Trzecia dekada PRL, lata 1965–1975, to okres, w którym system komunistyczny w Polsce próbował dwóch różnych strategii utrzymania władzy — i żadna z nich nie okazała się trwała. Władysław Gomułka stawiał na siłę i ideologię. Edward Gierek na kredyt i konsumpcję. Każdy z nich przez kilka lat sprawiał wrażenie, że jego sposób zadziałał. Każdy zostawił po sobie system głębiej wydrążony niż wtedy, kiedy go obejmował.
Milenium: pierwsza porażka propagandy
W 1966 roku Polska obchodziła tysiąclecie — dwa razy równolegle. Państwo świętowało Tysiąclecie Państwa Polskiego, odwołując się do chrztu Mieszka I z roku 966, ale starannie omijając sam chrzest jako wydarzenie religijne. Kościół obchodził Milenium Chrztu Polski, kładąc nacisk właśnie na ten wymiar. Uroczystości toczyły się równolegle, często w tych samych miastach, tego samego dnia. Władza blokowała autobusy, zamykała tramwaje, organizowała konkurencyjne imprezy rozrywkowe. Kościół odpowiadał peregrynacją kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, a kiedy obraz „aresztowano" i odwieziono na Jasną Górę, kontynuował procesje z pustymi ramami.
Bilans konfrontacji był jednoznaczny, choć partia długo nie chciała go przyjąć do wiadomości. Państwowe uroczystości zaganiały robotników z zakładów pracy; na mszy prymasa Wyszyńskiego w Warszawie w tym samym dniu zgromadziło się ponad sto tysięcy osób - dobrowolnie. Milenium było pierwszą wyraźną porażką propagandową PRL w dekadzie, w której miało być ich jeszcze kilka.
Marzec ‘68: czystka, która wyhodowała opozycję
Zapalnikiem był spektakl. Jesienią 1967 roku Teatr Narodowy wystawił Dziady Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka. Publiczność zaczęła oklaskiwać fragmenty o carskim ucisku, widząc w nich aluzję do aktualnego okupanta. Ambasada sowiecka zareagowała interwencją, a władze zdjęły spektakl z afisza. Po ostatnim przedstawieniu 30 stycznia 1968 roku studenci przeszli w marszu protestacyjnym pod pomnik Mickiewicza. Kilka tygodni później, 8 marca, oddziały tak zwanego „aktywu robotniczego" brutalnie spacyfikowały wiec na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego. Fala protestów rozlała się na Kraków, Wrocław, Gdańsk, Poznań, Łódź.
Z protestów studenckich frakcja ministra Mieczysława Moczara zrobiła pretekst do operacji zupełnie innej skali. Oficjalnie mówiono o „syjonistach", „kosmopolitach", „osobach narodowości żydowskiej". W rzeczywistości była to antysemicka czystka — z uczelni, redakcji, ministerstw, samej partii usuwano ludzi na podstawie pochodzenia. W latach 1968–1971 Polskę opuściło około trzynastu do piętnastu tysięcy osób — często zasymilowanych, często wiernych systemowi, niekiedy ocalałych z Holokaustu. Wyjechali między innymi Zygmunt Bauman, Leszek Kołakowski, Aleksander Ford.
Paradoks Marca polega na tym, że władza sama sobie wygnała część swoich obrońców i wyhodowała przyszłą opozycję. Dla pokolenia Jacka Kuronia, Karola Modzelewskiego, Adama Michnika był to moment ostatecznego zerwania z mitem „ludowej Polski". Ci sami ludzie zakładali Komitet Obrony Robotników w 1976 roku i otwierali w 1989 okrągły stół.
Praga i Grudzień: granice przemocy
W nocy z 20 na 21 sierpnia 1968 roku polskie czołgi przekroczyły granicę czechosłowacką w ramach operacji „Dunaj". Dwieście kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy Układu Warszawskiego, cztery tysiące czołgów. Gomułka, jak sam przyznawał później, naciskał na zbrojną interwencję od początku, obawiając się, że reformy Praskiej Wiosny przeniosą się na Polskę. Polskie jednostki okupowały zachodnie Czechy aż do połowy listopada. Napisy na murach witały je słowami: „Polskie wojsko jest zaborcą CSRS. Nie zapomnimy". Najbardziej wstrząsającym gestem protestu w kraju było samospalenie Ryszarda Siwca na Stadionie Dziesięciolecia 8 września; jego krzyk zagłuszyła orkiestra grająca mazura, a kraj dowiedział się o zdarzeniu dopiero cztery miesiące później, z francuskiej prasy.
Jeszcze bardziej kosztowne okazało się to, co stało się dwa lata później w kraju. 12 grudnia 1970 roku, dwanaście dni przed Wigilią, Gomułka ogłosił drastyczne podwyżki cen podstawowych produktów żywnościowych. Odpowiedzią były strajki w Stoczni Gdańskiej, które w ciągu kilku dni rozlały się po całym Wybrzeżu. 15 grudnia Gomułka zdecydował o użyciu broni palnej. Zenon Kliszko miał powiedzieć: „Jeżeli zginie nawet 300 robotników, to bunt zostanie zdławiony". W Gdyni 17 grudnia wojsko otworzyło ogień do robotników wysiadających z pociągu, zmierzających do pracy — zgodnie z telewizyjnym apelem wicepremiera Kociołka. Oficjalna liczba ofiar śmiertelnych to 45; historycy od dawna uważają ją za zaniżoną.
W nocy z 19 na 20 grudnia 1970 roku Gomułka stracił władzę. Leżał w szpitalu po udarze mózgu. Jego miejsce zajął Edward Gierek.
Gierek: druga Polska na kredyt
Nowy I sekretarz był zaprzeczeniem poprzednika. Gierek, z francuskojęzycznej rodziny górniczej, wychowany na emigracji, w zachodnio skrojonych garniturach, umiejący podać rękę francuskim i amerykańskim prezydentom jak ich partner, obiecał Polakom „drugą Polskę". Strategia była spójna i ambitna: jednoczesny rozwój przemysłu, modernizacja infrastruktury i podniesienie konsumpcji. Wszystko na kredyt.
Dzięki ocieplonym relacjom z Zachodem — wizyta Nixona w Warszawie w 1972 roku, podróż Gierka do USA w 1974, osobiste przyjaźnie z Pompidou i Giscardem d’Estaingiem, wcześniejszy traktat z RFN o normalizacji — Polska uzyskała dostęp do dolarowych i frankowych pożyczek. Powstała Huta Katowice, rozbudowano Port Północny w Gdańsku, elektrownię w Bełchatowie. Telewizja Polska zaczęła nadawać w kolorze. 6 czerwca 1973 roku z taśmy bielskiej fabryki zjechał pierwszy Fiat 126p. Polacy zaczęli jeździć do Bułgarii i Jugosławii, oglądać Czterdziestolatka, kupować Marlboro i Coca-Colę produkowane na licencji. Reprezentacja Kazimierza Górskiego zdobyła złoto olimpijskie w Monachium w 1972 roku.
To był realny skok cywilizacyjny. Pierwsze w rodzinach samochody, pierwsze telewizory kolorowe, pierwsze wyjazdy zagraniczne, pierwsze wnuki wychowywane w wyraźnie lepszych warunkach niż pokolenie wojenne. Problem tkwił w tym, że kredyty nie przekładały się na produktywność. System centralnie sterowany nie reagował na żadne sygnały rynkowe. Polska musiała importować zboże i mięso. Zadłużenie zewnętrzne wzrosło z około miliarda dolarów w 1970 roku do ponad siedmiu miliardów w 1975. Do końca dekady miało osiągnąć trzydzieści.
Co zostało po dziesięciu latach
W 1975 roku Polska wyglądała na kraj w trakcie modernizacji. Dziesięć lat wcześniej Gomułka wygłaszał referaty o witaminach w kiszonej kapuście; teraz Gierek podpisywał akt końcowy KBWE w Helsinkach, w deklaracji uwzględniającej prawa człowieka — dokumencie, który za kilka lat stanie się narzędziem w rękach opozycji. Ale pod powierzchnią dekada zostawiała po sobie trzy długi, których nie dało się spłacić jednym gestem.
Pierwszy był moralny. System, który strzelał do robotników w grudniu i wysyłał czołgi do Pragi w sierpniu, nie mógł już uchodzić — nawet wewnętrznie — za reprezentanta klasy pracującej. Marzec ‘68 wypędził z Polski jej elitę intelektualną i jednocześnie wyhodował opozycję, która za kilka lat założy KOR.
Drugi był finansowy. Siedem miliardów dolarów długu w 1975 roku było sumą, której polska gospodarka centralnie planowana nie miała z czego spłacać. Kredyt działał jak narkotyk: łagodził bieżące objawy, pogłębiał chorobę.
Trzeci był pokoleniowy. Polacy urodzeni w latach pięćdziesiątych, którzy w trzeciej dekadzie PRL dorastali, pierwsze książki czytali coraz częściej w drugim obiegu, pierwsze relacje z Gdyni słyszeli w Radiu Wolna Europa, pierwsze płyty z zachodnim rockiem puszczali sobie u kolegi. To pokolenie nie zamierzało wejść w dorosłe życie z akceptacją systemu.
Trzecia dekada PRL nie była dekadą kryzysu. Była dekadą, w której kryzys został zaciągnięty na kredyt — razem ze wszystkim innym.