O Zagłębie Ruhry, Alzację i Lotaryngię Francja i Niemcy biły się dwukrotnie w ciągu jednego pokolenia. Stal decydowała o liczbie dział, węgiel o tym, czy pracują fabryki i pociągi. Gdy w maju 1945 roku ucichły ostatnie strzały, Paryż wrócił do znajomego scenariusza i zażądał kontroli nad niemieckim przemysłem ciężkim, a pokonane Niemcy czekały na wyrok zwycięzców. Pomysł, żeby akurat węgiel i stal, surowce wojny, oddać pod wspólny ponadnarodowy zarząd, brzmiał w tamtych realiach jak polityczna fantastyka. Jeszcze w 1949 roku francuscy dyplomaci traktowali kontrolę nad Ruhrą jako gwarancję bezpieczeństwa narodowego. A jednak właśnie ta propozycja, odczytana 9 maja 1950 roku, uruchomiła proces, który dziś obejmuje 27 państw i blisko 450 milionów ludzi. Integrację europejską pomyślano jako projekt pokojowy, tyle że przebrany w kostium gospodarczy. Kostium okazał się trwalszy od niejednego munduru. Tekst, który otwiera nasz cykl o historii i ustroju Unii Europejskiej, opowiada o pierwszych dwunastu latach tej drogi: od kontynentu w gruzach do podpisów złożonych wiosną 1957 roku w Rzymie.

Kontynent w gruzach

Zima na przełomie 1946 i 1947 roku należała w Europie Zachodniej do najcięższych w stuleciu. W zbombardowanych niemieckich miastach ludzie umierali z zimna i głodu, Wielka Brytania wprowadziła racjonowanie chleba, którego uniknęła nawet w latach wojny, a fabryki stawały z braku węgla. Zniszczone gospodarki nie miały dolarów na import żywności i surowców, więc odbudowa dławiła się na starcie. Waszyngton patrzył na to z rosnącym niepokojem, ponieważ nędza pracowała na rzecz partii komunistycznych; we Francji komuniści zdobyli w listopadzie 1946 roku najwięcej głosów ze wszystkich ugrupowań.

5 czerwca 1947 roku sekretarz stanu George Marshall zapowiedział na Uniwersytecie Harvarda program pomocy dla Europy. Europejski Program Odbudowy, znany jako plan Marshalla, przekazał kontynentowi w latach 1948–1952 około 13 miliardów ówczesnych dolarów w towarach, kredytach i darowiznach. Moskwa odrzuciła ofertę i wymusiła odmowę na państwach swojej strefy wpływów; Polska i Czechosłowacja, początkowo gotowe negocjować, musiały się wycofać. O realiach tamtej epoki po wschodniej stronie żelaznej kurtyny pisaliśmy w tekście o pierwszej dekadzie PRL. Amerykanie postawili odbiorcom jeden warunek o dalekosiężnych skutkach. Pieniądze mieli dzielić między siebie sami, wspólnie. Powołana w kwietniu 1948 roku Organizacja Europejskiej Współpracy Gospodarczej posadziła szesnaście rządów przy jednym stole i zmusiła je do uzgadniania planów odbudowy. Nawyk okazał się później trwały.

Pomoc miała też drugie dno, o którym rzadko się pamięta. Równowartość amerykańskich dostaw odbiorcy wpłacali we własnych walutach na specjalne fundusze, z których finansowano potem inwestycje uzgadniane z Waszyngtonem, więc odbudowa splotła się z planowaniem na skalę kontynentu. Polityka dostarczała tymczasem kolejnych argumentów za pośpiechem. W lutym 1948 roku komuniści przejęli pełnię władzy w Pradze, latem Moskwa zablokowała lądowy dostęp do Berlina Zachodniego, w kwietniu 1949 roku powstało NATO, a w maju weszła w życie ustawa zasadnicza Republiki Federalnej Niemiec. Zimna wojna z groźby stała się faktem.

Zrujnowane powojenne miasto w Europie Zachodniej podczas ciężkiej zimy 1946–1947
Zanim pojawiły się wspólnoty i traktaty, Europa Zachodnia mierzyła się z ruiną gospodarczą, niedoborem węgla, głodem i kryzysem odbudowy. W takich realiach plan Marshalla i współpraca przy podziale pomocy zaczęły zmieniać politykę kontynentu.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.

Mowy, kongres i pierwsze rozczarowanie

Równolegle odżywały idee polityczne, starsze niż sama wojna; już w międzywojniu ruch Paneuropy zbierał zwolenników zjednoczenia kontynentu, lecz dopiero katastrofa lat 1939–1945 dała tym pomysłom masowy posłuch. 19 września 1946 roku Winston Churchill, wtedy lider opozycji, wezwał na uniwersytecie w Zurychu do budowy „Stanów Zjednoczonych Europy” opartych na partnerstwie Francji i Niemiec. Mowa zabrzmiała jak grom, choć zawierała zastrzeżenie, które umykało entuzjastom: Wielka Brytania miała być życzliwym patronem nowej Europy, a nie jej częścią. W maju 1948 roku do Hagi zjechało około 750 polityków, intelektualistów i działaczy z kilkunastu krajów, od Konrada Adenauera po młodego François Mitterranda. Kongres Europy, obradujący pod honorowym przewodnictwem Churchilla, zażądał powołania zgromadzenia europejskiego oraz karty praw człowieka z trybunałem, który by jej strzegł.

Owocem był statut Rady Europy, podpisany w Londynie 5 maja 1949 roku przez dziesięć państw. Nowa organizacja z siedzibą w Strasburgu dała kontynentowi Europejską Konwencję Praw Człowieka, dokument o ogromnym znaczeniu. Federalistów jednak rozczarowała. Jej zgromadzenie mogło jedynie doradzać, komitet ministrów decydował jednomyślnie, a Brytyjczycy pilnowali, by nie powstało nic ponadnarodowego. Debaty w Strasburgu potrafiły porywać, decyzje zapadały gdzie indziej. Kto marzył o realnej wspólnej władzy, musiał poszukać innej drogi. Wskazał ją człowiek, który od kongresów i ruchów trzymał się z daleka i wolał pracować zza kulis.

Salon Zegarowy, godzina osiemnasta

Wiosną 1950 roku rząd francuski znalazł się w potrzasku. Amerykanie naciskali na odbudowę przemysłu Niemiec Zachodnich, państwa istniejącego od niespełna roku, a formuła Międzynarodowego Zarządu Zagłębia Ruhry, przez którą Paryż kontrolował niemiecki węgiel i stal, wyraźnie się sypała. Na 11 maja zwołano w Londynie konferencję ministrów spraw zagranicznych trzech mocarstw zachodnich, z kwestią niemiecką w centrum obrad. Szef francuskiej dyplomacji Robert Schuman potrzebował propozycji, z którą mógłby tam pojechać, bo dalsze powtarzanie „nie” groziło izolacją.

Dostarczył ją Jean Monnet, komisarz generalny do spraw planu, czyli szef urzędu programującego francuską odbudowę. Między 17 kwietnia a 6 maja jego kilkuosobowy zespół przygotował dziewięć kolejnych wersji krótkiego tekstu. Sedno mieściło się w jednym pomyśle: całą francuską i niemiecką produkcję węgla i stali należy poddać wspólnej Wysokiej Władzy, niezależnej od rządów i otwartej dla pozostałych krajów Europy. Skoro z tych surowców odlewa się armaty, ich połączenie miało odebrać obu państwom samą materialną zdolność do prowadzenia ze sobą wojny.

Operację przeprowadzono w konspiracji godnej wywiadu. Francuska rada ministrów zatwierdziła projekt rankiem 9 maja, poinformowana dość ogólnikowo. Tego samego dnia emisariusz Schumana dotarł do Bonn z listami dla kanclerza; Adenauer odpowiedział zgodą natychmiast i bez zastrzeżeń. Amerykański sekretarz stanu Dean Acheson, bawiący akurat w Paryżu, został wtajemniczony dwa dni wcześniej, za to szef brytyjskiej dyplomacji Ernest Bevin dowiedział się po fakcie i wpadł we wściekłość. O godzinie osiemnastej Schuman stanął w Salonie Zegarowym na Quai d’Orsay przed garstką naprędce zwołanych dziennikarzy i odczytał deklarację. Zabrakło fotografów, radia i kamer, więc dla potomności całą scenę trzeba było później odegrać jeszcze raz.

Dokument przeszedł do historii jako deklaracja Schumana, choć intelektualnie należał do Monneta. Historia oddała zresztą sprawiedliwość obu: do dziś mówi się o planie Schumana i o metodzie Monneta. Zawierał zdanie, które stało się credo całej metody: „Europa nie powstanie od razu ani w całości”. Zamiast konstytucji proponowano konkretne dokonania, tworzące najpierw rzeczywistą solidarność interesów. Londyn, zaproszony do rozmów pod warunkiem uznania zasady ponadnarodowości, odmówił; laburzystowski rząd nie zamierzał oddawać świeżo znacjonalizowanych kopalń i hut pod niczyją obcą władzę. Zaproszenie przyjęły natomiast Włochy i kraje Beneluksu. Już 20 czerwca sześć delegacji zasiadło w tym samym salonie do rokowań, którym przewodniczył sam Monnet.

Wspólnota węgla i stali

Konferencja, która miała przekuć plan Schumana w traktat, zebrała się w Paryżu 20 czerwca 1950 roku i obradowała blisko rok. Był to pierwszy powojenny stół rokowań, przy którym Niemcy Zachodnie zasiadły na równych prawach z dawnymi zwycięzcami. Delegacje parafowały gotowy tekst w marcu 1951 roku. Traktat ustanawiający Europejską Wspólnotę Węgla i Stali podpisano w Paryżu 18 kwietnia 1951 roku, a po ratyfikacjach wszedł on w życie 23 lipca 1952 roku, zawarty na z góry określone pięćdziesiąt lat. Szóstkę założycielską tworzyły Francja, Republika Federalna Niemiec, Włochy, Belgia, Holandia i Luksemburg. Wysoka Władza rozpoczęła urzędowanie w prowizorycznie wybranym Luksemburgu, z Monnetem jako pierwszym przewodniczącym.

Nowa instytucja dostała zęby. Mogła zakazywać karteli i rządowych subwencji, nakładać na przedsiębiorstwa opłaty zasilające bezpośrednio jej budżet, a w razie kryzysu ustalać kwoty produkcji. Po raz pierwszy suwerenne państwa przekazały część władzy nad kluczowym sektorem gospodarki organowi, którego członkom nie wolno było przyjmować instrukcji od żadnego rządu. Wokół tego jądra od razu zbudowano jednak system przeciwwag: Specjalna Rada Ministrów reprezentowała stolice, Wspólne Zgromadzenie złożone z delegatów parlamentów narodowych zbierało się w Strasburgu, a Trybunał Sprawiedliwości rozstrzygał spory o kompetencje. Czworokąt tych instytucji, pod zmienionymi nazwami i w innych proporcjach, istnieje do dziś. Na czele Zgromadzenia stanął belgijski socjalista Paul-Henri Spaak, o którym będzie tu jeszcze mowa.

Wspólny rynek ruszał etapami. Dla węgla, rudy żelaza i złomu otwarto go 10 lutego 1953 roku, dla stali 1 maja tego samego roku. Cła i ograniczenia ilościowe w handlu tymi surowcami między Szóstką zniknęły szybko, a obroty wewnątrz Wspólnoty wyraźnie wzrosły. Gospodarczy bilans pierwszych lat był jednak skromniejszy, niż zapowiadała retoryka. Rządy nauczyły się obchodzić niewygodne decyzje z Luksemburga, a Wysoka Władza rzadko sięgała po najostrzejsze narzędzia, jakimi dysponowała. Polityczne znaczenie eksperymentu leżało gdzie indziej. Francuscy i niemieccy urzędnicy zaczęli codziennie pracować w tych samych korytarzach, spory o Ruhrę przeniosły się z not dyplomatycznych do sal posiedzeń. Rozładowano też ostatni wielki zatarg terytorialny: mieszkańcy Saary odrzucili w referendum z 1955 roku plan europeizacji regionu, a Paryż pogodził się z jego powrotem do Niemiec, dokonanym z początkiem 1957 roku. Wielka Brytania, obserwująca wszystko z dystansu, zdecydowała się jedynie na luźny układ o stowarzyszeniu ze Wspólnotą. Sama umowa węglowo-stalowa dobiegła końca zgodnie z planem po pięćdziesięciu latach, w lipcu 2002 roku, a jej zadania przejęła Unia Europejska.

Ludzie pogranicza

Architekci tej konstrukcji tworzyli osobliwą galerię postaci. Robert Schuman przyszedł na świat w 1886 roku w Luksemburgu, w rodzinie z Lotaryngii, którą aneksja z 1871 roku uczyniła poddanymi cesarza Niemiec. Studiował prawo w Bonn, Monachium, Berlinie i Strasburgu, a obywatelem Francji został po 1918 roku, gdy Lotaryngia wróciła w granice Republiki. We wrześniu 1940 roku aresztowało go gestapo; dwa lata później zbiegł z przymusowego pobytu w Rzeszy i do wyzwolenia ukrywał się między innymi po klasztorach. Ten samotny, głęboko wierzący prawnik z Metzu do końca życia mówił po francusku z niemieckim akcentem. Najważniejsze stanowiska objął dopiero po wojnie: tekę finansów, na kilka miesięcy fotel premiera, a w latach 1948–1952 kierownictwo francuskiej dyplomacji. W 2021 roku Kościół katolicki uznał go za Czcigodnego Sługę Bożego, co otwiera drogę do beatyfikacji.

Konrad Adenauer, rocznik 1876, przez szesnaście lat rządził Kolonią jako nadburmistrz, dopóki naziści nie wyrzucili go z ratusza. Dwukrotnie trafiał potem w ręce gestapo, po zamachu na Hitlera w 1944 roku wylądował w celi, z której mógł już nie wyjść. Kanclerzem został w wieku 73 lat i całą politykę podporządkował jednemu celowi: nieodwracalnemu zakotwiczeniu Niemiec na Zachodzie, nawet za cenę odsunięcia zjednoczenia kraju na nieokreśloną przyszłość.

Alcide De Gasperi urodził się w 1881 roku w Pieve Tesino na ziemi trydenckiej, jako poddany Habsburgów i zasiadał w wiedeńskim parlamencie, zanim jego mała ojczyzna przypadła po pierwszej wojnie światowej Włochom. Reżim Mussoliniego wtrącił go do więzienia, a po wyjściu na wolność przyszły premier przez kilkanaście lat zarabiał na życie jako pracownik Biblioteki Watykańskiej. Rządem włoskim kierował nieprzerwanie od grudnia 1945 do sierpnia 1953 roku, stojąc na czele ośmiu kolejnych gabinetów. Włosi zawdzięczają mu wybór zachodniej orientacji w latach, gdy najsilniejsza partia komunistyczna zachodniej Europy działała właśnie u nich.

Schuman, Adenauer i De Gasperi mieli ze sobą uderzająco dużo wspólnego: chadecką formację polityczną, głęboką wiarę oraz biografie z pogranicza, gdzie o czyimś obywatelstwie rozstrzygały traktaty pokojowe. Gdy spotykali się bez tłumaczy, rozmawiali po niemiecku, bo ten język mieli wspólny. Łatwo jednak o fałszywy wniosek, że zjednoczona Europa była projektem wyłącznie chadecko-katolickim. Spaak, przedwojenny premier Belgii i pierwszy przewodniczący Zgromadzenia Ogólnego ONZ, wyrastał z ruchu socjalistycznego, a dla integracji zrobił nie mniej niż tamta trójka.

Monnet z kolei wymyka się wszelkim schematom. Syn handlarza koniakiem z miasteczka Cognac przerwał edukację w wieku 16 lat, nie należał do żadnej partii i nigdy nie wygrał żadnych wyborów. Jako trzydziestolatek był już zastępcą sekretarza generalnego Ligi Narodów, podczas obu wojen światowych organizował alianckie systemy zaopatrzenia, a po 1945 roku podsuwał politykom gotowe projekty i cierpliwie czekał, aż okoliczności uczynią je wykonalnymi.

Infografika pokazująca najważniejsze etapy integracji europejskiej od 1945 do 1957 roku
Droga do traktatów rzymskich nie była prostą linią. Obejmowała zarazem odbudowę gospodarczą, projekty instytucjonalne, deklarację Schumana, utworzenie EWWiS, porażkę wspólnej armii i powrót do integracji gospodarczej zakończony sukcesem w Rzymie.
Infografika: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.

Armia, której nie było

Niespełna dwa miesiące po deklaracji Schumana wybuchła wojna w Korei. W Waszyngtonie zapadła decyzja, że obrona Europy Zachodniej wymaga niemieckich żołnierzy, co we Francji, pięć lat po okupacji, brzmiało jak ponury żart. Premier René Pleven ogłosił więc w październiku 1950 roku projekt armii europejskiej. Niemieckie oddziały miały istnieć wyłącznie wewnątrz wspólnych struktur, pod zintegrowanym dowództwem i bez własnego sztabu generalnego. Traktat o Europejskiej Wspólnocie Obronnej podpisała w maju 1952 roku ta sama Szóstka, a w ślad za nim ruszyły prace nad Europejską Wspólnotą Polityczną, quasi-federalną nadbudową z dwuizbowym parlamentem; projekt jej statutu Zgromadzenie EWWiS przedstawiło już w marcu 1953 roku. Przez moment wydawało się, że integracja przeskoczy od węgla wprost do konstytucji.

Ratyfikacje szły jednak opornie, najgorzej w kraju, który całość wymyślił. Gaulliści nie godzili się na rozpuszczenie armii francuskiej w ponadnarodowej strukturze, komuniści zwalczali remilitaryzację Niemiec zgodnie z linią Moskwy. Raymond Aron pisał, że Francja nie przeżywała równie zajadłego sporu ideowego od czasów afery Dreyfusa. Do tego dochodziła wyczerpująca wojna w Indochinach, zakończona w maju 1954 roku klęską pod Dien Bien Phu. Śmierć Stalina i rozejm w Korei osłabiły tymczasem poczucie zagrożenia, które całemu projektowi dało początek. Czwarta Republika zmieniała przy tym gabinety średnio co kilka miesięcy, więc żaden nie zamierzał ginąć za cudzy traktat. Czterech z sześciu sygnatariuszy zdążyło traktat ratyfikować, Włochy czekały na ruch Paryża, a premier Pierre Mendès France wniósł dokument do parlamentu bez rekomendacji własnego rządu. 30 sierpnia 1954 roku Zgromadzenie Narodowe stosunkiem głosów 319 do 264 przyjęło wniosek proceduralny zdejmujący sprawę z porządku obrad i pogrzebało ją bez merytorycznej debaty. Zwolennicy integracji mówili odtąd o „zbrodni 30 sierpnia”. Razem z armią europejską umarła wspólnota polityczna.

Sam kryzys bezpieczeństwa zażegnano metodami klasycznej dyplomacji, głównie za sprawą Brytyjczyków. Układy paryskie z października 1954 roku przywróciły Republice Federalnej suwerenność, a w maju 1955 roku kraj ten wszedł do NATO; historię znacznie późniejszych rozszerzeń Sojuszu opisywaliśmy przy okazji akcesji Finlandii i Szwecji. Wnioski z katastrofy wyciągnięto błyskawicznie. Wojsko dotyka rdzenia suwerenności i budzi emocje, przy których parlamenty stawiają weto; cła, kontyngenty i taryfy nudzą opinię publiczną, więc właśnie na nich da się budować. Monnet odszedł z Wysokiej Władzy, by jako człowiek bez teki, poprzez założony przez siebie Komitet Akcji na rzecz Stanów Zjednoczonych Europy, lobbować za następnym krokiem.

Messyna, czyli nowe rozdanie

Inicjatywę przejęły państwa małe. Wiosną 1955 roku rządy Beneluksu rozesłały partnerom memorandum łączące dwa pomysły. Chodziło o wspólny rynek obejmujący całość gospodarki oraz o współpracę przy pokojowym wykorzystaniu atomu. Za częścią rynkową stał holenderski minister Johan Willem Beyen, za atomową orędował Monnet. Ministrowie spraw zagranicznych Szóstki omówili memorandum na początku czerwca 1955 roku w Messynie na Sycylii, a częściowo w pobliskiej Taorminie; miejsce wybrano na prośbę włoskiego szefa dyplomacji Gaetana Martina, którego kampania przed wyborami regionalnymi zatrzymała na wyspie. Było to pierwsze spotkanie szefów dyplomacji Szóstki od sierpniowej katastrofy poprzedniego roku. Konferencja powołała komitet ekspertów, na którego czele stanął wkrótce Spaak. Do prac zaproszono także Wielką Brytanię; Londyn przysłał w roli obserwatora urzędnika ministerstwa handlu i odwołał go jeszcze przed końcem roku, przekonany, że z całej inicjatywy nic nie wyniknie.

Raport Spaaka z kwietnia 1956 roku przesądził kierunek: unia celna prowadząca do wspólnego rynku oraz odrębna wspólnota atomowa. Dla Francji, rozwijającej własny program jądrowy, Euratom wyglądał atrakcyjnie, za to otwarcie rynku budziło lęk przed konkurencją, której chroniony francuski przemysł mógł nie udźwignąć. Niemcy kalkulowały dokładnie odwrotnie. Kompromis brzmiał: oba traktaty albo żaden. Właściwa konferencja międzyrządowa ruszyła w czerwcu 1956 roku, wciąż pod kierunkiem niezmordowanego Belga. Jesienią 1956 roku negocjacje w podbrukselskim zamku Val Duchesse ugrzęzły w sporach o cła zewnętrzne i harmonizację kosztów socjalnych. Wtedy wtrąciła się historia. Kryzys sueski zakończył się upokorzeniem Paryża i Londynu, którym Waszyngton i Moskwa zgodnie wyznaczyły granice mocarstwowych ambicji, a na Węgrzech sowieckie czołgi rozjechały powstanie. Akurat 6 listopada, w dniu kapitulacji wobec amerykańskiej presji, Adenauer przebywał z wizytą u premiera Guya Molleta; według relacji przypisywanej szefowi francuskiej dyplomacji Christianowi Pineau kanclerz miał wtedy pocieszać gospodarzy, że rewanżem za Suez stanie się dla Francji zjednoczona Europa. Cokolwiek naprawdę padło za zamkniętymi drzwiami, francuskie opory zaczęły topnieć w ciągu tygodni.

Ceremonia podpisania traktatów rzymskich na Kapitolu w Rzymie 25 marca 1957 roku
Podpisane 25 marca 1957 roku traktaty rzymskie powołały Europejską Wspólnotę Gospodarczą i Euratom. Po dekadzie prób, sporów i niepowodzeń integracja europejska zyskała trwałe ramy instytucjonalne.
Ilustracja poglądowa: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.

Rzym, 25 marca 1957 roku

Dwa traktaty podpisano w sali Horacjuszy i Kuriacjuszy w Pałacu Konserwatorów na rzymskim Kapitolu. Jeden powoływał Europejską Wspólnotę Gospodarczą, drugi Europejską Wspólnotę Energii Atomowej, czyli Euratom. Ceremonia skrywała anegdotę, o której uczestnicy długo milczeli: gotowy tekst nie dotarł na czas z drukarni, a część roboczych arkuszy wylądowała wcześniej w koszu za sprawą sprzątaczek, które wzięły je za makulaturę. Pod ozdobnymi oprawami znalazły się więc niemal wyłącznie czyste kartki. Prawdziwe były tylko strony pierwsze i arkusze przeznaczone na podpisy. Ministrowie z pełną powagą sygnowali plik białego papieru. Dziennikarze niczego nie zauważyli.

Treści, uzgodnionej co do przecinka gdzie indziej, nie dało się jednak pomylić z pustą kartką. Traktat o EWG zakładał zniesienie ceł wewnętrznych i wprowadzenie wspólnej taryfy zewnętrznej w ciągu dwunastoletniego okresu przejściowego, swobodny przepływ pracowników, usług i kapitału, wspólną politykę rolną i transportową, Europejski Bank Inwestycyjny oraz Europejski Fundusz Społeczny. Francja przeforsowała dodatkowo stowarzyszenie terytoriów zamorskich ze Wspólnotą oraz zapis o równej płacy kobiet i mężczyzn, mający chronić jej firmy przed konkurowaniem tańszą pracą. Euratom obiecywał wspólne badania, agencję zaopatrzenia w paliwo jądrowe i system kontroli materiałów rozszczepialnych. W odróżnieniu od umowy o węglu i stali oba dokumenty zawarto na czas nieokreślony i bez procedury wyjścia. Tym razem francuskie Zgromadzenie Narodowe powiedziało „tak” wyraźną większością już w lipcu; lekcję sprzed trzech lat odrobiły wszystkie stolice. Parlamenty Szóstki ratyfikowały oba dokumenty do końca roku i 1 stycznia 1958 roku traktaty rzymskie weszły w życie. Komisję EWG w Brukseli objął Niemiec Walter Hallstein, Komisji Euratomu przewodniczył Francuz Louis Armand, a zgromadzenie parlamentarne i trybunał pozostały wspólne dla trzech Wspólnot. Zgromadzenie zebrało się po raz pierwszy w marcu 1958 roku w Strasburgu, a na jego czele zasiadł Robert Schuman.

Nowa konstrukcja szybko przerosła oczekiwania twórców. Cła we wzajemnym handlu Szóstki zniknęły całkowicie 1 lipca 1968 roku, półtora roku przed traktatowym terminem, a wymiana między członkami rosła wyraźnie szybciej niż ich handel z resztą świata.

Infografika pokazująca sześć państw założycielskich oraz pierwsze wspólnoty europejskie: EWWiS, EWG i Euratom
Integrację europejską tworzyła początkowo „szóstka” państw: Francja, RFN, Włochy, Belgia, Holandia i Luksemburg. Najpierw powołały one Europejską Wspólnotę Węgla i Stali, a następnie — na mocy traktatów rzymskich — Europejską Wspólnotę Gospodarczą i Euratom, budując zręby późniejszej Unii Europejskiej.
Infografika: AI / faleinspiracji.pl / CC BY 4.0.

Dlaczego małe kroki wygrały

W ciągu jednej dekady Europa Zachodnia przetestowała trzy podejścia do jedności. Wielki kongres z uroczystymi rezolucjami dał Radę Europy, instytucję pożyteczną, lecz pozbawioną realnej władzy. Skok od razu do armii i konstytucji skończył się katastrofą we francuskim parlamencie. Zadziałało dopiero podejście trzecie: wąski sektor gospodarki, konkretne instytucje z konkretnymi kompetencjami i cierpliwość.

Mechanizm tej metody opisał pod koniec lat pięćdziesiątych amerykański politolog Ernst Haas, nadając mu nazwę efektu rozlewania. Integracja jednego obszaru rodzi problemy i interesy, które popychają do integrowania kolejnych; wspólny rynek węgla upomina się o wspólne reguły transportu, a wspólny handel wymusza z czasem koordynację polityk gospodarczych. Sceptykom trudno protestować przeciwko taryfom na łożyska kulkowe, choć protestowaliby przeciwko federacji. Uczestnicy nie muszą przy tym wierzyć w federalizm. Wystarczy, że każdy następny krok pozostaje dla nich opłacalny. Deklaracja Schumana ujmowała tę samą myśl prościej, mówiąc o konkretnych dokonaniach i rzeczywistej solidarności.

Metoda zawierała też napięcie wpisane w nią całkiem świadomie. Organ ponadnarodowy, najpierw Wysoka Władza, potem Komisja, dostał inicjatywę i rolę strażnika reguł, ale ostatnie słowo zatrzymały rządy zebrane w Radzie. Spór o to, kto tu naprawdę rządzi, trwa do dziś i w tym cyklu jeszcze nieraz powróci. Istniały wreszcie koszty, o których w 1957 roku mało kto myślał. Projekt pisany przez technokratów dla technokratów przez całe dekady obywał się bez entuzjazmu zwykłych obywateli; rachunek za tę wygodę wystawiono dużo później. W 1957 roku liczyło się co innego: wojna francusko-niemiecka, oś europejskiej historii od czasów Bismarcka, przestawała być scenariuszem branym na poważnie.

Szóstka pozostała szóstką przez kolejnych piętnaście lat. Dopiero w 1973 roku do Wspólnot weszły pierwsze nowe państwa, wśród nich Wielka Brytania, ta sama, która odmówiła w 1950 roku, wycofała obserwatora w 1955 roku, a po niemal półwieczu członkostwa jako jedyna zdecydowała się wyjść. O falach rozszerzeń, budowie jednolitego rynku i drodze do wspólnej waluty będzie opowiadać następna część cyklu.

Literatura i źródła