Belgijski arbiter John Langenus zgodził się poprowadzić pierwszy finał mistrzostw świata zaledwie kilka godzin przed rozpoczęciem meczu, wcześniej zażądawszy gwarancji bezpieczeństwa. Do Montevideo przypłynął tym samym parowcem co Jules Rimet (czyli „ojciec piłkarskich mistrzostw świata”) i puchar, który miał zostać wręczony zwycięzcy. Na miejscu okazało się, że obie drużyny przywiozły własne piłki i żadna nie zamierza ustąpić. Spór rozstrzygnięto dopiero rzutem monetą.
Tamtego popołudnia, 30 lipca 1930 roku, zaczęła się historia, która trwa do dziś. Dwadzieścia dwa mecze rozstrzygnęły dotąd o tytule piłkarskiego mistrza świata, jeśli liczyć decydujące spotkanie z 1950 roku, formalnie niebędące finałem. Grano je na czterech kontynentach, w deszczu i upale, a nawet w grudniowy wieczór na pustyni. Oglądały je tłumy liczone w setkach tysięcy na trybunach i w miliardach przed ekranami. Ich zapis układa się w opowieść nie tylko o futbolu, ale też o polityce i technologii ostatniego stulecia. Dwudziesty trzeci rozdział zostanie dopisany za osiemnaście dni pod Nowym Jorkiem.
Dwie piłki na jeden tytuł
Pierwszy mundial rozegrano w całości w Montevideo (stolica Urugwaju), a gospodarz turnieju świętował właśnie stulecie swojej konstytucji. Urugwaj przystępował do rywalizacji jako podwójny mistrz olimpijski z Paryża i Amsterdamu, w czasach gdy turniej olimpijski uchodził za nieoficjalne mistrzostwo globu. O tym, jak igrzyska stały się światową sceną sportu, pisaliśmy szerzej w historii igrzysk olimpijskich. W finale gospodarze trafili na Argentynę, czyli powtórkę olimpijskiego finału sprzed dwóch lat.
Napięcie między sąsiadami znad La Platy sięgnęło zenitu. Kibiców przeszukiwano przy wejściach na Estadio Centenario, a argentyński pomocnik Luis Monti otrzymał przed meczem groźby śmierci. Oficjalne zestawienia mówią o 68 346 widzach, choć w relacjach z epoki pojawiały się liczby sięgające nawet 93 tysięcy. Losowanie piłki wygrali Argentyńczycy i pierwsza połowa toczyła się z ich dwunastopanelowym modelem piłki Tiento. Gospodarze trzymali w odwodzie własny T-Model, większy i cięższy, nazwany od charakterystycznego panelu w kształcie litery T i sprawdzony na dwóch poprzednich igrzyskach olimpijskich. Po trafieniu Pabla Dorado w 12. minucie goście odpowiedzieli golami Carlosa Peucelle i Guillerma Stábile, schodząc na przerwę z prowadzeniem 2:1.
Druga połowa należała już do gospodarzy. Pedro Cea wyrównał, Santos Iriarte dał prowadzenie, a Héctor Castro tuż przed końcem ustalił wynik na 4:2. Według najczęściej powtarzanej wersji po przerwie grano już urugwajskim modelem T, choć część historyków uważa tę symetrię za zbyt piękną, by była prawdziwa. Langenus opuszczał stadion pod eskortą policji. Następnego dnia w Urugwaju ogłoszono święto narodowe, a w Buenos Aires tłum obrzucił kamieniami urugwajski konsulat. Stábile z ośmioma golami został pierwszym królem strzelców w dziejach imprezy.
Finały w cieniu czarnych koszul
Dwie kolejne edycje mistrzostw odbyły się w Europie i obie wygrali Włosi, a nad każdą z nich unosił się cień faszystowskiej propagandy. Benito Mussolini traktował turniej z 1934 roku jako wystawę sprawności swojego państwa. Urugwaj nie przyjechał bronić tytułu, urażony wcześniejszą absencją Europejczyków w Montevideo, i pozostaje jedynym mistrzem świata, który zrezygnował z obrony trofeum. W rzymskim finale Włosi mierzyli się z Czechosłowacją i długo przegrywali po golu Antonína Puča. Wyrównał Raimundo Orsi, a w dogrywce zwycięstwo zapewnił Angelo Schiavio. Po raz pierwszy o tytule rozstrzygnęło dodatkowe trzydzieści minut.
Cztery lata później turniej gościła Francja, lecz na paryskim Stade de Colombes triumfowała znów drużyna Vittoria Pozza. Węgrów pokonała 4:2 po dwóch golach Silvia Pioli i dwóch Gina Colaussiego. Wokół tego meczu narosła legenda o telegramie od Mussoliniego z żądaniem zwycięstwa albo śmierci; żaden dokument nigdy jej nie potwierdził, ale dobrze oddaje atmosferę epoki. Pozzo pozostaje do dziś jedynym trenerem z dwoma tytułami mistrza świata, a jego Włosi pierwszą drużyną, która obroniła trofeum. Potem futbol na dwanaście lat zamilkł, bo świat zajął się wojną.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Cisza nad Maracaną
Turniej z 1950 roku był jedynym bez finału. O tytule decydowała czterozespołowa grupa finałowa, w której przed ostatnią kolejką Brazylia miała punkt przewagi nad Urugwajem. Gospodarzom wystarczał remis. Karnawał zaczął się na długo przed pierwszym gwizdkiem: gazety drukowały zdjęcia „mistrzów świata", przygotowano pieśń zwycięstwa, a na świeżo ukończoną Maracanę wtłoczyło się według oficjalnych danych 173 850 widzów z biletami. Szacunki mówiące o przeszło 200 tysiącach obecnych czynią z tego spotkania najliczniej oglądany mecz piłkarski w dziejach; oficjalna liczba do dziś figuruje jako rekord mistrzostw świata.
Friaça dał Brazylii prowadzenie tuż po przerwie i stadion eksplodował. Urugwajski kapitan Obdulio Varela wziął wtedy piłkę pod pachę i długo dyskutował z angielskim sędzią George’em Readerem, świadomie studząc trybuny. W 66. minucie Juan Alberto Schiaffino wyrównał. Jedenaście minut przed końcem Alcides Ghiggia, zamiast dośrodkować jak przy pierwszym golu, uderzył płasko przy bliższym słupku. Bramkarz Moacir Barbosa, ustawiony pod centrę, spóźnił się o ułamek sekundy. Piłka wpadła pod jego ciałem. Maracana zamilkła.
Jules Rimet wspominał, że ciszę zakłócały tylko pojedyncze szlochy, a puchar wręczył Vareli niemal ukradkiem, bez fanfar i przemówień. Ghiggia mawiał po latach, że Maracanę uciszyły w historii trzy osoby: Frank Sinatra, papież i on. Dla Brazylii „Maracanazo" stało się narodową traumą. Barbosa do końca życia nosił piętno kozła ofiarnego; wspominał, jak dekady później w sklepie kobieta pokazała go dziecku jako człowieka, przez którego płakała cała Brazylia. Reprezentacja porzuciła też białe stroje. Nowe barwy wyłoniono w konkursie prasowym, który wygrał dziewiętnastoletni Aldyr Garcia Schlee, i od 1954 roku Brazylia gra w żółtych koszulkach.
Deszcz nad Bernem
Finał z 4 lipca 1954 roku na stadionie Wankdorf uchodził za formalność. Węgierska „Złota Jedenastka" z Ferencem Puskásem nie przegrała meczu od czterech lat, a w fazie grupowej rozbiła RFN aż 8:3. Sepp Herberger wystawił wtedy jednak rezerwowy skład, chowając karty na później. W dniu finału nad Bernem otworzyło się niebo. Ulewę tego rodzaju Niemcy nazywają odtąd pogodą Fritza Waltera, od nazwiska swojego kapitana, któremu ciężkie warunki wybitnie służyły.
Początek wyglądał zgodnie z przewidywaniami: Puskás, grający mimo niewyleczonej kontuzji, trafił w 6. minucie, a Zoltán Czibor dwie minuty później podwyższył. Odpowiedź przyszła błyskawicznie. Max Morlock zdobył bramkę kontaktową w 10. minucie, a Helmut Rahn wyrównał w 18. Na rozmokłej murawie przewaga techniczna Węgrów topniała, w czym pomagały Niemcom wkręcane korki, nowinka dostarczona przez Adiego Dasslera, założyciela Adidasa. Bramkarz Toni Turek bronił tego dnia wszystko, co dało się obronić. Sześć minut przed końcem Rahn huknął z dystansu na 3:2, a radiowy okrzyk Herberta Zimmermanna o końcu meczu i mistrzostwie Niemiec zna tam do dziś każde pokolenie.
Dramat miał jeszcze jedną odsłonę. Dwie minuty przed końcem Puskás wpakował piłkę do siatki, sędzia William Ling wskazał środek boiska, lecz walijski liniowy Sandy Griffiths sygnalizował spaloną pozycję i po konsultacji gola anulowano. Węgrzy nie pogodzili się z tą decyzją nigdy. Po latach wokół meczu narosły również spory o domniemany doping zwycięzców, do dziś jednoznacznie nierozstrzygnięte. Dla młodej Republiki Federalnej „cud z Berna" znaczył jednak więcej niż sport: dziewięć lat po wojnie Niemcy znów mogli świętować bez wstydu. Sándor Kocsis zszedł z boiska bez gola, choć jego jedenaście trafień w jednym turnieju do dziś ustępuje tylko trzynastu golom Justa Fontaine’a z 1958 roku.
Nastolatek z Bauru i brazylijska dekada
Osiem lat po Maracanie, w Sztokholmie, Brazylia zamknęła wreszcie rachunki z przeszłością. Na stadionie Råsunda gospodarze ze Szwecji prowadzili już od 4. minuty po golu Nilsa Liedholma, ale odpowiedź canarinhos była miażdżąca: dwa trafienia Vavy, gol Zagallo i dwa siedemnastoletniego Pelé złożyły się na wynik 5:2. Przy pierwszej ze swoich bramek nastolatek przerzucił piłkę nad obrońcą i wykończył wolejem, przy drugiej trafił głową. Po ostatnim gwizdku płakał na ramieniu bramkarza Gilmara. Brazylia została pierwszą drużyną, która zdobyła mistrzostwo poza własnym kontynentem, a Szwecja drugim po Brazylii gospodarzem przegrywającym decydujący mecz u siebie.
W Chile w 1962 roku Pelé doznał urazu już w fazie grupowej i finał oglądał z boku. Jego rolę przejął Amarildo, a pierwsze skrzypce grał genialny Garrincha. W meczu o tytuł Czechosłowacja objęła prowadzenie po golu Josefa Masopusta, ale Brazylia odwróciła losy spotkania i wygrała 3:1. Obrona trofeum udała się wówczas po raz drugi w historii. Nikt nie powtórzył tej sztuki do dziś.
Bramka, o którą spierano się pół wieku
Finał z Wembley z 30 lipca 1966 roku obejrzało z trybun 96 924 widzów, a przed telewizorami około 400 milionów ludzi; w samej Wielkiej Brytanii transmisja pozostaje najchętniej oglądanym programem w historii tamtejszej telewizji. Anglia Alfa Ramseya, ochrzczona „skrzydłowymi bez skrzydeł" z powodu wąskiego ustawienia, mierzyła się z RFN. Helmut Haller otworzył wynik w 12. minucie, Geoff Hurst szybko wyrównał, a gdy w 78. minucie Martin Peters trafił na 2:1, gospodarze byli o krok od celu. Wolfgang Weber wepchnął jednak piłkę do siatki w ostatniej minucie i o wszystkim decydowała dogrywka.
W jej 11. minucie Hurst przyjął dośrodkowanie Alana Balla, obrócił się i uderzył. Piłka odbiła się od spodu poprzeczki, spadła na linię i wyszła w pole. Szwajcarski sędzia Gottfried Dienst nie wiedział, co zawyrokować, więc podszedł do liniowego. Tofiq Bahramov z radzieckiego Azerbejdżanu, zapamiętany przez Anglików jako „rosyjski sędzia liniowy", wskazał środek boiska, choć obu panom brakowało wspólnego języka. Gol został uznany. Późniejsze analizy filmowe, między innymi inżynierów z Oksfordu i Imperial College London, wskazują, że piłka najpewniej nie przekroczyła linii całym obwodem.
Historia dopisała jeszcze dwa akapity. W ostatniej minucie dogrywki, gdy część kibiców wbiegała już na murawę, Hurst pognał z piłką i huknął pod poprzeczkę na 4:2, kompletując jedynego hat-tricka w finałach na kolejne 56 lat. Komentator BBC Kenneth Wolstenholme rzucił wtedy słynne zdanie o ludziach na boisku, którzy myślą, że już po wszystkim. Bahramov został zaś w Anglii bohaterem ludowym; jego imię nosi dziś stadion narodowy w Baku, a odsłonięcie pomnika liniowego w 2004 roku uświetnił osobiście Hurst.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Popołudnie na Azteca
Meksykański finał z 1970 roku był pierwszym transmitowanym na świat w kolorze i do dziś uchodzi za pokaz futbolu doskonałego. Brazylia rozbiła Włochy 4:1. Pelé otworzył wynik uderzeniem głową, po przerwie trafiali Gérson i Jairzinho, autor goli w każdym z sześciu meczów turnieju, co przed nim udało się tylko Ghiggii w 1950 roku. Czwarty gol przeszedł do podręczników: wielosekundową akcję całego zespołu zamknął Pelé, podając bez patrzenia w prawo, gdzie z impetem nadbiegał kapitan Carlos Alberto. Jego płaski strzał przy słupku bywa do dziś nazywany bramką stulecia.
Trzeci tytuł oznaczał, że Brazylia zatrzymuje puchar Julesa Rimeta na własność, tak stanowił regulamin. Trofeum spłonęło jednak w rękach złodziei: skradzione w Rio de Janeiro w 1983 roku, nigdy się nie odnalazło i najpewniej zostało przetopione. FIFA zamówiła tymczasem nowy puchar, ten sam, o który drużyny grają obecnie.
Na ogłoszony w 1971 roku konkurs wpłynęły 53 projekty z siedmiu krajów, a wygrał mediolański rzeźbiarz Silvio Gazzaniga, którego wizja dwóch postaci unoszących kulę ziemską zadebiutowała na mundialu w RFN trzy lata później i od tamtej pory nie zmieniła się ani o jeden milimetr. Statuetka z osiemnastokaratowego złota, z dwiema opaskami zielonego malachitu u podstawy, mierzy 36,8 centymetra i waży dokładnie 6,175 kilograma, a w środku pozostaje pusta, ponieważ lita bryła kruszcu byłaby dla piłkarzy po stu dwudziestu minutach gry zwyczajnie nie do udźwignięcia. Sam Gazzaniga opisywał, że linie rzeźby wznoszą się spiralnie z podstawy, by przyjąć świat w chwili zwycięstwa. Z historii Rimeta wyciągnięto też dalej idący wniosek. Oryginał należy do FIFA. Mistrzowie unoszą go podczas ceremonii, po czym trofeum wraca pod klucz do Zurychu, do gablot federacji trafia pozłacana replika z brązu, a na spodzie oryginału graweruje się nazwy kolejnych zwycięzców.
Pomarańczowi bez korony
Lata siedemdziesiąte przyniosły dwa finały z Holandią w roli głównej i oba zakończone jej porażką. W Monachium w 1974 roku „futbol totalny" Rinusa Michelsa i Johana Cruyffa zderzył się z pragmatyzmem RFN. Mecz zaczął się od sceny bez precedensu: Holendrzy rozegrali kilkanaście podań, Cruyff ruszył slalomem w pole karne, Uli Hoeness go sfaulował, a Johan Neeskens wykorzystał rzut karny w 2. minucie, zanim którykolwiek z Niemców zdążył dotknąć piłki. Angielski arbiter Jack Taylor, który chwilę wcześniej opóźnił rozpoczęcie meczu z powodu braku chorągiewek rożnych, podyktował pierwszą jedenastkę w historii finałów.
Prowadzenie uśpiło faworytów. Paul Breitner wyrównał z karnego w 25. minucie, a tuż przed przerwą Gerd Müller obrócił się w polu karnym i strzelił swojego sześćdziesiątego ósmego, ostatniego gola dla reprezentacji. Berti Vogts wyłączył Cruyffa z gry, wynik 2:1 przetrwał do końca, a najpiękniej grająca drużyna dekady została z niczym.
Cztery lata później w Buenos Aires Holendrzy zagrali o tytuł już bez Cruyffa; dopiero w 2008 roku wyjaśnił on, że po próbie porwania jego rodziny w Barcelonie odmówił wyjazdu. Turniej odbywał się pod dyktaturą generała Videli, a finał na stadionie Monumental poprzedziła zamieć konfetti, słynnych papelitos, i psychologiczna zagrywka gospodarzy, którzy opóźnili pierwszy gwizdek, protestując przeciw gipsowemu opatrunkowi René van de Kerkhofa. Mario Kempes dał Argentynie prowadzenie, Dick Nanninga wyrównał w 82. minucie, a w ostatniej akcji regulaminowego czasu Rob Rensenbrink trafił z bliska w słupek. Kilka centymetrów dzieliło Holandię od mistrzostwa. W dogrywce Kempes i Daniel Bertoni ustalili wynik na 3:1, junta dostała swoje igrzyska, a wicemistrzowie zbojkotowali oficjalny bankiet.
Od Madrytu do Rzymu
Finał z 1982 roku na Santiago Bernabéu rozpoczął się od kolejnego precedensu: Antonio Cabrini jako pierwszy piłkarz zmarnował rzut karny w meczu o tytuł. Włochów to nie zdeprymowało. Po przerwie trafili Paolo Rossi, Marco Tardelli i Alessandro Altobelli, a honorowego gola dla RFN zdobył Breitner, dołączając do Vavy i Pelégo w gronie strzelców z dwóch różnych finałów. Rossi, który wrócił na turniej tuż po dwuletniej dyskwalifikacji za aferę Totonero i przez pierwsze cztery mecze nie strzelił ani jednego gola, został królem strzelców z sześcioma trafieniami, wszystkimi zdobytymi w trzech ostatnich występach. Do ikonografii futbolu przeszedł krzyk Tardellego po bramce na 2:0 oraz fotografia z samolotu powrotnego, na której prezydent Sandro Pertini gra w karty ze Zoffem, Bearzotem i Causio, a puchar stoi obok na stoliku.
Azteca w 1986 roku jako pierwszy stadion gościła finał po raz drugi. Argentyna prowadziła z RFN 2:0 po golach Joségo Luisa Browna i Jorgego Valdano, ale Karl-Heinz Rummenigge i Rudi Völler doprowadzili w końcówce do remisu. Trzy minuty po wyrównaniu Diego Maradona, obstawiony przez rywali, jednym podaniem uwolnił Jorgego Burruchagę, a ten dał Argentynie drugi tytuł. Kapitan nie strzelił w finale gola, ale cały turniej, z ręką Boga i slalomem stulecia w ćwierćfinale z Anglią, należał do niego w stopniu, jakiego futbol wcześniej nie znał.
Rzymski rewanż z 1990 roku zapisał się jako najbrzydszy finał w dziejach. Argentyna, osłabiona zawieszeniami, broniła się od pierwszej minuty. Pedro Monzón został pierwszym zawodnikiem wyrzuconym z boiska w finale, chwilę później dołączył do niego Gustavo Dezotti, a o wyniku 1:0 dla RFN zdecydował rzut karny Andreasa Brehmego w 85. minucie, podyktowany po dyskusyjnym faulu na Völlerze. Argentyńczycy jako pierwsi finaliści w dziejach nie oddali ani jednego celnego strzału. Franz Beckenbauer dołączył za to do Mária Zagallo jako drugi człowiek z mistrzostwem w roli piłkarza i selekcjonera.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Od Pasadeny do Jokohamy
Amerykański finał z 1994 roku rozgrywano w południe, w upale kalifornijskiej Pasadeny, tak by Europa oglądała go w porze największej widowni. Brazylia i Włochy stworzyły pierwszy bezbramkowy mecz o tytuł i pierwszy rozstrzygnięty rzutami karnymi. Serię otworzył strzałem nad poprzeczką Franco Baresi, który niecały miesiąc wcześniej przeszedł artroskopię kolana i wrócił na finał wbrew wszelkim prognozom. Przy stanie 3:2 dla Brazylii do piłki podszedł Roberto Baggio, bohater całej włoskiej kampanii. Przestrzelił. Obraz „Boskiego Kucyka" zastygłego z rękami na biodrach stał się jednym z najsmutniejszych kadrów w historii dyscypliny, a Brazylia po 24 latach sięgnęła po czwarty tytuł.
W 1998 roku na Stade de France doszło do jednej z największych zagadek w dziejach finałów. Ronaldo, gwiazda Brazylii, dostał w dniu meczu ataku konwulsji; najpierw zniknął z protokołu, by tuż przed pierwszym gwizdkiem jednak do niego wrócić. Cień zawodnika snuł się po boisku, a mecz należał do Zinédine’a Zidane’a, który dwukrotnie trafił głową po rzutach rożnych. W doliczonym czasie Emmanuel Petit podwyższył na 3:0, choć Francuzi od 68. minuty grali w dziesiątkę po drugiej żółtej kartce dla Marcela Desailly’ego. Francja została siódmą nacją z tytułem, a Pola Elizejskie przeżyły największą fetę od wyzwolenia Paryża.
Historia Ronaldo domagała się jednak drugiego aktu i dostała go w Jokohamie w 2002 roku, na pierwszym mundialu rozgrywanym w Azji i pierwszym współorganizowanym przez dwa państwa. Brazylia i Niemcy, choć trudno w to uwierzyć, spotkały się wtedy na mistrzostwach po raz pierwszy. Po przerwie Oliver Kahn, filar Niemców i późniejszy zdobywca Złotej Piłki turnieju, wypuścił strzał Rivaldo wprost pod nogi Ronaldo. Brazylijczyk dobił, a dwanaście minut później podwyższył na 2:0. Osiem goli dało mu koronę króla strzelców, najlepszy wynik od czasów Gerda Müllera, i zamknęło rachunek z Paryżem. Brazylia wywalczyła piąty tytuł, do dziś rekordowy.
Czerwień Berlina i sto szesnasta minuta
Berliński finał z 2006 roku zaczął się od bezczelności: Zidane, rozgrywający ostatni mecz kariery, wykorzystał rzut karny strzałem podcinanym, a piłka wpadła do włoskiej bramki po odbiciu od spodu poprzeczki. Marco Materazzi, który tego karnego sprokurował, po chwili wyrównał uderzeniem głową. W 110. minucie obaj panowie wymienili kilka zdań, po czym Francuz uderzył Włocha głową w pierś na oczach całego świata i zszedł z boiska z czerwoną kartką, mijając stojący na podeście puchar. W serii karnych David Trezeguet trafił w poprzeczkę, Fabio Grosso wykorzystał piątą jedenastkę i Włosi po raz czwarty w historii zostali mistrzami świata. Zidane mimo wszystko odebrał Złotą Piłkę dla najlepszego gracza turnieju.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
W 2010 roku w Johannesburgu, przy jazgocie wuwuzeli, Hiszpania i Holandia wystawiły cierpliwość widzów na próbę. Angielski sędzia Howard Webb pokazał czternaście żółtych kartek, rekord finałów, a Nigel de Jong za kopnięcie Xabiego Alonso w klatkę piersiową obejrzał tylko jedną z nich. Gdy w 109. minucie boisko opuścił John Heitinga, gospodarzem meczu została hiszpańska cierpliwość. W 116. minucie Cesc Fàbregas znalazł w polu karnym Andrésa Iniestę, a ten wolejem przesądził o pierwszym mistrzostwie Hiszpanii. Strzelec zdjął koszulkę, pokazując dedykację dla zmarłego przyjaciela Daniego Jarque. Ósma nacja weszła do klubu mistrzów, po raz pierwszy drużyna z Europy triumfowała poza własnym kontynentem, a Holandia przegrała trzeci finał z trzech.
Götze, Mbappé i noc w Lusail
Maracana w 2014 roku dołączyła do Azteki jako drugi stadion z dwoma finałami. Niemcy, kilka dni po pogromie Brazylii 7:1, zmierzyli się z Argentyną Leo Messiego. Gonzalo Higuaín zmarnował znakomitą okazję, Christoph Kramer po zderzeniu pytał sędziego Nicolę Rizzolego, czy to naprawdę finał, po czym opuścił boisko z objawami wstrząśnienia mózgu. Rozstrzygnięcie przyszło w 113. minucie. Wprowadzony z ławki Mario Götze przyjął piłkę klatką piersiową i wolejem pokonał Sergio Romero. Joachim Löw miał mu przed wejściem powiedzieć, żeby pokazał światu, że jest lepszy od Messiego. Argentyńczyk odbierał potem Złotą Piłkę turnieju ze wzrokiem wbitym w puchar, który przeszedł mu koło nosa. Po raz pierwszy drużyna europejska wygrała mundial w obu Amerykach.
Moskiewski finał z 2018 roku, rozgrywany przy burzowej ulewie, przyniósł sześć goli i całą serię precedensów. Mario Mandžukić strącił głową dośrodkowanie Antoine’a Griezmanna do własnej siatki, notując pierwszego samobója w historii finałów. Ivan Perišić wyrównał, lecz chwilę później jego ręka w polu karnym znalazła się pod lupą wideoweryfikacji, nowości tamtego turnieju, a Griezmann wykorzystał podyktowaną po niej jedenastkę. Po przerwie trafili Paul Pogba i dziewiętnastoletni Kylian Mbappé, drugi nastolatek z golem w finale po Pelém. Hugo Lloris niefrasobliwym dryblingiem podarował jeszcze bramkę Mandžukiciowi, przez co Chorwat jako pierwszy zawodnik wpisał się w finale na listy strzelców obu drużyn. Francja wygrała 4:2, w najbardziej bramkostrzelnym meczu o tytuł od 1966 roku, a Didier Deschamps dołączył do Zagallo i Beckenbauera jako trzeci mistrz w roli gracza i trenera.
Osiemnastego grudnia 2022 roku w Lusail pod Dohą, na pierwszym zimowym mundialu, rozegrano mecz okrzyknięty przez wielu najlepszym finałem w historii. Argentyna prowadziła 2:0 po karnym Messiego i akcji wykończonej przez Ángela Di Maríę, a Francja przez osiemdziesiąt minut nie oddała celnego strzału. Potem świat się zawalił. Mbappé wykorzystał jedenastkę, a 97 sekund później wolejem doprowadził do remisu. W dogrywce Messi dobitką z bliska trafił na 3:2, co potwierdziła technologia goal-line, lecz Mbappé wyrównał z karnego w 118. minucie, kompletując drugiego hat-tricka w dziejach finałów, 56 lat po Hurście. W ostatnich sekundach Emiliano Martínez nogą obronił strzał Randala Kolo Muaniego. W serii karnych pomylili się Kingsley Coman i Aurélien Tchouaméni, a zwycięską jedenastkę wykorzystał Gonzalo Montiel. Messi, ze Złotą Piłką turnieju i golami w każdej rundzie, domknął swoją karierę reprezentacyjną klamrą, o jakiej marzył od dziecka. Mbappé z czterema trafieniami w finałach wyprzedził zaś Hursta, Pelégo, Vavę i Zidane’a w klasyfikacji wszech czasów, choć puchar znów pojechał do Ameryki Południowej.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Liczby po dwudziestu dwóch rozstrzygnięciach
Bilans dziewięćdziesięciu sześciu lat układa się w wyraźne wzorce. Po tytuły sięgało dotąd osiem reprezentacji: Brazylia pięć razy, Niemcy i Włochy po cztery, Argentyna trzy, Urugwaj i Francja po dwa, Anglia i Hiszpania po razie. W meczu o mistrzostwo nigdy nie zagrała drużyna spoza Europy i Ameryki Południowej; bilans międzykontynentalny to dwanaście tytułów dla Starego Kontynentu i dziesięć dla Południowej Ameryki. Rekordzistą pod względem samych występów w finałach są Niemcy z ośmioma meczami, z których połowę przegrali. Najczęstsza para to Niemcy i Argentyna, którzy grali o puchar trzykrotnie: w 1986, 1990 i 2014 roku.
Osiem rozstrzygnięć zapadło po dziewięćdziesiątej minucie, w tym trzy w rzutach karnych: w 1994, 2006 i 2022 roku. Gospodarze docierali do decydującego meczu osiem razy i sześć razy go wygrywali; przegrały tylko Brazylia w 1950 i Szwecja w 1958 roku. Obrona tytułu powiodła się wyłącznie Włochom w 1938 i Brazylii w 1962 roku, za to trzej mistrzowie polegli w kolejnym finale: Argentyna w 1990, Brazylia w 1998 i Francja w 2022 roku. Najszybszego gola strzelił Neeskens, zanim minęły dwie minuty meczu z 1974 roku. Czerwone kartki obejrzało w finałach zaledwie pięciu zawodników: Monzón, Dezotti, Desailly, Zidane i Heitinga. Frekwencyjny rekord z Maracany, 173 850 widzów (z biletami), pozostaje poza zasięgiem współczesnych aren i zapewne nie padnie już nigdy, bo epoka stojących trybun, na których tłum liczono raczej w przybliżeniu niż co do osoby, zamknęła się bezpowrotnie.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Osiemnaście dni do MetLife
Trwający właśnie mundial w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie pisze zupełnie nowy rozdział: 48 drużyn, trzech gospodarzy i 104 mecze to wartości bez precedensu w dziejach imprezy. Faza 1/16 finału właśnie się toczy, a rozszerzona drabinka zdążyła już pochłonąć kilku gigantów, bo w grupach odpadły między innymi Niemcy, Holandia i Japonia. Jak ten turniej może się potoczyć, prognozowaliśmy na chłodno jeszcze przed pierwszym gwizdkiem w czerwcowych typach; rzeczywistość weryfikuje je z każdą kolejką.
Finał zaplanowano na niedzielę 19 lipca na MetLife Stadium w East Rutherford pod Nowym Jorkiem, występującym w turnieju pod neutralną nazwą New York New Jersey Stadium. Po demontażu narożnych sektorów, koniecznym dla poszerzenia boiska do wymiarów FIFA, obiekt pomieści około 82,5 tysiąca widzów. Będzie to pierwszy mecz o tytuł w rejonie Nowego Jorku i pierwszy na terenie USA od finału w Pasadenie z 1994 roku. Organizatorzy zapowiedzieli też precedens rodem z Super Bowl: pierwszy w dziejach mundialu koncert w przerwie finału, z Madonną, Shakirą i zespołem BTS na scenie. Langenusowi, który dla bezpieczeństwa żądał policyjnej eskorty i rozstrzygał spory rzutem monetą, taki scenariusz nie przyszedłby do głowy nawet w najdziwniejszym śnie.
Literatura i źródła
- List of FIFA World Cup finals — Wikipedia — encyklopedyczne zestawienie wszystkich finałów mistrzostw świata
- Mistrzostwa świata w piłce nożnej — Wikipedia — artykuł encyklopedyczny o historii i formacie turnieju
- 1930 FIFA World Cup final — Wikipedia — artykuł encyklopedyczny o pierwszym finale w Montevideo
- Uruguay v Brazil (1950 FIFA World Cup) — Wikipedia — artykuł encyklopedyczny o meczu znanym jako Maracanazo
- 1954 FIFA World Cup final — Wikipedia — artykuł encyklopedyczny o finale zwanym cudem z Berna
- 1966 FIFA World Cup final — Wikipedia — artykuł encyklopedyczny o finale na Wembley i bramce widmo
- 2018 FIFA World Cup final — Wikipedia — artykuł encyklopedyczny o finale Francja–Chorwacja w Moskwie
- 2022 FIFA World Cup final — Wikipedia — artykuł encyklopedyczny o finale Argentyna–Francja w Lusail
- 2026 FIFA World Cup final — Wikipedia — artykuł encyklopedyczny o zaplanowanym finale na MetLife Stadium
- Uruguay conquer in battle of the balls — FIFA — materiał historyczny światowej federacji o finale z 1930 roku
- Uruguay's stunning upset of Brazil — FIFA — materiał historyczny światowej federacji o Maracanazo
- Hell for leather: mystery surrounds the first ever World Cup final ball — When Saturday Comes — artykuł analityczny o zagadce piłek z finału 1930 roku
- World Cup 1950: The Maracanazo — Soccer Stories — materiał popularnonaukowy o rekordzie frekwencji na Maracanie
- 1954 World Cup Final: The Miracle of Bern — The Football History Boys — artykuł historyczny o przebiegu finału w Bernie
- France beat Croatia to win World Cup 2018 — Al Jazeera — relacja prasowa z finału w Moskwie
- Argentina 3-3 France (4-2 on pens): Lionel Messi leads Argentina to World Cup glory — Sky Sports — relacja prasowa z finału w Lusail
- 2026 FIFA World Cup match schedule: Fixtures, results, features — ESPN — serwis informacyjny z terminarzem i wynikami trwającego turnieju
- FIFA World Cup 2026 — MetLife Stadium — oficjalna strona obiektu z kalendarzem meczów mundialu