Przez trzy czerwcowe dni Poznań żyje według innego rozkładu jazdy. W tramwajach sunących w stronę ulicy Głogowskiej pojawiają się rycerze, wiedźmini, bohaterowie anime i postacie z gier, których przeciętny pasażer nie potrafi nazwać. Pod pawilonami Międzynarodowych Targów Poznańskich ustawiają się kolejki liczone w tysiącach. To Pyrkon, największy festiwal fantastyki w Polsce i jedno z najbardziej rozpoznawalnych wydarzeń tego rodzaju na kontynencie.
Edycja z 2026 roku zamknęła się 21 czerwca. Odwiedziło ją 62 136 osób, drugi najlepszy wynik w całej historii imprezy. Motywem przewodnim był kosmos, więc między halami krążyli astronauci, a obok stoisk z komiksami toczyły się rozmowy o lotach załogowych. Trudno uwierzyć, że to samo wydarzenie zaczynało się ćwierć wieku wcześniej w sali zwykłej poznańskiej podstawówki, w gronie kilkuset zapaleńców.
Historia Pyrkonu jest w gruncie rzeczy historią pewnego awansu. Fantastyka, która kiedyś mieściła się w klubowych salkach i na łamach niskonakładowych pism, stała się jednym z głównych języków współczesnej kultury popularnej. Poznański festiwal pokazuje tę zmianę wyjątkowo wyraźnie.
Zdjęcie: Piotr Piosik / źródło: Pyrkon 2026 / wykorzystane za zgodą organizatorów.
Szkolne sale i duch fandomu
Pyrkon wyrasta z kultury fanowskiej, a nie z gotowego modelu komercyjnego festiwalu. Zanim powstała marka, istniała społeczność. Stowarzyszenie Klub Fantastyki „Druga Era” zaczęło działać w Poznaniu w 1997 roku, początkowo jako organizacja studencka przy tamtejszej Akademii Ekonomicznej, dziś Uniwersytecie Ekonomicznym. Klub skupiał ludzi, których łączyła miłość do książek, gier i filmów spod znaku science fiction oraz fantasy.
Pierwszym sygnałem, że taka impreza ma sens, był jednodniowy Dzień z Fantastyką. Odbył się w 1999 roku w klubie osiedlowym „Słońce” na osiedlu Przyjaźni. Frekwencja zaskoczyła organizatorów na tyle, że postanowili rozwinąć pomysł. Rok później ruszyła pierwsza pełna edycja konwentu, w Szkole Podstawowej nr 21 przy ulicy Łozowej na Dębcu. Przyszło kilkaset osób.
Przez kolejne lata wydarzenie wędrowało po poznańskich budynkach: gimnazjach, zespołach szkół, a nawet hotelu. Wśród starszych bywalców do dziś krąży określenie „Pyrkon na Dębcu”, nasycone sentymentem do czasów, gdy spało się na karimatach, a program dało się obejść w całości. Klimat tamtych konwentów budowały prelekcje, sesje gier fabularnych, rozmowy do późna i poczucie, że trafiło się między swoich. Ludzie znali się z klubów, forów i wcześniejszych zlotów.
Polski fandom przełomu wieków funkcjonował głównie poza oficjalnym obiegiem kultury. Działał na klubowych spotkaniach, na forach raczkującego wtedy polskiego internetu i na łamach amatorskich pism wydawanych w niewielkich nakładach. Konwenty pełniły w tym świecie funkcję węzłów. Raz albo dwa razy w roku ludzie rozproszeni po kraju spotykali się twarzą w twarz. Wymieniali książki, rozgrywali sesje i przekonywali się, że ich nisza ma całkiem realne rozmiary. Pyrkon wpisał się w ten rytm jako impreza z ambicjami, ale wciąż domowej skali.
Siłą Pyrkonu od początku byli ci, którzy tworzyli go za darmo. Ta zasada nie zmieniła się do dziś.
Zdjęcie: Piotr Piosik / źródło: Pyrkon 2026 / wykorzystane za zgodą organizatorów.
Nazwa, która miała być tymczasowa
Słowo „Pyrkon” to fandomowy żart. Powstało z połączenia poznańskiej „pyry”, czyli ziemniaka, z końcówką „-kon”, dodawaną w Polsce do nazw konwentów. Sama końcówka wzięła się od słowa konwent i od angielskiego comicon. Nazwa miała podkreślać lokalny, poznański charakter imprezy.
Według Piotra Derkacza, prezesa Klubu Fantastyki „Druga Era” i koordynatora pierwszego Pyrkonu, etykieta miała być prowizoryczna. Organizatorzy zakładali, że humorystyczny szyld wystarczy na pierwszą czy drugą edycję, a potem znajdą coś poważniejszego. Derkacz przyznał to publicznie podczas otwarcia festiwalu w 2019 roku. Poważniejsza nazwa nigdy nie powstała, bo „Pyrkon” się przyjął i z czasem stał się rozpoznawalną poznańską marką.
Sama moda na końcówkę „-kon” mówi sporo o polskim fandomie. Nazwy w rodzaju Polcon, Falkon, Copernicon czy Pyrkon brzmią jak wewnętrzny kod, czytelny dla wtajemniczonych, a obcy dla reszty. Pyrkon poszedł o krok dalej i wplótł w nazwę lokalny patriotyzm. Poznańska pyra stała się elementem tożsamości imprezy na długo przedtem, zanim ktokolwiek pomyślał o dziesiątkach tysięcy gości.
Zdjęcie: Piotr Piosik / źródło: Pyrkon 2026 / wykorzystane za zgodą organizatorów.
Krótka historia polskich konwentów
Pyrkon nie pojawił się w próżni. Polskie zjazdy miłośników fantastyki mają korzenie w latach siedemdziesiątych. W 1976 roku w Poznaniu odbył się Eurocon, nazywany też trzecim Europejskim Kongresem Science Fiction. Pomysł przywiózł z Włoch Czesław Chruszczewski, działacz tamtejszego oddziału Związku Literatów Polskich. Tamto wydarzenie przypominało jednak raczej dopiętą na ostatni guzik konferencję naukową niż radosny zlot fanów.
Za pierwszy właściwy konwent fanowski w Polsce wielu uczestników uznaje Polcon z 1985 roku, zorganizowany we wsi Błażejewko pod Poznaniem. Polcon przyjął formułę imprezy wędrującej. Aż do 2016 roku co rok odbywał się w innym mieście, a organizacji podejmowały się lokalne kluby fantastyki. Na tej mapie Druga Era zajęła z czasem szczególne miejsce, bo zbudowała wydarzenie osadzone na stałe w jednym mieście i rosnące w tempie, którego nikt się nie spodziewał. W 2005 roku Pyrkon nie odbył się właśnie dlatego, że poznański klub wziął na siebie organizację Polconu. Sześć lat później udało się poprowadzić obie imprezy w ciągu jednego roku.
Model wędrujący miał swoje zalety. Co rok inne miasto oznaczało, że ciężar organizacji rozkładał się na kolejne kluby, a uczestnicy poznawali różne zakątki kraju. Miał też słabość. Trudno było zbudować rozpoznawalną markę i stałą infrastrukturę, skoro wszystko zaczynało się za każdym razem od nowa. Poznański klub poszedł inną drogą. Postawił na jedno miasto i stały termin, a powtarzalność sprawiła, że Pyrkon mógł rosnąć kumulacyjnie zamiast startować co rok od zera.
Przeprowadzka na większą skalę
Rosnąca frekwencja w pewnym momencie przestała mieścić się w szkolnych murach. W 2011 roku organizatorzy przenieśli wydarzenie na Międzynarodowe Targi Poznańskie przy ulicy Głogowskiej, tuż obok dworca głównego. Decyzja okazała się przełomowa, choć kosztowna. Wynajem szkoły odbywał się na preferencyjnych stawkach. Przejęcie większości hal targowych wymagało zupełnie innych pieniędzy i zupełnie nowej logistyki.
Razem z adresem zmieniła się formuła. Z konwentu dla wtajemniczonych Pyrkon stał się festiwalem. Wielka przestrzeń otworzyła możliwości, których w salkach prelekcyjnych po prostu nie było: koncerty, wystawy, pokazy artystyczne, ogromne strefy integracyjne. Paweł Matuszak, jeden z organizatorów, zwracał uwagę, że samo słowo „festiwal” brzmi przystępniej. Chodziło o to, żeby docierać do ludzi spoza fandomu i popularyzować fantastykę szerzej, niż pozwalało na to spotkanie w gronie wtajemniczonych.
Skok do hal targowych zmienił też publiczność. Na konwent w szkole trafiali głównie ci, którzy już wiedzieli, czym jest fandom. Festiwal w dobrze skomunikowanej i widocznej w mieście przestrzeni targowej zaczął przyciągać ludzi z zewnątrz: rodziny z dziećmi, ciekawskich, fanów pojedynczych seriali czy gier, którzy niekoniecznie utożsamiali się z dawnym, klubowym pojęciem fantastyki. Próg wejścia obniżył się, a wydarzenie z hermetycznego zlotu zmieniło się w coś bliższego miejskiemu świętu.
Liczby z kolejnych lat pokazują tempo wzrostu. W 2019 roku festiwal odwiedziło 52 120 osób, co już wtedy stawiało go wśród największych konwentów Europy. Pandemia przerwała passę. Jubileuszowa edycja planowana na 2020 rok nie odbyła się, próby reaktywacji w 2021 też spełzły na niczym. Zamiast pełnego festiwalu organizatorzy zrobili dwa mniejsze wydarzenia, Pyrkonowy Targ Letni i Zimowy. Powrót nastąpił w czerwcu 2022 roku i przyniósł frekwencję w okolicach 56 tysięcy. Przy okazji termin imprezy przesunął się z wiosny na czerwiec i tak już zostało. Rok 2024 dał 58 636 uczestników, a edycja z 2025, w której Pyrkon świętował dwudziestopięciolecie, pobiła rekord wynikiem 66 785 osób.
Zdjęcie: Piotr Piosik / źródło: Pyrkon 2026 / wykorzystane za zgodą organizatorów.
Fantastyka wychodzi z niszy
Pyrkon jest ciekawy nie tylko jako wielka impreza, ale też jako papierek lakmusowy przemian samej fantastyki. Jeszcze dwie dekady temu środowisko fanów było dość hermetyczne. Osoba z zewnątrz trudno się w nim odnajdywała, bo wymagało to znajomości kodów, lektur i konwencji. Literatura science fiction, fantasy, gry fabularne, komiks, gry bitewne, anime, każdy z tych obszarów funkcjonował trochę osobno, na własnej półce.
Dziś granice się zatarły. Superbohaterowie z kin, seriale fantasy, gry komputerowe, manga, klocki, kultura koreańska, planszówki i internetowe fandomy tworzą jeden szeroki ekosystem. Wspólnym mianownikiem stała się popkultura, w której fantastyka jest punktem wyjścia dla znacznie szerszej całości. Memy, czyli cyfrowy folklor sieci, przenoszą cytaty z gier i seriali do codziennego języka równie sprawnie, jak kiedyś robiły to powieści.
Korzenie tego świata wciąż tkwią w literaturze. Złoty wiek science fiction, z twórcami pokroju Isaaca Asimova, ukształtował wyobraźnię kilku pokoleń czytelników, zanim gatunek trafił na ekrany i do gier. Na Pyrkonie ta ciągłość jest widoczna. Strefa literacka sąsiaduje ze strefą gamingową, a spotkania autorskie odbywają się kilkadziesiąt metrów od turniejów e-sportowych.
Sam festiwal dawno przestał być „festiwalem fantastyki” w wąskim sensie. Bliżej mu do święta wyobraźni i wspólnego uczestnictwa. Fantastyka wyznacza ramę, ale nie wypełnia jej w całości.
Zmiana dotknęła także relacji fantastyki z nauką. Tematy, które kiedyś należały do literatury spekulatywnej, czyli loty kosmiczne czy sztuczna inteligencja, dziś są przedmiotem realnych badań i codziennych newsów. Na Pyrkonie strefa popularnonaukowa nie jest już ciekawostką na marginesie programu. Badacze i popularyzatorzy tłumaczą tu, gdzie kończy się fikcja, a zaczyna technologia, a publiczność słucha ich równie chętnie jak autorów powieści.
Zdjęcie: Piotr Piosik / źródło: Pyrkon 2026 / wykorzystane za zgodą organizatorów.
Program jak mapa popkultury
Rozmiar Pyrkonu najlepiej oddaje jego program. W 2026 roku organizatorzy przygotowali ponad 2400 punktów i wyznaczyli 22 strefy tematyczne. Uczestnik nie ma szans obejść wszystkiego. Zamiast tego wybiera własną trasę przez labirynt atrakcji.
Strefy przypominają osobne dzielnice festiwalowego miasta. W literackiej toczą się spotkania z pisarzami i wydawcami, w naukowej głos zabierają popularyzatorzy i badacze. Obok działają strefy komiksu, mangi i anime, filmowo-serialowa, gamingowa, gier planszowych i bitewnych, RPG, cosplayu, warsztatów oraz dziecięca. Są też wioski fantastyczne, przestrzeń dla fanów klocków i miłośników Star Wars. Całość spina scena koncertowa i ogromna hala wystawców, czyli największe w Polsce targi fantastyki i popkultury.
Taka konstrukcja zmienia sposób, w jaki przeżywa się festiwal. Nikt nie obejdzie 2400 punktów programu w trzy dni. Doświadczeni bywalcy planują trasę z wyprzedzeniem, wybierają kilka prelekcji albo koncertów, do których naprawdę chcą trafić, a resztę zostawiają przypadkowi. Sporo frajdy bierze się właśnie z tego, że za rogiem zawsze dzieje się coś, czego nie było w planie.
Za sprawną organizację tej machiny odpowiada nieliczna grupa koordynatorów pracujących przez cały rok oraz około setki organizatorów. W czasie samego festiwalu kluczową rolę odgrywają wolontariusze w pomarańczowych koszulkach, w fandomowej gwarze nazywani gżdaczami. Co roku jest ich około sześciuset. Bez nich nie ruszyłaby żadna prelekcja ani punkt informacyjny. Lokalny żargon mówi też o „Montażkonie”, czyli kilkudniowym składaniu całego miasteczka od zera, na paleciakach i wózkach, zanim otworzą się bramki.
Zdjęcie: Piotr Piosik / źródło: Pyrkon 2026 / wykorzystane za zgodą organizatorów.
Muzyka, gwiazdy i sceny
Targowe hale dały Pyrkonowi coś, czego nie było w szkolnych salach, czyli prawdziwą scenę. Z czasem koncerty stały się jednym z filarów programu. W 2026 roku zagrano ich sześćdziesiąt jeden. Stałym punktem bywają zespoły grające muzykę spod znaku fantastyki, jak poznański Percival Schuttenbach, znany z oprawy muzycznej gry „Wiedźmin 3: Dziki Gon”, czy brytyjski Gloryhammer i szwedzki Twilight Force, sięgający po kostiumy i epickie opowieści rodem z power metalu. Osobny nurt to muzyka azjatycka, od koreańskiego rocka po wokalistki znane z anime.
Koncerty zmieniły też wieczorny rytm festiwalu. Dzień należy do prelekcji, stoisk i turniejów, a po zmroku część uczestników przenosi się pod scenę. Dla zespołów grających muzykę osadzoną w światach fantasy Pyrkon jest jednym z niewielu miejsc, gdzie publiczność zna teksty i kontekst utworów, a nie trafia na nie przypadkiem.
Lista gości przez lata układa się w przekrój całej popkultury. Bywali na Pyrkonie pisarze fantastyki, polscy i zagraniczni, od Andrzeja Pilipiuka i Jakuba Ćwieka po Grahama Mastertona i Petera V. Bretta. Przyjeżdżali aktorzy kojarzeni z kultowych ról, jak Christopher Judge ze „Stargate” i gry „God of War”, Bonnie Wright z ekranizacji „Harry’ego Pottera” czy Mark Sheppard z „Nie z tego świata”. Derkacz zwraca jednak uwagę na rzecz, która odróżnia Pyrkon od zachodnich comic-conów. Z ankiet wśród uczestników wynika, że obecność gwiazd nie jest dla nich najważniejsza. Przyjeżdżają głównie dla siebie nawzajem.
Zdjęcie: Marcin Pflanz / źródło: Pyrkon 2026 / wykorzystane za zgodą organizatorów.
Cosplay i Maskarada
Najbardziej fotogeniczną twarzą Pyrkonu jest cosplay. Dla mediów to gotowy materiał, dla uczestników coś znacznie poważniejszego niż przebieranie się. Dobry kostium bywa efektem miesięcy pracy nad krojem, rekwizytami, charakteryzacją i sposobem odgrywania postaci. Cosplay działa też jak język wspólnoty. Mijając się na terenie targów, fani rozpoznają uniwersa, cytaty i bohaterów, których nazwiska przeciętnemu przechodniowi nic nie mówią.
Dla wielu uczestników cosplay jest całorocznym hobby, a nie tylko strojem na weekend. Szycie, praca z pianką EVA, druk 3D i charakteryzacja wymagają miesięcy pracy i niemałych nakładów. Efekty bywają zaskakująco bliskie oryginałom. Maskarada nagradza właśnie ten wysiłek, dlatego regulamin tak mocno akcentuje samodzielne wykonanie kostiumu. Gotowe stroje kupione w sklepie nie liczą się w rywalizacji, bo premiuje się rzemiosło.
Zdjęcie: Daria Płatonowicz-Sipiak / źródło: Pyrkon 2026 / wykorzystane za zgodą organizatorów.
Punktem kulminacyjnym jest Maskarada, konkurs rozgrywany w Hali Ziemia, największym pawilonie targów. Regulamin stawia jeden twardy warunek: strój musi być wykonany własnoręcznie. Jury najpierw ocenia kostium na osobności i sprawdza, czy rzeczywiście powstał od podstaw. Rywalizacja toczy się w kilku kategoriach, od najlepszego cosplayu i najlepszego autorskiego projektu po prezentacje solowe i grupowe, a nagrodą główną jest Grand Prix. Z powodu ograniczonej liczby miejsc na widowni pokaz wyświetla się na wielkim ekranie i transmituje na żywo w sieci.
Cosplay rodzi też kwestię, która wraca przy każdej relacji z festiwalu. Zdjęcia przebranych uczestników są naturalną częścią reportażu, ale publikować je wypada z wyczuciem, pamiętając o zgodzie fotografowanej osoby i o kontekście, w jakim trafią do sieci.
Zdjęcie: Piotr Piosik / źródło: Pyrkon 2026 / wykorzystane za zgodą organizatorów.
Miasto, które istnieje trzy dni w roku
Na czas festiwalu Poznań zyskuje dodatkową warstwę. Przy dworcu, w tramwajach i na ulicach wokół targów pojawiają się ludzie z torbami, rekwizytami, planszówkami i książkami, często w pełnych kostiumach. Dla postronnego obserwatora może to wyglądać jak barwny najazd. Uczestnik przeżywa to inaczej, raczej jako powrót do miejsca, które istnieje tylko raz w roku.
Centrum tego miasteczka stanowią Międzynarodowe Targi Poznańskie, kompleks kilkunastu pawilonów z halami wystawowymi, salami konferencyjnymi i audytoriami. Taki podział sprzyja różnorodności. W jednej hali gra zespół, obok trwa panel naukowy, a kawałek dalej rozkładają się stoiska wystawców. Wokół narasta cała logistyka. Poznańska organizacja turystyczna pomaga znaleźć noclegi, miejski przewoźnik zapewnia uczestnikom darmowe przejazdy, a wodociągi rozstawiają punkty z wodą pitną.
Pyrkon ma też swój własny folklor. W 2019 roku uczestnicy ułożyli na terenie targów wielką literę „P”. Od lat żywy jest żartobliwy „kult Ananasa”, oddolna tradycja w duchu internetowej zabawy, z procesją włącznie. Działa pokój do spania dla zmęczonych, a na jedną z edycji uwarzono specjalne piwo. To wszystko składa się na atmosferę, w której obcy ludzie zagadują się o to, czy ktoś widział kogoś przebranego za konkretną postać.
Wrażenie osobnego miasta bierze się przede wszystkim z jego mieszkańców. Przez trzy dni normy z zewnątrz tracą moc. Strój, który w poniedziałkowym tramwaju przyciągałby spojrzenia, tutaj jest oczywistością. Rozmowa z nieznajomym o ulubionej grze czy serialu nie wymaga żadnego wstępu. Ludzie na co dzień osamotnieni w swoich pasjach trafiają tu na setki osób mówiących tym samym językiem. To poczucie wspólnoty, a nie sam program, najczęściej wraca w relacjach uczestników.
Skala rodzi też całkiem przyziemne wyzwania. Kolejka do wejścia w sobotni poranek potrafi ciągnąć się przez kilkaset metrów. Poznańskie hotele i hostele w weekend Pyrkonu zapełniają się na pniu, a ceny noclegów idą w górę. Część uczestników rezerwuje miejsca z rocznym wyprzedzeniem albo nocuje u znajomych. Organizatorzy i miasto starają się te niedogodności łagodzić, od darmowej komunikacji po punkty informacyjne, ale w pełni okiełznać tłumu się nie da.
Czy Pyrkon to wciąż konwent, czy raczej popkulturowe miasto, które na trzy dni zajmuje kawałek Poznania?
Zdjęcie: Marcin Pflanz / źródło: Pyrkon 2026 / wykorzystane za zgodą organizatorów.
Gigant, który nie zarabia
Mimo skali Pyrkon pozostaje przedsięwzięciem niekomercyjnym. Organizuje go stowarzyszenie, prelegenci i wolontariusze pracują społecznie, a ewentualne nadwyżki wracają do imprezy. Największym kosztem jest wynajem hal, które należą do miasta. Władze Poznania wspierają festiwal głównie w promocji i w kontaktach z instytucjami. Na duże dotacje organizatorzy nie liczą, bo, jak sami przyznają, Pyrkon i tak się odbędzie.
Rozrost ma jednak swoją cenę i mówią o niej otwarcie. Festiwal zajmuje dwanaście pawilonów, czyli wszystkie dostępne na takie wydarzenie. Fizyczny limit został osiągnięty. Rzeczniczka Sonia Kobylańska-Jóźwik tłumaczy, że dalsza energia idzie w jakość, a nie w pogoń za kolejnymi tysiącami biletów. Po rekordzie z 2025 roku pulę wejściówek ograniczono. Rosną też ceny. Bilet na samą sobotę edycji 2026 kosztował 300 złotych, co dla części dawnego, kameralnego fandomu staje się realną barierą. Pojawia się napięcie, którego nie da się łatwo rozwiązać. Pyrkon urósł, bo był silny i otwarty, ale im większy się staje, tym trudniej zachować swobodnego ducha pierwszych edycji.
Pytania o komercjalizację wracają zresztą co roku. Przy frekwencji liczonej w dziesiątkach tysięcy trudno zachować kameralność, która definiowała pierwsze edycje. Rośnie rola wystawców, a spora część powierzchni to dziś stoiska handlowe z gadżetami, książkami i grami. Jedni widzą w tym naturalny element wielkiego święta popkultury i okazję do kontaktu z twórcami. Dla innych to sygnał, że wydarzenie przesuwa się w stronę targów, na których dawny fandom ma coraz mniej miejsca. Organizatorzy próbują trzymać równowagę, choć przy tej skali jest to zadanie bez prostego rozwiązania.
Zdjęcie: Piotr Piosik / źródło: Pyrkon 2026 / wykorzystane za zgodą organizatorów.
Pyrkon 2026: edycja na orbicie
Tegoroczna odsłona postawiła na kosmos. Motyw przewodni połączył fantastykę naukową z prawdziwą eksploracją, a na liście gości znaleźli się astronauci z krwi i kości. Przyjechała Eileen Collins, pierwsza kobieta dowodząca lotem amerykańskiego wahadłowca, oraz Sławosz Uznański-Wiśniewski, drugi Polak w kosmosie. Towarzyszył im między innymi aktor Giancarlo Esposito.
Kosmiczny motyw nie ograniczył się do plakatów. Wokół niego zbudowano część prelekcji i spotkań, od popularnonaukowych wykładów o lotach załogowych po panele o fantastyce naukowej. Obecność prawdziwych astronautów obok aktorów i pisarzy dobrze oddała to, czym Pyrkon stał się przez ćwierć wieku. Nauka i fikcja spotykają się tu na jednej scenie, a publiczność traktuje jedno i drugie z równą ciekawością.
Edycję 2026 trzeba czytać razem z jej trudnościami. Sobota przyniosła upał przekraczający 30 stopni, więc organizatorzy podstawili na teren beczkowozy i uruchomili darmowe punkty z wodą. Zaostrzono też zasady dotyczące rekwizytów. Cosplayerzy i wystawcy mieli ograniczone możliwości używania i sprzedaży atrap broni. Mimo tych utrudnień i mimo wysokich cen biletów frekwencja sięgnęła 62 136 osób, drugiego najlepszego wyniku w historii.
Na zakończenie ogłoszono termin kolejnej edycji. Pyrkon 2027 odbędzie się 18–20 czerwca. Wśród pierwszych zapowiedzianych gości są aktor Graham McTavish, znany z „Outlandera”, „Wiedźmina” i „Rodu smoka”, amerykański autor horrorów Grady Hendrix oraz belgijska grupa folkowa Laïs.
Zdjęcie: D4A / źródło: Pyrkon 2026 / wykorzystane za zgodą organizatorów.
Dlaczego to wciąż działa
Pytanie o przyszłość Pyrkonu sprowadza się dziś do równowagi. Wydarzenie dobiło do granicy przestrzeni i zapewne także do granicy rozsądnej frekwencji. Kolejne lata nie przyniosą raczej dopisywania nowych tysięcy uczestników. Stawką będzie jakość programu i organizacji, co zresztą sami organizatorzy podają jako obrany kierunek.
Trwałość festiwalu trudno sprowadzić do jednego powodu. Część uczestników przyjeżdża po to, żeby przez kilka dni być bardziej sobą niż w codziennym otoczeniu. Innych przyciąga możliwość spotkania ludzi z tą samą pasją, niezależnie od pokolenia i ulubionego medium. Pyrkon mieści w sobie targi, koncerty, konwent, spotkanie towarzyskie i widowisko naraz, a fantastyka spina to wszystko jako wygodny wspólny język rozmowy o technologii, przyszłości, lękach i rozrywce.
Z dystansu ćwierćwiecza najbardziej rzuca się w oczy zmiana skali. Kilkuset zapaleńców w szkolnej sali zamieniło się w kilkadziesiąt tysięcy ludzi okupujących kilkanaście hal targowych i osobny punkt w kalendarzu miasta. Rdzeń pozostał ten sam co na Dębcu. Wciąż chodzi o kilka dni we własnym świecie i o ludzi, którzy chcą go tworzyć razem.
Grafika organizatora: zapowiedź Pyrkon 2027 / wykorzystane za zgodą organizatorów.
Literatura i źródła
- Pyrkon — Wikipedia, wolna encyklopedia — artykuł encyklopedyczny o historii i formule festiwalu
- Pyrkon. Fantastyczne Miejsce Spotkań — pyrkon.pl — oficjalna strona organizatora festiwalu
- Zostań gżdaczem — pyrkon.pl — opis wolontariatu na oficjalnej stronie wydarzenia
- FAQ dla Gżdaczy — pyrkon.pl — informacje organizatora o roli wolontariuszy
- Władze Stowarzyszenia — Druga Era — strona stowarzyszenia organizującego Pyrkon
- Fantastycznie, bez umiaru — Kultura Poznań — materiał miejskiego serwisu o historii i rozwoju festiwalu
- Rekordowy Pyrkon — Poznan.pl — relacja samorządowego portalu z edycji 2019
- Rekordowa frekwencja Festiwalu Pyrkon w Poznaniu — RMF24 — depesza informacyjna o rekordzie frekwencji w 2025 roku
- Pyrkon 2026: ponad 62 tysiące fanów na kosmicznej edycji festiwalu — wZielonej.pl — relacja z edycji 2026 i motywu kosmicznego
- Pyrkon 2026 przyciągnął tłumy. Ujawnili liczbę uczestników — Tech WP — artykuł o frekwencji i utrudnieniach podczas edycji 2026
- Kolejny rekord pobity. Pyrkon odwiedziło 66 785 osób — biuro prasowe Pyrkonu — komunikat prasowy organizatora o rekordzie z 2025 roku
- To już 25 lat festiwalu Pyrkon — Radio ESKA Poznań — materiał o historii i kolejnych etapach rozwoju imprezy
- Pyrkon już 25 raz. Program — Wszystko co Najważniejsze — artykuł z wypowiedziami prezesa stowarzyszenia o specyfice festiwalu
- Pyrkon 2022. Relacja z 20. edycji — Empik Pasje — relacja z jubileuszowej edycji po przerwie pandemicznej
- Pyrkon. Co to jest i gdzie się odbywa — tea-tralna.pl — artykuł informacyjny o festiwalu i poznańskim fandomie
- Rekordowy Pyrkon — Radio Poznań — relacja o frekwencji edycji po powrocie z przerwy
- Festiwal Fantastyki Pyrkon — Konwenty Południowe — materiał popularyzatorski o historii i frekwencji
- Pyrkon — Poznańska Wiki — hasło w lokalnej encyklopedii fanowskiej