Państwa powstają i upadają, idee zdobywają władzę i ją tracą, konflikty zmieniają mapy i mentalności. Publikujemy teksty, które próbują zrozumieć te procesy — bez partyjnych etykiet i bez uproszczonego podziału na dobrych i złych. Interesują nas mechanizmy napędzające przemiany społeczne, gospodarcze i polityczne w skali globalnej — i co z tego wynika dla zwykłego człowieka.
Czy zachowanie Donalda Trumpa przystoi prezydentowi? Gdzie kończy się strategia, a zaczyna błazenada
Donald Trump łamie reguły politycznej komunikacji świadomie. Obraża i grozi, a spotkania dyplomatyczne traktuje jak materiał na wieczorne wydanie wiadomości. Czasem coś z tego wynika. Innym razem supermocarstwo zaczyna wyglądać jak prywatny folwark kogoś, kto pomylił rozgłos z powagą, a wymuszoną uległość ze skutecznością. Na początku lipca 2026 roku prezydent Stanów Zjednoczonych znalazł czas na telefon do przewodniczącego FIFA Gianniego Infantino w sprawie kary dla amerykańskiego napastnika. W tym samym tygodniu, podczas szczytu NATO w Ankarze, polecił sekretarzowi skarbu wstrzymać całą wymianę handlową z Hiszpanią, ponownie zażądał kontroli nad Grenlandią, a pod wieczór zapewnił dziennikarzy, że w sali obrad panowała „miłość” i „mnóstwo jedności”. W ciągu kilkudziesięciu godzin ta sama osoba wystąpiła w trzech rolach: zwierzchnika mocarstwa, kibica odkręcającego czerwoną kartkę oraz urażonego uczestnika obrad, który raz grozi wyjściem, raz zapewnia o przyjaźni. ...