Traktat, który spina Amerykę Północną i Europę, uruchomiono w pełni tylko raz w historii. Stało się to 12 września 2001 roku, nazajutrz po ataku na World Trade Center i Pentagon. Ambasadorowie państw sojuszu zebrali się w Brukseli i uznali, że napaść na Stany Zjednoczone jest napaścią na nich wszystkich. Przez ponad pół wieku artykuł 5 traktatu waszyngtońskiego pozostawał obietnicą zapisaną na papierze, straszakiem wymierzonym w Związek Radziecki. Zadziałał dopiero wtedy, gdy zamiast sąsiada zza żelaznej kurtyny uderzyła siatka terrorystyczna działająca z terytorium Afganistanu.
Dziś Sojusz Północnoatlantycki liczy trzydzieści dwa państwa i po raz pierwszy od dekad na poważnie przygotowuje się do wojny. Wydatki na zbrojenia w Europie rosną najszybciej od czasów zimnowojennej rywalizacji. Rosyjskie drony raz po raz naruszają przestrzeń powietrzną kolejnych członków. A prezydent największego mocarstwa sojuszu regularnie podaje w wątpliwość sens amerykańskich zobowiązań wobec starego kontynentu. Żeby zrozumieć, dlaczego akurat teraz NATO budzi tyle emocji, trzeba cofnąć się do gruzów, na których je zbudowano.
Jak narodził się sojusz
Europa Zachodnia wychodziła z drugiej wojny światowej wyczerpana i słaba. Armie zachodnich aliantów zostały błyskawicznie zdemobilizowane, gospodarki leżały w ruinie, a we Francji i we Włoszech rosły w siłę partie komunistyczne. Po drugiej stronie kontynentu stała armia radziecka, która kontrolowała już całą Europę Środkową i Wschodnią. Winston Churchill nazwał tę granicę żelazną kurtyną, a wydarzenia z 1948 i 1949 roku pokazały, że to nie tylko retoryczna figura. W lutym 1948 roku komuniści przejęli władzę w Czechosłowacji. Kilka miesięcy później Sowieci zablokowali lądowy dostęp do zachodnich sektorów Berlina, próbując wygłodzić miasto.
Zachód reagował stopniowo. Najpierw, w 1947 roku, Francja i Wielka Brytania podpisały traktat w Dunkierce. Rok później rozszerzono go o kraje Beneluksu, tworząc unię zachodnią. Te układy miały jednak jedną zasadniczą słabość: brakowało w nich Amerykanów. Bez militarnego zaangażowania Stanów Zjednoczonych żaden zachodnioeuropejski pakt nie mógł realnie odstraszyć Moskwy. Waszyngton, kierując się doktryną Trumana o powstrzymywaniu komunizmu, po raz pierwszy w czasie pokoju zdecydował się związać sojuszem z Europą.
4 kwietnia 1949 roku w Waszyngtonie przedstawiciele dwunastu państw podpisali traktat północnoatlantycki. Założycielami były Belgia, Kanada, Dania, Francja, Islandia, Włochy, Luksemburg, Holandia, Norwegia, Portugalia, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. Dokument wszedł w życie 24 sierpnia tego samego roku. Jego sens streścił zgrabnie brytyjski lord Ismay, pierwszy sekretarz generalny sojuszu, któremu przypisuje się słowa, że NATO powstało po to, by trzymać Rosjan z dala, Amerykanów w środku, a Niemców w ryzach. Zdanie brzmi cynicznie, ale dobrze oddaje trzy problemy, które sojusz miał rozwiązać jednocześnie.
Przez następne cztery dekady główną rolą NATO było odstraszanie. Wejście Republiki Federalnej Niemiec do sojuszu w 1955 roku sprowokowało Związek Radziecki do powołania własnego bloku, czyli Układu Warszawskiego. Europa podzieliła się na dwa uzbrojone po zęby obozy, które przez całą zimną wojnę stały naprzeciw siebie, nie oddając ani jednego strzału.
Nie znaczy to, że wewnątrz samego sojuszu panowała zgoda. Największy kryzys wywołał Charles de Gaulle. W 1966 roku francuski prezydent wycofał swój kraj ze zintegrowanej struktury wojskowej NATO i zażądał usunięcia obcych baz z francuskiej ziemi. De Gaulle nie godził się, by francuskie wojsko podlegało amerykańskiemu dowództwu, a francuska broń jądrowa cudzej kontroli. Formalnie Francja pozostała w sojuszu, ale kwatera główna musiała się wynieść. Tak właśnie NATO trafiło z Paryża do Brukseli, a dowództwo SHAPE do belgijskiego Mons. Do zintegrowanej struktury wojskowej Paryż wrócił dopiero w 2009 roku, za prezydentury Nicolasa Sarkozy’ego. Epizod ten unaocznił różnicę między dwoma blokami, bo w przeciwieństwie do Układu Warszawskiego NATO potrafiło znieść otwarty sprzeciw jednego z członków.
Klauzula wzajemnej obrony, ów słynny artykuł 5, ani razu nie została w tym czasie uruchomiona. Jej wartość polegała właśnie na tym, że nigdy nie musiała zadziałać.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Artykuł 5, czyli serce układu
Cały sens sojuszu mieści się w jednym zdaniu. Zbrojna napaść na jedno z państw członkowskich w Europie lub Ameryce Północnej jest traktowana jak napaść na wszystkie. Brzmi to jak żelazna gwarancja automatycznej wojny, tyle że w traktacie zapisano to znacznie ostrożniej. Traktat mówi, że każdy sojusznik podejmie działania, które sam uzna za konieczne, „łącznie z użyciem siły zbrojnej". To sformułowanie zostawia furtkę. Kraj zaatakowany może liczyć na pomoc, ale o jej kształcie decyduje każdy członek osobno, zgodnie z własnymi procedurami konstytucyjnymi. W wielu państwach oznacza to konieczność zgody parlamentu na wysłanie żołnierzy.
Zasięg gwarancji również ma swoje granice. Artykuł 6 precyzuje, że ochrona obejmuje terytoria członków w Europie i Ameryce Północnej oraz obszary na północ od zwrotnika Raka. Dlatego kolonialne wojny Francji w Algierii czy brytyjskie konflikty poza Europą nigdy nie stały się sprawą całego sojuszu.
Jedyny raz, gdy artykuł 5 wszedł w grę, wiązał się z zamachami z 11 września. Rada Północnoatlantycka uznała napaść za objętą traktatem już następnego dnia, a formalnie potwierdziła tę decyzję na początku października, po ustaleniu, że atak przyszedł z zagranicy. W ramach odpowiedzi sojusznicy uzgodnili osiem konkretnych działań. Samoloty wczesnego ostrzegania AWACS patrolowały amerykańskie niebo w ramach operacji Eagle Assist, a okręty rozpoczęły operację Active Endeavour na Morzu Śródziemnym. Pierwsze i jedyne uruchomienie klauzuli obronnej nastąpiło więc w obronie tego mocarstwa, które teoretycznie potrzebowało jej najmniej.
Znacznie częściej sojusz sięga po artykuł 4. Pozwala on każdemu członkowi zwołać konsultacje, gdy uzna, że jego bezpieczeństwo jest zagrożone. Po rosyjskiej aneksji Krymu w 2014 roku procedurę tę uruchamiały państwa wschodniej flanki. We wrześniu 2025 roku Rada Północnoatlantycka zebrała się na jej podstawie dwukrotnie w ciągu dwóch tygodni, po tym jak rosyjskie drony i samoloty wtargnęły w przestrzeń powietrzną Polski i Estonii. Z czasem sojusz uznał też, że pojęcie zbrojnej napaści nie ogranicza się do czołgów przekraczających granicę. Poważny atak w cyberprzestrzeni, w kosmosie albo działania hybrydowe również mogą, w zależności od skali, uruchomić artykuł 5.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Jak zbudowane jest NATO
Sojusz działa na dwóch poziomach, politycznym i wojskowym, i łatwo je pomylić. Organem, który podejmuje wszystkie kluczowe decyzje, jest Rada Północnoatlantycka. Zasiadają w niej przedstawiciele wszystkich trzydziestu dwóch państw, a spotyka się w różnych składach, od ambasadorów po szefów rządów podczas szczytów. Najistotniejsza jest reguła, według której rada pracuje. Wszystkie decyzje zapadają przez konsensus. Nie ma głosowania ani większości, która mogłaby przegłosować mniejszość. Każde państwo, od Stanów Zjednoczonych po Luksemburg, dysponuje faktycznym prawem weta.
Ta zasada bywa źródłem paraliżu. To właśnie dzięki niej Turcja i Węgry mogły przez wiele miesięcy blokować przyjęcie Finlandii i Szwecji, wymuszając ustępstwa. Z drugiej strony konsensus sprawia, że raz podjęta decyzja jest naprawdę wspólna, bo stoi za nią każdy członek.
Twarzą sojuszu jest sekretarz generalny. Od października 2024 roku funkcję tę pełni Mark Rutte, były premier Holandii, który zastąpił Norwega Jensa Stoltenberga. Sekretarz generalny nie dowodzi jednak wojskiem. Jest przewodniczącym rady, mediatorem między stolicami i głównym rzecznikiem NATO, ale nie wydaje rozkazów żołnierzom. Kwatera główna sojuszu mieści się w Brukseli, w nowoczesnym gmachu oddanym do użytku w 2017 roku.
Strona wojskowa ma własną strukturę. Naczelne Dowództwo Sojuszniczych Sił w Europie, w skrócie ACO, znajduje się w bazie SHAPE pod belgijskim miastem Mons. Stoi na jego czele naczelny dowódca sił sojuszniczych w Europie, znany pod skrótem SACEUR. Zgodnie z niepisaną tradycją zawsze jest to amerykański generał, obecnie Alexus Grynkewich. Drugie dowództwo strategiczne, odpowiedzialne za transformację i rozwój zdolności, ma siedzibę w amerykańskim Norfolk. W czasie pokoju armie narodowe pozostają pod kontrolą własnych rządów. NATO zajmuje się planowaniem i koordynacją, a dopiero w razie kryzysu przejmuje nad wyznaczonymi siłami dowodzenie operacyjne. Oficjalnymi językami sojuszu są angielski i francuski.
Wojny poza obszarem traktatu
Trudno było uzasadnić istnienie organizacji zbudowanej przeciwko wrogowi, którego już nie ma. Odpowiedzią na ten kłopot okazała się gruntowna zmiana roli. Z sojuszu pilnującego własnych granic NATO przekształciło się w organizację prowadzącą operacje daleko poza nimi, w wojskowym żargonie zwane działaniami poza obszarem traktatu.
Pierwszym poważnym sprawdzianem były Bałkany. Podczas wojny w Bośni w latach 1992–1995 sojusz przeprowadził swoją pierwszą w historii interwencję zbrojną. Z mandatu Organizacji Narodów Zjednoczonych egzekwował strefę zakazu lotów i osłaniał wyznaczone strefy bezpieczeństwa, a latem 1995 roku kampania powietrzna pomogła zakończyć wojnę i doprowadzić do porozumienia z Dayton. Cztery lata później przyszła kolej na Kosowo. Wobec czystek etnicznych prowadzonych przez reżim Slobodana Miloševicia sojusz zdecydował się na kampanię bombardowań Jugosławii, która trwała siedemdziesiąt osiem dni. Odbyła się bez wyraźnego mandatu Rady Bezpieczeństwa, co do dziś budzi spory prawne. Po jej zakończeniu do Kosowa weszły siły pokojowe KFOR, które stacjonują tam nieprzerwanie do dzisiaj.
Najdłuższą i najtrudniejszą misją okazał się Afganistan. Po zamachach z 11 września sojusz przejął w 2003 roku dowodzenie nad Międzynarodowymi Siłami Wsparcia Bezpieczeństwa, znanymi pod skrótem ISAF. W szczytowym momencie służyło w nich około stu trzydziestu tysięcy żołnierzy z kilkudziesięciu państw. Zaangażowanie w walkach trwało do 2014 roku, a misję szkoleniową kontynuowano aż do wycofania sił w 2021 roku. Afganistan był bolesną lekcją. Dwie dekady zaangażowania nie wystarczyły, by zbudować stabilne państwo, a talibowie wrócili do władzy w 2021 roku, gdy tylko wojska Zachodu zaczęły się wycofywać.
Lista operacji jest znacznie dłuższa. W 2011 roku, na mocy rezolucji Rady Bezpieczeństwa, sojusz poprowadził w Libii operację Unified Protector, egzekwując embargo na broń oraz strefę zakazu lotów i chroniąc ludność cywilną przed siłami Muammara Kaddafiego. U wybrzeży Rogu Afryki okręty NATO przez lata zwalczały piractwo. Od 2018 roku sojusz prowadzi też misję szkoleniową w Iraku. Ta ekspansja poza pierwotny obszar działania na trwałe zmieniła charakter organizacji. Żołnierze NATO służyli odtąd w miejscach oddalonych o tysiące kilometrów od Brukseli, od Afganistanu po Zatokę Adeńską.
Od dwunastu do trzydziestu dwóch
Od chwili powstania sojusz niemal bez przerwy się rozrastał. Pierwsze dołączyły Grecja i Turcja w 1952 roku, potem Republika Federalna Niemiec w 1955 i Hiszpania w 1982. Prawdziwy przełom przyniósł jednak upadek Związku Radzieckiego. W 1990 roku, wraz ze zjednoczeniem Niemiec, gwarancje sojuszu objęły terytorium dawnej NRD. Dziewięć lat później, na szczycie w Waszyngtonie, do NATO weszły Polska, Węgry i Czechy. Były to pierwsze państwa dawnego Układu Warszawskiego, które przeszły na drugą stronę niedawnej linii podziału.
Największa fala rozszerzenia nastąpiła w 2004 roku. Do sojuszu przyjęto wtedy siedem państw naraz: Bułgarię, Estonię, Łotwę, Litwę, Rumunię, Słowację i Słowenię. Wśród nich znalazły się trzy byłe republiki radzieckie, czyli kraje bałtyckie, co Moskwa odebrała jako przekroczenie czerwonej linii. Później dołączały już pojedyncze państwa. Albania i Chorwacja w 2009 roku, Czarnogóra w 2017, Macedonia Północna w 2020, po zakończeniu wieloletniego sporu z Grecją o nazwę kraju.
Zasady przyjmowania nowych członków opisuje artykuł 10 traktatu. Drzwi sojuszu stoją otworem dla każdego państwa europejskiego, ale wejść można wyłącznie za jednomyślną zgodą wszystkich obecnych członków. W praktyce oznacza to, że każdy kandydat musi przekonać do siebie całą trzydziestkę.
Najświeższy rozdział tej historii napisała Rosja, choć wbrew własnym intencjom. Finlandia i Szwecja przez dekady pielęgnowały neutralność. Sztokholm trzymał się jej od czasów wojen napoleońskich. Pełnoskalowa inwazja na Ukrainę w 2022 roku zmieniła nastroje obu społeczeństw w ciągu kilku tygodni. Finlandia przystąpiła do NATO w kwietniu 2023 roku, Szwecja rok później, w marcu 2024, jako trzydziesty drugi członek. Samo wejście Finlandii ponad dwukrotnie wydłużyło lądową granicę sojuszu z Rosją, dokładając do niej ponad tysiąc trzysta kilometrów. Bilans tego zwrotu opisywaliśmy szerzej przy okazji trzech lat od zaproszenia Finlandii i Szwecji do sojuszu.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Polska w Sojuszu
Dla Polski wejście do NATO 12 marca 1999 roku było czymś więcej niż zmianą przynależności wojskowej. W ciągu jednej dekady kraj przeszedł od Układu Warszawskiego do sojuszu, przeciwko któremu jeszcze niedawno miał się bić. Dziś, ćwierć wieku później, Polska stała się jednym z filarów wschodniej flanki i, w relacji do wielkości gospodarki, najintensywniej zbrojącym się państwem całego sojuszu.
W 2025 roku, według szacunków kwatery głównej NATO, Polska przeznaczyła na obronność około 4,48 procent produktu krajowego brutto. Na 2026 rok zaplanowano wydatki na poziomie co najmniej pięciu procent PKB, co w ujęciu nominalnym oznacza ponad dwieście miliardów złotych, czyli mniej więcej pięćdziesiąt miliardów dolarów. Żadne inne państwo sojuszu nie oddaje obronności tak dużej części swojej gospodarki. Pieniądze idą na modernizację armii na niespotykaną wcześniej skalę, od koreańskich haubic K9 i czołgów po obronę przeciwlotniczą i zdolność do walki z dronami. Trzeba przy tym uczciwie zaznaczyć, że szacunki NATO bywają korygowane w dół, a znaczna część zakupów finansowana jest długiem, który da o sobie znać w kolejnych latach.
Polska to nie tylko wysokie wydatki, ale również infrastruktura dowodzenia. W Szczecinie od 1999 roku działa Wielonarodowy Korpus Północno-Wschodni, jedna z najstarszych wielonarodowych struktur dowódczych sojuszu, która po 2014 roku stała się kluczowym elementem planowania obrony wschodniej flanki. W Elblągu z kolei mieści się dowództwo Wielonarodowej Dywizji Północny Wschód, w pełni operacyjne od grudnia 2018 roku. Wielonarodową grupą bojową rozmieszczoną na polskim terytorium dowodzą Amerykanie, a na miejscu stacjonują też siły innych sojuszników. Do tego dochodzi rola, której nie widać w statystykach budżetowych. Polska jest głównym lądowym korytarzem, przez który płynie zachodnia pomoc wojskowa dla walczącej Ukrainy.
Rok 2022 i przebudowa flanki wschodniej
Rosyjska napaść na Ukrainę w lutym 2022 roku była dla NATO wstrząsem, który zakończył epokę względnego spokoju. Sojusz przez lata traktował obronę kolektywną raczej jako polisę ubezpieczeniową niż realny scenariusz. Wojna za wschodnią granicą zmusiła go do przestawienia się z powrotem na myślenie o dużym konflikcie na kontynencie. Kiedy walki pod Bachmutem pokazały, że wojna pozycyjna i masowe użycie dronów wróciły do Europy, w zachodnich sztabach zapadła decyzja o gruntownej przebudowie wschodniej flanki.
Punktem wyjścia były cztery wielonarodowe grupy bojowe, rozmieszczone jeszcze w 2017 roku w Polsce, Estonii, na Łotwie i Litwie. Każda liczyła około tysiąca żołnierzy i miała charakter przede wszystkim symboliczny. Ich zadanie było głównie polityczne. Chodziło o to, by żaden agresor nie mógł zaatakować tych krajów, nie strzelając jednocześnie do żołnierzy kilkunastu innych państw.
Sojusz długo unikał nazywania tej obecności stałą, mówiąc raczej o rotacyjnej i ciągłej. Powód był dyplomatyczny. W podpisanym w 1997 roku akcie o wzajemnych stosunkach z Rosją NATO zobowiązało się, że nie będzie trwale rozmieszczać znaczących sił bojowych na terytorium nowych członków. Przez lata dokument ten wyznaczał granicę tego, co sojusz mógł zrobić na wschodzie. Rosyjska inwazja z 2022 roku ostatecznie odesłała te samoograniczenia do lamusa.
Na szczycie w Madrycie w 2022 roku sojusznicy postanowili tę obecność radykalnie wzmocnić. Liczbę grup bojowych zwiększono do ośmiu, dodając Bułgarię, Węgry, Rumunię i Słowację, a każdą z nich można w razie potrzeby rozwinąć do wielkości brygady. Przyjęto też nowy model sił, który zakłada utrzymywanie w wysokiej gotowości znacznie większej liczby żołnierzy niż wcześniej.
Charakter tej obecności również się zmienia. Niemcy, które dowodzą grupą bojową na Litwie, budują tam stałą brygadę pancerną, po raz pierwszy odchodząc od modelu rotacyjnego na rzecz jednostki rozlokowanej na miejscu na dobre. Po wejściu Finlandii sojusz utworzył dziewiątą grupę, tym razem pod przewodnictwem Szwecji, nastawioną na obronę dalekiej północy. Skalę nowego podejścia pokazały manewry Steadfast Defender w 2024 roku, największe ćwiczenia NATO od czasów zimnej wojny, podczas których żołnierze z Ameryki Północnej przerzucani byli przez Atlantyk, by wzmocnić Europę.
Ostatnie miesiące dowiodły, że zagrożenie nie jest teoretyczne. Jesienią 2025 roku rosyjskie drony i samoloty wielokrotnie naruszały przestrzeń powietrzną członków sojuszu, od Estonii i Polski po Norwegię i Rumunię. W odpowiedzi NATO uruchomiło operację Eastern Sentry, wzmacniającą czujność wzdłuż całej wschodniej flanki, a wcześniej, po serii uszkodzeń podmorskiej infrastruktury na Bałtyku, operację Baltic Sentry. Napięcie na granicy sojuszu z Rosją stało się codziennością, czego przykładem były choćby estońskie manewry Hedgehog, podczas których ćwiczono obronę przed dronami i naruszeniami przestrzeni powietrznej.
Pięć procent i spór o pieniądze
Kłótnia o to, kto ile płaci za wspólne bezpieczeństwo, towarzyszy NATO od dawna, ale dopiero ostatnie lata rozpaliły ją na dobre. Na szczycie w Walii w 2014 roku, tuż po aneksji Krymu, sojusznicy zobowiązali się przeznaczać na obronność co najmniej dwa procent PKB. Przez lata cel ten pozostawał w dużej mierze na papierze. Jeszcze w 2014 roku spełniały go zaledwie trzy państwa. Dopiero rosyjska inwazja i nieustanna presja kolejnych administracji amerykańskich sprawiły, że w 2025 roku próg dwóch procent osiągnęli wreszcie wszyscy członkowie z wyjątkiem Islandii, która nie ma własnej armii.
Na szczycie w Hadze w czerwcu 2025 roku poprzeczka poszła znacznie wyżej. Państwa sojuszu zobowiązały się zwiększyć wydatki do pięciu procent PKB rocznie do 2035 roku. Cel podzielono na dwie części. Co najmniej trzy i pół procent ma trafiać na twarde potrzeby wojskowe, a do półtora procent na szeroko rozumiane bezpieczeństwo, w tym ochronę infrastruktury krytycznej, cyberobronę i odporność społeczeństw. Postępy mają zostać zweryfikowane w 2029 roku. Jedynym państwem, które wynegocjowało wyłączenie z nowego celu, była Hiszpania.
Nie wszyscy przyjęli tę decyzję bezkrytycznie. Analitycy Sztokholmskiego Instytutu Badań nad Pokojem zwracali uwagę, że owe elastyczne półtora procent daje rządom sporo swobody. Do kategorii bezpieczeństwa można wpisać wydatki, które z realnymi zdolnościami wojskowymi mają niewiele wspólnego, a cel osiągnąć w ten sposób głównie na papierze. Trzeba też pamiętać, że w NATO nie istnieje żaden mechanizm prawny zmuszający maruderów do płacenia. Działa wyłącznie presja polityczna, którą najmocniej wywierają Stany Zjednoczone.
Procenty potrafią przy tym mylić. Choć Polska przoduje w udziale PKB, w liczbach bezwzględnych obraz wygląda zupełnie inaczej. Same Stany Zjednoczone przeznaczają na wojsko ponad dziewięćset miliardów dolarów rocznie, wielokrotnie więcej niż jakikolwiek europejski sojusznik. Za oceanem służy też najliczniejsza armia całego układu, licząca ponad milion żołnierzy. Europa nadrabia dystans w wydatkach szybciej niż w realnych zdolnościach bojowych. Europejscy sojusznicy i Kanada zwiększyli w 2025 roku wydatki obronne o niemal dwadzieścia procent w stosunku do roku poprzedniego. Rachunek jest jednak bardziej gorzki, niż wygląda. Same wydatki nie budują zdolności, a przewaga Stanów Zjednoczonych w projekcji siły, pozostaje istotna.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Co dalej
Nad przyszłością sojuszu wisi jedno wielkie pytanie i nie dotyczy ono Rosji. Chodzi o to, czy Stany Zjednoczone zostaną w Europie. Druga kadencja Donalda Trumpa przyniosła serię gróźb wycofania się z NATO, powiązanych raz z wojną z Iranem, raz ze sporem o Grenlandię. Formalnie amerykański prezydent nie może jednak wystąpić z sojuszu jednostronnie. Ustawa przyjęta przez Kongres w 2024 roku wymaga do tego zgody dwóch trzecich Senatu. To nie usuwa jednak niepewności, ponieważ Waszyngton może po cichu ograniczać swoją obecność wojskową, nie zrywając traktatu.
Osobnym, wciąż nierozstrzygniętym wątkiem pozostaje Ukraina. Kijów od lat puka do drzwi sojuszu, a na szczycie w Wilnie w 2023 roku członkowie zapewniali, że przyszłość tego kraju leży w NATO. Konkretnej daty jednak nie podano, a późniejsze deklaracje ten język wyraźnie złagodziły. Powód jest brutalnie prosty. Przyjęcie Ukrainy w trakcie wojny oznaczałoby uruchomienie artykułu 5 i wciągnięcie całego sojuszu w bezpośredni konflikt z Rosją. Zamiast członkostwa Zachód oferuje więc pomoc dwustronną i dostawy sprzętu, a wsparcie dla Kijowa zalicza od niedawna na poczet własnych wydatków obronnych.
W tle toczy się dyskusja o tym, co niektórzy nazywają NATO w wersji trzeciej. Chodzi o sojusz, w którym Europa bierze na siebie znacznie większą część ciężaru, a Amerykanie stopniowo przesuwają uwagę gdzie indziej. Kolejny szczyt zaplanowano na 7 i 8 lipca 2026 roku w Ankarze, a jego głównym tematem mają być konkretne plany zwiększania wydatków. Znamienne, że w deklaracji z Hagi Rosję określono już tylko jako zagrożenie długoterminowe, łagodząc język z poprzednich lat.
Najbliższe lata pokażą, czy zobowiązania z Hagi przetrwają zderzenie z realnymi budżetami i wynikami kolejnych wyborów. Sojusz nigdy nie był liczniejszy ani nie dysponował większymi pieniędzmi. Rzadko jednak jego przyszłość zależała w takim stopniu od decyzji podejmowanych po drugiej stronie Atlantyku.
Literatura i źródła
- Collective defence and Article 5 — NATO — oficjalne omówienie klauzuli wzajemnej obrony
- Founding Treaty — NATO — oficjalna historia traktatu waszyngtońskiego
- The Hague Summit Declaration — NATO — tekst deklaracji szczytu z 2025 roku
- Defence expenditures and NATO's 5% commitment — NATO — oficjalne dane o wydatkach obronnych sojuszu
- Strengthening NATO's eastern flank — NATO — oficjalny materiał o wzmacnianiu wschodniej flanki
- A short history of NATO — NATO — oficjalny zarys historii sojuszu
- NATO — Wikipedia — encyklopedyczny przegląd historii i struktury sojuszu
- North Atlantic Treaty — Wikipedia — artykuł encyklopedyczny o traktacie założycielskim
- Agreement on 5% NATO defence spending by 2035 — Wikipedia — artykuł encyklopedyczny o zobowiązaniu z Hagi
- 2026 Ankara NATO summit — Wikipedia — artykuł encyklopedyczny o zbliżającym się szczycie
- North Atlantic Treaty Organization — Encyclopaedia Britannica — hasło encyklopedyczne o NATO
- NATO's new spending target: challenges and risks — SIPRI — analiza instytutu badawczego nad celem pięciu procent
- NATO: Reinforcing its eastern flank — House of Commons Library — opracowanie parlamentarnej służby analitycznej
- NATO enlargement: Sweden and Finland — House of Commons Library — opracowanie o rozszerzeniu o kraje nordyckie
- NATO podnosi wydatki na obronność — Biuro Bezpieczeństwa Narodowego — komunikat polskiej instytucji publicznej ze szczytu w Hadze
- NATO's Forward Land Forces in Finland — FIIA — publikacja fińskiego instytutu spraw międzynarodowych
- France and NATO — France Diplomatie — materiał francuskiego ministerstwa spraw zagranicznych
- Polska wydaje najwięcej na obronę pod względem PKB — Polska Agencja Prasowa — depesza agencyjna o polskich wydatkach obronnych
- Tyle Polska wyda na obronność w 2026 roku — Rzeczpospolita — materiał prasowy o rekordowym budżecie obronnym
- Experts react: NATO allies agreed to a 5 percent target — Atlantic Council — komentarz analityczny po szczycie w Hadze