Nagranie trwa kilkanaście sekund. Odliczanie, błysk pod dyszą, gwałtowne przyspieszenie, a potem smukły cylinder znika w chmurach. 7 września 2026 roku wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk napisał na platformie X, że „w ostatnich dniach rakieta PERUN wykonała kolejny udany lot testowy" na poligonie w Ustce. Z wpisu wynikało, że zadziałały najważniejsze układy pokładowe, ze sterowaniem wektorem ciągu na czele, że poprawki naniesione po poprzednich lotach zachowały się zgodnie z przewidywaniami i że inżynierowie mają komplet materiału do dalszych analiz. Dnia startu nie podano.
Dobę później na stronie SpaceForest wciąż nie było technicznego bilansu tej misji, bo najnowszy wpis w firmowym serwisie informacyjnym pochodził z 26 sierpnia i dotyczył udziału spółki w targach MSPO w Kielcach. Nie znamy więc ani potwierdzonego apogeum, ani czasu pracy silnika, ani tego, czy profil lotu odpowiadał założeniom. Firma nie przekazała mediom żadnych dodatkowych szczegółów próby. Za to w jednej z relacji prasowych pojawiła się liczba 150 kilometrów, podana w sposób sugerujący, że rakieta osiągnęła taki pułap, choć dokumentacja producenta i materiały Europejskiej Agencji Kosmicznej mówią co innego. 150 km to wartość docelowa całego programu. Dotychczasowe pełnoskalowe loty z Ustki kończyły się na około 22, 13 i 19,3 kilometra.
Kilkanaście sekund ognia pod dyszą robi wrażenie. O tym, czym PERUN jest naprawdę, mówi niewiele. Wokół samego pojazdu narósł przez osiem lat własny silnik hybrydowy, układ sterowania, telemetria, mobilna wyrzutnia, procedury odzysku i zaplecze do obsługi cudzych eksperymentów. Firma, która to wszystko zbudowała, próbuje teraz zamienić projekt badawczo-rozwojowy w usługę, za którą ktoś zapłaci.
Nie satelita, tylko kilka minut niezwykłych warunków
PERUN jest jednostopniową, sterowaną rakietą suborbitalną. Ma 11,5 metra długości, 45 centymetrów średnicy i masę startową około 970 kilogramów. Karta systemu podaje ładunek do 50 kg, docelowe apogeum 150 km oraz około 222 sekund warunków poniżej 10⁻³ g i około 195 sekund poniżej 10⁻⁴ g dla nominalnego profilu lotu. Moduł ładunkowy ma 800 milimetrów wysokości i 377 milimetrów średnicy.
Słowo „suborbitalna" jest tu kluczowe i bywa mylone z czymś zupełnie innym, bo rakieta może znaleźć się bardzo wysoko, nawet ponad umowną granicą kosmosu, a mimo to nigdy nie wejść na orbitę. Do orbitowania nie wystarczy wysokość. Pojazd musi uzyskać dostatecznie dużą prędkość poziomą, żeby podczas spadania powierzchnia Ziemi „uciekała" pod nim w tym samym tempie, w jakim on opada. Różnicę między pierwszą a drugą prędkością kosmiczną opisaliśmy szerzej w tekście o trzech prędkościach kosmicznych.
PERUN tej prędkości nie osiąga i nie ma jej osiągać. Wznosi się po trajektorii balistycznej, po wyłączeniu napędu przechodzi w swobodny lot, mija apogeum, wraca w gęstsze warstwy atmosfery i jest odzyskiwany na spadochronie. Produktem sprzedawanym naukowcom jest właśnie ta faza swobodnego lotu, w której ładunek i rakieta spadają razem, więc aparatura przestaje odczuwać ciężar. Rakieta sondująca daje kilka minut mikrograwitacji, a po misji aparaturę można rozkręcić na stole laboratoryjnym, bez budowania kompletnej misji orbitalnej i bez czekania kilku lat na okno startowe.
Nisza jest stara. Europejska Agencja Kosmiczna korzysta z rakiet sondujących do badań w mikrograwitacji od ponad trzydziestu lat. W szwedzkim Esrange, za kołem podbiegunowym, rakiety naukowe startują regularnie od dekad, a Swedish Space Corporation sprzedaje usługę SubOrbital Express instytucjom badawczym i firmom. PERUN nie konkuruje więc samym faktem, że coś wynosi. Musi konkurować dostępnością, kosztem, elastycznością terminów i sprawnością całej operacji naziemnej.
Fot. SpaceForest / materiały prasowe.
Umowna granica, o którą wciąż trwa spór
Sto kilometrów to liczba, która pojawia się w każdym tekście o lotach suborbitalnych, i prawie zawsze bez wyjaśnienia, skąd się wzięła. Theodore von Kármán policzył w latach pięćdziesiątych, na jakiej wysokości samolot musiałby lecieć szybciej niż prędkość orbitalna, żeby utrzymać się dzięki sile nośnej. Wynik wypadł w okolicach 84 kilometrów. Sam autor zaproponował zaokrąglenie do liczby okrągłej i łatwiejszej do zapamiętania, a Międzynarodowa Federacja Lotnicza przyjęła w 1960 roku wartość 100 km jako granicę oddzielającą aeronautykę od astronautyki na potrzeby rejestrowania rekordów.
Konwencja przetrwała, ale nie jest powszechna. Amerykańskie agencje, w tym NASA, siły powietrzne, FAA i NOAA, posługują się progiem 80 kilometrów, czyli 50 mil. Pilotom samolotu rakietowego X-15, który w latach sześćdziesiątych wznosił się nawet na 108 km, przyznawano odznaki astronautów właśnie według tego niższego kryterium. Sama Federacja przyznała w oficjalnym stanowisku, że opublikowane analizy przemawiają za obniżeniem granicy ze 100 do 80 km, i zapowiedziała rozważenie zmiany. Do dziś jej nie wprowadziła. Na spotkaniu komisji ICARE w kwietniu 2024 roku padło zresztą stwierdzenie, że granica kosmosu pozostaje w każdym razie kwestią umowy, a przeliczenia przy innych założeniach dają wartości bliższe 110 km.
Dla programu takiego jak PERUN ma to konkretną konsekwencję. Przekroczenie stu kilometrów zostanie odnotowane jako rekord, bo tak działa rejestr Federacji, choć żaden próg fizyczny w tym miejscu nie leży. Rakieta po obu jego stronach zachowuje się tak samo. Atmosfera po prostu robi się coraz rzadsza, bez granicy, którą dałoby się zobaczyć z pokładu.
Polska już raz podchodziła pod tę granicę
PERUN nie jest pierwszą polską rakietą projektowaną z myślą o górnych warstwach atmosfery. W 1958 roku nad Pustynią Błędowską wystartowały pierwsze polskie rakiety badawcze typu RD, a kilka lat później ruszył program Meteor. Pomysł wyszedł z Pracowni Rakietowych Sondowań Atmosfery krakowskiego PIHM, kierowanej przez Jacka Walczewskiego, samą rakietę projektowano w warszawskim Instytucie Lotnictwa w zespole Jerzego Haraźnego, a produkcję prowadziła WSK-Mielec.
Historia tego programu ma polską, wybrzeżową geografię. Od 1965 do 1970 roku rakiety Meteor startowały z poligonu położonego kilka kilometrów od Ustki, a potem z terenu dawnego niemieckiego ośrodka doświadczalnego w Rąbce pod Łebą, gdzie dziś działa muzeum wyrzutni rakietowych. Polska stała się wtedy szóstym krajem świata dysponującym własnymi konstrukcjami rakiet meteorologicznych, po Związku Radzieckim, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Japonii i Francji.
Najbardziej zaawansowany wariant, Meteor-2K, wystartował 7 października 1970 roku ze stacji sondażu rakietowego w Łebie. I tu zaczyna się problem, którego żadne popularne opracowanie nie rozstrzyga. Polska Wikipedia oraz część publikacji podają, że rakieta osiągnęła wtedy pułap 90 km. Inne źródła, w tym serwis samolotypolskie.pl powołujący się na literaturę przedmiotu oraz Polskie Towarzystwo Rakietowe, mówią o 105,6 km, czyli o przekroczeniu linii Kármána. Różnica wynosi ponad piętnaście kilometrów. Ostrożniej będzie zatem napisać, że Meteor-2K dotarł co najmniej do dolnej termosfery, a pytanie, czy formalnie znalazł się w kosmosie, pozostaje otwarte.
Program wygasł w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych. Ostatnią łebską rakietą był testowy Meteor-3E, wystrzelony 6 czerwca 1974 roku. Powody bywają podawane różne. Wymienia się koszty i zmianę priorytetów, udział Polski w radzieckim programie Interkosmos od 1970 roku, a także niechęć Moskwy do samodzielnych zdolności rakietowych w krajach bloku. Zespół rozszedł się do innych zadań, dokumentacja trafiła do archiwów, wyrzutnia w Rąbce została jako eksponat, a kolejny start rakiety badawczej spod Ustki odbył się ponad pół wieku później.
Silnik, w którym paliwo jest stałe, a utleniacz płynny
Sercem PERUNA jest silnik hybrydowy SF-1000, przy czym przymiotnik „hybrydowy" nie ma tu nic wspólnego z elektrycznym wspomaganiem znanym z samochodów. Chodzi o rozdzielenie składników materiału pędnego na dwie fazy. Paliwo zostaje w komorze spalania jako ciało stałe, a utleniacz doprowadzany jest ze zbiornika. W PERUNIE paliwem jest zmodyfikowana parafina, a utleniaczem podtlenek azotu.
NASA w swoim przeglądzie technologii napędowych opisuje praktyczne konsekwencje takiego układu. Brak utleniacza wymieszanego z paliwem stałym obniża ryzyko przypadkowego zapłonu i upraszcza obsługę, a ponieważ spalanie zachodzi wyłącznie wtedy, gdy płynie utleniacz, silnik daje się uruchamiać, dławić i wyłączać samym zaworem. Jest też druga strona tego rozwiązania i wynika ona z geometrii. Paliwo w hybrydzie nie pali się w całej objętości, tylko od środka, na ściance kanału wydrążonego w bloku, wzdłuż którego płynie utleniacz. O tym, ile kilogramów na sekundę trafia do płomienia, decyduje więc szybkość, z jaką ta powierzchnia się cofa, czyli tempo regresji. W klasycznych paliwach hybrydowych, takich jak kauczuk HTPB, jest ono tak niskie, że dla uzyskania sensownego ciągu trzeba wydrążyć w ładunku kilkanaście równoległych kanałów, a między nimi zostają niedopalone przegrody.
Stąd parafina. Zespół Arifa Karabeyoglu z Uniwersytetu Stanforda wykazał, że topi się ona na powierzchni w cienką, hydrodynamicznie niestabilną warstewkę cieczy, z której strumień gazu zrywa krople i porywa je prosto do płomienia. Ten dodatkowy transport masy podnosi tempo regresji trzy do czterech razy w stosunku do HTPB i pozwala wrócić do jednego kanału. Słowo „zmodyfikowana" w karcie PERUNA wskazuje właśnie na tę rodzinę paliw.
Kłopoty jednak zostają. Tempo regresji zależy od strumienia utleniacza, a ten słabnie w miarę poszerzania się kanału, więc proporcja paliwa do utleniacza dryfuje w trakcie pracy silnika i odchodzi od optimum. Właśnie dlatego sprawność spalania w hybrydach bywa niższa i mniej powtarzalna niż w konstrukcjach ciekłopaliwowych, gdzie mieszankę utrzymuje się zaworami. Zostaje też niedopał. Powierzchnia paliwa nie cofa się równomiernie ani wzdłuż kanału, ani na obwodzie. W jednym miejscu ładunek jest już cienki, w innym wciąż zostaje go sporo, a silnik trzeba wyłączyć, zanim najcieńszy punkt odsłoni obudowę.
SpaceForest dochodził do tej konstrukcji etapami. W 2017 roku firma przetestowała silnik SF200, opisywany wtedy jako najmocniejszy polski cywilny silnik rakietowy od czterech dekad. To on napędzał demonstratora z 2020 roku. Finalna prezentacja lotnej wersji SF-1000 odbyła się 1 kwietnia 2022 roku. Silnik pracował ponad 43 sekundy, zmierzony impuls całkowity wyniósł 1,15 MN·s przy pierwotnym założeniu 1,0 MN·s, impuls właściwy 2100 N·s/kg, czyli około 214 sekund, a przy zużyciu ponad pół tony materiału pędnego wypalenie stałego paliwa sięgnęło 90 procent. Reszta to niedopał.
Od tamtej pory po publikacjach krążą trzy różne liczby opisujące impuls całkowity. Bywają mylone. 1,15 MN·s to wynik konkretnej próby naziemnej. 1,2 MN·s to wartość docelowa całego układu napędowego, obliczona po dodaniu około 50 kN·s, które silnik ma wygenerować już w locie, zużywając resztę gazowego podtlenku azotu i paliwa. Publikowana dziś karta systemu podaje natomiast 1,1 MN·s przy średnim ciągu 30 kN i nominalnym czasie pracy 50 sekund. Materiały ESA dotyczące prób silnika mówią z kolei o impulsie właściwym rzędu 212 sekund, przy czym żadna z tych wartości nie unieważnia pozostałych, bo dotyczą innych etapów rozwoju i innego sposobu raportowania.
ESA opisuje zastosowany materiał pędny jako nietoksyczny, co realnie ułatwia obsługę naziemną i odróżnia PERUNA od konstrukcji na paliwa perchloranowe. Neutralność klimatyczna to jednak zupełnie inna sprawa. Amerykańska agencja EPA podaje dla podtlenku azotu współczynnik ocieplenia globalnego równy 273 w stuletnim horyzoncie. Kilogram N₂O ogrzewa więc atmosferę 273 razy silniej niż kilogram dwutlenku węgla i pozostaje w niej ponad sto lat. W komunikacji branżowej określenia „mniej toksyczny" i „ekologiczny" bywają używane zamiennie, choć znaczą co innego. Przy dzisiejszej liczbie lotów suborbitalnych wkład tego źródła w bilans klimatyczny jest pomijalny.
Rakieta jest tylko czubkiem systemu
Najłatwiej patrzeć na PERUNA jak na długi cylinder z silnikiem. Producent definiuje cały system inaczej, jako rakietę wraz z dedykowaną wyrzutnią i naziemnym systemem RASEL. Bez dwóch ostatnich elementów pierwszy jest drogim eksponatem.
W fazie napędzanej trajektorią steruje TVC, czyli thrust vector control. Zamiast polegać na powierzchniach aerodynamicznych, które w rozrzedzonym powietrzu na dużej wysokości i tak przestają działać, układ odchyla kierunek działania ciągu i w ten sposób obraca rakietę. Uzupełnia go CGT, zestaw ośmiu zimnych dysz gazowych rozmieszczonych na kadłubie, które wbrew potocznemu opisowi nie włączają się dopiero po wyłączeniu silnika, ponieważ przeciwdziałają obrotowi rakiety już w fazie napędzanej, a dopiero później stabilizują sekcję ładunkową, żeby eksperymenty nie wirowały w czasie mikrograwitacji.
RASEL, rozwijany w firmie autonomiczny system śledzenia, telemetrii i łączności, przekazuje w czasie rzeczywistym pozycję rakiety oraz parametry pojazdu i ładunku. Naziemna stacja z antenami kierunkowymi śledzi pojazd, a łącze działa w obie strony, więc można nim także wymieniać dane z eksperymentem w locie. Ten dwukierunkowy kanał okazał się kluczowy w listopadzie 2025 roku.
Dwudziesta dziewiąta sekunda lotu przyniosła sygnał, że rakieta może opuścić wyznaczoną strefę testową. Dyrektor misji uruchomił FTS, Flight Termination System. Wbrew pierwszemu skojarzeniu „termination" nie oznaczało wysadzenia rakiety, bo system jest niepirotechniczny. Silnik wyłączono, człony rozdzieliły się zgodnie z procedurą, gwałtownie wzrósł opór aerodynamiczny, a oba główne elementy odzyskano. Inżynierskie znaczenie „udanego testu" różni się w takich sytuacjach od potocznego. Jeżeli próba ujawni błąd, system bezpieczeństwa zadziała, dane zostaną zapisane, a pojazd wróci na stół, to test dostarczył dokładnie tego, po co go przeprowadzono.
Całość uzupełnia TEL, transporter pełniący funkcję mobilnej wyrzutni, infrastruktura tankowania i układ odzysku. Rakieta jest projektowana jako wielokrotnego użytku. Po locie wraca na spadochronie, ładunek jest odzyskiwany, a kluczowe podzespoły, w tym komora spalania i awionika, przechodzą regenerację przed kolejną misją. Firma zakłada co najmniej pięć lotów jednego egzemplarza i deklaruje, że po zatankowaniu pojazd może być gotowy do ponownego startu nawet tego samego dnia. Obsługa po locie odbywa się w warunkach cleanroom, a klient ma dostęp do swojego ładunku do godziny przed startem. Te szczegóły brzmią nudno obok nagrania ze startu, ale decydują o tym, czy usługa w ogóle ma sens ekonomiczny.
Fot. SpaceForest / materiały prasowe.
Od serwisu stacji bazowych do własnej rakiety
Za PERUNEM stoi gdyński SpaceForest i historia, która nie zaczęła się od kosmosu. W 2004 roku powstało Telemobile Electronics, zajmujące się między innymi naprawą podzespołów stacji bazowych dla operatorów telekomunikacyjnych, bez dokumentacji producenta. Firma sama wskazuje dziś, że wyrobiło to nawyk rozkładania cudzych rozwiązań na czynniki pierwsze. Drugim filarem tamtych lat było oprogramowanie do automatycznego strojenia filtrów mikrofalowych, częściowo finansowane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, w czasach gdy branża uważała strojenie za czynność wyłącznie ręczną. Zmiana profilu i nazwy nastąpiła w 2011 roku.
Punktem zwrotnym okazało się przystąpienie Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej w 2012 roku. SpaceForest wszedł w niszę zaawansowanej elektroniki klasy kosmicznej i zrealizował dla ESA wzmacniacz mocy pasma X, generator częstotliwości o ultraniskim szumie oraz laserowy oscylator wzorcowy z podwójną redundancją, wszystkie doprowadzone do siódmego poziomu gotowości technologicznej. Firma uczestniczyła też w pracach nad środowiskiem testowym pokładowego systemu gromadzenia danych misji JUICE, która bada dziś lodowe księżyce Jowisza.
Rakietowa gałąź wyrosła z telekomunikacji, i to dosłownie. W połowie zeszłej dekady gdyński zespół dołączył do europejskiego konsorcjum DEWI, obejmującego ponad pięćdziesiąt firm z trzynastu krajów, i wspólnie z Thales Alenia Space opracowywał bezprzewodową sieć czujników mającą zastąpić okablowanie w rakiecie Ariane. Do sprawdzenia tej sieci potrzebny był latający demonstrator. Powstała mała rakieta sondująca CANDLE2 i system RASEL. Marcin Sarnowski, dyrektor sprzedaży i marketingu firmy, podsumowuje ten moment krótko: zaczęło się od czujników, a skończyło na napędzie.
Dziś PERUN jest najbardziej widowiskowym, ale nie największym biznesem spółki. SpaceForest rozwija rodzinę radarów z syntetyczną aperturą HUSSAR, powstającą we współpracy z warszawskim XY-Sensing, o rozdzielczości obrazowania sięgającej 15 centymetrów i zasięgu do 15 kilometrów. Do tego dochodzą wzmacniacze, generatory częstotliwości, kompozyty i systemy telemetryczne. Jest też druga rakieta, naddźwiękowa VIRA, wcześniej znana jako BIGOS. Według materiału z maja 2026 roku firma zatrudniała około pięćdziesięciu specjalistów i wskazywała, że bieżące przychody generują przede wszystkim radary SAR, elektronika klasy kosmicznej i technologie mikrofalowe.
Fot. SpaceForest / materiały prasowe.
Publiczne pieniądze i kalendarz, który się nie domyka
Zasadnicza faza programu rakietowego ruszyła wraz z projektem SIR, czyli Suborbital Inexpensive Rocket. Umowę w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój podpisano dla przedsięwzięcia o wartości netto 8 321 552,50 zł, z dofinansowaniem 6 319 563,25 zł z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Wniosek zajął w konkursie NCBR pierwsze miejsce, ex aequo z czterema innymi, zdobywając 21 punktów na 23 możliwe. Projekt ruszył w kwietniu 2018 roku i zakładał budowę rakiety dziesięciometrowej. Rakieta, która ostatecznie poleciała, urosła do 11,5 metra, co samo w sobie mówi coś o tym, jak takie konstrukcje odbiegają od pierwotnych założeń.
Publiczne pieniądze nie są tu detalem księgowym. Projekty rakietowe mają wysoki koszt wejścia, długi czas zwrotu i dużą liczbę prób, z których część nie osiąga zakładanych parametrów. Dofinansowanie przenosi część ryzyka technologicznego z pojedynczej firmy na program rozwojowy, a w zamian w kraju zostają kompetencje możliwe do wykorzystania także poza pierwotnym produktem.
Kolejnym etapem był program Boost! prowadzony przez Europejską Agencję Kosmiczną. Kontrakt podpisano 1 października 2024 roku, a agencja zadeklarowała 2,4 mln euro na rozwój i komercjalizację usługi suborbitalnej. Pieniądze idą na modernizację komory spalania oraz na mobilną stację tankowania, wyposażenie naziemne i system śledzenia, przewożone zwykłymi drogami. W zamian, jak podaje sama firma w materiale z maja 2026 roku, spółka zobowiązała się wykonać do końca 2026 roku cztery loty demonstracyjne, kolejno na 50, 80, 100 i 150 kilometrów.
Pierwszy z tych czterech odbył się w listopadzie 2025 roku, celował w 50 km i zakładanego pułapu nie osiągnął. W lutym 2026 roku firma ogłosiła plan trzech pozostałych startów, kolejno z Azorów, z Ustki i z duńskiej platformy morskiej. W kwietniu jej przedstawiciel mówił o montażu rakiety do końca miesiąca i o starcie zaplanowanym na późną wiosnę albo wczesne lato. O tym starcie poinformowano dopiero 7 września, a odbył się w Ustce, czyli poza zapowiadaną kolejnością i z wyraźnym poślizgiem.
Do końca roku zostają zatem dwie kampanie i niecałe cztery miesiące, przy czym jedna z nich to pierwsza w historii firmy operacja z platformy pływającej. Nawet przy sprzyjającej pogodzie dotrzymanie tego terminu wygląda na trudne zadanie.
Materiały: SpaceForest.
Loty: historia postępu, a nie prosta drabina wysokości
Pierwszym sprawdzianem był lot demonstratora 25 stycznia 2020 roku na poligonie w Drawsku Pomorskim. Pojazd z silnikiem SF200 osiągnął około 9750 metrów i prędkość rzędu Mach 1. Sprawdzano przy okazji mobilną wyrzutnię, telemetrię RASEL, separację głowicy i odzysk spadochronowy.
Pełnoskalowy PERUN przeniósł się później do Ustki i tu zaczyna się część historii, którą łatwo opowiedzieć zbyt gładko. 21 czerwca 2023 roku pierwszy lot serii osiągnął około 22 km. Po drobnych anomaliach misję przerwano, a spadochron sprowadził pojazd bezpiecznie na dół. Odzyskano większość podzespołów i komplet telemetrii. Drugi lot, jesienią 2023 roku, doszedł do około 13 km i również nie zrealizował wszystkich celów, choć dostarczył kolejnego dużego zestawu danych. Branżowe relacje opisują obie próby jako przerwane w powietrzu wskutek anomalii, przed osiągnięciem zakładanego pułapu. Żaden z dotychczasowych pełnoskalowych lotów PERUNA nie przebiegł zatem w pełni nominalnie.
Trzeci lot, 22 listopada 2025 roku o 13:54, był najbogatszy w dane. Na pokładzie znajdowały się rzeczywiste ładunki badawcze i komercyjne. Silnik osiągnął maksymalny ciąg około 40 kN przy średnim 30 kN i pracował 33,5 sekundy do kontrolowanego przerwania, generując impuls całkowity około 803 kN·s, czyli wyraźnie mniej niż nominalne 1,1 MN·s właśnie dlatego, że został wyłączony przed czasem. Apogeum 19,3 km rakieta osiągnęła w sześćdziesiątej sekundzie, a cała misja z opadaniem trwała 277,2 sekundy. Analiza danych z lotu wskazała ukryty błąd oprogramowania sterownika TVC, który nie ujawnił się ani we wcześniejszych lotach PERUNA, ani w testach rakiety VIRA. W kwietniu 2026 roku firma informowała, że błąd został wyeliminowany i zweryfikowany w środowisku wirtualnym.
I dlatego próba ogłoszona 7 września jest interesująca nawet bez opublikowanego apogeum. Jeżeli późniejszy raport potwierdzi to, co zapowiedział komunikat wiceministra, jej znaczeniem będzie zamknięcie problemu wykrytego rok wcześniej, a nie liczba kilometrów.
W numeracji łatwo się pogubić, bo krążą co najmniej dwa sposoby liczenia. SpaceForest nazwał misję z listopada 2025 roku trzecim lotem pełnoskalowego PERUNA z Ustki, więc relacje z września 2026 mówią o czwartym. Demonstrator z 2020 roku należy do wcześniejszego etapu i w tej serii się go nie liczy.
Fot. SpaceForest / materiały prasowe.
Co można włożyć do rakiety
Najważniejszy krok w stronę biznesu następuje wtedy, gdy rakieta przestaje wozić głównie własną aparaturę testową. W locie z 2025 roku poleciały eksperymenty przygotowane poza firmą, a po odzyskaniu ładunków część badań kontynuowano na Ziemi.
Projekt ThOR, czyli Tremor Observation and Response, przygotowało koło naukowe AstroBio z krakowskiej AGH. Sprawdzano, jak wibracje i przeciążenia startu znoszą glony, drożdże piekarnicze i larwy muszki owocowej, wiezione w dwóch komorach o różnych temperaturach, a osobnym elementem tego samego ładunku były miniaturowe modele tkanki kostnej zbudowane w układach mikroprzepływowych, w technologii organ-on-chip.
Eksperyment RESQ-Stab prowadził Wojskowy Instytut Medycyny Lotniczej wspólnie z Politechniką Warszawską, Wojskową Akademią Techniczną i firmą Cognes. Dwie taktyczne opaski uciskowe zamocowano na walcach imitujących kończynę, a czujniki tensometryczne rejestrowały zmiany siły zacisku w trakcie lotu. Producent opisuje to jako pierwszą polską próbę technologii medycznej w warunkach suborbitalnych. Brzmi prozaicznie do momentu, w którym ktoś zapyta o wyposażenie apteczek w przyszłych misjach załogowych.
Blue Dot Solutions testowała odbiornik PLUTONIC, alternatywne wobec GPS źródło czasu korzystające z długofalowego sygnału Programu I Polskiego Radia na częstotliwości 225 kHz. Chodzi o synchronizację zegarów tam, gdzie sygnał nawigacji satelitarnej bywa zagłuszany albo podszywany. AstroFarms wysłało kultury SCOBY, te same, z których powstaje kombucha, żeby sprawdzić zmiany metaboliczne po locie. Osobnym ładunkiem były nasiona projektu TORAF Seed.
To ostatnie badanie dobrze pokazuje właściwą skalę wnioskowania z pojedynczego lotu. Na pokładzie znalazło się około pół miliona nasion, a po locie porównano je z próbkami kontrolnymi pozostawionymi na Ziemi. U większości badanych gatunków parametry kiełkowania okazały się zbliżone do kontroli, choć dla części roślin odnotowano oznaki stresu lub większą podatność na infekcję. Autorzy sami podkreślili potrzebę powtórzeń. Wynikiem jest demonstracja metody i pierwszy zestaw danych, a nie rozstrzygnięcie o wpływie kosmosu na rośliny.
Inny ładunek był znacznie mniej fotogeniczny, a biznesowo równie istotny. Generator mikrofalowy DRO konstrukcji SpaceForest poleciał jako eksperyment bierny i po odzyskaniu przeszedł testy elektryczne, których wynik firma opisała jako zgodny z wymaganiami projektowymi. Tak wygląda kwalifikacja technologiczna, czyli formalne potwierdzenie, że podzespół nadaje się do lotu. Urządzenie nie musi w locie prowadzić widowiskowego eksperymentu. Wartością bywa samo potwierdzenie, że przetrwało wibracje, przeciążenia i zmiany ciśnienia.
Przy dotychczasowych lotach ostrożności wymaga natomiast słowo „mikrograwitacja". Deklarowane 195 do 222 sekund dotyczy profilu z apogeum rzędu 100 do 150 km. Lot zakończony na 19,3 km takiego środowiska nie odtwarza. Dotychczasowe ładunki służyły przede wszystkim sprawdzeniu integracji, odporności na warunki startu i procedur odzysku, a pełną wartość PERUNA jako platformy mikrograwitacyjnej trzeba będzie dopiero wykazać w locie o docelowym profilu.
Fot. SpaceForest / materiały prasowe.
Ustka: poligon czy zalążek kosmodromu
Ustka jest dla programu cenna nie dlatego, że przypomina klasyczny kosmodrom. Jest odwrotnie. Mówimy o poligonie wojskowym z dostępem do rozległej strefy nad Bałtykiem, na którym da się prowadzić kontrolowane próby rakietowe. Kluczowy jest przy tym status przestrzeni powietrznej. Autorzy interpelacji poselskiej wskazali, że Centralny Poligon Sił Powietrznych jest jedynym miejscem w Polsce dysponującym strefą bez górnego limitu wysokości lotów i jednocześnie dającym dostęp do bezpiecznego akwenu do wodowania i odzysku rakiety. Brak limitu wysokości nie oznacza jednak braku ograniczeń operacyjnych: rozmiar możliwej do zabezpieczenia strefy nad Bałtykiem ogranicza dopuszczalne trajektorie i obszar, na który mogą spaść rakieta lub jej człony.
Interpelacja numer 14345 trafiła do Sejmu pod koniec grudnia 2025 roku, wkrótce po trzecim locie PERUNA, a podpisało ją pięcioro posłów: Rafał Siemaszko, Henryka Krzywonos-Strycharska, Marek Biernacki, Henryk Szopiński i Adam Krzemiński. Odpowiedź sekretarza stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej Pawła Bejdy wpłynęła 23 stycznia 2026 roku i była ostrożnie pozytywna. Resort potwierdził, że dotychczasowe testy PERUNA wskazują na spełnienie przez poligon kluczowych warunków technicznych i operacyjnych. Wymienił też bariery: procedury prawno-administracyjne, brak finansowania, konieczność zapewnienia zgodności z wymogami bezpieczeństwa narodowego oraz interoperacyjności z systemami NATO i ESA, a także potrzebę rozbudowy infrastruktury towarzyszącej. Sam fakt złożenia interpelacji nie jest decyzją o budowie kosmodromu, ale pokazuje, że sprawa wyszła poza rozmowę firmy z operatorem poligonu.
PERUN nie jest przy tym jedynym polskim programem suborbitalnym. Serwis „Polska Zbrojna" wymienia trzy: rakietę SpaceForest, konstrukcję Bursztyn Sieci Badawczej Łukasiewicz oraz trójstopniową rakietę konsorcjum Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia, Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 1 i firmy Gamrat. Każda z nich była testowana w Ustce, bo w praktyce nie ma w Polsce alternatywy. Rakieta konsorcjum wystartowała stamtąd 24 listopada 2025 roku, dwa dni po PERUNIE, i osiągnęła 65 kilometrów, czyli ponad trzy razy więcej. Większy pułap był technicznie możliwy, ale go zredukowano ze względu na wielkość strefy bezpieczeństwa poligonu.
Stałej platformy startowej z zapleczem na poligonie w Ustce wciąż jednak nie postawiono, a przygotowania bezpośrednio przed listopadowym startem PERUNA zajęły ponad siedem godzin. Równolegle SpaceForest szuka miejsc poza Polską. W materiałach programu Boost! pojawiają się Azory, we współpracy z portugalskim Atlantic Spaceport Consortium, oraz start z pływającej platformy na Morzu Północnym razem z duńskim EuroSpaceport. Mobilność jest tu potencjalną przewagą, bo firma nie musi finansować budowy własnego kosmodromu od zera. Każda nowa lokalizacja oznacza jednak osobne procedury bezpieczeństwa, uzgodnienia dotyczące przestrzeni powietrznej i morskiej, logistykę oraz łączność. Infrastruktura nie znika, tylko jedzie razem z rakietą, a rachunek za nią wystawia się przy każdej kampanii osobno.
Dual-use bez zamiany rakiety w broń
Wypowiedź wiceministra obrony zwróciła uwagę na zainteresowanie wojska i łatwo zrobić z tego nagłówek o polskiej rakiecie dla armii. Byłoby to uproszczenie. PERUN jest rozwijany jako platforma suborbitalna do eksperymentów i walidacji technologii, a materiały producenta nigdzie nie przedstawiają go jako pocisku bojowego.
Stos technologiczny to inna sprawa. Niemal cały ma charakter podwójnego zastosowania. Sterowanie, telemetria, śledzenie trajektorii, kompozyty i elektronika odporna na przeciążenia znaczą tyle samo w projekcie badawczym, co w systemie obronnym. Firma pokazuje PERUNA na trwających właśnie targach MSPO w Kielcach jako platformę do walidacji awioniki, sensorów, telemetrii i układów sterowania, a także jako symulator celu balistycznego przy ocenie, kalibracji, szkoleniu i weryfikacji systemów wykrywania, śledzenia oraz obrony powietrznej i przeciwrakietowej.
Ta ostatnia rola jest istotnie inna od budowy uzbrojenia. Rakieta badawcza może odtwarzać profil szybkiego celu i dawać wojsku obiekt do śledzenia, nie przenosząc żadnej głowicy. Radary i operatorzy ćwiczą wtedy na czymś, co naprawdę leci, zamiast na symulacji. Dla SpaceForest byłby to po prostu kolejny rodzaj zamówienia.
Czy na PERUNIE da się zarobić
Model biznesowy rakiety sondującej przypomina laboratorium usługowe. Pojazdu się nie sprzedaje. Klient nie kupuje PERUNA. Kupuje kwalifikację i integrację ładunku, miejsce w module, obsługę kampanii startowej, określone środowisko lotu, telemetrię oraz możliwość odzyskania eksperymentu, a rachunek obejmuje także pracę ludzi, którzy przez kilka tygodni przygotowują kampanię.
Rynek istnieje, ale jest wymagający. Swedish Space Corporation deklaruje ponad sześćdziesiąt lat działalności w Esrange i ponad 610 wystrzelonych rakiet. Europejskie platformy sounding-rocket potrafią wynosić do 100 kg i oferować kilkanaście minut mikrograwitacji, a więc znacznie więcej niż nominalne 50 kg i niecałe cztery minuty PERUNA. Polska konstrukcja nie wygra samym parametrem.
Może natomiast szukać miejsca niżej w skali misji, tam gdzie 50 kg wystarcza, a liczy się krótki czas od projektu do lotu, dostęp do ładunku niemal do startu, odzysk i możliwość startu z różnych lokalizacji. Tu wraca kwestia wielokrotnego użytku. Jeżeli jeden egzemplarz rzeczywiście wykona pięć misji, a regeneracja komory spalania i awioniki okaże się tańsza od budowy nowego pojazdu, koszt pojedynczego lotu spadnie w sposób, którego nie da się osiągnąć żadną optymalizacją konstrukcji jednorazowej. Jeżeli nie, „Inexpensive" w nazwie projektu SIR pozostanie celem konstrukcyjnym i pozycjonowaniem rynkowym.
W lutym 2026 roku firma otworzyła nabór eksperymentów na kolejne misje, kierując ofertę do uczelni, instytutów, firm technologicznych, startupów i działów badawczo-rozwojowych, bo powtarzalni klienci gotowi płacić za lot będą lepszym testem komercjalizacji niż kolejne materiały prasowe. Publicznie dostępne materiały nie zawierają natomiast aktualnego pełnego cennika, kosztu przygotowania kampanii ani kosztu regeneracji pojazdu, więc niezależne policzenie rentowności pojedynczej misji po prostu nie jest możliwe.
Najważniejszy test dopiero przed nim
PERUN przeszedł drogę od demonstratora z silnikiem SF200 do pełnoskalowej konstrukcji z własnym napędem, aktywnym sterowaniem, telemetrią, procedurami przerwania lotu i cudzymi eksperymentami na pokładzie. Powstał przy tym drugi produkt, znacznie mniej widoczny. Jest nim zespół ludzi i zestaw procedur zdolnych przygotować kampanię startową, kontrolować lot i odzyskać ładunki. Jest to budowanie kompetencji narodowych, których znaczenie trudno przecenić. Polski sektor kosmiczny ma zresztą za sobą kilka lat, w których na Międzynarodową Stację Kosmiczną poleciał drugi Polak, a rodzime firmy weszły do łańcucha dostaw ESA.
Techniczny próg, który zmieni status programu, wciąż leży przed nim. Przekroczenie stu kilometrów będzie miało wartość symboliczną, bo tak liczy się rekordy. Ważniejsze będzie pokazanie, że PERUN potrafi powtarzalnie osiągnąć nominalny profil, zapewnić deklarowany czas mikrograwitacji, bezpiecznie wrócić i zrobić to ponownie z kolejnym zestawem klientów, bo dopiero wtedy będzie można mówić o dojrzałej usłudze suborbitalnej.
Nazwanie skali tego przedsięwzięcia nie jest zarzutem wobec tego, co już zbudowano. PERUN nie jest polskim Falconem 9, nie wynosi satelitów i nie daje Polsce samodzielnego dostępu do orbity. Jest próbą zbudowania kompletnego, mobilnego systemu lotów suborbitalnych i znalezienia dla niego rynku, co brzmi skromniej i jest trudniejsze, niż wygląda. Pół wieku temu podobne przedsięwzięcie skończyło się rakietami w muzeum pod Łebą. Jeżeli tym razem wyjdzie, w kraju zostaną kompetencje, które przetrwają kolejne przeprojektowania samego pojazdu.
Literatura i źródła
- PERUN – Suborbital Rocket, Space Missions, Call for Payloads & Experiments – SpaceForest — aktualna karta techniczna rakiety i systemów pokładowych
- Boosting SpaceForest sounding rocket – European Space Agency — oficjalny komunikat o kontrakcie Boost!, finansowaniu i planie demonstracji
- SpaceForest rocket engine SF-1000 tests – European Space Agency — materiał agencji o próbach silnika i jego parametrach
- Successful final presentation of SF 1000 engine – SpaceForest — wyniki prezentacji lotnej wersji silnika z 1 kwietnia 2022 roku
- SIR – Suborbital Inexpensive Rocket – SpaceForest — wartość projektu, kwota dofinansowania i cele konstrukcyjne
- PERUN Rocket Flight 3: Successful Suborbital Test Advancing Poland's Space Technology – SpaceForest — szczegółowy bilans lotu z 22 listopada 2025 roku
- PERUN Rocket: First Successful Suborbital Test Flight – SpaceForest — opis lotu demonstratora z 2020 roku
- Evolution Over Breakthroughs: How SpaceForest is Shaping Polish SAR and Suborbital Rocket Tech – SpaceForest — wywiad z Marcinem Sarnowskim o historii firmy, wielokrotnym użytku i zobowiązaniach wobec ESA
- SpaceForest at MSPO 2026: Dual-Use Technologies for Defence, Security and Space – SpaceForest — deklarowane zastosowania podwójnego zastosowania systemu PERUN
- PERUN Rocket Call for Payloads – Microgravity & Technology Validation – SpaceForest — model obsługi ładunków i harmonogram misji na 2026 rok
- News – SpaceForest — bieżący serwis informacyjny spółki, sprawdzony pod kątem publikacji o locie wrześniowym
- Sukces rakiety PERUN firmy SpaceForest – Polska Agencja Kosmiczna — instytucjonalne podsumowanie trzeciego lotu
- Statement about the Karman Line – Fédération Aéronautique Internationale — stanowisko federacji wobec propozycji obniżenia granicy do 80 km
- 100km Altitude Boundary for Astronautics – Fédération Aéronautique Internationale — historyczne i fizyczne tło linii Kármána
- The Kármán line definition, FAI/ICARE Plenary Meeting 2024 – Fédération Aéronautique Internationale — prezentacja o umownym charakterze granicy kosmosu
- Sounding rockets – European Space Agency — zastosowania rakiet sondujących i parametry europejskich platform
- Rocket and Balloon Activities at Esrange – Swedish Space Corporation — działalność ośrodka Esrange i usługa SubOrbital Express
- In-Space Propulsion, State of the Art of Small Spacecraft Technology – NASA — zasada działania, sterowalność i ograniczenia napędu hybrydowego
- Understanding Global Warming Potentials – United States Environmental Protection Agency — współczynnik ocieplenia globalnego podtlenku azotu
- Interpelacja nr 14345 w sprawie utworzenia ośrodka startów rakiet suborbitalnych – Sejm Rzeczypospolitej Polskiej — formalny przebieg interpelacji i odpowiedzi resortu obrony
- Z Ustki do kosmosu – Polska Zbrojna — przegląd polskich programów rakiet suborbitalnych i uwarunkowań poligonu
- Ustka niczym Przylądek Canaveral? Jest odpowiedź MON ws. kosmodromu – Interia Biznes — treść odpowiedzi wiceministra obrony na interpelację
- Udany czwarty lot testowy rakiety suborbitalnej PERUN spółki SpaceForest – MILMAG — relacja z komunikatu o locie z 7 września 2026 roku
- Kolejne testy rakiety Perun w Ustce – Radio Gdańsk — druga relacja z września 2026 roku, zawierająca sporną wartość 150 km
- Polska rakieta Perun zaliczyła czwarty lot testowy – Space24 — pełna treść komunikatu wiceministra i potwierdzenie braku dalszych szczegółów
- Czwarty lot polskiej rakiety Perun. Trwają przygotowania – Space24 — kwietniowe zapowiedzi terminu startu i stanu montażu rakiety
- Pomyślny lot trójstopniowej rakiety suborbitalnej. Powstała w Polsce – Space24 — parametry lotu rakiety konsorcjum WITU, WZL nr 1 i Gamrat z listopada 2025 roku
- Suborbital Flight of PERUN Rocket with Research Payloads – SpaceForest — pełny manifest ładunków badawczych trzeciego lotu wraz z opisem partnerów
- SpaceForest: w tym roku planujemy trzy loty rakiety PERUN – Nauka w Polsce — informacja PAP o usunięciu błędu oprogramowania i planach na 2026 rok
- Meteor (rakieta) – Wikipedia — artykuł encyklopedyczny o polskim programie rakiet meteorologicznych
- IL „Meteor-2" – samolotypolskie.pl — opracowanie techniczne z rozbieżną wartością pułapu Meteora-2K
- Meteor 2K – Polskie Towarzystwo Rakietowe — materiał popularnonaukowy o najbardziej zaawansowanym wariancie rakiety
- Poland's SpaceForest Completes Qualification of PERUN Rocket Engine – European Spaceflight — branżowa analiza kwalifikacji silnika i przebiegu lotów z 2023 roku
- High Regression Rate Hybrid Rocket Fuel Grains with Helical Port Structures — publikacja naukowa o nierównomiernym wypalaniu ładunku i ryzyku przepalenia obudowy
- Finalny test trójstopniowego suborbitalnego systemu rakietowego — Wojsko i Technika — artykuł branżowy o próbie rakiety konsorcjum WZL nr 1, Gamrat i WITU