jego nazwisko, w społeczności złożonej przede wszystkim z Żydów, Polaków, Rosjan i Niemców. Rodzice przenieśli się w 1873 roku do Warszawy, a wszystko wskazuje na to, że do rodzinnego miasta już nie wrócił.

Jeszcze jako uczeń gimnazjum, w 1878 roku, stworzył pierwszą wersję własnego języka, nazwaną Lingwe Uniwersala. Publiczna broszura przedstawiająca projekt ukazała się w 1887 roku, dziewięć lat później i już w Warszawie (La universala lingvo).

W popularnych opowieściach esperanto zaczyna się zwykle od genialnego językotwórcy pochylonego nad gramatyką. Biografia dopisuje do tego tło. Autor projektu dorastał wśród czterech głównych społeczności miasta, opuścił je jako kilkunastolatek, a pierwszą wersję języka ułożył jeszcze w ławce szkolnej. Jak mocno jedno wynikało z drugiego, pozostaje kwestią interpretacji, ponieważ relacje o białostockim dzieciństwie powstawały długo po wyjeździe, kiedy idea była już gotowa.

Związek miasta z esperantem nie skończył się wraz z wyjazdem rodziny. Sto pięćdziesiąt lat po jego urodzinach, w 2009 roku, Białystok gościł 94. Światowy Kongres Esperanto. Przy tej okazji powstało Centrum imienia Ludwika Zamenhofa, działające w strukturze Białostockiego Ośrodka Kultury.

Esperanto należy do mniej oczywistych śladów białostockiego pogranicza. Jest próbą zbudowania narzędzia porozumienia przez człowieka, który dorastał w mieście, gdzie porozumienie nie bywało czymś oczywistym.

Wielokulturowość bez pocztówki

Słowo „wielokulturowość” bywa zwodnicze, bo sugeruje równowagę, wzajemną ciekawość i spokojne współistnienie. Białystok znał sąsiedztwo, wspólny handel i codzienną współpracę między grupami. Znał też segregację społeczną, biedę, nacjonalizmy, konflikty klasowe i przemoc.

Na przełomie stuleci miasto stało się ważnym ośrodkiem ruchu robotniczego, a w 1898 roku odbył się tu pierwszy strajk żydowskich robotników zorganizowany przez Bund, partię, która na lata wyznaczyła język politycznych sporów w żydowskiej części Białegostoku. Rewolucja 1905 roku przyniosła strajki, represje, działalność grup samoobrony i narastającą przemoc uliczną.

Kulminacją był pogrom z czerwca 1906 roku. Daty spotykane w źródłach potrafią zmylić: 1–3 czerwca według kalendarza juliańskiego, obowiązującego wtedy w Imperium Rosyjskim, odpowiadają 14–16 czerwca według kalendarza gregoriańskiego. Rozbieżne są również bilanse ofiar. Żydowski Instytut Historyczny podaje 88 zabitych, w tym 82 Żydów. Muzeum POLIN, prezentując badania Artura Markowskiego, mówi o 80 zabitych Żydach i dziewięciu chrześcijanach. Encyklopedia YIVO w haśle o rewolucji 1905 roku wymienia 82 Żydów i sześć osób innego wyznania. Sumy są więc zbliżone i zamykają się w okolicach osiemdziesięciu kilku zabitych, natomiast rozkład ofiar między społecznościami podawany jest różnie.

Zachowany w archiwum YIVO raport sędziego śledczego dotyczy wydarzeń na białostockim dworcu kolejowym. Opisuje 29 Żydów pobitych w budynku stacji lub wyciągniętych z pociągów, z których sześciu zmarło. Odnotowuje również, że obecni na dworcu policjanci i żołnierze nie zrobili nic, żeby przemoc powstrzymać. Jako bezpośredni powód zajść dokument wskazuje pogłoski o obraźliwych komentarzach Żydów pod adresem procesji religijnej.

Współczesne badania komplikują prostą wersję, według której pogrom był wyłącznie odgórnie zaplanowaną prowokacją rosyjskich władz. Artur Markowski w książce wydanej przez Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego pokazuje, jak utrwaliło się przekonanie, że pogromy organizowały i przeprowadzały czynniki w pewnym sensie zewnętrzne wobec lokalnej społeczności: władze, zaborcy, okupanci. Badacz zwraca uwagę na interakcyjny charakter zbiorowej przemocy i na to, że narracje ukształtowane po 1906 roku stały się wzorcem opisywania kolejnych pogromów, również tych z czasu drugiej wojny światowej.

Nie unieważnia to odpowiedzialności sprawców. Pokazuje natomiast, dlaczego historia wieloetnicznego miasta wymyka się zarówno pocztówce o harmonii, jak i pojedynczemu schematowi konfliktu.

Polityka zapisana w świątyniach

Architektura sakralna Białegostoku jest rodzajem kroniki politycznej, czytelnej nawet dla kogoś, kto nigdy nie zaglądał do archiwum.

Najbardziej niezwykłym przykładem jest zespół farny. Pod koniec XIX wieku parafia zabiegała o budowę nowej, większej świątyni. Projekt neogotyckiego kościoła przygotował w 1896 roku Józef Pius Dziekoński. Władze rosyjskie nie zgodziły się na nową budowę, zezwoliły natomiast na rozbudowę istniejącego kościoła. Dziekoński opracował więc w 1899 roku wersję dostosowaną do takiego warunku.

Prace ruszyły w kwietniu 1900 roku, dwa lata później rozebrano prezbiterium i część muru obwodowego starej świątyni, żeby zrobić miejsce dla nowej bryły, a konsekracja odbyła się w 1905 roku. Rezultat pozostaje osobliwy do dziś: mały siedemnastowieczny biały kościół przylega prostopadle do ogromnej, ceglanej bryły neogotyckiej. Nie potrzeba tu legendy o sprytnym oszukaniu cara. Wystarczy procedura. Sam mechanizm administracyjny, dobrze udokumentowany, mówi o imperialnej polityce wyznaniowej więcej niż anegdota o przechytrzeniu urzędników.

Inny komunikat wysyła cerkiew świętego Mikołaja z połowy XIX wieku, klasycystyczna i wyraźnie związana z rosyjskim porządkiem imperialnym. Jeszcze inny wysyła kościół świętego Rocha, którego forma należy już do niepodległej Polski. Parafię utworzono w 1925 roku, rok później rozpisano konkurs architektoniczny, na który wpłynęło ponad siedemdziesiąt prac, a w 1927 roku wybrano projekt Oskara Sosnowskiego. Świątynia miała być wotum za odzyskanie niepodległości i za zwycięstwo z 1920 roku. Narodowy Instytut Dziedzictwa uznaje ją za wybitne dzieło międzywojennego modernizmu, z czytelnymi odniesieniami do ekspresjonizmu.

Na jednej osi miasta można zatem odczytać trzy porządki polityczne: barokowe miasto magnackie, imperium rosyjskie i polską niepodległość.

Kościół Chrystusa Króla i świętego Rocha w Białymstoku
Kościół Chrystusa Króla i św. Rocha – modernistyczna świątynia projektu Oskara Sosnowskiego, pomyślana jako wotum za odzyskanie niepodległości.
Fot. AP / FaleInspiracji.pl · CC BY 4.0

Niepodległość przyszła dopiero w lutym

Data 11 listopada 1918 roku jest wygodną ogólnopolską cezurą. Białostocki kalendarz wyglądał inaczej, a zadecydował o tym układ frontów i rozkład jazdy niemieckich transportów.

Po wycofaniu się Rosjan w 1915 roku miasto znalazło się pod okupacją niemiecką i pozostało pod nią również po listopadowym przełomie. Niemieckie wojska nie mogły po prostu odejść, ponieważ Białystok leżał na trasie ewakuacji oddziałów wracających z Ukrainy do Prus Wschodnich. Przybywające jednostki zatrzymywały się na białostockich dworcach i ruszały dalej. Od 26 listopada 1918 roku polskie i niemieckie posterunki ubezpieczały linię demarkacyjną.

Sprawę uregulowała dopiero umowa białostocka z 5 lutego 1919 roku, w której ustalono warunki zajęcia miasta przez Wojsko Polskie. Ostatni niemiecki transport miał odjechać z dworca centralnego 19 lutego do godziny dwunastej. Z powodu kłopotów technicznych pociąg pancerny wyruszył po siedemnastej, a tego samego dnia do miasta weszły polskie oddziały. Relacje mówią o tłumie i o elektrycznym prądzie, który przeszedł przez zebranych na widok pierwszych konnych żołnierzy.

Lokalną datą odzyskania niepodległości jest więc 19 lutego, a nie 11 listopada. Jeszcze w tym samym miesiącu Białystok został stolicą nowo utworzonego województwa białostockiego. To drobna korekta szkolnego kalendarza, ale bardzo białostocka: położenie między centrum odradzającej się Polski a obszarem, przez który przemieszczały się armie, po raz kolejny sprawiło, że lokalna chronologia nie mieściła się w ogólnokrajowym schemacie.

Bojary i Chanajki: dwa sposoby znikania miasta

Białystok przełomu XIX i XX wieku był w dużej mierze miastem drewnianym. Dziś tę warstwę najłatwiej zobaczyć na Bojarach.

Osiedle należy do najstarszych w mieście i zachowało enklawę drewnianej zabudowy: niewielkie domy zwane chałupami bojarskimi, kocie łby, ogrody i winorośl oplatającą ściany. To nie skansen. Raczej kawałek dawnego Białegostoku, który przetrwał między późniejszymi inwestycjami.

Najbardziej zaskakująca informacja dotyczy ulicy Skorupskiej. Niewielki jej odcinek stanowił od unii lubelskiej z 1569 roku aż po trzeci rozbiór granicę między Koroną Królestwa Polskiego a Wielkim Księstwem Litewskim. Granica ustrojowa dawnej Rzeczypospolitej została więc zapisana w geometrii współczesnej dzielnicy, obok garaży i przystanków.

Zupełnie inaczej wygląda pamięć Chanajek i Piasków. Były to dzielnice powstające w XVIII i XIX wieku, zamieszkane przez najuboższych członków społeczności żydowskiej, obejmujące między innymi ulice Młynową, Grunwaldzką, Kijowską i Rynek Sienny, zdominowane przez parterową zabudowę drewnianą. Nieco starszy rodowód ma Szulhof, dzielnica, która wyrosła wokół placu synagogalnego przy dzisiejszej ulicy Suraskiej.

Nie były to romantyczne sztetle z literatury wspomnieniowej. Gęstość zabudowy i ubóstwo współistniały tam z warsztatami, drobnym handlem i codziennością znacznej części miejskiej biedoty, dla której zarówno Białystok fabrykantów, jak i Białystok pałacowy pozostawały równie odległe. Ten świat zniknął fizycznie w czasie wojny, a resztę przekształciła powojenna odbudowa. Bojary pozostają fragmentarycznym materialnym świadkiem dawnego Białegostoku. Chanajki trzeba rekonstruować z map, fotografii, dokumentów i pamięci.

Drewniana Wodopójka przy Siennym Rynku w Białymstoku
Wodopójka przy Siennym Rynku – rekonstrukcja drewnianego obiektu z końca XIX wieku, przypominająca o dawnej drewnianej zabudowie tej części Białegostoku.
Fot. AP / FaleInspiracji.pl · CC BY 4.0

Dwie okupacje, jedna przestrzeń

We wrześniu 1939 roku Białystok znalazł się w sowieckiej strefie okupacyjnej wyznaczonej przez porozumienia niemiecko-sowieckie. Wojska sowieckie utrzymały władzę w mieście do niemieckiego ataku na Związek Radziecki w czerwcu 1941 roku.

Data 27 czerwca 1941 roku otwiera jeden z najstraszniejszych rozdziałów w dziejach miasta. Tego dnia Batalion Policji Porządkowej 309 dokonał masakry Żydów. United States Holocaust Memorial Museum podaje, że zamordowano wtedy od dwóch do trzech tysięcy osób, a setki ofiar spalono żywcem w Wielkiej Synagodze. Wirtualny Sztetl szacuje z kolei, że w podpalonym budynku Wielkiej Synagogi znajdowało się wtedy od tysiąca do dwóch tysięcy osób. Rozbieżności w niczym nie umniejszają zbrodni, każą jednak ostrożnie obchodzić się z pojedynczą liczbą. Spłonęła wtedy również znaczna część żydowskiej dzielnicy Chanajki.

Sierpień 1941 roku przyniósł getto, do którego stłoczono około pięćdziesięciu tysięcy Żydów z Białegostoku i okolicznych miejscowości, a teren dzielił na dwie części bieg rzeki Białej. Przymusowa praca, głód, egzekucje i deportacje prowadziły do jego stopniowej zagłady, a w lutym 1943 roku około dziesięciu tysięcy białostockich Żydów wywieziono do ośrodka zagłady w Treblince.

Ostateczna likwidacja getta zaczęła się 16 sierpnia 1943 roku. Żydowskie podziemie podjęło zbrojny opór, atakując siły niemieckie przy ogrodzeniu. Setki powstańców zginęły, siedemdziesięciu jeden bojowników zabito po odkryciu ich bunkra. Około siedmiu tysięcy sześciuset osób przetrzymywano w obozie przejściowym, a następnie wywożono do Majdanka, Poniatowej, Bliżyna i Auschwitz. Powstanie w getcie białostockim jest w powszechnej pamięci znacznie słabiej obecne niż powstanie w getcie warszawskim, choć należało do najważniejszych przykładów żydowskiego oporu zbrojnego w okupowanej Europie Wschodniej.

Armia sowiecka wyparła Niemców z Białegostoku pod koniec lipca 1944 roku. Zniszczeniu uległo wtedy około trzech czwartych zabudowy, co oznaczało, że powracająca administracja obejmowała w zarząd głównie gruz, puste parcele i resztki infrastruktury technicznej.

Skalę zerwania najlepiej widać w liczbach. Jeszcze w 1939 roku Żydzi stanowili około 42 procent mieszkańców. Sześć lat później doliczono się 1085 osób w mieście liczącym około 56 tysięcy, czyli niecałych dwóch procent. Powojenny Białystok nie był po prostu uszkodzoną wersją miasta przedwojennego. Był miastem społecznie innym.

Te same tory

Tutaj wracamy do bocznicy Dworca Poleskiego.

Muzeum Pamięci Sybiru zajmuje przedwojenny magazyn wojskowy przylegający bezpośrednio do torów. Stąd w latach 1940–1941, a potem w 1944 roku, Sowieci deportowali na Sybir mieszkańców Białostocczyzny. Tą samą bocznicą Niemcy wywozili w 1943 roku do Treblinki Żydów z getta. Ekspozycja wykorzystuje zachowany układ torów, a wagon towarowy stojący w budynku prowadzi zwiedzających do wystawy.

To nie jest metafora. Chodzi o tę samą fizyczną infrastrukturę kolejową, o ten sam nasyp i te same szyny, używane przez dwa systemy okupacyjne do dwóch różnych akcji represyjnych, w odstępie kilku lat.

Takie miejsce zmienia perspektywę na całą historię miasta. Granica przestaje być wyłącznie linią, dzięki której w XIX wieku opłacało się przenieść fabrykę. Staje się elementem geopolityki, która w XX wieku wielokrotnie przesuwała Białystok między państwami i systemami, za każdym razem kosztem jego mieszkańców.

Trzecie miasto: Białystok po katastrofie

Po 1944 roku odbudowa dotyczyła budynków, a w równym stopniu miejskich funkcji. Przedwojennej struktury społecznej nie dało się odtworzyć. Większość białostockich Żydów została zamordowana, część dawnych mieszkańców znalazła się poza nowymi granicami albo nie wróciła z deportacji i wojennej tułaczki, a do miasta napływali ludzie z zewnątrz.

Symbolem tej przemiany jest ponownie Pałac Branickich, którego poważnie zniszczone mury przeznaczono na siedzibę powstającej uczelni medycznej. Organizację placówki i funkcję rektora powierzono w 1949 roku Tadeuszowi Kielanowskiemu, a rozporządzenie Rady Ministrów z 3 lutego 1950 roku powołało Akademię Lekarską w Białymstoku, dziesiątą tego typu uczelnię w kraju. Nazwę zmieniono niedługo potem na Akademię Medyczną. Odbudowa i prace konserwatorskie przy pałacu trwały aż do 1962 roku, równolegle z organizowaniem uczelni. Od 2008 roku instytucja nosi nazwę Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Zmiana funkcji jest niemal modelowa dla powojennego Białegostoku. Osiemnastowieczna manifestacja pozycji magnata została przekształcona w publiczny ośrodek nauki i medycyny. Wokół historycznych fragmentów centrum wyrastało tymczasem kolejne miasto: administracyjne, akademickie, przemysłowe i mieszkaniowe, ukształtowane przez realia Polski Ludowej. W 1999 roku dawne miasto Branickich zostało stolicą nowo utworzonego województwa podlaskiego.

Pytanie „który Białystok jest prawdziwy?” traci w tym świetle sens. Barokowa rezydencja, fabryczne mury, drewniane Bojary, nieistniejące Chanajki i powojenne osiedla są częściami tej samej historii, choć należą do różnych światów społecznych.

Pałac Branickich i ogrody pałacowe w Białymstoku
Pałac Branickich – dawna magnacka rezydencja, po wojnie odbudowana i przeznaczona na siedzibę uczelni medycznej, dziś Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.
Fot. AP / FaleInspiracji.pl · CC BY 4.0

Zielone miasto, ale nie dzięki Białowieży

Białystok bywa automatycznie kojarzony z Puszczą Białowieską. Skojarzenie jest wygodne regionalnie i słabe jako opis samego miasta, bo o przyrodniczym charakterze Białegostoku decyduje przede wszystkim to, co rośnie po tej stronie tablicy z nazwą.

Las Zwierzyniecki leży w granicach administracyjnych miasta i ma status rezerwatu przyrody. To nie dekoracyjny park urządzony wokół zabytku, lecz obszar chronionej przyrody wewnątrz struktury dużego ośrodka. Ponad dwadzieścia osób z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, białostockiego magistratu, Politechniki Białostockiej i Instytutu Nauk Leśnych, wspartych przez inicjatywę Ratujmy Zwierzyniec, budowało tam w maju 2026 roku progi spowalniające odpływ wody, z drewna, ziemi i kamieni. Powodem jest pogarszająca się z roku na rok sytuacja hydrologiczna rezerwatu, pociętego rowami odprowadzającymi wodę. Niektóre z nich mają nawet 2,5 metra głębokości.

Historia dobrze pasuje do reszty miejskiej opowieści, bo i tutaj warstwy się nakładają, a decyzje sprzed dekad wracają w nowej postaci. Miasto potrafi być laboratorium przyrodniczym, co widać również w porównaniu Parku Śląskiego z Central Parkiem, gdzie zieleń okazuje się konstrukcją równie zaprojektowaną jak układ ulic.

Białystok mieści naraz barokowe osie widokowe, pozostałości przemysłu, kolej, drewniane dzielnice, powojenne osiedla i obszary leśne. Żaden z tych elementów samodzielnie nie tłumaczy miasta.

Rzeźba Obietnica Michała Jackowskiego w centrum Białegostoku
„Obietnica” Michała Jackowskiego przy ulicy Jana Kilińskiego – współczesna rzeźba wpisana w historyczną przestrzeń centrum Białegostoku.
Fot. AP / FaleInspiracji.pl · CC BY 4.0

Miasto zapisywane od nowa

Białystok często opisuje się jako tygiel kultur. Metafora brzmi dobrze, ale ma wadę: sugeruje, że wszystkie składniki połączyły się w trwały stop.

Historia miasta przebiegała inaczej. Niektóre społeczności współistniały tu przez pokolenia, nie zlewając się ze sobą, i zachowały odrębne szkoły, gazety, cmentarze oraz język codziennej rozmowy. Część warstw przerwano gwałtownie. Inne przetrwały w budynkach, nazwach ulic, cmentarzach, planie przestrzennym albo w pamięci rodzin. Jeszcze inne powstały dopiero wtedy, gdy poprzedni świat już nie istniał.

Dlatego bardziej użyteczny jest obraz palimpsestu. Miasta bywają takimi powierzchniami zapisywanymi wielokrotnie, a starsze teksty rzadko znikają całkowicie, co widać także w historii Wzgórza Wawelskiego, gdzie kolejne warstwy znaczeń nakładały się przez stulecia.

Białystok Branickich został w pałacu i w układzie centrum. Po imperium rosyjskim zostały cerkiew, fabryki oraz konsekwencje dawnej granicy celnej. Żydowskie miasto przetrwało w dokumentach, ocalałych budynkach i pamięci o Chanajkach, Zamenhofie, pogromie, getcie oraz jego powstańcach. Dwudziestowieczne katastrofy zbiegają się przy torach dawnego Dworca Poleskiego, a miasto powojenne mieści uniwersytet w magnackiej rezydencji i żyje w przestrzeni, której znaczną część wymyślono od nowa.

Białystok robi się ciekawszy w chwili, gdy przestaje być „stolicą Podlasia z pałacem Branickich”. Najwięcej mówi o nim prosty mechanizm: granice potrafią równocześnie budować miasto, dzielić jego mieszkańców i przesądzać o jego przyszłości.

Literatura i źródła