W niedzielę 28 czerwca 2026 roku stacja IMGW w Słubicach zmierzyła 40,5°C. Padł rekord powojennych polskich pomiarów instrumentalnych.
Ciekawsza od samej liczby jest data. Koniec czerwca nie jest w Polsce szczytem lata; klimatologiczne maksimum przypada dopiero na początek sierpnia, kiedy średnia temperatura maksymalna bywa wyższa o mniej więcej trzy stopnie. Gdyby ten sam układ baryczny, ten sam napływ powietrza znad Afryki Północnej i to samo bezchmurne niebo trafiły się sześć tygodni później, termometry mogłyby pokazać wartości bliskie 43 stopniom. Tyle mniej więcej wynosi dziś praktyczny sufit możliwy do osiągnięcia w polskim klimacie, jak szacują klimatolodzy analizujący czerwcową falę.
Poniższy tekst dotyczy skutków. Gorąco działa jednocześnie na naczynia krwionośne osiemdziesięciolatki, na nerki dekarza, na przepustowość linii przesyłowej, na fazę kwitnienia kukurydzy i na budżet szpitalnego oddziału ratunkowego. Rozchodzi się po systemie szerzej, niż podpowiada intuicja.
Anatomia fali upałów
Jednej międzynarodowej definicji nie ma. IMGW uznaje za dzień upalny dobę z temperaturą maksymalną powyżej trzydziestu stopni, a za noc tropikalną taką, w której minimum nie schodzi poniżej dwudziestu. Fala upałów to seria takich dni, przy czym progi bywają w różnych krajach różne, bo różna jest lokalna aklimatyzacja. Mieszkaniec Sewilli i mieszkaniec Trondheim reagują na 33 stopnie zupełnie inaczej.
Za większością europejskich fal stoi blokada atmosferyczna. Rozbudowany wyż zatrzymuje się nad kontynentem, powstrzymuje wędrówkę niżów i tworzy warunki, w których powietrze osiada i ogrzewa się adiabatycznie, a bezchmurne niebo pozwala słońcu bez przeszkód nagrzewać powierzchnię. W czerwcu 2026 układ przybrał podręcznikową postać Omegi: potężny grzbiet wysokiego ciśnienia otoczony dwoma niżami, po jednym z każdej strony.
Sama temperatura powietrza rzadko wystarcza do oceny zagrożenia. Lepiej opisuje je wskaźnik WBGT, łączący temperaturę, wilgotność, promieniowanie i ruch powietrza, albo temperatura termometru mokrego. Ta druga wielkość jest brutalnie prosta. Mówi, do jakiego poziomu da się schłodzić powietrze samym odparowaniem wody, a więc czy pocenie ma jeszcze sens fizyczny.
Kiedy pocenie przestaje działać
Człowiek utrzymuje temperaturę wnętrza ciała w wąskim przedziale wokół 37 stopni i robi to kilkoma mechanizmami naraz. Rozszerza naczynia skórne, kierując ku powierzchni ciała nawet kilka litrów krwi na minutę. Przyspiesza pracę serca. Poci się, odparowując w skrajnych warunkach ponad litr potu w ciągu godziny.
Ilustracja poglądowa AI: faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Każdy z tych mechanizmów kosztuje. Rozszerzenie naczyń obwodowych obniża ciśnienie i zmusza serce do cięższej pracy, przy jednoczesnym ograniczeniu przepływu przez narządy wewnętrzne. Pocenie odwadnia i wypłukuje elektrolity. A jeśli powietrze jest już nasycone wilgocią, pot spływa zamiast parować i cała ta praca idzie na marne.
W literaturze przez lata funkcjonowała okrągła liczba: temperatura termometru mokrego 35 stopni jako teoretyczna granica przeżywalności człowieka. Wyprowadzono ją z termodynamiki, nie z pomiarów na ludziach. Kiedy zespół z Pennsylvania State University sprawdził ją empirycznie na młodych, zdrowych ochotnikach wykonujących lekką pracę odpowiadającą codziennym czynnościom, żaden uczestnik do tego progu nie dotarł. Średnia wartość krytyczna w wilgotnym otoczeniu wyniosła około 30,5 stopnia, a w gorącym i suchym była jeszcze niższa. Późniejsze analizy uwzględniające wiek i płeć dały przedziały od mniej więcej 26 do 34 stopni dla osób młodych oraz od około 22 stopni dla starszych, przy czym najniższe wartości dotyczyły starszych kobiet w warunkach suchego gorąca.
Wynika z tego rzecz niewygodna dla modeli ryzyka klimatycznego, które przez dekadę operowały trzydziestką piątką. Obszary, gdzie warunki zabójcze dla samotnie mieszkającej osiemdziesięciolatki występują już dziś, są znacznie rozleglejsze, niż zakładano.
Od kurczu do zapaści
Choroby cieplne układają się w kontinuum. Zaczyna się od obrzęków, omdleń przy pionizacji i bolesnych kurczów mięśni wywołanych utratą sodu. Kolejny etap to wyczerpanie cieplne: osłabienie, zawroty głowy, nudności, przyspieszony puls, temperatura wnętrza ciała podwyższona, ale zwykle poniżej czterdziestu stopni. Świadomość pozostaje zachowana.
Granicę przekracza udar cieplny. Definiuje go temperatura wnętrza ciała powyżej 40°C w połączeniu z zaburzeniami ośrodkowego układu nerwowego: splątaniem, drgawkami, śpiączką. Dalej rusza kaskada. Wysoka temperatura denaturuje białka, uszkadza mitochondria i rozszczelnia barierę jelitową, przez którą do krwiobiegu przedostają się endotoksyny; organizm odpowiada burzą zapalną trudną do odróżnienia od sepsy, uszkodzeniu ulega śródbłonek naczyń, uruchamia się kaskada krzepnięcia i dochodzi do niewydolności wielonarządowej. Móżdżek należy do struktur najbardziej wrażliwych i najwolniej wracających do formy; część ocalałych zostaje z trwałą ataksją.
Rokowanie bywa złe nawet przy prawidłowym leczeniu. W udarze wysiłkowym, dotykającym młodych i sprawnych, śmiertelność szacuje się na mniej więcej jedną czwartą przypadków. Liczy się przede wszystkim czas, w jakim uda się zbić temperaturę wnętrza ciała, a nie wyrafinowanie metody chłodzenia.
Rachunek ofiar
Tu tkwi najpoważniejsze nieporozumienie dotyczące upałów. Udar cieplny odpowiada za niewielki ułamek zgonów. Zdecydowana większość osób, które umierają podczas fali gorąca, ma w karcie zgonu wpisany zawał, udar mózgu, niewydolność nerek albo zaostrzenie POChP. Upał był wyzwalaczem, a do statystyki trafiła choroba podstawowa.
Skalę zjawiska mierzy się więc nadmiarową śmiertelnością, czyli porównaniem liczby zgonów z wartością oczekiwaną dla danego okresu. Wyniki są uderzające. Lato 2003 roku kosztowało Europę ponad siedemdziesiąt tysięcy dodatkowych zgonów. Rekordowe lato 2022 przyniosło, według analizy Barcelona Institute for Global Health opublikowanej w „Nature Medicine”, ponad 61 tysięcy zgonów przypisanych upałom. W chłodniejszym 2023 roku było ich ponad 47 tysięcy, a w 2024, najcieplejszym w historii europejskich pomiarów, ponad 62 700, przy czym dwie trzecie przypadło na Europę Południową.
Ilustracja poglądowa AI: faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Latem 2025 roku zespół London School of Hygiene and Tropical Medicine oraz Imperial College London oszacował liczbę zgonów związanych z gorącem w 854 miastach na około 24 400. Mniej więcej 16 500 z nich przypisał bezpośrednio wpływowi zmiany klimatu na przebieg tamtego lata. W skali globalnej raport Lancet Countdown z 2025 roku podaje średnio 546 tysięcy zgonów rocznie w okresie 2012–2021, o 63 procent więcej niż w latach dziewięćdziesiątych. Statystycznie jedna śmierć na minutę.
Polska długo widziała siebie poza tą mapą. Ministerstwo Zdrowia naliczyło 218 dodatkowych zgonów między 27 czerwca a 1 lipca 2026 roku, ze szczytem 29 czerwca, kiedy odnotowano 179 zgonów wobec typowego zakresu od 84 do 120. Analizy oparte na rejestrze PESEL sugerują wartości wyższe, rzędu tysiąca za sam przełom czerwca i lipca, choć obejmują szerszy przedział i inną metodę porównania. Wcześniejsze badania NIZP-PZH wskazywały, że podczas ogólnokrajowej fali upałów w dziesięciu największych polskich miastach umiera średnio o 153 osoby powyżej sześćdziesiątego roku życia więcej, niż wynikałoby z sezonowej normy.
Grupy ryzyka są dobrze opisane: osoby starsze, zwłaszcza mieszkające samotnie, u których słabnie odczuwanie pragnienia i maleje rezerwa krążeniowa; niemowlęta o niekorzystnym stosunku powierzchni ciała do masy; osoby przewlekle chore, bezdomne oraz pracujące fizycznie na otwartej przestrzeni. Osobną kategorię stanowią pacjenci przyjmujący leki. Diuretyki nasilają odwodnienie, beta-blokery ograniczają odpowiedź krążeniową, leki przeciwcholinergiczne i część psychotropowych tłumią pocenie. W czasie fali upałów zwykły schemat farmakoterapii sam staje się czynnikiem ryzyka, o czym rzadko przypomina się przy wydawaniu recepty.
Noce, które nie chłodzą
O śmiertelności decydują zwykle nie rekordowe maksima, lecz noce. Organizm potrzebuje kilku godzin poniżej mniej więcej dwudziestu stopni, żeby oddać zgromadzone ciepło i odciążyć układ krążenia. Gdy tego okna zabraknie przez kilka dób z rzędu, obciążenie się kumuluje.
W nocy z 27 na 28 czerwca 2026 roku na większości obszaru Polski temperatura nie spadła poniżej dwudziestu stopni. W saksońskim Kubschütz minimum wyniosło tej samej nocy 29,4°C, co według wyliczeń agencji AFP uczyniło ją najcieplejszą nocą w blisko stupięćdziesięcioletniej historii niemieckich pomiarów. Zespół World Weather Attribution wyliczył, że nocne temperatury z czerwca 2026 były w klimacie roku 2003 ponad stukrotnie mniej prawdopodobne niż obecnie.
Dochodzi do tego kwestia snu. Deprywacja snu upośledza pracę kory przedczołowej, a więc kontrolę impulsów, planowanie i regulację emocji. Badania nad związkiem temperatury z agresją, prowadzone konsekwentnie od lat osiemdziesiątych, pokazują w czasie fal upałów wzrost liczby przestępstw z użyciem przemocy, incydentów przemocy domowej i konfliktów w miejscu pracy. Rośnie także liczba hospitalizacji psychiatrycznych.
Nerki, ciąża, uwaga
Najlepiej udokumentowanym przewlekłym skutkiem powtarzalnego stresu cieplnego jest uszkodzenie nerek. W Ameryce Środkowej od ponad dwóch dekad obserwuje się epidemię przewlekłej choroby nerek o nieznanej etiologii wśród robotników rolnych, głównie na plantacjach trzciny cukrowej. Chorują młodzi mężczyźni bez cukrzycy i nadciśnienia, czyli bez klasycznych czynników ryzyka. Umierają, bo dializoterapia w tych regionach pozostaje praktycznie niedostępna.
Mechanizm wiąże się z powtarzanym odwodnieniem i epizodami ostrego uszkodzenia nerek. Badania opisane w „New England Journal of Medicine” wykazały, że robotnicy tracili średnio 2,6 kilograma masy ciała podczas jednej zmiany, czemu towarzyszył mierzalny wzrost stężenia kreatyniny w surowicy. Kolejne epizody, powtarzane sezon po sezonie, prowadzą do trwałego uszkodzenia. Podobne ogniska opisano na Sri Lance, w Indiach i na południu Stanów Zjednoczonych. Interwencje polegające na wymuszonych przerwach, zapewnieniu cienia i nawadniania poprawiają wyniki nerkowe, a wbrew obawom pracodawców nie obniżają wydajności; w nikaraguańskim badaniu z pięciu sezonów żniwnych produktywność po wdrożeniu takiego programu wzrosła.
Ekspozycja na wysokie temperatury w ciąży wiąże się ze zwiększonym ryzykiem porodu przedwczesnego i niskiej masy urodzeniowej. Wśród pracowników umysłowych mierzalne są spadki wyników testów pamięci, czasu reakcji i podejmowania decyzji, i to już przy temperaturach odczuwanych jako umiarkowanie nieprzyjemne. Uczniowie piszący egzaminy w gorących salach wypadają gorzej niż ci sami uczniowie w warunkach komfortu cieplnego.
Miasto jako akumulator
Beton, asfalt i cegła mają wysoką pojemność cieplną. Nagrzewają się przez cały dzień, a po zachodzie słońca oddają zgromadzoną energię. Gęsta zabudowa ogranicza przewietrzanie i zmniejsza widok nieba, przez który powierzchnie mogłyby wypromieniować ciepło. Brak roślinności eliminuje chłodzenie przez transpirację. Suma tych czynników nazywa się miejską wyspą ciepła.
Ilustracja poglądowa AI: faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Pomiary Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN, opracowane metodą lokalnych stref klimatycznych, dały średnie roczne natężenie zjawiska w ścisłym centrum Warszawy na poziomie 2,5 stopnia, przy 0,6 do 1,7 stopnia w osiedlach mieszkaniowych średniej wysokości. Sama średnia niewiele mówi. W bezwietrzne, bezchmurne noce różnica rośnie do kilku stopni, a profesor Krzysztof Błażejczyk wskazywał, że zdarzają się dni z różnicą kilkunastostopniową. Mieszkaniec Śródmieścia i mieszkaniec obrzeży doświadczają w czasie fali upałów dwóch różnych zjawisk.
W czerwcu 2026 roku, jak policzono w ramach World Weather Attribution, w około 45 procentach europejskich obszarów miejskich liczących ponad pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców pobito rekordy wskaźnika WBGT. Ryzyko koncentruje się tam, gdzie nakładają się trzy czynniki: wyspa ciepła, stary zasób budowlany bez izolacji i osłon przeciwsłonecznych oraz nierówności dochodowe decydujące o dostępie do chłodzenia. Mieszkanie na ostatnim piętrze bloku z wielkiej płyty, od zachodu, bez klimatyzacji i bez rolet zewnętrznych, bywa w czasie fali upałów miejscem realnego zagrożenia życia.
Zieleń działa i działa mierzalnie. Podczas jednej z paryskich fal upałów nocne temperatury w śródmiejskim parku były nawet o siedem stopni niższe niż w sąsiadującej zabudowie. Warszawskie pomiary pokazały z kolei, że osiedle z sześćdziesięcioma siedmioma procentami powierzchni zielonej nagrzewa się co prawda za dnia, ale nocą skutecznie się wychładza, podczas gdy kwartały z kilkunastoprocentowym udziałem zieleni tej zdolności nie mają. Historia dużych założeń parkowych, od Parku Śląskiego po nowojorski Central Park, pokazuje zresztą, że były one projektowane jako infrastruktura zdrowotna, zanim zaczęto mierzyć temperaturę powietrza w rozdzielczości kwartału.
Ozon i dym
Fala upałów jest jednocześnie epizodem smogu letniego. Ozon troposferyczny powstaje w reakcjach fotochemicznych z udziałem tlenków azotu i lotnych związków organicznych, a intensywne promieniowanie słoneczne i wysoka temperatura je przyspieszają. Stężenia rosną po południu, czyli dokładnie wtedy, gdy jest najgoręcej.
Ozon podrażnia drogi oddechowe, nasila objawy astmy i POChP, obciąża układ krążenia. Europejska Agencja Środowiska przypisała mu w 2023 roku około 63 tysięcy przedwczesnych zgonów w Unii Europejskiej, co czyni go drugim po pyle zawieszonym zabójcą wśród zanieczyszczeń powietrza. Dochodzi do tego dym pożarowy, którego ryzyko rośnie wraz z upałem i suszą. Zawiera on bardzo drobne cząstki oraz reaktywne gazy, które przy sprzyjających warunkach same generują ozon setki kilometrów od źródła.
Ekspozycje złożone okazują się groźniejsze niż suma składników. Wieloośrodkowa analiza z sześciu krajów wykazała, że jednoczesne wystąpienie fali upałów i dymu pożarowego wiązało się ze wzrostem śmiertelności sercowo-naczyniowej o 11,5 procent, podczas gdy sam upał odpowiadał za 8,3 procent, a sam dym za 1,4 procent. Efekt był wyraźnie ponadaddytywny, a najsilniejszy dla zgonów z powodu niewydolności serca.
Co pęka pierwsze
Sierpień 2026 dostarczył Polsce podręcznikowego przykładu. Utrzymujące się upały w połączeniu z niskim stanem Wisły zmusiły grupę Enea do wyłączenia bloków w Elektrowni Kozienice i Elektrowni Połaniec. Obie pracują w otwartym obiegu chłodzenia i pobierają wodę wprost z rzeki. Przy niskich przepływach nie da się pobrać jej dosyć, a jednocześnie obowiązuje limit temperatury wody zrzucanej z powrotem, wynoszący 35 stopni. Ubytki mocy w obu elektrowniach sięgnęły około 2000 MW, a Polskie Sieci Elektroenergetyczne ogłosiły okres przywołania na rynku mocy. Elektrownie PGE pracujące w obiegach zamkniętych przeszły przez tę samą falę bez ograniczeń, co jest wskazówką technologiczną, a nie przypadkiem.
Ilustracja poglądowa AI: faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.
Nie jest to polska specyfika. Węgierska elektrownia jądrowa Paks stanęła z powodu niskiego stanu Dunaju po raz pierwszy w historii. W Rumunii wojsko prowadziło prace w korycie rzeki, żeby zapewnić dopływ wody do siłowni Cernavodă. We Francji ograniczenia dotyczyły reaktorów chłodzonych wodą z Rodanu i Garonny, a ponieważ francuski system stanowi węzeł europejskiej sieci, konsekwencje rozeszły się po kontynencie w postaci wyższych cen energii.
Sprzężenie jest paradoksalne i powtórzy się w każdej kolejnej fali. Upał podnosi zapotrzebowanie na energię, bo rusza klimatyzacja, i równocześnie obniża zdolność wytwórczą, bo brakuje wody chłodzącej, a linie przesyłowe tracą obciążalność przy wysokiej temperaturze przewodów. Szczyt popytu i dołek podaży wypadają w tej samej godzinie. O tym, co dzieje się, gdy ten bilans się nie domknie, pisaliśmy szerzej przy okazji anatomii blackoutu.
Kolej reaguje wcześniej niż energetyka. Stalowe szyny rozszerzają się termicznie, a że są zamocowane, naprężenia rosną aż do wyboczenia toru. Skutkiem są ograniczenia prędkości, opóźnienia i, w skrajnych przypadkach, wykolejenia. Podczas czerwcowej fali we Francji doszło do poważnych zakłóceń w ruchu, w tym awarii sieci trakcyjnej. Cierpi także nawierzchnia drogowa: asfalt mięknie i tworzy koleiny, a mosty pracują na dylatacjach zaprojektowanych dla innego klimatu.
Osobnym wątkiem jest woda. Upał i susza wzmacniają się nawzajem, bo wysoka temperatura zwiększa parowanie i transpirację, osuszając glebę, a sucha gleba nie ma czego odparowywać, więc energia słoneczna idzie w całości na ogrzewanie powietrza zamiast na przemianę fazową wody. W lipcu 2026 roku IMGW miało w obiegu ponad sześćdziesiąt ostrzeżeń przed suszą hydrologiczną, obejmujących mniej więcej połowę powierzchni kraju. Susza hydrologiczna dotyczy przepływów w rzekach i poziomu wód podziemnych, a więc bezpośrednio zaopatrzenia miast w wodę pitną, chłodzenia przemysłu, żeglugi śródlądowej i stanu ekosystemów rzecznych. Polska ma jedne z niższych w Europie zasoby wód słodkich w przeliczeniu na mieszkańca, co widać było już podczas wielkiej suszy z 2022 roku.
Wysoka temperatura samej wody to problem trzeciego rzędu, o którym przypomina się dopiero przy śniętych rybach. Rozpuszczalność tlenu spada wraz z temperaturą, a zapotrzebowanie organizmów wodnych na tlen jednocześnie rośnie. Do tego dochodzą zakwity sinic.
Pole, morze, las
Rośliny mają optymalny zakres temperatur, poza którym plon spada szybko. Najbardziej wrażliwe są fazy kwitnienia i zapylania. Kilka dni ekstremalnego gorąca w niewłaściwym momencie potrafi zniweczyć sezon, choćby reszta lata przebiegała pomyślnie.
Lipcowy przegląd Wspólnego Centrum Badawczego Komisji Europejskiej obniżył prognozy plonów dla wszystkich upraw jarych i letnich w Europie, najsilniej dla kukurydzy ziarnowej i słonecznika, o 6 do 7 procent. Brytyjski ośrodek Energy and Climate Intelligence Unit oszacował straty w europejskich zbiorach po czerwcowej fali na około dwa miliardy euro. Największe ubytki dotyczyły Francji, gdzie prognoza zbiorów kukurydzy spadła o 3,4 miliona ton, co odpowiada kwocie rzędu 891 milionów euro. Dalej uplasowały się Węgry i Hiszpania.
W skali globalnej szacuje się, że każdy stopień wzrostu średniej temperatury obniża plony kukurydzy o mniej więcej 7 procent, pszenicy o 6, ryżu i soi o około 3. Rośnie przy tym zmienność między latami, co dla rynków oznacza wahania cen, a dla gospodarstw domowych o niskich dochodach ograniczenie dostępu do żywności. Raport Lancet Countdown wiąże nasilenie susz i fal upałów ze wzrostem liczby osób doświadczających umiarkowanego lub poważnego braku bezpieczeństwa żywnościowego o blisko 124 miliony.
Zwierzęta gospodarskie reagują podobnie. Krowy mleczne przy stresie cieplnym ograniczają pobranie paszy i tracą wydajność, spada płodność, rośnie śmiertelność w obiektach o niewydolnej wentylacji.
Fale upałów zdarzają się także w oceanie i tam wyglądają najbardziej dramatycznie. Czwarte globalne zdarzenie blaknięcia koralowców, trwające od początku 2023 do połowy 2025 roku, objęło stresem cieplnym około 84 procent powierzchni raf koralowych świata. Blaknięcie zgłoszono z co najmniej 83 krajów i terytoriów. Rafy zajmują poniżej procenta dna oceanicznego, a stanowią siedlisko mniej więcej jednej czwartej gatunków morskich.
Mechanizm jest prosty i nieprzyjemny. Koralowce żyją w symbiozie z jednokomórkowymi glonami, które dostarczają im większość energii. Przy podwyższonej temperaturze symbioza się załamuje, koralowiec usuwa glony i traci barwę. Jeśli warunki wrócą do normy dostatecznie szybko, może się odbudować. Jeśli nie, umiera, a przy rosnącej częstotliwości fal upałów morskich okno na regenerację systematycznie się zamyka.
Na lądzie skutki są mniej efektowne wizualnie, za to równie trwałe. Ekstremalne upały w połączeniu z suszą osłabiają drzewa i otwierają drogę gradacjom szkodników. Rośnie częstotliwość oraz intensywność pożarów. Kanadyjska wieś Lytton, która 29 czerwca 2021 roku ustanowiła rekord kraju wynoszący 49,6°C, następnego dnia spłonęła niemal doszczętnie.
Ile to kosztuje
Metaanaliza opublikowana w „The Lancet Planetary Health”, obejmująca 111 badań i ponad czterysta milionów pracowników w kilkudziesięciu zawodach, przyniosła liczby, które trudno zbagatelizować. Praca podczas jednej zmiany w warunkach stresu cieplnego czterokrotnie zwiększała prawdopodobieństwo wystąpienia obciążenia cieplnego organizmu. Trzydzieści pięć procent badanych pracujących w takich warunkach faktycznie go doświadczyło, a trzydzieści procent zgłosiło spadek wydajności. Pomiary na nikaraguańskich plantacjach trzciny cukrowej dały wielkość, którą da się podstawić do arkusza kalkulacyjnego: około trzech procent produktywności mniej na każdy stopień wskaźnika WBGT.
Międzynarodowa Organizacja Pracy szacuje, że do 2030 roku stres cieplny odbierze światowej gospodarce 2,2 procent potencjalnych godzin pracy. Odpowiada to 80 milionom pełnych etatów i kosztowi rzędu 2,4 biliona dolarów rocznie. Ponad 2,4 miliarda z 3,4 miliarda pracujących na świecie jest w jakimś momencie roku narażonych na nadmierne gorąco, a udział ten wzrósł z 65,5 procent w roku 2000 do 70,9 procent w 2020. Straty produktywności wynikające z ekstremalnego gorąca w samym 2024 roku Lancet Countdown wycenił na 1,09 biliona dolarów.
Rozkład kosztów jest głęboko nierówny. Kraje o niskich i średnich dochodach tracą większy odsetek PKB, mają gorszy dostęp do chłodzenia i wyższy udział pracy na otwartej przestrzeni. Badanie przeprowadzone wśród pracowników nieformalnych w trzech indyjskich miastach oszacowało łączne straty na poziomie odpowiadającym dwóm procentom PKB Indii rocznie.
Do tego dochodzą pozycje, które rzadko trafiają do zestawień: przeciążone szpitale, odwołane wydarzenia, zamknięte szkoły, ubytki w turystyce, rosnące składki ubezpieczeniowe i wycofywanie się ubezpieczycieli z regionów najbardziej zagrożonych pożarami oraz suszą.
Ile z tego jest naszą sprawką
Nauka o atrybucji zdarzeń ekstremalnych dojrzała w ciągu ostatniej dekady na tyle, że pozwala odpowiadać na to pytanie liczbowo. Metoda polega na porównaniu prawdopodobieństwa danego zdarzenia w klimacie obecnym i w klimacie hipotetycznym, pozbawionym antropogenicznego wymuszenia, przy użyciu dużych zespołów modeli oraz długich serii obserwacyjnych.
Wyniki dla fali z czerwca 2026 roku są jednoznaczne. Zespół World Weather Attribution wykazał, że w klimacie roku 1976, kiedy padała część wcześniejszych europejskich rekordów, takie temperatury w czerwcu byłyby praktycznie niemożliwe, a i o dowolnej porze roku bardzo mało prawdopodobne. Względem 2003 roku upał dzienny tej skali był około dziesięciokrotnie mniej prawdopodobny, a nocny ponad stukrotnie. Podobna fala byłaby w 1976 roku chłodniejsza w dzień o mniej więcej 3,5 stopnia, a w 2003 o dwa stopnie.
Ta sama analiza pokazała, że w dużej części Europy Zachodniej czerwiec ociepla się szybciej niż jakikolwiek inny miesiąc, a najwyższe temperatury dobowe rosną mniej więcej trzykrotnie szybciej niż globalna średnia. Raport Lancet Countdown podaje z kolei, że w latach 2020–2024 aż 84 procent dni upalnych, których doświadczali ludzie na świecie, nie wystąpiłoby bez zmiany klimatu.
Dla Polski kluczowa liczba brzmi: dwa i pół stopnia. Tyle mniej więcej wzrosła średnia temperatura lata w ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat, co przekłada się wprost na częstość dni upalnych i nocy tropikalnych. Wartości maksymalne rzędu trzydziestu stopni, w połowie XX wieku rzadkie, są dziś zwyczajne. Do trzydziestu pięciu zdążyliśmy przywyknąć. W perspektywie dekady lub dwóch podobnie zaczniemy traktować czterdziestkę.
Co działa
Doświadczenia ostatnich dwudziestu lat pozwalają uszeregować środki zaradcze według skuteczności i kosztu, a ranking bywa zaskakujący.
Najwyższy zwrot dają systemy wczesnego ostrzegania połączone z planami działania. Wzorcowym przykładem pozostaje Ahmadabad, indyjskie miasto, które po zabójczej fali z 2010 roku wdrożyło pierwszy w Azji Południowej miejski plan reagowania na upały. Plan wiąże prognozy z progami temperaturowymi uruchamiającymi konkretne działania: alerty, punkty chłodzenia, dystrybucję wody, przeszkolony personel medyczny, przesunięcie godzin pracy. Ewaluacja wykazała spadek śmiertelności związanej z upałami o 23 procent w latach bezpośrednio po wdrożeniu, co przekłada się na około 1200 uratowanych osób rocznie. Francuski plan przyjęty po katastrofalnym lecie 2003 roku dał w niektórych ocenach redukcję sięgającą 60 procent.
Ile to warte w pieniądzu, policzył zespół publikujący w „npj Urban Sustainability” dla trzech indyjskich miast: Lakhnau, Chennai i Suratu. Wskaźnik korzyści do kosztów mówi, ile jednostek uniknionych strat przypada na każdą jednostkę wydaną na dane rozwiązanie; korzyścią jest tu niemal wyłącznie zmonetyzowana wartość uratowanego życia, liczona metodą wartości roku życia. Wczesne ostrzeganie wypadło najlepiej, w przedziale od pięćdziesięciu do stu dwudziestu do jednego, i wiadomo dlaczego. Nie wymaga nakładów kapitałowych. Kosztem są alerty, dyżury i dodatkowe załogi ratownictwa medycznego w dni upalne, a więc pozycje liczone w setkach tysięcy dolarów, podczas gdy korzyść idzie w tysiące uratowanych osób. Nasadzenia drzew dały od dwóch do pięciu do jednego, chłodne dachy około trzech do jednego. Autorzy zastrzegają jednak, że w przypadku zieleni policzyli wyłącznie uniknięcie zgonów, pomijając retencję wody, jakość powietrza i wpływ na zdrowie psychiczne, więc realny zwrot jest wyższy od podanego.
Zieleń miejska i błękitna infrastruktura działają wolniej, za to trwale. Drzewa dają cień i chłodzą przez transpirację, a ich efekt jest najsilniejszy nocą, kiedy rozstrzyga się najwięcej. Chłodne dachy o wysokim albedo obniżają temperaturę wnętrz mierzalnie; w ramach programu realizowanego w indyjskim stanie Maharasztra powlekanie dachów obniżyło temperatury w salach lekcyjnych z 31 do 27 stopni.
Największy niewykorzystany potencjał tkwi w budynkach. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej właściwa izolacja i zewnętrzne osłony przeciwsłoneczne potrafią zmniejszyć zapotrzebowanie na chłodzenie nawet o 80 procent, a wentylacja nocna obniżyć temperaturę wnętrz o kilka stopni. Rolety zewnętrzne działają nieporównanie lepiej niż żaluzje wewnętrzne, bo zatrzymują promieniowanie, zanim wejdzie przez szybę.
Klimatyzacja ratuje życie i jednocześnie stanowi problem. Urządzenia chłodzące i wentylatory odpowiadają dziś za około 10 procent światowego zużycia energii elektrycznej, a Międzynarodowa Agencja Energetyczna prognozuje potrojenie zapotrzebowania na chłodzenie budynków w latach 2018–2050. Skraplacze wyrzucają ciepło na zewnątrz, podgrzewając ulicę dla wszystkich, którzy klimatyzacji nie mają. Czynniki chłodnicze z grupy HFC są silnymi gazami cieplarnianymi. Odpowiedzią pozostaje podnoszenie standardów efektywności, chłodzenie sieciowe w gęstej zabudowie i integracja z fotowoltaiką, której szczyt produkcji zbiega się ze szczytem zapotrzebowania.
Zalecenia indywidualne brzmią nudno, bo są nudne. Pić regularnie, zanim pojawi się pragnienie. Zasłaniać okna od strony nasłonecznionej za dnia i wietrzyć nocą. Ograniczyć wysiłek między jedenastą a siedemnastą. Brać chłodne, nie lodowate prysznice, bo zimna woda wywołuje odruchowy skurcz naczyń i pogarsza oddawanie ciepła. Skonsultować z lekarzem listę przyjmowanych leków przed sezonem. Najważniejsze zalecenie jest jednak najczęściej pomijane i nie dotyczy nas samych: zadzwonić do samotnie mieszkającego krewnego albo zapukać do sąsiada. Znaczna część ofiar fal upałów umiera w nieklimatyzowanych mieszkaniach, sama, bez kontaktu z kimkolwiek przez wiele godzin.
Nowa norma
Raport World Weather Attribution kończy się zdaniem, które należy czytać dosłownie: przy globalnym ociepleniu rzędu 1,4 stopnia ekstremalne gorąco już testuje granice zdolności naszych społeczeństw do radzenia sobie. Nie w scenariuszu na koniec stulecia. Teraz.
Polska znajduje się w niewygodnej pozycji kraju, który przez dekady projektował infrastrukturę, budynki i procedury pod klimat umiarkowany z chłodnymi latami. Elektrownie z otwartym obiegiem chłodzenia stoją nad rzekami o malejących przepływach. Bloki mieszkalne powstawały bez izolacji i bez rolet zewnętrznych. Przystanki komunikacji miejskiej wciąż projektuje się bez cienia. System ochrony zdrowia dopiero uczy się monitorować śmiertelność w czasie zbliżonym do rzeczywistego, a w wielu miastach udział powierzchni biologicznie czynnej maleje, zamiast rosnąć.
Rekord ze Słubic to punkt na trendzie, nie anomalia. Pozostaje pytanie o to, ile z jego skutków uda się zredukować, zanim wróci podobna fala. Odpowiedź w niewielkim stopniu zależy od meteorologii, a w bardzo dużym od decyzji podejmowanych w wydziałach architektury, spółdzielniach mieszkaniowych i gabinetach ministrów.
Literatura i źródła
- Historyczne upały w czerwcu 2026 roku — Nauka o klimacie — materiał popularnonaukowy
- Fossil fuel emissions have rapidly worsened European heatwaves in just a few decades — World Weather Attribution — analiza atrybucyjna
- Western North American extreme heat virtually impossible without human-caused climate change — World Weather Attribution — analiza atrybucyjna
- The 2025 Report of the Lancet Countdown on Health and Climate Change — Global Heat Health Information Network — raport międzynarodowy
- Heat-related mortality in Europe during the summer of 2022 — Nature Medicine / PubMed Central — publikacja naukowa
- Heat-related mortality in Europe during the summers of 2023 and 2024 — Nature Medicine — publikacja naukowa
- Climate change-driven summer heat caused 16,500 additional deaths across Europe — London School of Hygiene and Tropical Medicine — komunikat uczelni
- Evaluating the 35°C wet-bulb temperature adaptability threshold for young, healthy subjects (PSU HEAT Project) — Journal of Applied Physiology — publikacja naukowa
- A physiological approach for assessing human survivability and liveability to heat in a changing climate — Nature Communications / PubMed Central — publikacja naukowa
- Workers' health and productivity under occupational heat strain: a systematic review and meta-analysis — The Lancet Planetary Health — metaanaliza
- Chronic Kidney Disease of Unknown Cause in Agricultural Communities — New England Journal of Medicine — przegląd kliniczny
- Impact of heat and a rest-shade-hydration intervention program on productivity of agricultural workers — Annals of Work Exposures and Health / PubMed Central — publikacja naukowa
- Miejska wyspa ciepła w Warszawie: próba oceny z wykorzystaniem Local Climate Zones — Acta Geographica Lodziensia / CEJSH — publikacja naukowa
- Miejska wyspa ciepła — Klimada 2.0, Instytut Ochrony Środowiska PIB — opracowanie instytucjonalne
- Wpływ fal upałów na umieralność ludności miejskiej w Polsce — Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH — opracowanie instytucjonalne
- Addressing ground-level ozone pollution in Europe — Europejska Agencja Środowiska — raport agencji unijnej
- Ozone smog, wildfire smoke, UV index: CAMS guide to summer air quality — Copernicus Atmosphere Monitoring Service — materiał instytucjonalny
- Smoky Air on Hot Days Linked to Even More Danger for the Heart — Medscape — omówienie badania
- Heatwaves impact summer and winter crops — Wspólne Centrum Badawcze Komisji Europejskiej — biuletyn prognoz plonów
- June heatwave knocks €2 billion off European harvest prospects — Energy and Climate Intelligence Unit — analiza think tanku
- Future warming increases probability of globally synchronized maize production shocks — Proceedings of the National Academy of Sciences — publikacja naukowa
- World's Fourth Mass Coral Bleaching Event Likely Ended in 2025 — NOAA NESDIS — komunikat agencji rządowej
- Heat stress spike predicted to cost global economy $2.4 trillion a year — UN News / Międzynarodowa Organizacja Pracy — raport organizacji międzynarodowej
- Staying cool without overheating the energy system — Międzynarodowa Agencja Energetyczna — analiza sektorowa
- Development and Implementation of South Asia's First Heat-Health Action Plan in Ahmedabad — PubMed Central — publikacja naukowa
- Prioritizing heat adaptation measures across Indian cities: a benefit-cost analysis — npj Urban Sustainability — publikacja naukowa
- Problemy Kozienic i Połańca. Największe elektrownie w Polsce ograniczają produkcję energii — WNP.pl — artykuł branżowy
- IMGW ostrzega przed suszą. Alerty obejmują pół Polski — Polskie Radio 24 — materiał informacyjny
- Europe records 10,000 excess deaths during June heatwaves — Euronews — omówienie danych EuroMOMO
- Upały w Europie w 2026 roku — Wikipedia — artykuł encyklopedyczny